Opłata za torebki miała chronić środowisko, ale zarabiały na niej sklepy. Teraz rząd to zmieni, ale zapłaci oczywiście konsument

Codzienne Zakupy dołącz do dyskusji (32) 23.07.2019
Opłata za torebki miała chronić środowisko, ale zarabiały na niej sklepy. Teraz rząd to zmieni, ale zapłaci oczywiście konsument

Udostępnij

Radosław Tyburski

Opłata za torebki z tworzywa sztucznego to obowiązek wynikający z prawa europejskiego. Polska miała do wyboru ograniczyć zużycie plastikowych torebek albo wprowadzić od nich podatek. Wybrała to drugie i dlatego w naszym prawie w 2018 r. pojawiła się opłata recyklingowa. W parlamencie procedowana jest obecnie nowelizacja, która sprawi, że niektóre torebki za chwilę podrożeją. Wszystko dlatego, że sklepy omijały obowiązek naliczania opłaty recyklingowej. 

Dlaczego torebki są płatne?

Przykładowo, żaden ze sklepów nie pobiera opłaty od torebek „foliówek” na produkty na wagę. Obowiązki sprzedawcy nie nakazują pobierania opłat w przypadku “toreb bardzo lekkich”. Na pytanie: co to jest torba bardzo lekka, odpowiada ustawa o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi. Jest to torebka o grubości materiału poniżej 15 mikrometrów.

Drugą kategorią toreb są „torby lekkie”, w których grubość materiału nie może przekraczać 50 mikrometrów. Od tych pobierana opłata może wynosić maksymalnie 1 zł. Konkretną cenę określa Minister Środowiska w rozporządzeniu. Na chwilę obecną opłata za torebki lekkie wynosi 0,20 groszy od torebki plus VAT. Co więcej, prawo nakazuje sklepom pobierać opłatę recyklingową od klienta. Sklepy nie mogą więc same wpłacić należnej kwoty, tylko mają obowiązek przerzucić opłatę na klienta.

A może płatną torebkę do tego?

Jeżeli masz w domu torebkę Biedronki, to według ministra środowiska Henryka Kowalczyka możesz wspierać sklepy, które omijały przepisy o opłacie recyklingowej. Ponieważ opłata za torebki przewidziana jest za torby do grubości 50 mikrometrów, wolne od opłaty pozostawały grubsze torby wielokrotnego użytku. Jak stwierdził w wypowiedzi dla TVN24 BiS Arkadiusz Mierzwa, przedstawiciel właściciela sklepu Jeronimo Martins Polska, od stycznia 2018 r. wprowadzono w sklepie reklamówki grubsze, które nie są objęte opłatą recyklingową. Biedronka nie płaciła więc opłaty recyklingowej, a dochód z tytułu opłat za torebki przypadał dla sklepu. Reklamówki zniknęły ze sklepów także innych marek. Problem z tymi torebkami jeżeli chodzi o środowisko jest taki, że mimo tego, że są grubsze, to raczej nie są postrzegane jako torby wielokrotnego użytku.

Dlatego właśnie na wrzesień 2019 r. zaplanowano objęcie obowiązkiem uiszczania opłaty recyklingowej także torebek grubszych niż 50 mikrometrów. Wyłączone spod opłaty w dalszym ciągu pozostaną lekkie foliówki do warzyw, owoców i towarów sprzedawanych luzem. Nowelizacja to też dla sklepów dodatkowe obowiązki administracyjno-prawne.

Konsumentom nie pozostaje nic innego jak… samemu ominąć opłatę recyklingową

Francja i Włochy zakazały torebek plastikowych i nie musiały wprowadzać podatku recyklingowego. Rząd u nas zdecydował się na podatek, ale nikt najwyraźniej nie przewidział, że przepisy będzie można łatwo obejść. Minister środowiska z walczy więc teraz i z plastikiem i ze sklepami.  Niestety, jak widać, za chwilę odbije się to na kieszeni konsumenta.

Sklepy będą miały do wyboru albo odprowadzać opłatę recyklingową i stracić część zysku, albo podnieść opłaty za torebki i zysk zachować. Nie jest to miła wiadomość w kraju, w którym szaleje inflacja i ceny żywności rosną w zastraszającym tempie. Nie słychać na razie także pomysłów sklepów o wprowadzeniu toreb papierowych.  Skoro mimo braku obowiązku i tak sklepy pobierały opłaty od toreb z tworzyw sztucznych, powinny pomyśleć o wprowadzeniu toreb z tworzyw przyjaznych środowisku.

Na szczęście konsument też może ominąć opłatę za torebki. Wystarczy, że zaopatrzy się we własną torbę. Wspomoże to może i w niewielkim stopniu ochronę środowiska, ale przede wszystkim domowy budżet.