Artykuł 5 traktatu o NATO od kilku lat śni nam się po nocach. A tymczasem, jak ciekawie zauważył Patryk Słowik z DGP na Twitterze – ledwie tydzień po szczycie NATO prawdopodobnie powinien zostać zrealizowany w praktyce. Nic jednak na to nie wskazuje.

W Turcji trwa właśnie wojskowy zamach stanu. W poprzednim artykule wyjaśniałam, że zamachy stanu to wprawdzie nie pierwszyzna, a redaktor naczelny Bezprawnika trochę z przekąsem nazwał je nawet „elementem ichniej kultury politycznej”.

Nie zmienia to jednak faktu, że – jako kraj żywo zainteresowany przestrzeganiem Traktatu Północnoatlantyckiego – powinniśmy ze szczególną wnikliwością obserwować wszelkie wydarzenia geopolityczne na świecie, a zwłaszcza w obrębie NATO.

I tak oto dziś w jednej z największych potęg militarnych świata, a przy tym jednej z największych sił wojskowych w Sojuszu (nie bali się zagrać na nosie nawet Rosjanom, choć Anglicy czy Francuzi mieliby w tej materii zapewne obawy), rozpoczął się zamach stanu. Czy w takiej sytuacji reszta państw sojuszniczych powinna zdecydować się na interwencję?

Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego brzmi następująco:

Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich
w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko
nim wszystkim i dlatego zgadzają się, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi,
to każda z nich, w ramach wykonywania prawa do indywidualnej lub
zbiorowej samoobrony, uznanego na mocy artykułu 51 Karty Narodów
Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując
niezwłocznie, samodzielnie jak i w porozumieniu z innymi
Stronami, działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej,
w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego.
O każdej takiej zbrojnej napaści i o wszystkich podjętych w jej wyniku
środkach zostanie bezzwłocznie powiadomiona Rada Bezpieczeństwa.
Środki takie zostaną zaniechane, gdy tylko Rada Bezpieczeństwa podejmie
działania konieczne do przywrócenia i utrzymania międzynarodowego pokoju
i bezpieczeństwa.

Jak widać Artykuł 5 jest bardzo niejednoznaczny i choćby w dzisiejszej sytuacji można zauważyć jego słabości. W Turcji jest naprawdę gorąco, podczas gdy jednoznaczna interpretacja zapisów traktatowych pozwala przyjąć postawę uzależnioną w zupełności od interpretacji państw sojuszniczych.

Czy jako NATO jesteśmy bowiem lojalni wobec władzy, demokratycznie wybranej władzy, narodu, a może jednak armii? Czy pucz wojskowy, będący oddźwiękiem nastrojów społecznych, należy uznać za „zbrojną napaść” na Turcję?

Interpretacje Artykułu 5 mogą być najrozmaitsze i pokazuje to niestety konieczność ponownego przedyskutowania treści traktatów. Najwyraźniej turecka armia jest przekonana, iż dokonując wewnętrznych porządków w państwie w żaden sposób nie stoi w sprzeczności z zapisami traktatowymi i o interwencji państw członkowskich – w świetle Artykułu 5 – mowy być nie może.

Oby ten artykuł brzmiał nieco konkretniej, jeśli pewnego dnia my będziemy musieli skorzystać z jego pomocy.