Konieczność wypłaty gigantycznych odszkodowań w przypadku ogłoszenia stanu nadzwyczajnego to zwykły straszak. Wystarczy przyjrzeć się przepisom

Biznes Prawo dołącz do dyskusji (98) 17.04.2020
Konieczność wypłaty gigantycznych odszkodowań w przypadku ogłoszenia stanu nadzwyczajnego to zwykły straszak. Wystarczy przyjrzeć się przepisom

Justyna Bieniek

Wizja wypłaty odszkodowań w przypadku ogłoszenia stanu nadzwyczajnego przewija się w mediach już od paru tygodni. Podobnie jak w wypowiedziach polityków, którzy często używają jej jako straszaka dyscyplinującego społeczeństwo. O co chodzi z gigantycznymi odszkodowaniami jakie Polska musiałaby zapłacić? 

Odszkodowania za stan nadzwyczajny — od kogo i za co?

Demonizowane od paru tygodni odszkodowania za stan nadzwyczajny przysługiwałyby w razie ustanowienia któregoś ze stanów wyjątkowych opisanych w Konstytucji na podstawie ustawa z 22 listopada 2002 r. o wyrównywaniu strat majątkowych wynikających z ograniczenia w czasie stanu nadzwyczajnego wolności i praw człowieka i obywatela. Odszkodowania wypłacałby Skarb Państwa.

Ustawa — na marginesie warto wspomnieć, że bardzo krótka i dość klarowna — mówi, że takie odszkodowania przysługiwałyby każdemu, kto poniósł stratę majątkową w następstwie ograniczenia wolności i praw człowieka i obywatela w czasie stanu nadzwyczajnego. Odszkodowania wyrównywałyby jednak jedynie poniesione straty majątkowe, bez korzyści. Co to oznacza? Odszkodowania pokrywałyby pieniądze stracone, a nie te niezarobione. Przekładając to na praktykę, przedsiębiorca zgodnie z ustawą mógłby otrzymać takie odszkodowanie, jeżeli poniósłby realną stratę, czyli np. zepsuł się jakiś towar w jego hurtowni, musiałby zapłacić karę umowną. To są właśnie realne straty. Nie byłoby możliwości domagania się odszkodowania za to, czego dane firmy przez koronawirusa nie zarobiły. Sieci odzieżowe nie mogłyby dochodzić odszkodowania za niesprzedanie określonej ilości towarów, a zakłady fryzjerskie za niewykonanie usług, które z teoretycznego szacowania mogłyby wykonać.

Jak widać, straszenie odszkodowaniami jest więc mocno naciągane. Obecnie większość wyliczanych strat opiera się na pieniądzach niezarobionych a nie straconych.

Do tego dochodzi również tryb rozpatrywania wniosków o odszkodowania. Decyzje rozpatrywałby wojewoda. Nietrudno się domyślić, że nawet wypłacane odszkodowania najprawdopodobniej nie byłby wysokie. Niezadowoleni mogliby składać odwołania i wchodzić na drogę sądową. Wyjątkowość tego typu spraw zapowiadałaby jednak dość długi proces. Wypłata odszkodowania odwlekałaby się w czasie.

Warto zauważyć, że nawet bez wprowadzania stanu nadzwyczajnego przedsiębiorcom już teraz przysługuje prawo do dochodzenia od Skarbu Państwa odszkodowań. Oczywiście sprawa musiałaby trafić do sądu. A szansa na ich uzyskanie nie byłaby oczywista, jednak pewne fakty są niezaprzeczalne — to na podstawie rządowych rozporządzeń upadło wiele biznesów.