Że do internetu będziemy się logować za pomocą dowodu osobistego i hasła generowanego w stosownym urzędzie – jest w zasadzie pewne. To tylko kwestia tego, czy zdarzy się to za 10 czy 20 lat. 

Ile szczepionek na niebezpieczne choroby wymyślili użytkownicy TOR-a? Ile rządów obalili swoimi rewelacjami? Czy w ogóle wnieśli coś wartościowego do życia współczesnych społeczeństw?

Niestety, nie przypominam sobie. Wiem natomiast, że TOR i VPN to miejsce, w którym poruszane są kwestie regularnie wykraczające poza granice akceptowane nie tylko przez kodeks karny, ale i ludzką moralność. Ale nawet pomijając te najbardziej kontrowersyjne zagadnienia, jak rozpowszechnianie pedofilii, handel narkotykami, bronią czy żywym towarem, TOR i VPN wykorzystywane są przez wielu, by naruszać prawo nawet w świecie ogólnodostępnego i powszechnego internetu.

Piractwo, zniesławienia, oszustwa w serwisach aukcyjnych – to tylko niewielki wycinek nagannych zachowań, których dopuszczają się internauci kryjący za otoczką anonimowości gwarantowaną przez TOR i VPN. Częściowo rozprawiła się z tym problemem ustawa antyterrorystyczna, która wymusiła rejestrację kart typu pre-paid. Policja bezradnie rozkłada ręce, ponieważ takich osób z reguły nie da się namierzyć.

Prawo przestaje działać w sytuacji, gdy toleruje armie internautów wyjętych spod prawa

W Zjednoczonych Emiratach Arabskich powoli zaczęto dostrzegać problem, choć z mniej szlachetnych pobudek zabezpieczenia interesów swojego przemysłu telekomunikacyjnego – można tam dostać nawet pół miliona dolarów kary za korzystanie z VPN.

Ale być może właśnie radykalnych rozwiązań prawnych potrzebujemy dla rozwiązania rosnącego problemu anonimowych przestępstw dokonywanych za pośrednictwem internetu. Penalizacja korzystania z TOR i VPN, stworzenie unikalnych rozwiązań prawnokarnych względem użytkowników, których łącze internetowe zostało (czy to przez TOR) czy nawet niezabezpieczony router, wykorzystane do popełnienia przestępstwa wydają się rozwiązaniami koniecznymi i nieuniknionymi. Niestety, póki co politycy boją się podejmować dyskusję w tym zakresie, obawiając się zarzucanie im niecnych celów, mając w pamięci protesty przy okazji ACTA.

Największym problemem są w tej dyskusji oczywiście sami internauci, którzy niezdolni są do patrzenia w perspektywie dalszej, niż czubek własnego nosa, w obronie anonimowości gotowi są walczyć po stronie – bardzo często – przestępców, zapominając o tym, że to oni bywają ich najczęstszymi ofiarami.

Czy anonimowy internet, z którego zdecydowana większość internautów  i tak nie korzysta, jest wart rezygnacji ze swojego bezpieczeństwa? Przykłady krajów takich jak Turcja pokazują, że rządów tą drogą i tak nie obalimy.

Pewnego dnia internet przestanie być anonimowy. Być może nawet nie zalogujemy się do niego, zanim nie położymy dowodu osobistego na specjalnym touchpadzie albo nawet nie wepniemy kabelka USB 5.0 do wmontowanego w nasz nadgarstek portu. Ale być może lepiej już teraz porozmawiać o tym jak reperować niedoskonałości sieciowej anonimowości, niż za kilka lat poddać się masowej, prewencyjnej inwigilacji?