Jawność wynagrodzenia? To się po prostu nie opłaca. A przynajmniej tak myślą pracodawcy. Błędnie

Gorące tematy Praca dołącz do dyskusji (61) 17.01.2019
Jawność wynagrodzenia? To się po prostu nie opłaca. A przynajmniej tak myślą pracodawcy. Błędnie

Udostępnij

Edyta Wara-Wąsowska

Jawność wynagrodzenia w Polsce to nadal mrzonka- orientacyjne zarobki na poszczególnych stanowiskach możemy poznać zazwyczaj wtedy, gdy dokładnie przestudiujemy raporty płacowe (które, swoją drogą, nie są zbyt miarodajne). Teoretycznie źródłem informacji mogą być też ogłoszenia o pracę- niektórzy rekruterzy już na wstępie podają, ile można zarobić na danym stanowisku. No właśnie. Teoretycznie.

Jawność wynagrodzenia- projekt Nowoczesnej zamieciony pod dywan

Wysokość wynagrodzeń to temat, który zawsze budzi emocje- nawet wtedy, gdy chodzi o inne nacje (gdy tabu płacowe w Szwajcarii zostało złamane, to zarobki Szwajcarów wzbudziły ogromne zainteresowanie). W Polsce jawność wynagrodzeń to nadal mrzonka- nawet, jeśli chodzi o umieszczenie konkretnej kwoty zarobków w ogłoszeniu o pracę. Pracodawcy i rekruterzy skwapliwie unikają tej praktyki. Stosunkowo niewiele firm decyduje się na ujawnienie proponowanego wynagrodzenia. A to rodzi frustrację. I to, wbrew pozorom, po obu stronach.

Nowoczesna złożyła 30 sierpnia 2018 r. projekt, który miałby rozwiązać ten problem. Pracodawcy po prostu byliby obowiązani podawać proponowaną stawkę w ogłoszeniu o pracę, a tym samym jawność wynagrodzenia stałaby się faktem. Na pracodawców, którzy nie dostosowaliby się do nowego prawa, czekałaby kara finansowa. Projekt zyskał spore poparcie wśród społeczeństwa- i to bez względu na poglądy polityczne. Projekt Nowoczesnej został jednak zamieciony pod dywan i nie wygląda na to, by ktokolwiek chciał się nad nim pochylić.

W ogłoszeniach o pracę nie ma stawek, bo to się nie opłaca pracodawcom. A przynajmniej tak im się wydaje

Osobiście uważam, że pomysł Nowoczesnej był jak najbardziej trafiony. Tylko nieliczni pracodawcy decydują się na podanie wysokości wynagrodzenia w ogłoszeniu o pracę. Co w oczywisty sposób utrudnia życie osobom szukającym pracy, a w mniej oczywisty- także samym pracodawcom. Chociaż większość z nich do tej pory na to nie wpadła.

Wśród pracodawców w ogóle pokutuje zresztą przekonanie, że podawanie proponowanej stawki po prostu…nie jest opłacalne. Bo kandydat się zniechęci, bo może uda się kogoś (już podczas samej rozmowy rekrutacyjnej) przekonać do pracy za niższą stawkę. Bo skoro komuś zależy na danej pracy (skoro już pojawił się na rozmowie), to może zaakceptuje zaproponowane warunki. Nawet, jeśli będą odbiegać od początkowych oczekiwań. W końcu lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu, prawda? To zresztą ciekawe zagadnienie, jeśli zanalizujemy je pod kątem psychologicznym. Kandydat musiał przecież postarać się i zaangażować pewne zasoby, by dostać się na rozmowę. Czyli- musiał znaleźć ogłoszenie, stworzyć dobre CV, stawić się w siedzibie potencjalnego pracodawcy (często znacznie oddalonej od miejsca zamieszkania), przygotować odpowiedni strój i nastawić się psychicznie na rozmowę rekrutacyjną.

