Lex Szyszko było jednym z najlepszych pomysłów rządu Zjednoczonej Prawicy. Po latach można tą ustawę ocenić uczciwie

Gorące tematy Prawo Środowisko dołącz do dyskusji (609) 25.07.2020
Lex Szyszko było jednym z najlepszych pomysłów rządu Zjednoczonej Prawicy. Po latach można tą ustawę ocenić uczciwie

Rafał Chabasiński

Tak zwane „Lex Szyszko” to jedna z nielicznych reform obozu rządzącego, z których ten wycofał się pod presją opinii publicznej. A szkoda, bo ta konkretna ustawa wychodziła z bardzo słusznego założenia. Po latach wypadałoby w końcu oddać jej sprawiedliwość.

„Lex Szyszko” uwolniło polaków od absurdalnego obowiązku uzyskania od urzędników zgody na wycinkę we własnym ogródku

Dawno temu jednym z najlepszych przykładów absurdalnego prawa w Polsce była konieczność uzyskania zezwolenia na wycięcie drzewa we własnym ogródku. Skądinąd pod rygorem iście drakońskich kar. Czas przeszły jest w tym wypadku uzasadniony, bo ustawodawca w pewnym momencie postanowił uwolnić obywateli od tego uciążliwego obowiązku. Problem w tym, że to właśnie obywatele doprowadzili swoimi protestami do uchylenia tak zwanego „Lex Szyszko”.

Trudno znaleźć ustawę z ostatnich pięciu lat, wokół której narosło tyle nieporozumień, oraz zwykłych przekłamań. Równie trudno byłoby wskazać pomysł polityków Zjednoczonej Prawicy tak jednoznacznie ukierunkowany na ułatwienie życia zwykłym obywatelom i naprawdę rzeczywiście zepsutego prawa. Dlatego wielka szkoda, że „Lex Szyszko” ostatecznie uchylono a samego ministra Jana Szyszkę odsądzano od czci i chwały.

Przepisy ustawy z 16 grudnia 2016 r. były zadziwiająco precyzyjnie sformułowane i realizowały postawiony przed nimi cel

Zasadniczym celem ustawy z dnia 16 grudnia 2016 r. o zmianie ustawy o ochronie przyrody oraz ustawy o lasach było zwiększenie uprawnień właścicieli nieruchomości co do wycinki rosnących na nich drzew i krzewów. W szczególności dotyczyła tych roślin, które rosną na działkach i przydomowych ogródkach, oraz nieużytków przywracanych działalności rolniczej.

Od strony realizacji postawionych założeń, „Lex Szyszko” spełniało swoją rolę naprawdę dobrze. Treść ustawy nie zawierała luk prawnych, przez które prześliznęły się przypadki, których pomysłodawcy nie przewidzieli.

„Lex Szyszko” miało zlikwidować konieczność uzyskania zezwolenia od gminy na wycinkę drzew i krzewów rosnących na nieruchomościach stanowiących własność osób fizycznych. Te miały być usuwane wyłącznie na cele niezwiązane z prowadzeniem działalności gospodarczej. Dokładnie taki sens miał nowy art. 83f ust. 1 pkt 3a) nowelizowanej ustawy o ochronie przyrody.

Uchwalenie ustawy sprawiło, że osoba fizyczna mogła wyciąć własne drzewo we własnym ogródku, bez żadnego udziału ze strony żadnego organu państwa czy samorządu. Dokładnie tak, jak to powinno wyglądać. Przy okazji „Lex Szyszko” zostawiało ogromną swobodę gminom co do ustalania kryteriów dopuszczalnej wycinki drzew w innych przypadkach.

„Lex Szyszko” pozwoliło Polakom wycinać drzew w swoich ogródkach, więc ci skwapliwie z tej możliwości skorzystali

Co więc poszło nie tak? Polakom pozwolono wreszcie zaznać elementarnej wolności we własnym ogródku – i skwapliwie z tej wolności skorzystali. Trzeba przyznać, że początek 2017 r. było okresem rekordowej wręcz wycinki drzew. Taki stan rzeczy zaalarmował część obywateli, oraz niespecjalnie przychylną rządowi część polskich mediów i sceny politycznej.

