Kwota wolna od podatku ma być wyższa. Z takim hasłem szedł do wyborów Andrzej Duda. Takie orzeczenie wydał Trybunał Konstytucyjny. Jeszcze kilkanaście dni temu wydawało się, że co najmniej przez rok możemy o tym zapomnieć – ale PiS zmienił zdanie i kwota wolna od podatku będzie wyższa już od 2017 r. Kto na tym skorzysta?

Kwota wolna od podatku obecnie wynosi 3091 zł – w skali całego roku. Nietrudno zatem obliczyć, że zarobki nieco poniżej 300 zł miesięcznie podlegają opodatkowaniu. Trybunał Konstytucyjny uznał tak niską kwotę, w dodatku niepodlegającą waloryzacji, za niekonstytucyjną. Zgodnie z orzeczeniem, ustawodawca powinien do 30 listopada 2016 r. zmienić ten stan rzeczy – czyli, w skrócie, podwyższyć wysokość kwoty wolnej (uwzględniając poziom minimum socjalnego) oraz określić zasady jej waloryzacji.

Ale jeszcze niedawno wydawało się, że posłowie – za pomocą niezbyt wyrafinowanego i sprzecznego z orzeczeniem TK sposobu – nie dopuszczą do ulżenia najuboższym w płaceniu podatków. Ale okazuje się, że rację miał prezydent Andrzej Duda, którego wiara w ustawodawcę pozostała niezachwiana:

W toku prac legislacyjny nad ustawą o podatku dochodowym od osób fizycznych zgłoszono poprawkę, która zwiększa poziom kwoty wolnej od podatku – do poziomu 6600 zł. Poprawki Senatu zostały zaakceptowane przez Sejm, a prezydent ustawę szybko podpisał:

co oznacza, że wejdzie w życie już od przyszłego roku (najpóźniejszy termin uchwalania ustaw podatkowych to 30 listopada).

Kwota wolna od podatku wyższa – kto zyska, kto straci?

Na zmianach zyskają osoby najuboższe. Jeśli ktoś zarabia mniej niż 11 000 zł brutto, będzie płacił niższe podatku. Jeśli ktoś zarabia mniej niż 6600 zł, podatku dochodowego nie zapłaci w ogóle.

Na zmianach nie zyskają – ale i nie stracą – ci, których dochody plasują się w przedziale 11 000 – 85 528 zł. Dla nich kwota wolna od podatku w 2017 roku pozostanie bez zmian.

Stracą natomiast najbogatsi, czyli ci, którzy zarabiają ponad 127 000 zł – oni w ogóle nie będą mogli skorzystać z kwoty wolnej od podatku, co de facto oznacza podwyższenie opodatkowania.

Wzrost podatków dla najbogatszych nie powinien dziwić – przecież ktoś musi sfinansować obniżkę podatków wprowadzoną w ostatniej chwili, gdy ewentualne zmiany w budżecie nie mogą być zbyt duże.

Z drugiej strony to, że zmiany odczują osoby zarabiające mniej niż 1000 zł miesięcznie w sytuacji, w której już za chwilę minimalne wynagrodzenie za pracę będzie dwukrotnie wyższe, świadczy o tym, jak ubogim społeczeństwem jesteśmy – na zmianach zyskać ma bowiem około 3 miliony osób.