Potem taki kandydat wchodzi na rozmowę, w rekruter/potencjalny pracodawca najpierw go przepytuje, a potem roztacza wizję pracy w świetnym środowisku. Często dopiero na końcu rozmowy pojawia się kwestia stawki. Nierzadko odbiegającej nie tylko od wyobrażeń, ale też pewnych standardów. I co robią niektórzy kandydaci? Zgadzają się na proponowane warunki. Sami przed sobą usprawiedliwiają taką decyzję, tłumacząc sobie, że będą mogli się rozwijać, że szybko awansują, że najwyżej zmienią pracę. Tymczasem po prostu starają się, by ich dotychczasowe wysiłki nie poszły na marne- tego nie lubi przecież nikt.

Pracodawcy często myślą, że zaoszczędzili. Tymczasem robią kłopot i sobie, i pracownikom

Jawność wynagrodzenia tworzy- z punktu widzenia pracodawców- jeszcze jeden problem. Jeśli w ogłoszeniu o pracę znajdzie się wysokość proponowanych zarobków, to potem ciężko się z tej propozycji wycofać. A przecież zawsze może znaleźć się kandydat, który zgodzi się na niższą stawkę, a i tak będzie miał odpowiednie kwalifikacje. Ktoś mógłby powiedzieć w tym momencie- no cóż, wolny rynek.

Tyle, że pracodawcy robią kłopot nie tylko potencjalnym pracownikom (którzy frustrują się na widok kolejnego ogłoszenia bez stawki). To, wbrew pozorom, problem także dla nich. Po pierwsze- dlatego, że coraz więcej osób szukających pracy (lub chcących ją zmienić) po prostu nie odpowiada na takie ogłoszenia. Znają swoją wartość i nie godzą się na takie praktyki; nie chcą też marnować czasu. A przecież istnieje realne prawdopodobieństwo, że po zobaczeniu stawki nadal byliby zainteresowani pracą. Po drugie- jeśli brak stawki w ogłoszeniu jest wynikiem chęci znalezienia kandydata z najmniejszymi wymaganiami, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że…przyjęty pracownik wcale nie będzie spełniał założonych przez pracodawcę warunków. Albo że po krótkim czasie odejdzie do konkurencji, która zaproponuje lepsze warunki. Pozostaje zresztą jeszcze jeden problem. Chodzi o stratę czasu. Na rozmowie rekrutacyjnej nagle może się okazać, że żaden z kandydatów nie jest zainteresowany zaproponowaną stawką. I co wtedy? Kandydat traci czas. Pracodawca- czas i pieniądze, bo organizacja procesu rekrutacyjnego również wymaga pewnych nakładów pieniężnych (choćby poświęcenia innych czynności na rzecz przeprowadzenia rozmów).

I żeby była jasność- nie chodzi wcale o komponowanie stawek i proponowanie wynagrodzeń nieadekwatnych do wymagań danego stanowiska pracy. Tylko czy pracodawca, który wie, że proponuje uczciwą stawkę, musi ukrywać ją do czasu rozmowy rekrutacyjnej?

61 odpowiedzi na “Jawność wynagrodzenia? To się po prostu nie opłaca. A przynajmniej tak myślą pracodawcy. Błędnie”

  1. „Tylko czy pracodawca, który wie, że proponuje uczciwą stawkę, musi ukrywać ją do czasu rozmowy rekrutacyjnej?” odp. NIE

  2. Niestety nasza ojczyzna to wciąż ten sam „dziki kraj” i obawiam się, że prędzej nastąpi koniec świata niż staniemy się krajem cywilizowanym.

  3. jestem polskim januszem biznesu

    mnie sie nie oplaca jawnosc wynagrodzen z prostej przyczyny, bedzie to napedzalo ich wzrost, widelki? kazdy bedzie przychodzil po najwyzsze nikt nie bedzie nawet chcial rozmawiac o nizszej kwocie

    nie czarujmy sie wzajemnie, polska to skanden prostych zawodow, o ile w IT widelki sa bardzo wazne o tyle w 99% polskich prac to bedzie katastrofra dla januszy no i na koncu dla klientow bo inflacja skoczy ja zwyczajnie przerzuce sobie to na klienta

