Miłośnicy StarCrafta i Counter-Strike’a wydają się być o krok bliżej od nazwania sportowcami, niż gracze w brydża. 

Nawet jeśli w szkole wolno biegałeś, krzywo kopałeś piłkę, a z basenu musiała wyławiać cię cała rada pedagogiczna, wciąż miałeś zadatki na wielkiego sportowca. Tak przynajmniej mogło się wydawać, ponieważ dziś pewien sąd z Wielkiej Brytanii odarł cię z resztek nadziei.

Brydż nie jest sportem?

Wyspiarscy brydżyści chcieli uzyskać uznanie i przywileje zarejestrowane do tej pory dla Andy’ego Murraya czy Wayne’a Rooneya, a tymczasem sąd podciął im skrzydła. We wczorajszym orzeczeniu londyński sąd apelacyjny stwierdził bowiem, że brydża trudno jest nazwać… sportem.

To też nie jest tak, że miłośnicy brydża mieli nieracjonalne oczekiwania – chcieli być traktowani jedynie z równą doniosłością, co miłośnicy sportów takich jak bilard, gra w rzutki albo badminton.

A jednak nie, w ocenie sądu nawet najszlachetniejsza gra w karty w tym przypadku nie spełnia kryterium zostania „sportem”, ze względu na swój brak nawet minimalnej aktywności sportowej. Brydżyści oponowali wskazując, że gra ma korzystny wpływ na zdrowie. Taka decyzja sądu sprawiła, że rozwój brydża w Wielkiej Brytanii będzie nieco ograniczony na tle sportu, mając ograniczone możliwości promocji i finansowania ze środków publicznych.

Gdzie sport się kończy, a gdzie zaczyna?

Tragiczne dla brydżystów wydarzenia z Londynu, to oczywiście element bardzo ciekawej dyskusji na temat pojmowania sportu ogółem w 2017 roku i przyszłości. Niewątpliwie ta definicja przechodzi przez bardzo głęboki kryzys w ostatnich latach. Wystarczy wspomnieć o fenomenie e-sportu, czyli grania na komputerze. Utalentowani mistrzowie Counter-Strike’a są transmitowani w telewizjach, rozpoznawani przez tłumy fanów, którzy nie potrafią wymienić nazwiska ani jednego piłkarza, za to wybudzeni w środku nocy doskonale znają układ klanów w czasie ostatniego turnieju na mapie de_dust.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Szachy, bilard, rzutki, scrabble – sporty czy „sporty”? Równie mało ekstremalne ruchowo co brydż, a przynajmniej – porównywalnie. Być może w niektórych z nich ciężar rozgrywki bardziej opiera się na zręczności, a w niektórych na walorach intelektualnych i chyba to właśnie rozumowanie towarzyszyło londyńskiemu sądowi.

Być może jednak warto spotkać się na świecie i zdefiniować sport na nowo. Liberalnie – uznając go za wszystkie formy rywalizacji. Lub konserwatywnie – do czego ja się przychylam – oddzielając od niego rywalizację o niefizycznym charakterze.