Zdaniem rzecznika rządu policja ma prawo wystawić mandat w sylwestra za złamanie zakazu przemieszczania się. Ale Polacy mają prawo mandatu nie przyjąć

Gorące tematy Zbrodnia i kara Zdrowie dołącz do dyskusji (289) 21.12.2020
Zdaniem rzecznika rządu policja ma prawo wystawić mandat w sylwestra za złamanie zakazu przemieszczania się. Ale Polacy mają prawo mandatu nie przyjąć

Paweł Mering

Mandat w sylwestra będzie według rzecznika rządu całkowicie legalny. Piotr Muller stwierdził, że zakaz przemieszczania się można oczywiście ustanowić w rozporządzeniu i nie widzi w tym żadnego problemu. Myli się? Myślę, że tak. Z drugiej strony obostrzenia są przecież co do istoty – bo nie co do zakresu – słuszne.

Mandat w sylwestra

Polska Agencja Prasowa przywołuje słowa rzecznika rządu Piotra Mullera, który twierdzi, że zakaz przemieszczania się w sylwestra – nazywany pieszczotliwie godziną policyjną – może być podstawą do karania obywateli w postaci mandatów karnych. Nie powiedział niestety, co z administracyjnymi karami pieniężnymi. Te zapewne też będą grozić.

Piotr Muller wprost stwierdził:

Na podstawie rozporządzenia ws. nowych obostrzeń, policja będzie miała możliwość wystawiania mandatów osobom, które bez powodu ujętego w rozporządzeniu pojawią się od godz. 19.00 31 grudnia do 6.00 rano 1 stycznia na ulicach […] Pamiętajmy o tym, że jest ustawa, która pozwala na wprowadzanie ograniczeń w stanie epidemii.(…) Podobne ograniczenia obowiązywały wiosną tego roku. Przez wiele dni można było wyjść z domu tylko w czterech określonych przypadkach. Wprowadzamy podobne ograniczenie na kilka godzin

Czy powyższa wypowiedź ma w sobie chociażby ziarno prawdy? Wydaje się, że ma. Ale bardzo trudno się go doszukać.

Uporządkujmy jednak powyższy przekaz. Rzecznik rządu przypomina, że „mamy ustawę, która pozwala na wprowadzanie ograniczeń”, a także, że „podobne ograniczenia (już – red.) obowiązywały […]”. Z tych dwóch przesłanek Muller wywodzi, że policja będzie mogła wystawiać mandaty.

Sprawa nie jest taka oczywista

Obowiązkiem rzecznika jest mówienie tego, co nakazują mu przełożeni i Piotr Muller chyba sobie całkiem nieźle – w kontekście skuteczności, a nie oceny – ze swoimi obowiązkami radzi. Niestety, zdanie:

Skoro ustawa pozwala na wprowadzanie ograniczeń w stanie epidemii, a podobne restrykcje już obowiązywały, to policja może wystawiać mandaty za złamanie zakazu przemieszczania się w sylwestra

Jest zasadniczo błędne i stanowi pewną (w kontekście mojego pojmowania relacji zachodzących pomiędzy aktami prawnymi w kontekście ich rangi) zamierzoną – bądź nie – manipulację. Fakt, że ustawa pozwala na wprowadzanie ograniczeń nie powoduje, że mogą to być jakiekolwiek ograniczenia. Tak samo argument, iż podobne ograniczenia już funkcjonowały, nie zmienia zasadniczo nic.

To, że obowiązywały nie znaczy, że były legalne. W mojej opinii nie były, chociaż mogły, bo dało się to zrobić legalnie.

Sylwestrowy zakaz – jak będzie funkcjonować?

W rozporządzeniu, którego nie ma, pojawić się ma przepis wprowadzający zakaz przemieszczania się od 31.12 godz. 19:00 do 1.01 godz. 6:00. Rozporządzenie jest aktem wykonawczym do ustawy o Zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, której art. 46b pkt 12 pozwala na ustalenie

nakazu określonego sposobu przemieszczania się

Rządzący z powyższego przepisu wywodzą, że zakaz przemieszczania się zgodny jest z Konstytucją RP, która w kontekście m.in. wolności przemieszczania się wymaga ograniczenia jej w drodze ustawy. Takie myślenie jest błędne, bowiem art. 46b pkt 12 w sposób oczywisty nie odnosi się do zakazu przemieszczania się, toteż ustanowienie takowego w rozporządzeniu byłoby niewątpliwym przekroczeniem delegacji ustawowej.

Wczoraj na antenie TVN24 Andrzej Dera i Kamil Bortniczuk stwierdzili, iż podstawa prawna takiego (jeszcze hipotetycznego) zakazu jest wątpliwa. W mojej opinii nie jest wątpliwa – po prostu jej nie ma.

Niemniej to nie ja rządzę, a rząd. Piotr Muller jest jego rzecznikiem, a skoro według rządzących – mających bezpośredni wpływ na policję – można wystawiać mandaty, to należy się ich spodziewać.

Wykroczenie czy delikt prawa administracyjnego?

Zgodnie z art. 116 §1a Kodeksu wykroczeń

Kto nie przestrzega zakazów, nakazów, ograniczeń lub obowiązków określonych w przepisach o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, podlega karze grzywny albo karze nagany.

Jeżeli idzie o ukaranie w postępowaniu mandatowym, to ten może wynieść do 500 zł. W wypadku ukarania przez sąd – grzywna wyrażać się może w 5000 zł.

Odpowiedzialność z tytułu łamania koronawirusowych restrykcji jest dwupłaszczyznowa. Oprócz prawa wykroczeń, niestosowanie się do restrykcji wynika także z art. 48a ustawy zakaźnej (drugiego 48a, bo przez legislacyjne zapędy mamy dwa przepisy z taką numeracją). Osoba, która nie stosuje się do nakazu określonego sposobu przemieszczania się może dostać karę administracyjną – obok mandatu lub grzywny – w wysokości od 5000 do 30000 zł. Nakłada ją nie sąd, a sanepid.

Warto też dodać, że mandat jest propozycją. Każdemu obywatelowi w postępowaniu wykroczeniowym przysługuje prawo do sądu w postaci prawa odmowy przyjęcia mandatu. Sam mandat już przyjęty można uchylić składając wniosek do właściwego sądu rejonowego.

Niezależnie od powyższych wątpliwości zachowujmy się racjonalnie. To nie przepisy zwalczają wirusa, a odpowiedzialność Polaków. Niemniej mandat w sylwestra – w ujęciu faktycznym – będzie można dostać. Warto jednak pamiętać, że można go nie przyjąć.