    szczegolnie problem ten bedzie dotyczyl nowych firm, dlaczego w polsce sa niskie wynagrodzenia – dlatego ze bieznes najpierw musial i musi splacac kredyty ktore w niemca sa juz dawno splacone, wiec ja sobie poradze ale nowy mlody przedsiebiorca bedzie bardzo dlugo splacac albo przy zlym rynku upadnie z dlugami czyli tak czy inaczej ja znowu wygram

    tak samo w firmach po 50 osob bedzie pogrom, dzisiaj trzeba dac fajtlapie 5k na start kiedy starzy 40latkowie robia po 3500, jak sie dowiedza ze mlody ma na start wiecej za mniej to bedzie dopiero

    pewnie bedzie sie kombinowac tak ze bede 5 etapowe rozmowy na gowno stanowiska gdzie na koncu bedzie sie dowalac tak duzo zobowiazan na pracownika ze bedzie musial wykonac prace 4 osob

    ;) a powaznie bardzo dobrze moze nie z jawnoscia ale z widelkami

    • jestem fajtłapą, chciałbym zobaczyć te 5k, aha i jestem jeszcze młodszy. Gdzie tyle dają?
      Zazwyczaj u januszy to cęiżko te 2k doprosić.

      • Już nawet w Ukraińcom przestaje opłacać się praca w Polsce. Niestety receptą rządu i pracodawców nie jest wcaleurealnienie pensji, ale ściąganie imigrantów z najbiedniejszych regionów całej Azji.

    • Wzrost cen to straszna groźba, ale ostatnio przeczytałem ciekawą rzecz. Na Słowacji po wprowadzeniu Euro bardzo mocno skoczyły ceny. Wie to każdy, kto jeździł tam kiedyś na zakupy. I co się okazuje? Przez ostatnie lata Słowacy mocno nadgonili w płacach Czechów i nadal idą do przodu. Kiedy wszystko zaczęło drożeć, to ludzie najwyraźniej częściej upominali się o podwyżki. Bo po co pracować, jak nas potem na chleb nie stać? Tak że jeśli wzrost płac dogoni inflację, a jak widać się da, to podwyżki cen mogą nie być takie dotkliwe, na jakie się je kreuje.

      • Zgodnie z twoją tezą to polski rząd powinien zaproponować podwyżki cen kiełbasy o milion procent. Wtedy wkurzeni ceną kiełbasy pracownicy zażądają wyższych pensji … i je dostaną ;-) Bo przecież to takie proste ;-) Siedzi sobie przedsiębiorca na kupie pieniędzy i jedynym jego zajęciem jest obronienie tej kupy pieniędzy przed chciwymi pracownikami. Nie ma problemu z konkurencją. Nie ma problemu ze zdobyciem zleceń czy kontraktów. Nie ma problemu z ucieczką obecnych kontrahentów kiedy okaże się, że jego ceny są wyższe niż do tej pory. Może i na Słowacji ceny zarobków zrównały się z czeskimi ale nie słyszałem o tym aby Słowacja stała się europejskim tygrysem gospodarczym, który podbija światowe rynki.

        • „Tygrysem europy” to my niby wg. propagandy jesteśmy od 1989 a za komuny to podobno byliśmy 20-tą czy 10-tą gospodarką świata.Tylko co z tego,jak nie czuć tego w sile nabywczej ?! Znaj Pan proporcję w tym Pańskim korwiniźmie czy innym libertarianizmie !

          Że przedsiębiorcy są u nas uciskani przez państwo – przynajmniej jeśli chodzi o tych drobnych z działalnością jednoosobową,mikrofirmą itp – zgoda. Ale tak samo państwo uciska resztę obywateli,i przedsiębiorcy wcale tak źle w stosunku do reszty społeczeństwa nie mają pomimo narzekań – Gdyby było inaczej już dawno pozamykali by firmy i poszli by pracować u kogoś – ale na to się nie zanosi.

          „Nie ma problemu z konkurencją. Nie ma problemu ze zdobyciem zleceń czy kontraktów. Nie ma problemu z ucieczką obecnych kontrahentów kiedy okaże
          się, że jego ceny są wyższe niż do tej pory”

          To są NATURALNE problemy jakie spotykają przedsiębiorców we WSZYSTKICH krajach i przedsiębiorcy nie powinni być ROSZCZENIOWI względem reszty społeczeństwa !