Minister Jan Szyszko stał się symbolem dewastacji środowiska naturalnego w majestacie prawa. Tym łatwiej, że wcześniej toczył spór z organizacjami ekologicznymi o Puszczę Białowieską. Dzisiaj niektórzy słusznie oburzają się o agresywny i oparty o czysty hejt przekaz kierowany ze strony chociażby rządowych mediów. Trzeba jednak pamiętać, że „Lex Szyszko” było narzędziem walki politycznej równie brutalnym, co awaria „Czajki”.

Warto przy tym pamiętać, że wśród obywateli protestujących przeciwko ustawie dominowały środowiska wielkomiejskie, niekoniecznie posiadające własne ogródki. Nie sposób także nie zauważyć, że „Lex Szyszko” nijak nie regulowało kwestii wycinki przeprowadzanej chociażby przez gminy. Tutaj warto wskazać istniejącą w tamtych latach tendencję do zamieniania zielonych miejskich placów na księżycowy, zabetonowany krajobraz. Bartoszyce, Płock, Włocławek – przykłady można by mnożyć.

Najważniejsze przepisy „Lex Szyszko” nie miały nic wspólnego z interesami deweloperów

Ustawa w niewielkim tylko stopniu poprawiała sytuację przedsiębiorstw, czy działek wykorzystywanych w działalności gospodarczej. Trzeba jednak przyznać, że na etapie prac legislacyjnych ułatwienie deweloperom zagospodarowywania działek było istotnym argumentem za zmianą obowiązujących wówczas przepisów. Tyle tylko, że sama nowelizacja nie czyniła żadnych konkretnych wyjątków na rzecz deweloperów. Na ich potrzeby zresztą i tak dość przychylnie patrzą przecież samorządy.

To też nie tak, że art. 83f ust. 1 pkt 3a) nie było ukierunkowane wprost na przydomowe ogródki i rolników. Było – wspomniane wyżej założenia przekopiowałem praktycznie żywcem z treści „Lex Szyszko”. Sporny przepis, warto to podkreślić, dotyczył wycinki bez związku z działalnością gospodarczą, wyłącznie na nieruchomościach należących do osób fizycznych. Przygotowanie działki pod potrzeby dewelopera ma ścisły związek z taką właśnie działalnością.

Nie da się także ukryć, że wcześniej obowiązujące przepisy były nadmierną ingerencją w istotę prawa własności. Obywatel musiał uzyskać zezwolenie ze strony gminy na wycinkę. Proces był sformalizowany i wybitnie wręcz uciążliwy. Urzędnicy często wydawali decyzje odmowne. Jeżeli ktoś wyciął drzewo bez zezwolenia, to czekała go drakońska kara naliczana według specjalnego taryfikatora. Jej wysokość zależała od ilości drzew, oraz ich wieku. Nierzadko taka „dzika” wycinka dosłownie rujnowała właściciela nieruchomości.

Istota dzisiejszego stanu prawnego pokrywa się z tym sprzed obowiązywania „Lex Szyszko”

Dlatego nikogo nie powinno dziwić, że po latach obowiązywania tego prawnego koszmaru, Polacy zachłysnęli się wolnością. Owszem, pod topór poszło w całym kraju naprawdę mnóstwo drzew. Było to jednak do przewidzenia – w końcu właściciele przydomowych ogródków mogli zrobić w nich porządek. Najczęściej zresztą na miejscu wyciętych drzew sadzono inne rośliny. Sytuacja z pewnością sama dość szybko wróciłaby do normy. Polska z całą pewnością nie stałaby się nagle betonową pustynią.

Co ciekawe, bardzo możliwe, że wycinka w 2017 r. nie byłaby aż tak intensywna, gdyby nie wolta rządzących i zapowiedź zmiany przepisów. Wówczas kto tylko mógł starał się zdążyć z wycięciem niechcianych drzew i krzewów zanim po raz kolejny pomiędzy nim a roślinnością w jego ogródku stanie uznanie administracyjne.

Niestety, rozpętana wówczas medialna histeria sprawiła, że rząd bardzo szybko wycofał się z wprowadzanych przez „Lex Szyszko” rozwiązań. Obecny stan prawny opiera się co prawda na „zgłoszeniu” zamiaru wycinki, w praktyce jednak jest to zezwolenie pod inną nazwą.

