Rząd chce Krajowego Rejestru Zadłużonych. Będzie jawny i ogólnodostępny, tyle jeszcze o swoim sąsiedzie nie wiedziałeś

Państwo 07.09.2017
Rząd chce Krajowego Rejestru Zadłużonych. Będzie jawny i ogólnodostępny, tyle jeszcze o swoim sąsiedzie nie wiedziałeś

Udostępnij

Marcin Maj

Ujawnienie danych zadłużonego może zapobiec powzięciu przez niego kolejnych zobowiązań. Tylko czy powinno mieć to charakter elektronicznego piętnowania? To pytanie nasunęło mi się w czasie czytania jeszcze świeżego projektu ustawy. 

Ministerstwo Sprawiedliwości chce stworzyć Krajowy Rejestr Zadłużonych. Projekt ustawy o tym rejestrze został dziś opublikowany i przekazany do konsultacji, które potrwają do 27 września.

Kto trafi do rejestru

Projekt przewiduje stworzenie nowej megabazy danych o obywatelach. Tę bazę będzie prowadził Minister Sprawiedliwości i będzie ona – mówiąc najogólniej – rejestrem osób niewypłacalnych, zagrożonych niewypłacalnością lub takich, wobec których umorzono bezskuteczną egzekucją. Mówiąc ściślej Rejestr będzie zawierał informację o:

  • osobach fizycznych i prawnych, wobec których są lub były prowadzone postępowania upadłościowe i restrukturyzacyjne;
  • wspólnikach spółek, którzy ponoszą odpowiedzialność za zobowiązania upadających spółek;
  • osobach fizycznych i prawnych, wobec których umorzono postępowanie egzekucyjne prowadzone przez komornika lub sąd, albo egzekucję administracyjną prowadzoną przez fiskusa lub ZUS z uwagi na fakt, że z egzekucji nie uzyska się kwoty wyższej od kosztów egzekucyjnych;
  • osób zalegających z płaceniem alimentów.

Krajowy Rejestr Zadłużonych – każdy może się zapoznać

Rejestr ma być prowadzony w systemie informatycznym, ma mieć charakter jawny i każdy będzie mógł się z nim zapoznać (znajdziemy go na stronie BIP resortu sprawiedliwości). Projektowane przepisy mówią bardzo jednoznacznie, że „każdy ma prawo zapoznać się”.

Dane trafiające do rejestru będą obejmowały m.in. imię, nazwisko, adresy, numery PESEL lub KRS, NIP oraz różne informacje o postępowaniu, odpowiednie do powodu wpisania do rejestru. Dodawanie danych do rejestru będzie szło raczej sprawnie, bo będzie on współpracował z systemami ZUS-u i fiskusa. Części wpisów będą dokonywać komornicy.

Ustawa określa jak długo mają być przechowywane dane. Przykładowo w przypadku dłużników alimentacyjnych lub osób zalegających ZUS-owi czy fiskusowi, dane mają być przechowywane 7 lat od dnia ich opublikowania. W stosunku do innych zadłużonych ogólna zasada jest taka, że dane będą usuwane 10 lat po zakończeniu postępowania.

To będzie żyło i może urosnąć!

Uzasadnienie projektu zawiera interesującą zapowiedź.

Projekt informatyczny zakłada możliwość rozbudowania Rejestru oraz systemu teleinformatycznego o kolejne funkcjonalności. W przyszłości, w zależności od decyzji ustawodawcy, będzie możliwość rozbudowywania zarówno zarówno zakresu podmiotowego Krajowego Rejestru Zadłużonych jak i rozbudowywania systemu teleinformatycznego…

Projekt ustawy jest dość obszerny. Wraz z uzasadnieniem ma 136 stron, a wszystko opublikowano w postaci skanu –  niewygodnego do czytania i analizowania. Podejrzewam, że jeszcze nie raz różni komentatorzy wypowiedzą się na temat szczegółów, natomiast ja podzielę się z wami pierwszymi spostrzeżeniami ogólnymi.

Elektroniczne piętno?

Jeszcze za czasów PO, w roku 2014, padł pomysł utworzenia rejestru osób, które mają jakieś długi wobec państwa. Ówczesne ministerstwo gospodarki zaproponowało jawny rejestr z dostępem dla wszystkich. Pomysł został ostro skrytykowany i słusznie, bowiem raz udostępniona w internecie informacja stanie się de facto informacją wieczną! Z całą pewnością znajdą się osoby, które będą skanować publiczny rejestr i będą pobierać z niego dane, może nawet masowe. Co z tego, że usuniemy dane po 3, 7 czy 10 latach z jednego tylko miejsca?

Jestem bardzo ciekaw jaką opinię w tej sprawie wyrazi GIODO.

Nie zrozumcie mnie źle. Nigdy nie byłem zwolennikiem ukrywania się przed długami, zresztą sam spłacam wszystko. Rozumiem, że opublikowanie danych dłużnika może być środkiem prewencyjnym i czasem też dyscyplinującym. Nie sądzę jednak, że dobrym pomysłem jest elektroniczne piętnowanie, a jeśli tworzymy kolejny rejestr tego typu to zawsze powstaje takie ryzyko. Z lektury uzasadnienia projektu wnioskuje, że Ministerstwo Sprawiedliwości niespecjalnie ważyło proporcje między celem a prawami osób, które się w tym rejestrze znajdą (te osoby mają pewne prawa, jak wszyscy).

Ten rejestr uderzy nie tylko w dłużników. Może uderzyć w osoby w różny sposób z nimi powiązane. Może też uderzyć w osoby postronne, bo nawet jeśli wpisy błędne mają być natychmiast usuwane (przewidziano to w projekcie) to proszę sobie wyobrazić ile szkód może narobić błędny wpis w rejestrze tak bardzo jawnym.

Inna rzecz, że w tym jednym projekcie pomieszano sprawy np. dłużników alimentacyjnych i niewypłacalnych spółek. Nie jestem pewien czy to był najlepszy pomysł, bo te dwa różne rodzaje długów wymagają raczej różnego podejścia. Ministerstwo nie tylko miesza te sprawy, ale też zapowiada rozwijanie rejestru w przyszłości. Czy tylko ja jestem zaniepokojony?