Więc po co przepłacać. Nauczyciele zastąpią pielęgniarki w szkołach?

Państwo Zdrowie dołącz do dyskusji (33) 15.01.2018
Więc po co przepłacać. Nauczyciele zastąpią pielęgniarki w szkołach?

Udostępnij

Rafał Chabasiński

Każdego dnia w każdej szkole setki dzieci i młodzieży spędza po kilka godzin. Niektórzy uczniowie zmagają się nie tylko z koniecznością zdobycia jak najlepszych ocen, ale również przeróżnymi chorobami przewlekłymi. Nierzadko muszą przyjmować w czasie szkolnym lekarstwa, czasem w formie zastrzyków. W szkołach zdarzają się również wypadki – a to kontuzje na lekcjach wychowania fizycznego, a to po prostu w wyniku różnych nieszczęść. Nauczyciele zastąpią pielęgniarki w szkołach?

Uczniowi przytrafić się może wiele różnych urazów – może on, chociażby, skręcić kostkę czy złamać sobie rękę. Może cierpieć na cukrzycę i wymagać podawania mu insuliny. Co w sytuacji, gdy w szkole nie ma wykwalifikowanego personelu medycznego? Ministerstwo Zdrowia znalazło odpowiedź na to pytanie. Jak podaje dziennik.pl, Ministerstwo Zdrowia wpadło na pomysł, że nauczyciele zastąpią pielęgniarki w szkołach. Po przejściu stosownego szkolenia i podpisaniu zgody, pedagog będzie mógł podawać uczniom leki, w tym także robić im zastrzyki. Obecnie brakuje przepisu jasno upoważniającego nauczycieli do wykonywania takich czynności.

Nauczyciele zastąpią pielęgniarki w szkołach

Powody sięgania po nauczycieli w walce o należytą opiekę zdrowotną w szkołach na pierwszy rzut oka wydają się być prozaiczne. Ilość dzieci zmagających się z przewlekłymi dolegliwościami rośnie wręcz lawinowo, w przeciwieństwie do liczby pielęgniarek chcących pracować w szkołach. W 2016 r z różnego rodzaju zaburzeniami zmagało się aż 159 tysięcy uczniów i 25 tysięcy przedszkolaków. W porównaniu z 2014 r to wzrost odpowiednio o 19 i 7 tysięcy. Jeśli chodzi o pielęgniarki, praca z uczniami oznacza ogromną odpowiedzialność a warunki pracy oraz płaca niekoniecznie należą do najlepszych. Nic więc dziwnego, że nie jest to dla nich szczyt marzeń. Do tego w całej polskiej służbie zdrowia pielęgniarek po prostu brakuje.

Sytuacja przewlekle chorych dzieci sama w sobie jest nie do pozazdroszczenia, w przypadku zetknięcia się z systemem edukacji problemy czasem dodatkowo się mnożą. Przedszkola nie kwapią się do przyjmowania dzieci z cukrzycą. Także w szkołach uczniowie-diabetycy nie mogą być pewni, że w razie czego mogliby liczyć na właściwą opiekę. Starsze dzieci są w stanie same w sobie zmierzyć poziom cukru we krwi bądź nawet zrobić sobie zastrzyk. Co jednak, gdyby taki uczeń stracił przytomność a szkolnej pielęgniarki nie byłoby akurat w szkole? Nauczyciele boją się odpowiedzialności w sytuacji, w której coś poszłoby nie tak – a konsekwencje błędu mogą być bardzo poważne, w tym te przewidziane przez prawo karne. Oprócz diabetyków do szkół chodzą chociażby także astmatycy, alergicy czy dzieci chore na padaczkę. Każde takie schorzenie może w niektórych sytuacjach wymagać szybkiego podania leków.