To kiedy można usunąć drzewo na swojej działce wciąż reguluje dość skomplikowana procedura. Ta zawiera nawet obowiązek dokonania oględzin przez urzędników gminy. Różnica jest taka, że teraz gmina może wnieść sprzeciw, zamiast po prostu nie wyrazić zgody na wycinkę. Skutek jest dokładnie ten sam.

Polacy całymi latami domagali się zmiany przepisów o wycince – niestety kiedy ją dostali, to nie potrafili jej należycie docenić

„Lex Szyszko” było aktem prawnym stawiającym prawo własności obywatela ponad prawo państwa do narzucania mu swojej woli. Swoistym wyjątkiem w dzisiejszych czasach, w których to samo państwo raczej woli mieszać się nieproszone w sprawy obywateli. Istota prawa własności musiała jednak ustąpić przed wrażeniami estetycznymi i emocjami innych obywateli, oraz politycznymi interesami opozycji.

Trzeba zauważyć, że uchylenie kluczowych przepisów tej ustawy tak naprawdę nie realizowało żadnego ważnego interesu społecznego. Protesty przeciwko „Lex Szyszko” z jednej strony wynikały z niezrozumienia istoty problemu, z drugiej były wypadkową doraźnej walki politycznej. Można śmiało zaryzykować tezę, że gdyby tą samą ustawę uchwalono dzisiaj, politycy Zjednoczonej Prawicy nie zgodziliby się zmienić w niej nawet przecinka. I akurat w tym przypadku mieliby pełną słuszność. Niestety, wówczas PiS ustąpił.

Jan Szyszko został odwołany z funkcji ministra środowiska w styczniu 2018 r. Zmarł w 9 października 2019, cztery dni przed wyborami parlamentarnymi, w których kandydował do sejmu z listy PiS. Ustawa wiązana z jego nazwiskiem formalnie rzecz biorąc stanowiła projekt poselski. Spośród kilkudziesięciu posłów, którzy się pod nim podpisali, na reprezentanta wnioskodawców wyznaczono Jana Krzysztofa Ardanowskiego – dzisiejszego ministra rolnictwa.

609 odpowiedzi na “Lex Szyszko było jednym z najlepszych pomysłów rządu Zjednoczonej Prawicy. Po latach można tą ustawę ocenić uczciwie”

  1. Jak raz przez przypadek wprowadzili coś zmniejszającego a nie zwiększającego biurokrację,to oczywiście musieli się z tego wycofać…

    • Nie z własnej woli… no ale to jest strategia środowisk totalnej opozycji, nie ważne czy dobre czy złe, trzeba zablokować. Szkoda, bo konstruktywna opozycja mogła by wiele pomóc, może nawet zbudowali by kapitał, żeby za 3 lata powalczyć i jakaś fajna zmiana by była. Ale na to się nie zanosi, oni w kółko robią to samo i oczekują innych wyników.

      • Hmmm
        Jak to jest, że z „Lex Szyszko” PiS (et consortes) wycofał się „pod naciskiem „totalnej opozycji”” i to wina owej opozycji, która powinna być „konstruktywna” (cokolwiek to znaczy, zwłaszcza w realiach, w których obóz władzy ma gdzieś to, co mówi owa opozycja i tego nie ukrywa). Jednocześnie – mimo jeszcze większego larum podnoszonego przez polityczną konkurencję – jakoś PiS nie zrezygnował z dewastacji sądownictwa, sprostytuowania Trybunałów, etc

        Taki nieodporny na krytykę, jeśli chodzi o drzewka, ale zupełnie na nią niewrażliwy, gdy chodzi o próbę podporządkowania sądów władzy politycznej…

        Wytłumaczysz z czego wynika ten fenomen?

        • proste: z tego, że na lex szyszko mniej pisowi zależało, a głupim ludziom bardzo zależało na wycofaniu.

        • Jasne, to bardzo proste. Z tego, że w wypadku sądów PiS miał poparcie społeczne a w wypadku wycinki drzew wręcz przeciwnie, nawet wśród swojego elektoratu. Jak się oglądało zdjęcia z protestów pod sądami to tam bywało po 30 osób, więc wizerunkowo nie było problemu. Natomiast nie od dziś wiadomo, że środowiska aktywistów ekologicznych są bardzo prężne, potrafią się szybko zorganizować – i tak, też teraz było. Nie dało się ich zignorować, zbyt dużo, zbyt sugestywnie (patrz matki z dziećmi na rękach na wyrębie przykładowo). Także to czysto wizerunkowa decyzja w mojej ocenie.