          Narzekanie,że „nie można podnieść pensji bo nie będziemy konkurencyjni cenowo” to narzekanie Januszy którzy w swojej durnocie chcą konkurować z Chinami czy Bangladeszem cenowo. I sprowadza się to do tego,że ci roszczeniowi Janusze już ściągają do nas tych obywateli Ukrainy,Filipin czy innego Bangladeszu a ludzie uciekają z Polski – bo kto o zdrowych zmysłach chciałby żyć i pracować w kraju który zaczyna przypominać drugi Bangladesz ?!

          Dlaczego „przedsiębiorcy”których tu bronisz to takie zakute pały,że nie zauważają,że cenę MOŻNA a nawet TRZEBA obniżać inną drogą niż tylko obniżanie pensji i zwiększanie obciążeń pracownika ?! Czyżby ci „przedsiębiorcy” byli co do jednego absolwentami WUML ?!

          I jaką przyszłość ma kraj i naród zajmujący się produkcją cebuli tudzież składaniem mebli czy innych podwyrobów za kilka eurocentów dla Niemców ?! U nas przedsiębiorczość jest zwalczana i innowacyjność niszczona (weźmy przykład partyjnego skoku PSL na grafen) a wspiera się jako „przedsiębiorców” leśnych dziadków z układami w urzędach dla których szczyt przedsiębiorczości i innowacyjności to zbicie europalety i dla ratowania takich ludzi manipuluje się rynkiem pracy ściągając niewolników (bardzo wolnorynkowe to jest posuwać się do interwencji państwa w rynek !) z krajów w których żyje się w barakach i chatkach z gówna.

          • Nie bardzo rozumiem za czym się opowiadasz. Bo jeśli z mojej wypowiedzi zrozumiałeś, że jestem za ingerencją państwa w gospodarkę i za tym, żeby socjalistyczne partie obsadzały wszystkie możliwe stanowiska we wszechświecie to jesteś w błędzie. Jest to kolejny po chorym prawie gwóźdź do trumny z polską gospodarką. Nigdy nie twierdziłem, że Polska jest gospodarczym tygrysem Europy bo nim nie jest. I prawdopodobnie nigdy nie będzie. A przynajmniej do czasu aż skończy się socjalizm i demokracja. Mógłbym ci odpisać podobnie jak ty – załóż firmę w Polsce i leż na kasie skoro to takie oczywiste. Chociaż jeśli masz trochę oleju w głosie to wiesz, że to bzdura bo polscy przedsiębiorcy leżą i kwiczą. No ale o tym przekonasz się kiedy wszyscy młodzi stąd wyjadą a tutaj będzie jedna wielka eutanazja staruchów, którym nie będzie z czego wypłacić emerytur i rent. Pozostaną także urzędnicy i politycy przekonani, że jak zainwestujemy w produkcję polskich samochodów elektrycznych to zasramy nimi potem cały świat i popełnimy samobójstwo z nadmiaru gotówki.

  4. Wyobraźmy sobie taką sytuację: w sklepach nie ma wywieszek z cenami. Każdy zakup trzeba negocjować przy kasie, za ten sam produkt jedni płacą mniej, a inni więcej. Nie wiadomo, czy bardziej opłaca się kupować w Lidlu, czy w Biedronce.
    Przecież to absurdalne!
    A w skali całej gospodarki: nie wiadomo dokładnie w co firmy powinny inwestować bo nie ma informacji porównawczych. Alokacja kapitału jest nieoptymalna – traci się kapitał na niewartych tego przedsięwzięciach, a o prawdziwych okazjach nikt nie wie.

    To sytuacja, gdzie wszystkie strony tracą.

