„Halloween nie jest polską tradycją”, mówią niektórzy. Tymczasem jest nam bliższa niż Wszystkich Świętych

Gorące tematy Społeczeństwo dołącz do dyskusji (993) 31.10.2018
„Halloween nie jest polską tradycją”, mówią niektórzy. Tymczasem jest nam bliższa niż Wszystkich Świętych

Udostępnij

Emilia Wyciślak

Halloween 2018 już dzisiaj! Do waszych drzwi zapukają dzieci przebrane w fikuśne stroje, proszące o cukierki. Zamiast patrzeć na nie spod byka i mówić, że to nie jest polska tradycja chrześcijańska, zastanówmy się, co to znaczy „polska tradycja”, ile w niej chrześcijaństwa oraz jak blisko Halloween do naszych Dziadów.

Wystarczy chwila przeglądania Facebooka i już wyskakuje mi zdjęcie „zamiast nosić strój idioty – odwiedź grób polskiego patrioty”. Jakby jedno wykluczało drugie. Jakby Halloween było zwyczajem ze wszech miar przeżartym korupcją oraz złem. Dzieci przebierające się za duchy zamiast za świętych? Zbierające po domach słodycze? Nasi czytelnicy pamiętają pewnie, że kolędnicy chodzą z tego samego powodu: raz, że przebierać się jest fajnie, dwa, że zostaną zawsze obdarowane łakociami lub pieniędzmi. Halloween, podobnie jak gruby, ubrany w czerwoną kurtkę Mikołaj, przyszło do nas małymi kroczkami i tak już zostało. Walczyć z tym nie ma sensu. Zwłaszcza, że spora część naszych tradycji… tak naprawdę kiedyś nimi nie była. Albo przyszła z Zachodu, albo pochodziła z dawnych pogańskich wierzeń. Część z nich do tej pory kultywujemy, chociaż Kościół nie ma z nimi nic wspólnego.

Halloween 2018

Choinka bożonarodzeniowa. Chociaż nie wyobrażamy sobie bez niej Świąt, przyszła do nas z Niemiec. Pierwotnie wieszano ją do góry nogami (korzeniami). Przystrajano je papierowymi ozdobami oraz jabłkami. Kościół Katolicki spopularyzował zwyczaj stawiania drzewka świątecznego, ale pionierami w tym względzie byli protestanci.

Znicz. Słowo to pierwotnie oznaczało litewskiego kapłana lub czarownika, a błędne tłumaczenie tegoż zakorzeniło się w polskiej kulturze i miało oznaczać „święty ogień”. Nie miał nic wspólnego ze zmarłymi per se. Ostatecznie zakorzenił się w wielu tradycjach.

Kartki świąteczne. Istnieją tylko dzięki temu, że rozwinęła się poligrafia. Nie są zwyczajem głęboko gdzieś w kulturze zakorzenionym.

Karp bożonarodzeniowy. Tego nie trzeba nikomu chyba przedstawiać. Tradycja jedzenia tej ryby w czasie Wigilii została spopularyzowana przez władze komunistyczne.

Pisanki. Najstarsze malowane jajka odnaleziono już w Mezopotamii. Starożytni Rzymianie także lubili je ozdabiać. One również zostały włączone do tradycji chrześcijańskiej, ale wcale z niej nie pochodziły.

Karnawał. Pierwotnie były to obrzędy ku czci Izydy lub Dionizosa. Pochodzi z kultu agrarnego, kiedy oddawano cześć przede wszystkim ziemi, rodzącej przecież dobra.

Topienie Marzanny. Marzanna była słowiańską boginią śmierci i zimna. Jej symboliczne wrzucenie do wody (lub spalenie) miało przywołać wiosnę. Tradycja ta znajduje się na tej liście jako jeden z nielicznych pogańskich obrzędów, które uprawiamy.

Śmigus-dyngus. Tradycja lanego poniedziałku była czysto słowiańska, ale niegdyś Kościół (któremu tak nie w smak teraz Halloween) uważał to za grzeszne praktyki. A jednak się przyjęło, w Poniedziałek Wielkanocny oblewamy się wodą. To kolejny przykład pogańskiego zwyczaju, który sobie zachowaliśmy.

Jarmark bożonarodzeniowy. Jeszcze nie tak na dobre zakorzeniony, ale świetnie ma się w różnych miastach Polski przed Bożym Narodzeniem. Pochodzi oczywiście z Niemiec. Za kilkanaście lat będziemy przekonani, że jest wyłącznie nasz.

Dziadowskie Halloween

Dobrze, powie mi ktoś, kultury się czasem przenikają. To logiczne, że w toku chrystianizacji część obrzędów czy zwyczajów została przyjęta, więc po co ta lista? Już wyjaśniam. Odrzucanie samego Halloween, bo jest „bezbożne”, to jak odrzucanie śmigusa-dyngusa i topienia Marzanny. Odrzucanie Halloween, bo „przyszło z Zachodu” to jak odrzucenie bożonarodzeniowej choinki czy karpia (którego spopularyzowali ci wredni komuniści) albo zabronienia organizacji jarmarku bożonarodzeniowego.

Dla tych, którzy mi powiedzą, że przecież mamy własne tradycje na ten dzień, mam przygotowaną zagadkę. Co to za święto:

  • ma miejsce 31 października,
  • wierzy się, że duchy umarłych schodzą na ziemię,
  • zmarłym wystawia się żywność,
  • rozpala się ognie, z których potem wzięły się znicze,
  • zaangażowani byli w to obdarci i źle wyglądający ludzie

Już zgadliście? Tak, to Dziady Samhain. Celtyckie święto, które najprawdopodobniej stanowiły podwaliny pod tę „dziwną, zachodnią tradycję”. Ludzie przebierali się wtedy za obdartusów i żebraków, żeby duchy nie chciały ich niepokoić. Jednak podobnie jak Słowianie oferowali im ogień i żywność. Halloween ma więc z Dziadami więcej wspólnego, niż nasze Zaduszki czy Wszystkich Świętych. Po co dzieci chodzą po domach? Po jedzenie. Za co się przebierają? Za duchy i demony, to samo, w co wierzono, że nadejdzie w dziadową noc.

Można oczywiście walczyć z tą modą, wzbraniać się, że tak nie wypada, że to nie po bożemu. Nikt nie mówi, że nie. Ale walczyć z tym? To tak jak walczyć z wszystkimi innymi pogańskimi obrzędami, których ani myśleliśmy się wyrzec. Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia Kościół mówi, że mamy sobie darować Andrzejki. Nawet teraz trochę na to się krzywi i pozwala tylko wtedy, kiedy jest to wyłącznie zabawa (a Halloween to co, rytuał ku czci Baala?). Ludzie nie byliby zachwyceni. Dzieci też nie są, kiedy odmawia im się zabawy. Czasami lepiej zaanektować pewne tradycje i pozwolić im się spolszczyć, dorzucić do niej elementy z Dziadów… niż tak po prostu je odrzucać.