          • w wypadku sądów PiS miał poparcie społeczne

            Serio?

            Chodzi o to poparcie, o które PiS zabiegał w drodze zamieszczania ogromnych bilboardów, finansowanych z pieniędzy publicznych przez tzw. Polską Fundację Narodową, na których jako zjawisko powszechnie występujące przedstawiano pojedyncze przypadki łamania prawa przez sędziów?

            Jaki odsetek Polaków – a mam na myśli rodaków świadomych tego, że chyba żadna z wprowadzonych zmian nie przysłużyła się temu, co było wyciągniętym na propagandowe sztandary, czyli poprawie sprawności i tempa załatwiania spraw sądowych – faktycznie popiera deformę sądownictwa? Klasycznym przykładem której jest zmiana w sposobie funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego po 2015r., kiedy to jego Prezesem uczyniono mierną, krytykowaną za słabe przygotowanie merytoryczne i elementarną niesolidność sędzię sądu powszechnego, zaś – w ramach „dekomunizacji sądownictwa” jednym z sędziów uczyniono komunistycznego prokuratora, oskarżającego opozycjonistów w stanie wojennym… „Odzyskany” TK załatwia obecnie najmniej spraw w swojej historii ale za to wydaje politycznie użyteczne dla PiS orzeczenia w sprawach, które nie leżą w ogóle w jego kompetencjach.

          • Dobra, jak to ma być dyskusja na takie slogany to ja się wypisuję. Za bardzo lubię trzymać się faktów.

          • A co z tego, co napisałem, nie trzyma się faktów?

            To, że obecna większość rządząca za publiczne pieniądze zorganizowała kampanię medialną, celem której było wyolbrzymienie pojedynczych przykładów patologii w środowisku sędziowskim? Ilu było tych sędziów, co ukradli pendrive? Stu? Ośmiuset? A może jeden, za to mocno „grzany” propagandowo, jako reprezentatywny przykład środowiska?

            To, że przepisy „nowelizujące” szeroko rozumiany ustrój sądów w chyba żadnym aspekcie nie kreowały mechanizmów przyspieszających / upraszczających postępowanie, za to wprowadziły nieznane dotychczas instytucje, obsadzane przez polityków i ludzi z politycznego nadania? Instytucje, których celem jest wyłącznie stosowanie represji wobec „niepokornych” wobec obecnej władzy przedstawicieli środowiska sędziowskiego?

            To że p. Przyłębska była miernym sędzią sądu powszechnego i w żadnej mierze nie powinna – z uwagi na swoje fatalne kompetencje – zostać wybrana Prezesem (ani nawet zwykłym sędzią) TK, do którego wybierani powinni być prawnicy o wybitnych osiągnięciach zawodowych?

            Że p. Piotrowicz jest komunistycznym prokuratorem, który – po upadku komunizmu – został de facto (wbrew pełnionej przez siebie prokuratorskiej funkcji) obrońcą znanego księdza-pedofila, a później zasłużył się obecnej większości sejmowej i za to został mianowany sędzią TK?

            Że TK – rolą którego jest tylko i wyłącznie rozstrzyganie o zgodności ustaw z Konstytucją – wydał bez jakiejkolwiek podstawy prawnej rozstrzygnięcie w sprawie uchwały Połączonych Izb Sądu Najwyższego?

            Co powyższego nie trzyma się faktów?

          • To co do faktów o ile przedłużyło się średnie rozpatrywanie sprawy po rewolucji sądowej?