    Analogicznie jest i z rekrutacją.
    Jeżeli dobra firma, która szuka tylko najlepszych nie poda, że oferuje wysokie zarobki, to tłumu na rekrutacji nie będzie miała, i najlepszych pracowników nie zdobędzie.
    A jeśli firma która zatrudnia jak najtaniej nie poda zarobków, to wywoła tylko powszechną irytację, wielu ludzi straci czas na niepotrzebne staranie się o posadę, nieliczni przyjmą pracę poniżej ich wartości, żeby po pewnym czasie się jednak zwolnić, a w mediach społecznościowych pojawią się opinie odradzające pracę w tej firmie.
    Ogólnie rzecz biorąc: nastąpi alokacja talentów nie do tych firm co trzeba, tracą wszystkie strony, to nie ma sensu.

    • W punkt. Swoją drogą ciekawe czy ktoś kiedyś zrobił jakieś badanie u nas czy w innym kraju, żeby sprawdzić ile gospodarka traci pieniędzy, na marnowanie czasu podczas procesu rekrutacji nie podając zarobków .

      • Parę mandays w skali roku. Niesamowite.
        Socjalizm się skończył. Nie ma iluzorycznej równości zapewnianej ustawowo.
        Jak masz kilka kartek a4 doswdoświadcz i firma nie mówi widelek to odkladasz słuchawkę, ale jeżeli masz to zazwyczaj firma sama dzwoni i mówi widelki.
        Kto nie umie negocjować będzie pracował za tyle ile mu dadzą, kto nie umie myśleć zwinnie, adaotowaa się do zmian i podejmować ryzyka zmiany pracy będzie zarabial mniej ale będzie nadal miał swoja strefę komfortu.

  5. Obecnie pierwsze pytanie przed umówieniem się na rozmowę o pracę to: Jaki jest budżet na proponowane stanowisko?
    Po co tracić swój czas jak i czas osoby rekrutującej?
    Niektórzy nie są w stanie tego zrozumieć i od razu w czasie rozmowy słychać konsternację. Wychodzą pewnie z założenia że może trafi się pracownik który będzie pracował za najniższą krajową…

    • Tak się dzieje kiedy rekruterom wczasy w Egipcie wejdą za mocno a w dzieciństwie lubowali się w lekturze Zagadek Kaczora Donalda.

      https://uploads.disquscdn.com/images/8f1316368a5eab9ca1167adf8cef6f428413f9ac15a6a216a61b690955eeca0b.jpg

      Np. dzwoni miła pani z wypasionego koncernu i proponuje rozmowę kwalifikacyjną. Po chwili wychodzi na jaw że rozmowa odbędzie się jakieś 150km od mojego miejsca zamieszkania. Wobec takiego obrotu spraw pytam o szacunkowe zarobki i tutaj następuje zgrzyt (po co mamy sobie robić kłopot skoro w kwestii kluczowej nasze stanowiska się nie zbiegną).
      Pani mówi że nie zna odpowiedzi wobec czego zapytałem czy może mnie przełączyć do osoby która jest w stanie mi na to pytanie odpowiedzieć.

      To wymagało z jej strony aby się skonsultować z osobą obok.. po chwili usłyszałem że „odpowiedź na to pytanie mogę uzyskać na rozmowie kwalifikacyjnej”. :) i na tym zakończyliśmy.. rekrutacja to nie pchli targ a ja nie jestem fanatykiem kiepskich rebusów.

  6. Projekt nie do końca trafiony,bo kominy płacowe są tak duże że ludzie skoczyli by sobie do gardeł.
    Nawet w tej samej firmi mogą być bardzo duże rozbierzności płacowe,i one są.Np.na jednej maszynie pracuje Kowalski i znajomy pana prezesa.Wiadomo że Kowalski nie zarobi tyle co znajomek,bo Kowalski nie jest kapusiem,a znajomek,choć sPOłeczna męda może nawet być nie wydajnym pracownikiem,ale dobry kapuś i będzie miał lepszà kasę.Bilans strat i zysków dla pracodawcy jest taki sam,bo Kowalskiemu ujmie kasy i Kowalski dostaje na wypłatę najniższą krajową,a kapuś np.3000.Dla pracodawcy nic się nie zmienia,w płaceniu,ale wie kto i kiedypuścił nawet bąka i to jest dla pracodawcy korzyść niewymierna.
    Na POdkarpaciu nikt się nie pyta ile zarobię,tylko na którą i kiedy mam przyjść do pracy,bo każdy z góry wie że więcej jak najniższą krajową nie zarobi legalnie,a jak chce zarobić te 2000 zł na rękę,to tylko na czarno.