O co właściwie chodzi ministerstwu

Na propozycji Ministerstwa Zdrowia suchej nitki nie zostawiają zarówno nauczycielskie związki zawodowe, jak i Ministerstwo Edukacji Narodowej. Zdaniem minister Anny Zalewskiej, nauczyciele nie mogą przejmować zadań pielęgniarek. Podawanie leków – różnymi drogami i technikami zleconymi przez lekarza – to czynności lecznicze, do których uprawnienia mają m.in. pielęgniarki szkolne. Związkowcy z ZNP kolei ironizują na swoim facebookowym profilu, że w dokładnie taki sam sposób można rozwiązać także problem braku stomatologów w szkołach. Oferują nawet podjęcie się leczenia zębów urzędników Ministerstwa Zdrowia po odbyciu kilkutygodniowego kursu – niestety, bez znieczulenia.

Tymczasem resort zdrowia od dawna prezentuje na swojej stronie internetowej stanowisko w sprawie możliwości podawania leków dzieciom przez nauczycieli w szkole i przedszkolu. Ministerstwo wskazuje na trzy możliwe sytuacje: stan nagły, inne problemy zgłaszane przez uczniów oraz kwestię podawania leków uczniom z chorobą przewlekłą. W pierwszym przypadku, gdy stan zdrowia dziecka wymaga natychmiastowej pomoc lekarskiej, obowiązek udzielenia uczniowi pomocy przedmedycznej na miarę swoich umiejętności i wezwania karetki spoczywa na szkolnej pielęgniarce, nauczycielu oraz dyrektorze szkoły. Gdy w grę wchodzą sytuacje mniej drastyczne, pielęgniarka po rozmowie z uczniem wzywa rodziców do szkoły zalecając zabranie dziecka do lekarza. Jeśli jest ona nieobecna, zrobić to musi dyrektor lub osoba przez niego upoważniona.

Jeśli chodzi o podawanie uczniom leków nauczyciele zastąpią pielęgniarki jedynie w przypadku ich nieobecności. W grę wchodzi nie tylko zrobienie zastrzyków, ale również takie czynności jak sprawdzenie uczniowi poziomu insuliny czy podanie leku w formie wziewnej dziecku choremu na astmę. Zdaniem ministerstwa wykształcenie medyczne nie jest w tym wypadku konieczne. Niezbędne jest zawarcie przez nauczyciela i rodziców ucznia stosownej umowy, choćby ustnie, oraz posiadanie przez tego pierwszego stosownego przeszkolenia. Co więcej, osoba podejmująca się takiego zadania musi wyrazić na nie zgodę a rodzic ma obowiązek poinformowania szkoły o chorobie i zażywanych lekach.

Nauczyciele zastąpią pielęgniarki w szkołach, a tymczasem urlopy zdrowotne nauczycieli niewiadomą

Wydaje się, że nowe przepisy byłyby po prostu załataniem luki prawnej w sposób zgodnym z dotychczasowym sposobem patrzenia Ministerstwa Zdrowia na kwestię czynności medycznych wykonywanych przez nauczycieli. Pedagodzy muszą mieć gwarancję, że nie będą pociągnięci do odpowiedzialności, jeśli w trakcie niesienia pomocy swoim podopiecznym dojdzie do jakichś komplikacji. Z drugiej strony, uczniowie – i ich rodzice – również mają prawo oczekiwać, że pomoc medyczna udzielana w szkole nie będzie w praktyce stanowić zagrożenia ich dla zdrowia i życia.

Cieszy, że Ministerstwo Zdrowia zamierza wreszcie uregulować sprawę tak istotną z punktu widzenia zarówno nauczycieli, jak i rodziców i uczniów. Tak samo nie wydaje się, żeby resort chciał zmuszać nauczycieli do wykonywania czynności medycznych w szkole. Należy jednak zauważyć, że problem nie jest nowy – ministerialne stanowisko opublikowane zostało przecież dobrych kilka lat temu. Dotyczy on również innych państw. Podobne doświadczenia mają chociażby Czesi – również nie mogą od lat stworzyć stosowne przepisy mimo wieloletniej dyskusji na ten temat. Pozostaje mieć nadzieję, że Ministerstwo Zdrowia stanie na wysokości zadania i doczekamy się wreszcie trwałego rozwiązania.