  2. Może nie wszyscy jesteśmy gotowi na taką swobodę jaką dawała ustawa. Beztroska w wycince u niektórych właścicieli, szczególnie w miejscach traktowanych jako przestrzeń publiczna i dla drzew z historią, słusznie powodowała oburzenie. Ale zadaje sobie pytanie czy możemy mieć prawo, przez które uda się osiągnąć dobry kompromis. Przecież cały czas jako właściciele musimy dostosować się do pewnych warunków np. przy budowie domu (pow. zabudowy, kondygnacje, kształt dachu, obowiązkowa powierzchnia zielona działki) i narzekamy, ale generalnie to ma sens. Drzewa w pewnym wieku, zdrowe i niezagrażające ludziom i budynkom powinny być pod pewną ochroną (zresztą nawet te stwarzające hipotetyczne ryzyko też). Nie mówię, że ochroną absolutną. Ale warto mieć świadomość, że po prostu nie ma dla nich zamienników.

    • Problemem jest to, że zbyt wiele własności prywatnej została sobie
      przywłaszczona przez gmin i jest traktowana jako przestrzeń publiczna.
      Dlatego polityczny zamęt wokoło ustawy trafił na podatny grunt w postaci
      wielkomiejskiej lumperiady nie posiadającej zbyt wiele ale
      uwielbiającej przywłaszczać sobie cudze dobra i żyć na cudzy koszt.

      • Zdziwił byś się jak mało jest w mieście terenów gminnych. Jak popatrzysz na współczesne osiedla to 3/4 terenów to zarząd spółdzielni choć ludzie nawet o tym nie wiedzą, bo nie rozróżniają. Nawet park, który teoretycznie wydawało by się powinien należeć do gminy, może okazać się własnością spółdzielczą – przynajmniej na papierze, bo realnie nic tam nie mogą zmienić.

    • Tak, jasne,”Nie jesteśmy gotowi na swobodę”.Niech żyje zamordyzm! Partia wie lepiej,co dla nas dobre!

  3. Niestety wielkomiejska tłuszcza jest wyjątkowo podatna na tego typu manipulację i wykorzystywanie jej do niecnych celów, a właśnie ustawa osłabiała pozycję deweloperów, a umacniała osób fizycznych i nie z powodu wojny politycznej ale wojny rozpętanej przez mafię urzędniczo deweloperską została przywrócona do postaci wygodnej dla mafii, a niewygodnej dla osób fizycznych. Teraz odmowami, zakazami, nakazami i karami można zmusić osoby posiadające działkę w atrakcyjnej okolicy do jej sprzedaży. Żeby nie było to dość powszechne – odmowa wycinki, kary za np zaśmiecanie owocami i w końcu kara za nie usuwanie niebezpieczeństwa bo gałęzie zagrażają. Koszty, koszty i nękanie. Osobo prywatna z działką nie może zrobić nic, a deweloper po przejęciu bez najmniejszych przeszkód natychmiast zamienia ją w plac budowy. U mnie w mieście wiem o co najmniej czterech działkach w ciekawej okolicy tak załatwiono. W jednym wypadku zgnębiony przez mafię człowiek targnął się na swoje życie.

  4. Ekościema pochodem do głowy uderza!
    Władzy bezmyślnie ciemna masa zawierza!
    Tak postępowa ludzkość ku szczęściu zmierza!
    Ze strachu własną wolność oddać zamierza!‎

    Miast wolnego rynku i kapitalizmu!
    Ta zielona hołota chce komunizmu!
    I wszechświatowego totalitaryzmu!

    Każdą sferę istnienia chce kontrolować!
    I Ideologii swej równo podporządkować!
    Chce także decydować co produkować!

    I tylko zielone produkty stosować!
    Zaś wszystkie inne  ustawami rugować!
    I regulacjami chce rynkiem kierować!

    Wszystko opatrzone pięknymi hasłami!
    I podparte wielkimi zagrożeniami:‎

    ‎Górnicy to wierni Putina agenci!
    Na jego jeden ukaz strajk się rozkręci!
    Koncerny paliwowe trucie tak nęci!
    Do tego dochodzą duzi fabrykanci!

    Ropa, węgiel i gaz – czyste zło to dla mas!‎
    Rosja i Arabia szykują się na nas!
    Ekotowarzysze straszą – kończy się czas!
    Zielony sztandar owiewa już każdy las!

    Nowa rewolucja ma dobre powody!
    Lecz się zastanów jaki to koszt tej mody?
    Czy Ty chcesz dlań trafić do leśnej zagrody?
    Czy wolisz posiadać wolność i swobody?

