Czekaliśmy dwa lata, ale wreszcie jest. Pierwszy dobry pomysł opozycji

Państwo dołącz do dyskusji (56) 18.12.2017
Czekaliśmy dwa lata, ale wreszcie jest. Pierwszy dobry pomysł opozycji

Mateusz Madejski

Przez ostatnie dwa lata rządów „dobrej zmiany” można się było przyzwyczaić, że obóz rządzący ma – mówiąc eufemistycznie – często naprawdę kontrowersyjne pomysły. Chyba jednak jeszcze bardziej szokowała przez ten czas totalna niemoc opozycji. Po prostu jej przedstawiciele nie potrafili wpaść na właściwie żaden pomysł, który zadałby skuteczny cios obozowi PiS. Nawet jak ten po prostu się podkładał. Trzeba było ustawy mocno komplikującej życie niepełnosprawnym, by wreszcie pojawiło się coś ciekawego. I potencjalnie skutecznego. 

„Totalna klęska totalnej opozycji” – ten pasek pewnego dnia mogli zobaczyć widzowie „Wiadomości” TVP. Był to jeden z tak zwanych „pasków grozy”, jednak słowo „klęska” jakoś pasuje do opozycji, zwłaszcza tej parlamentarnej. Cokolwiek PiS by nie zrobił, to partii rosną sondaże. I trochę się trudno dziwić, bo opozycja po prostu nie potrafi w skuteczny i błyskotliwy sposób uderzyć w rządzącą koalicję. A mówienie w koło Macieju „hańba”, „to sprzeczne z demokracją”, „Piotrowicze” i „Misiewicze” najwyraźniej niezbyt działa. Aż wreszcie pojawił się krótki wpis szczecińskiego posła PO Bartosza Arłukowicza i chce się krzyknąć: „Opozycjo, tędy droga!”.


Fot. @Arlukowicz

Poseł nie tylko zapewnia, że jego ekipa będzie podwozić niepełnosprawnych do lokali, ale też wzywa zwykłych ludzi do pomocy. Odzew już jest, i to niemały. Ten jeden wpis jest warty więcej niż wszystkie konferencje Schetyny, Petru, Lubnauer i Kosiniaka-Kamysza razem wziętych. Dlaczego?

Sejm uchwalił właśnie zmiany w ordynacji wyborczej autorstwa PiS. Kontrowersji jest w nich sporo, wyjątkowo dużo emocji jednak budzi wycofanie z trudem wywalczonego głosowania korespondencyjnego. Chyba nie trzeba tłumaczyć, że takie głosowanie to wielkie ułatwienie dla osób niepełnosprawnych, ale i tych starszych czy też chorych. PiS tłumaczyło, że takie głosowanie może prowadzić do nieprawidłowości, a przecież urny i lokale wyborcze są dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych, więc w czym problem. A tak w ogóle to można głosować przez pełnomocnika. Empatii w tym było niewiele, ale w końcu gra się tak, jak pozwala przeciwnik. A ten (czyli opozycja) pozwala na wiele – tak pewnie myślało kierownictwo PiS. I tu dochodzimy do wpisu Arłukowicza.

Jest on krótki, ale może być zarazem piekielnie skuteczny. Czemu? Bo, w przeciwieństwie do dotychczasowych działań opozycji, może wyjść z tego coś pozytywnego. Ale nie tylko dlatego.

Sejm decyduje: głosowania korespondencyjnego nie będzie

Do tej pory, czy to było porównywanie Kaczyńskiego do PRL-owiskich dygnitarzy, czy blokowanie mównicy w Sejmie – z protestów opozycji nie wynikało zupełnie nic. Koniec końców PiS robiło co chciało, a przedstawiciele PO czy Nowoczesnej zaczęli być uważani (nawet przez swoje elektoraty) za ludzi, którzy poza egzaltacją i powtarzaniem frazesów niewiele mają do zaproponowania. A w polityce w końcu liczy się skuteczność. Dlaczego więc Arłukowicz może naprawdę sporo osiągnąć swoim pomysłem?

Po pierwsze, no właśnie, pokaże, że opozycja może być skuteczna. Jeśli zobaczymy pod lokalami wyborczymi prywatne samochody, przywożące niepełnosprawnych, którzy nie mogliby inaczej dotrzeć na wybory, to pomyślimy sobie „No, ten Arłukowicz to coś zdziałał”.

Po drugie, to mocny głos w obronie najsłabszych. To PiS miał niegdyś opinię partii, która działa po stronie tych w potrzebie. Tymczasem w tym przypadku ta partia po prostu się odwróciła od niepełnosprawnych, nie zaproponowała im niczego w zamian, a przede wszystkim – nie przedyskutowała zmian z samymi zainteresowanymi. I Arłukowicz to podkreślił i stanął po stronie niepełnosprawnych.

Po trzecie, niepełnosprawni to w Polsce potężny elektorat. Takich osób jest u nas niemal 5 milionów. Jasne, pewnie tylko niewielka część z nich nie jest w stanie dotrzeć do lokalu o własnych siłach. Ale pokazując empatię tym najbardziej pokrzywdzonym, opozycja może sporo zyskać w całej tej grupie.

Po czwarte, pomysł Arłukowicza zmienia złe emocje w coś pozytywnego. Jeśli ludzie poczują, że niepełnosprawni zostali źle potraktowani przez rządzących, to będą mogli sami im pomóc – zaoferować podwózkę komuś, kto nie może dość do lokalu. To może przekuć negatywne emocje w te pozytywne. Właśnie takich działań brakowało w opozycyjnej ofercie. Wezwać do protestu umie każdy. Skutecznie wezwać, by ludzie wzięli się do pracy i pomocy – to już duża sztuka.

Po piąte, media publiczne będą miały twardy orzech do zgryzienia. Zaczęliśmy od „pasków grozy”, to na „paskach grozy” skończmy. Załóżmy, że jest dzień wyborów samorządowych. Akcja zapoczątkowana przez posła odniosła sukces i w całym kraju ludzie podwożą własnymi autami niepełnosprawnych na wybory. Co wtedy napisze TVP Info? „Totalna opozycja pomaga totalnie niepełnosprawnym”? „Opozycja wykorzystuje niepełnosprawnych do swoich celów”? Chyba jednak trudno to sobie wyobrazić. Być może media publiczne i tak „poradzą sobie” z tym wyzwaniem – ale przynajmniej opozycja tym razem nie ułatwi im zadania.