Afera Sante: Pracownicy to nie wykładziny podłogowe, ale niektórzy być może o tym nie wiedzą

Praca dołącz do dyskusji (29) 18.04.2019
Afera Sante: Pracownicy to nie wykładziny podłogowe, ale niektórzy być może o tym nie wiedzą

Udostępnij

Edyta Wara-Wąsowska

Jeśli ktoś myślał, że czasy, w których traktowanie pracowników na równi z wykładzinami podłogowymi już dawno minęły, to jest w błędzie. Wciąż istnieją firmy, w których pracownicy są poniżani, wyzywani i zastraszani. Firmy, w których większość załogi chodzi na terapię, bo inaczej nie byłaby w stanie poradzić sobie z kolejnym dniem w pracy.

Traktowanie pracowników jak współczesnych niewolników

Piszę ten tekst pod wpływem artykułu Janusza Schwertnera. Dziennikarz przedstawia w nim historię byłych pracowników firmy Sante, którzy opowiadali o tym, czego doświadczyli w pracy. Z ich relacji wynika, że właściciel firmy zachowywał się jak urodzony imperator i dyktator w jednym. Jeśli tylko coś mu się nie spodobało – a z opowieści wychodziłoby na to, że działo się tak bardzo często – to traktowanie pracowników przypominało z jego strony traktowanie niewolników przez ich właściciela. Poniżanie, wyzywanie, podważanie kompetencji, krzyki, awantury, wiele dwuznacznych propozycji. Wierzę, że sprawą zajmą się odpowiednie instytucje państwowe i ostatecznie rozstrzygną, czy takie zdarzenia miały miejsce. Jeśli tak, to nagle może się okazać, że właściciel Sante, uosobienie amerykańskiego mitu „od pucybuta do milionera” przestanie być człowiekiem sukcesu.

To tylko pojedynczy przypadek? Oczywiście, że nie

Na łamach Bezprawnika pisałam już o różnych praktykach pracodawców. Na przykład o pewnej warszawskiej restauracji, w której właściciel nieustannie obarczał pracowników karami finansowymi. Albo o skierniewickim markecie, gdzie podobno również czyhano na każdy błąd pracownika. I niestety, ale jestem przekonana, że to nie są pojedyncze przypadki. PIP jednak wydaje się bezradna i nikt nie zna prawdziwej skali zjawiska. Sądząc jednak po internetowych wpisach na wielu forach – mobbing, i to także w tej najgorszej i najcięższej postaci, jest niestety obecny w wielu firmach.

Takie traktowanie pracowników nie jest wprawdzie standardem, ale zdarza się o wiele częściej niż powinno. A tymczasem przecież wcale nie jest tak trudno być przyzwoitym pracodawcą i przy okazji – przyzwoitym człowiekiem. Wystarczy traktować swoich podwładnych z szacunkiem (tak jak zresztą powinno traktować się każdego człowieka) i już na wstępie określić zasady, których należy w firmie przestrzegać. Już pomijam nawet takie kwestie jak uczciwe wynagrodzenie czy dobre warunki pracy.

Królowie życia

Niestety, historie wielu pracowników wychodzą na światło dzienne, tak jak w przypadku Sante, dopiero po jakimś czasie. Czasem po kilku lub kilkunastu latach. A właściciele takich biznesów mają się świetnie. Wyniki, jakie osiągają, utwierdzają ich w przekonaniu, że są prawdziwymi królami życia. A przecież król życia może robić co mu się tylko żywnie podoba.

Opamiętanie przychodzi późno lub wcale. Zawsze znajdą się też osoby, które mimo wszystko będą chciały pracować w niewolniczych warunkach. Powody są różne. Na przykład mają na utrzymaniu rodzinę, a na głowie kredyt na kilkadziesiąt lat. W międzyczasie będą uczęszczać na terapię i powtarzać sobie, że jak tylko znajdą coś lepszego, to natychmiast opuszczą swojego pracodawcę.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że póki skandaliczne traktowanie pracowników w takich firmach nie zostanie odpowiednio nagłośnione, to zazwyczaj nic się nie dzieje. Właściciele czerpią zyski i z dumą patrzą w lustro.

I to jest w tym wszystkim najbardziej przerażające.