Czeka nas rewolucja na drogach. Polska firma zapowiada fotoradar, który potrafi rejestrować 32 samochody w jednym momencie

Moto Technologie dołącz do dyskusji (846) 25.07.2021
Czeka nas rewolucja na drogach. Polska firma zapowiada fotoradar, który potrafi rejestrować 32 samochody w jednym momencie

Patryk Wieczyński

Blady strach może paść na kierowców, którzy lubią mocniej przycisnąć pedał gazu. Na rynek ma trafić nowy fotoradar, który potrafi łapać nawet 32 auta jednocześnie, w dodatku z bardzo wysoką skutecznością. Może on w przyszłości zastąpić zwykłe, stacjonarne fotoradary i pozwolić na lepszą walkę z przekraczającymi prędkość.

Nowoczesny fotoradar jest produkowany przez polską firmę

Według informacji opublikowanych przez dziennik.pl, testowany w warunkach drogowych jest nowy rodzaj fotoradaru. Fotorapid PRO, bo tak się nazywa ten cud techniki, ma mieć możliwość rejestrowania w jednym momencie nawet do 32 samochodów. A co najważniejsze, sam może być w tym momencie w ruchu, zamontowany w bagażniku jakiegokolwiek auta.

Oznacza to, że kierowcy nawet nie wiedzą, że ich prędkość jest mierzona. Fotoradar ma możliwość mierzenia prędkości w zakresie od 2 do 300 km/h z dokładnością do +/- 1 km/h. Ma też mieć bardzo wysoką skuteczność, dzięki czemu podważenie wyników pomiaru ma być mało możliwe i bezcelowe. Zwłaszcza że zdjęcia, jakie robi Fotorapid PRO, mają być też na tyle wyraźne, że odczytanie z nich numerów rejestracyjnych oraz rozpoznawanie kierowcy nie powinno być problemem. Podobno ma być możliwe też określenie, czy ktoś miał zapięte pasy.

Wszystko to ma być produkowane przez polską firmę ZURAD, a jest wynikiem wielu lat pracy i udoskonaleń opartych, jak informuje dziennik.pl, na rozwijaniu fotoradaru Integra 3D, też produkowanego w Polsce oraz zaimplementowaniu radaru śledzącego niemieckiej firmy SmartMicro.

Krok po kroku, rok po roku nowoczesne technologie będą coraz częściej obecne na polskich drogach

Jeżeli nawet w wypowiedziach przedstawicieli firmy jest zbyt wiele optymistycznych tonów i na końcu okażę się, że ten fotoradar nie jest aż tak dobry i nie potrafi aż tak dużo, jak jest to teraz obiecywane, to pokazuje to pewien trend, w jakim kierunku dążyć będą producenci urządzeń odpowiedzialnych za pilnowanie przestrzegania kodeksu drogowego.

Ustawiania fotoradarów staje się powoli bezcelowe, bo sprawia, że kierowcy szybko się do nich przyzwyczajają i wiedzą doskonale, gdzie hamować, a gdzie można przyśpieszyć pomimo ograniczenia prędkości. Dlatego też coraz częściej obmyślane będą takie urządzenia, które potrafią mierzyć prędkość „incognito”, z bagażnika samochodu, nie informując o tym wyraźnie kierowcy.

Coraz popularniejsze stają się też przecież inne sposoby pilnowania porządku na drogach. Odcinkowe pomiary prędkości, które coraz częściej są montowane na autostradach to kolejny taki przykład. Polegają one na postawieniu dwóch bramek, które analizują, o której dany samochód przejechał jedną z nich, o której trafił do drugiej i na bazie odległości mierzą czy nie przejechał tego odcinka za szybko.

Technologia w służbie prawa. Rewolucja na drogach już ma miejsce, a niedługo pewnie jeszcze przyśpieszy

Innym sposobem, o którym pisaliśmy kilka dni temu, są drony policyjne. Coraz częściej kierowcy, chcąc zauważyć, skąd może nadciągnąć mandat, patrzeć muszą nie tylko wokół siebie ale też w górę. Wszystko dlatego, że policja coraz częściej używa dronów, które pozwalają w losowy sposób obserwować dane przestrzenie miejskie. Rzeszowskie służby, po dwóch godzinach testów nad jednym ze skrzyżowań, zarejestrowały piętnaście wykroczeń za przejeżdżanie na czerwonym świetle, co pokazuje, że takie działania mogą mieć sens i już niedługo mogą być powszechne.

Jak widać więc rozwój technologiczny dotyczy nie tylko samochodów i ich wyposażenia, ale także w całej infrastrukturze, która je otacza. Nowoczesne fotoradary, czy drony nad skrzyżowaniami to zapewne tylko początek. Zwłaszcza gdy rozwinie się na przykład sieć 5G, która zapewne pozwoli na jeszcze większą kreatywność w łapaniu osób przekraczających prędkość, czy kierowców lub pieszych uznających czerwone światła za sugestie, a nie zakaz.