    • Mieszkam w UK i zasada jest prosta, widełki są wszędzie i to rozwiązuje masę problemów. Zazwyczaj jak szukam nowej, lepiej płatnej pracy to szukam takiej gdzie nawet minimum w widełkach mnie zadowoli a jeśli wynegocjuję coś powyżej minimum widełkowego to lepiej dla mnie. Proste. I nitk sobie nie skacze do gardeł, widełki są i nie muszę wiedzieć ile zarabia ktoś inny. Ważne, że ja jestem zadowolony. Ani ja ani rekruterzy nie muszą marnować czasu.

      • Nie nie mam paranoi.Bardzo jestem zadowolony z tego że nawet zarobki zależą od upartyjnienia.Problem w tym że mnie nogi bolą i razem z debilem prezesem nie idę skakaç jak pajac na znak solidarności z nierobem Kijowskim w tym ich spędzie zidiocenia i nie podkręcam radia jak przemawia Schetyna lub inny partyjny błazen.
        Tym samym nie wchodzę w tyłek nikomu.Mam klaustrofobię .

        • Krzysztof, próbuj u Niemców, są bardziej przejrzyści i więcej płacą. A poza tym nazwisko Pelczar wywodzi się od Pilzer/Pelzer, to tak jakbyś jechał do dawnej rodziny pracować, tylko poducz język

  7. Skoro mamy rynek pracownika czyli to pracodawcy biją się o pracowników a nie pracownicy o pracodawców – to czy nie będzie najprościej jak przy „zaproszeniu na rozmowę” nie zapytać coś w tym stylu: „Aby zaoszczędzić sobie i Państwu czasu poprosiłbym o widełki za ile można u was pracować – znam swoje umiejętności i wiem ile są warte dlatego chciałbym poznać waszą ofertę płacową zanim przejdziemy do rozmowy technicznej.”

    • widełki służą do odflitrowania ogłoszeń które nas nie interesują
      jak już rozmawiasz z rekruterem to nie pytasz o widełki, tylko mówisz ile ma być

  8. Polskie prawo nakazuje Tesco czy Lidlowi aby cena sprzedaży była dostępna i widoczna. Nie rozumiem dlaczego pracodawca sprzedający pracę uważa się wyjęty spod tego obowiązku. Chyba tylko dlatego, że jeszcze nikt nie wpadł na to aby podać do sądu firmę, która oferuje pracę bez podania jej ceny.

    • Firma nie sprzedaje pracy tylko produkty/usługi. Pomijając patologiczne przypadki odpłatnego wynajmowania pracownikom narzędzi czy stroju roboczego, to pracownik sprzedaje swoją pracę, a przy pracy na etat swój czas. Firma jest tu klientem i przy takim zobrazowaniu sprawy, to pracownik powinien mieć wywieszkę z ceną.

      • Mylisz się misiu. Pracownik sprzedaje swój czas i umiejętności natomiast firma sprzedaje pracę. To nie pracownik ogłasza się ze swoją ofertą tylko firma ze swoją. Jeśli firma oferuje pracę na stanowisku xxx to powinna podać cenę za tę pracę. Gdyby pracownik szukał pracy i chodził po firmach to wtedy to on powinien nosić tabliczkę z ofertą. Ale kiedy ogłoszenie jest w mediach i ogłasza się firma a nie pracownik to wektor jest w jedną stronę.

  9. Świetny pomysł z tą jawnością zarobków! Jestem ZA!!! Jak widzę ogłoszenie o pracę z brakiem info o zarobku, to od razu omijam i mnie to wkurza – pewnie nie tylko mnie ;)

  10. Jakoś nie ma tego problemu na FB, gdzie w regulaminach grup od ofert pracy, jest jasno i wyraźnie napisane „widełki, albo post do kosza”. Da się? Da.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *