Ekolodzy z WWF nie pozwolą, by rysie wyginęły – ale chyba chodzi głównie o Ryszardów w ich zarządzie

Codzienne Gorące tematy dołącz do dyskusji (1314) 27.03.2018
Ekolodzy z WWF nie pozwolą, by rysie wyginęły – ale chyba chodzi głównie o Ryszardów w ich zarządzie

Udostępnij

Emilia Wyciślak

Wydawałoby się, że World Wide Fund for Nature to organizacja ze wszech miar szlachetna i pełna cnót. Jak się okazuje, większość zbieranych przez nich pieniędzy (wszak zwierzątka giną!!!) wędruje nie tam, gdzie chyba powinna. 

Ekolodzy z WWF nie pozwalają na to, żeby rysie wyginęły – ale chyba chodzi tylko o Ryszardów w ich zarządzie. Przez ostatnie dziesięć lat udało im się zwiększyć populację rysia o 12 (słownie: dwanaście) sztuk. Co chwila ogłaszają jednak dramatyczne zbiórki, uciekając się do dobroci serca tych, którym nie jest obojętny los leśnej zwierzyny. Z milionów, które zebrali – jak ustaliła Wirtualna Polska – 59 tysięcy trafiło na to, żeby oto dwoje rysiów trafiło na łono przyrody. Cała reszta najwyraźniej idzie na sute pensje, bo człowiek też zwierzę, żyć musi.

WWF pensje

Teraz popatrzmy na liczby, którymi uraczyła nas Wirtualna Polska. Wygląda na to, że pani prezes WWF zarabia 290 tysięcy złotych rocznie – czyli więcej niż nasz pan prezydent czy pan premier. Jakkolwiek zrozumiałe jest, że bój o przyrodę nie może odbywać się przy czerstwym chlebie i źródlanej wodzie, tak trudno wyimaginować sobie, ile tupetu może mieć człowiek, co to zbiera na rysie i wilki, ale oficjalnie pobiera to z rządowego funduszu ochrony środowiska, to ze specjalnego dofinansowania Lasów Państwowych. A potem pieniążki wędrują do paśnika, tyle, że ludzkiego.

Oczywiście, WWF co rusz publikuje łzawe apele o to, by pochylić się nad losem braci mniejszym. WP przypomina spoty z udziałem Marcina Dorocińskiego, w których poszukuje się wręcz abonentów gotowych zaadoptować dzikie zwierzę. Z tego co widzimy teraz, nie wiadomo, czy ów wpłacający kiedykolwiek zobaczy zwierzaka. Prawdopodobnie za to opłaci Netfliksa komuś z zarządu tego wspaniałego stowarzyszenia.

Pomyli się jednak ten, kto pomyśli, że WWF wydaje wszystko co zgromadzi (a w 2016 roku było tego dorobku aż 22 milionów złotych). Pensje wynoszą ich „tylko” 3 miliony złotych, natomiast całą resztę pokątnie chowają w kontach bankowych, by pospłacać długi wobec głównej spółki, WWF International (dłużni im są oni 2,5 miliona euro).

Co z resztą pieniędzy? Tego nie wie nikt. Może powędrują na poczet rysia albo wilka, a może zostaną puszczone gdzieś w tłustych pensyjkach. Każdy musi mieć swój paśnik.

Może by tak zaadoptować rysia…

Oczywiście, sama adopcja to też intryga grubymi nićmi szyta. Rysia się owszem, adoptuje, ale tylko takiego symbolicznego, wirtualnego. Wpłacamy 40 złotych na zwierzę, które możemy sobie wyobrazić hasające gdzieś po puszczach, borach i innych zagajnikach. Darczyńcy informowani są bowiem, że ich wpłata powędruje na ogólne konto ochrony środowiska, a także walkę z tym, żeby ryś miał się dobrze.

Nie wiem jak z rysiem, „ekolodzy” mają się doskonale. Ale jak to mówią, od przybytku głowa nie boli.