No English? No sex! Unia Europejska staje w obronie prostytutek

Gorące tematy Zagranica dołącz do dyskusji (27) 31.08.2016
No English? No sex! Unia Europejska staje w obronie prostytutek

Udostępnij

Małgorzata Krakowska

W krajach UE, w których prostytucja jest legalna, prostytutki muszą znać języki obce. W 2015 roku Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu zadecydował, że komunikacja i bezpieczeństwo pracowników domów uciech są ponad swobodą usług. Orzeczenie obowiązuje w każdym kraju członkowskim, w którym prostytucja jest legalna. 

Sprawa miała swój początek w Holandii w 2011 roku. Burmistrz Amsterdamu odmówił  holenderskiemu alfonsowi pozwolenia na wynajem witryn okiennych prostytutkom pochodzącym z Węgier i Bułgarii. W treści odmowy urzędnicy zaznaczyli, że żadna z zatrudnionych przez Holendra kobiet nie znała języka, który umożliwiałby komunikację z miejscowymi instytucjami.

Czytaj też: Prostytucja wytłumaczeniem posiadania pieniędzy z niewiadomego źródła!

Urzędnikom nie spodobał się również pomysł zatrudnienia tłumacza dla prostytutek.  Swoją decyzję motywowali troską o dobro oraz bezpieczeństwo pracowników seksualnych, tym samym poddając w wątpliwość prawdziwość  oświadczeń  prostytutek wypowiedzianych w „towarzystwie osób trzecich”.

Zakaz sprzeczny z prawem EU

Mężczyzna zaskarżył decyzję  urzędników do sądu. W pozwie powołał się na prawo do swobody usług i przedsiębiorczości. Obie są nieodzowną częścią istoty wspólnego rynku, na którym opiera się sens istnienia Unii Europejskiej.

Czytaj też: Jak fiskus sprawdza dochód z prostytucji – o unikaniu podatku na podstawie spraw sądowych

Sąd rejonowy w Amsterdamie podtrzymał decyzję urzędników. Ale właściciel burdeliku nie dał za wygraną i skierował sprawę do Trybunału Stanu (de Raad van State) – najwyższej holenderskiej instancji decydującej o sprawach natury administracyjnej. W lipcu 2014 holenderscy sędziowie skierowali tzw. pytanie prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu.

Interes publiczny ponad wszystko

W tej dość nietypowej sprawie, ma miejsce konfrontacja  interesu publicznego (bezpieczeństwo pracowników seksualnych) z zasadą swobody przedsiębiorczości i swobody świadczenia usług.  Według Trybunału zakaz może mieć tylko sens jeżeli jego celem jest ochrona interesu publicznego,  mianowicie zapobieganie przymusowej prostytucji, handlowi ludźmi oraz prostytucji niepełnoletnich.

Interes publiczny ma w tym wypadku pierwszeństwo, a Trybunał stwierdza jednocześnie, że „krajowy środek ograniczający swobodę świadczenia usług, który realizuje cel związany z interesem publicznym, jest dopuszczalny jedynie pod warunkiem, że środek ten jest właściwy dla zapewnienia realizacji tego celu oraz nie wykracza poza to, co jest konieczne dla osiągnięcia tego celu”.