  5. Problem w tym, że lex Szyszko zostało wykorzystane do dewastowania dziedzictwa narodowego, jakim jest Puszcza Białowieska, i to samo sprawia że nie ma sensu dyskutować nad tą ustawą.

    • nie ma sensu dyskutować nad tą ustawą

      Sensu nie ma raczej mówienie że biurwa jest człowiekiem i zasługuje na prawa człowieka.

    • Z jednej strony masz rację, że była to furtka do wycinki. Z drugiej, oceniając z perspektywy czasu zobacz co tam się teraz dzieje przez brak działania. Blisko 10 mln martwych drzew, istna plaga kornika, bo taki skład to wylęgarnia dla tych szkodników. Na kwiecień 2018 roku szacowano, że jest 4,5 mln m3 martwego drewna świerkowego i statystyki były rosnące. Nie umiem ocenić, czy kontrolowana wycinka by coś pomogła, ale na pewno można powiedzieć, że brak działania okazał się katastrofalny. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że drwale nie dali by rady wywołać szkód na aż taką gigantyczną skalę. No ale teraz to już musztarda po obiedzie, są tylko jakieś plany kompromisu z ekologami, żeby to ratować. Oby tylko nie gadali tak długo, aż już całkiem będzie za późno.

      • Brednie i nie wiem kto Ci takich głupot nawciskał a wystarczy odrobina LOGIKI i WIEDZY.
        FAKTY:
        – Puszcza Białowieska to kompleks mający 150 tys hektarów,
        – 87 tys hektarów liczy cześć BIAŁORUSKA, (ponad 58%)
        – 63 tys hektarów to część Polska, (42%)
        – Polski obszar chroniony to 15 tys hektarów Puszczy
        – Białoruski obszar chroniony będący Parkiem Narodowym to CAŁOŚĆ !!!!! Cały obszar Białoruski, pełne 87 tys hektarów, prawie 60% obszaru puszczy to PARK NARODOWY !!!
        PYTANIE ?
        Jakim cudem Białorusini nie mają problemu z kornikiem? Co kuźwa, korniki paszporty mają i kornicza straż graniczna ich na Białoruś nie puszcza?
        Jeśli dalej nie rozumiesz to dalej trochę wiedzy.
        Już w latach 80, w naszym kraju zauważono i mówiono, że uległ wydłużeniu okres wegetacyjny a populacja Jodły i Świerka jako iglastych drzew chłodnolubnych zaczyna się przemieszczać. Tylko w ciągu ostatnich 25 lat obszar świerka w Alpach Francuskich przesunął się w górę o 600 metrów, oczywiście świerk opuścił tereny niższe gdzie zaczął wymierać z powodu niesprzyjających temperatur. To samo zaobserwowano w Austrii, Włoszech jak i w Polsce. Puszcza Białowieska jest NAJDALEJ NA POŁUDNIE wysuniętym NIZINNYM kompleksem tych gatunków a rosły tam min dlatego, że jest to najchłodniejszy region w Polsce. Dlatego, ich wymieranie nie ma nic wspólnego z kornikami, to rzecz którą można było przewidzieć bo wiedza o niej istniała od lat 80. Białorusini po uzyskaniu niepodległości już w 1992 cały swój obszar puszczy uczynili Parkiem Narodowym, stać ich było na to pomimo, ze byli biedniejszym narodem. Dziś kłopotu z kornikiem nie mają bo puszcza sama się reguluje, wzrost populacji jednego gatunku jest niwelowany przez wzrost populacji innego a samoregulująca się puszcza daje warunki do życia wszystkim.

        • Ja podałem tylko fakty, tu nie ma nic do rozumienia. Z faktami się nie dyskutuje. Oczywiście migracja gatunków jaką opisałeś może być jednym z czynników składowych. Jednak u nas to wymieranie zachodzi zbyt szybko by móc to wziąć za czynnik naturalny. Idąc tym tokiem rozumowania to zaraz powiemy, że globalny ocieplenie to jest coś normalnego, bo zmiany klimatu dzieją się od milionów lat – tak, prawda, ale słowem klucz jest tu tempo zmian.

          • Fakty sa takie jak opisała je Anka. Akurat działania tych pseudo leśników jeszcze przyśpieszają rozwój kornika gdyż zabierają oni ścięte pnie w których rozwijają się naturalnie wrogowie kornika.

