12.09.2018

„Gułagi były edukacyjne i służyły rehabilitacji”. Za te słowa poleciała cała organizacja studencka

Jedna z brytyjskich organizacji studenckich stwierdziła, że w gułagu było dobrze, ludzie byli reedukowani, rozwijali zainteresowania i w zasadzie nie siedzieli tak długo. To tłumaczy, dlaczego więźniowie umierali, zapewne z dobrobytu. Na szczęście, organizację zawieszono w trybie natychmiastowym.

Przykro mi to mówić, ale w XXI wieku są ciągle ludzie, którzy piszą historię na nowo i to tak, że proszę siadać. O organizacjach studenckich i uniwersyteckich na Zachodzie nasłuchaliśmy się już dość: kto nie słyszał, to zaraz usłyszy. Otóż grupa zrzeszająca osoby trans, LGBTQ+ Goldsmiths, skupiona wokół London University, napisała na Twitterze, że gułagi były dobre. Edukacyjne. Że sowiecki system karny był co prawda surowy, ale gwarantował więźniom gułagów dostęp do książek, czasopism i innych dzieł kultury. Mój zesłany do syberyjskiego łagru dziadek, który zmarł później w Polsce na gruźlicę, mógłby się z nimi nie zgodzić. Zresztą, prawdę mówiąc, brzmi to trochę jak hitlerowska propaganda dotycząca obozów śmierci: ooo, Żydzi tam mają dobrze, tańczą, jedzą w stołówce, uczciwie pracują. I gdyby to o Hitlera chodziło, LGBTQ+ Goldsmiths zapłaciłoby za to sprawą karną.

Jak to się wszystko w ogóle stało? Na Twitterze rozgorzała dyskusja, w której ktoś chciał zesłać politycznego przeciwnika do gułagu („go to gulag”, popularny mem w Internecie). Odpowiedzialny za konto LGBTQ+ Goldsmiths zaczął aktywnie bronić systemu karnego Rosji sowieckiej, w ogóle chyba nie zauważając faktu, że strzela do niewłaściwej bramki.

Edukacyjny gułag

Oprócz nazywania gułagów „edukacyjnymi”, działacz LGBTQ+ Goldsmiths twierdził, że zsyłano do nich „tylko” do dziesięciu lat, a dłużej można było posiedzieć za naprawdę poważne przewiny. Łagry miały sprawić, że więźniowie zrehabilitują się w oczach społeczeństwa. Jak się można jednak szybko domyślić, taka seria tweetów zaowocowała faktem, że cały klub został zawieszony. Zwłaszcza, że od początku odmawiali przeprosin za ordynarne łgarstwa, których się dopuścili.

Słyszę cichy chichot historii: komuniści przed i po wojnie znani byli z tego, że tępili osoby LGBTQ+. Akcja Hiacynt, penalizacja męskiego homoseksualizmu w roku 1933 w Rosji, obozy pracy dla homoseksualistów zorganizowane przez Fidela Castro i Che Guevarę… przykłady można mnożyć. I teraz te same środowiska, jakby niepomne prześladowań przed laty, wynoszą na ołtarze zbrodniarzy oraz homofobów.

Być może to wina tego, że Zachód nigdy tak naprawdę nie poznał, czym był komunizm w wykonaniu czerwonego dworu Stalina. Świat za żelazną kurtyną musiał wydawać się im fascynujący i tajemniczy, pełen mrocznych sekretów. I wtedy jak grzyby po deszczu wyrastają teorie, że wszystko było propagandą CIA, a ludziom za komuny żyło się w dostatku i cudowności. Ostatecznie w coś wierzyć trzeba. Nawet, jeśli to stek bzdur.

Za te straszne słowa ostatecznie przeprosiło samo Goldsmiths, czyli całe bractwo studenckie, które zadeklarowało, że wesprze wszystkich studentów LGBTQ+, którzy chcą się łączyć w studenckie oroganizacje. Przeprosin od samych działaczy nie usłyszeliśmy.