          • Ciekawe, możesz jakieś źródło podać? Chętnie bym o tym poczytał, ale strasznie ogólnikowo napisałeś.

          • Link nie przeszedł weryfikacji dzis wrzuce tak by cenzor nie dobral sie do niego

    • A jak konkretnie zostało wykorzystane lex Szyszko?
      Bo z tego o wiem Parki Narodowe, a w szczególności Puszcza Białowieska nie są własnością prywatną. I wycinki tez nie prowadziły osoby fizyczne, tylko Lasy Państwowe..
      Coś Ci się chyba pomyliła ta ustawa z faktycznymi rozporządzeniami tego ministra.

    • To kretyńskie prawo pozwalało na karczowanie całych połaci lasu. Gdyby je ograniczyć do kilku drzew rocznie bez pozwolenia nie byłoby problemu. f

      • Żeby kontrolować liczbę wycinanych drzew rocznie, potrzebna jest.. kontrola. I/lub jakieś wnioski i decyzje urzędnicze. Czyli jesteśmy w punkcie wyjścia.

        • Niebpotrzebna. Ograniczasz liczbę zgłoszeń do 5 rocznie. Musisz zglosic wyciecie drzewa jesli nie przekraczasz 5 dostajesz zgodne jesli przekroczyles wymagana jest kontrola

  6. Obywatel musiał uzyskać zezwolenie ze strony g miny na wycinkę. Proces był sformalizowany i wybitnie wręcz uciążliwy

    Większej głupoty dawno nie widziałem. Podczas budowy wycinalem kilka drzew i cała trudność polegała na określeniu jaki to gatunek (olcha czarna) i zmierzeniu obwodu pnia.

    • Zależy od gminy i urzędnika. I jednak nie,bo jak obwód był za duży to koszty koszty koszty powyżej tych głupich 9 cm.

  7. „ta konkretna ustawa wychodziła z bardzo słusznego założenia”

    Jedne z najbardziej kretyńskich zdań jakie przeczytałem na tym portalu. Szkoda, bo miałem jakiś szacunek do niego.

  8. To kretyńskie prawo pozwalało na karczowanie całych połaci lasu. Gdyby je ograniczyć do kilku drzew rocznie bez pozwolenia nie byłoby problemu.

  9. Wg mnie ta ustawa pokazuje jak bezsensownie jest tworzone prawo w Polsce – ze skrajności w skrajność.
    Najpierw za wycięcie drzewa dostajesz karę kilkadziesiąt tysięcy, a tu nagle jedna ustawa i pyk, możesz ciąć co chcesz i ile chcesz. W tej ustawie zabrakło zapisów np. o rekompensacie ekologicznej – wycinasz drzewo, to musisz sfinansować zakup sadzonki nowego drzewa, które zostanie posadzone na terenie samorządu.

    Jak dasz ludziom taką swobodę w działaniu jak Lex Szyszko, to wykorzystają ją do granic możliwości, bo nie liczy się dla nich dobro wspólne, tylko to, by poczuć się król i władca niewielkiego kawałka terenu.

    • Dokładnie, do samej ustawy należało dopisać parę ograniczeń np. bez zgody możliwość wycięcia do 5 drzew rocznie. Dla przeciętnego obywatela to liczba az nad to wystarczająca by wyciąć świerk który dziadzio posadził na działce ileś lat temu a który teraz zagaza, za to nie byłoby możliwości swobodnego wycinania całych lasków czy parków.

  10. Niestety, ale taka jest obecna polityka. Opozycja będzie krytykować rząd nawet jeśli zrobi coś dobrze, bo inaczej zmniejszy swoją szansę na przejęcie władzy i w przeciwną stronę, rząd będzie krytykował opozycję, bo straci władzę. To są minusy demokracji.

  11. „Lex Szyszko było jednym z najlepszych pomysłów rządu Zjednoczonej Prawicy. (…) Owszem, pod topór poszło w całym kraju naprawdę mnóstwo drzew.”

    Jeśli pomiędzy tymi zdaniami są kiepskie argumenty – tym gorzej dla argumentów – wolność rzecz święta.
    Jaka szkoda, że ograniczona tylko do „własnego ogródka”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *