Dziewięciu na dziesięciu kierowców ostentacyjnie przyspiesza po minięciu fotoradaru. To dużo mówi o naszym szacunku do prawa

Moto dołącz do dyskusji (72) 28.03.2020
Dziewięciu na dziesięciu kierowców ostentacyjnie przyspiesza po minięciu fotoradaru. To dużo mówi o naszym szacunku do prawa

Paweł Mering

Statystycznie większość polskich kierowców ostentacyjnie wciska gaz tuż po minięciu fotoradaru. To bardzo źle i równocześnie ukazuje pewien paradoks – fotoradary są bezsensowne, ale z drugiej strony… są nam bardzo potrzebne.

Polacy przyspieszają za fotoradarem

Jak opisuje „interia.pl”, powołując się na doniesienia ekspertów, polscy kierowcy przyspieszają tuż po minięciu fotoradaru, a zwalniają jedynie bezpośrednio przed urządzeniem. Niewątpliwie jest to patologią, która – niestety – na stałe wpisała się w kanon normalnych drogowych zachowań.

Profesor Marcin Ślęzak, dyrektor Instytutu Transportu Samochodowego (ITS) wskazuje, że zachowuje się tak aż 90% kierowców. Przeprowadzono odpowiednie badania, które ujawniły, że problemów jest więcej. Okazuje się również, że fotoradary spełniają jakąś funkcję, ale zupełnie nie taką, jakiej by się od funkcjonowania takich urządzeń wymagało – w związku z tym dużo lepszym rozwiązaniem jest odcinkowy pomiar prędkości.

Dyrektor dodaje:

Tymczasem przy fotoradarze stacjonarnym, jak pokazały badania przeprowadzone przez ITS, aż 90 proc. kierowców przyspiesza po przekroczeniu miejsca fotoradaru, a w odległości 1,8 km od fotoradaru 54 proc. kierowców przekracza prędkość o więcej niż 10 km/h

Chyba żadnego kierowcy powyższe stwierdzenie chyba nie zdziwi – szczerze, to dziwie się, że aż 10% kierowców nie przyspiesza za fotoradarem.

Jeżeli nie fotoradar, to co?

Dyrektor Ślęzak sugeruje, by zastąpić fotoradary odcinkowym pomiarem prędkości – jednak tylko tam, gdzie jest to możliwe. To zrozumiałe, bowiem do wprowadzenia odcinkowego pomiaru prędkości wymagane jest spełnienie kilku warunków jak gdyby technicznych, tj. odpowiednia długość monitorowanego odcinka, brak skrzyżowań, czy stałe ograniczenie prędkości.

Nie spoób nie zauważyć, że fotoradary są bezużyteczne, tj. z reguły nie służą do karania sprawców wykroczeń. Jest to swoisty straszak, a (niestety) przeciętny kierowca robi podczas mijania tego typu urządzenia jedynie przerwę od łamania prawa. Ustawianie fotoradarów w miejscach, które jawią się jako niebezpieczne, może jednak przynieść pewien skutek – większość kierowców zwolni.

Prowadzi to do pewnego absurdu, w którym to fotoradary nie spełniają funkcji ani represyjnej, ani wychowawczej, ale – chociaż – zmuszają do zmniejszenia prędkości. Dowodzi to jedynie temu, że przeciętny (według badań) polski kierowca nie przejmuje się przepisami ruchu drogowego dbając jedynie o to, by nie ponieść ujemnych konsekwencji swoich działań, bo przecież nie o dostosowanie prędkości tu chodzi, a o uniknięcie mandatu.

Same badania Instytutu Transportu Samochodowego, które odnoszą się do fotoradarów, jawią się jako ciekawe, ale też przygnębiające, zostawiając jednak pewien optymizm. Generalnie kierowcy jeżdzą za szybko, nie widząc korelacji pomiędzy nadmierną prędkością, a stwarzaniem niebezpieczeństwa (co łączy się z przecenianiem swoich umiejętności i stanu technicznego pojazdu), chociaż – co trzeba przyznać – sytuacja na polskich drogach wygląda coraz lepiej.

72 odpowiedzi na “Dziewięciu na dziesięciu kierowców ostentacyjnie przyspiesza po minięciu fotoradaru. To dużo mówi o naszym szacunku do prawa”

  1. Przyspieszanie po minięciu fotoradaru nie musi oznaczać automatycznego łamania prawa. W wyniku nadmiernej ilości fotoradarów oraz licznych nadużyć z nimi związanych, powstała u wielu kierowców psychoza zwalniania na wszelki wypadek, wyraźnie poniżej obowiązujących w tym momencie ograniczeń. Efekt: teren zabudowany, jedziemy 50km/h, ale na widok skrzynki automatycznie zwalniamy do 40km/h, a po jej minięciu wracamy do prędkości przepisowej. Gdyby fotoradarów było mniej oraz nie byłoby okresu „żerowania na kierowcach przez straże gminne” kilka lat temu – opisany problem by nie wystąpił, lub w mniejszym zakresie.
    Rzekome „nie przejmowanie się” polskich kierowców przepisami może tez wynikać ze zbytniego zaniżania ograniczeń prędkości. Jeśli od kilkudziesięciu lat na jakimś odcinku jeździliśmy 50-60km/h i było OK, a tu nagle stawiają 30km/h bez widocznego powodu – to takie ograniczenie jest niewiarygodne i sprzeczne z wieloletnim doświadczeniem.
    Pozdrawiam.

  2. Ograniczenia prędkości często stawiane są bez sensu i bez wyraźnych oznak. Absurdem była w Katowicach jezdnia dwukierunkowa, po jednym pasie dla kierunku, gdzie w jednym kierunku można było jechać 50 km/h, a w drugim 70 km/h. Podobnie ograniczenia na drogach ekspresowych przed łagodnym zakrętem lub mostem. Albo ot tak sobie, na prostej drodze, bo nie wiadomo co lub zapomnieli zdjąć.
    Policji się wydaje, że 100% powodów wypadków to prędkość. Więc im wolniej tym lepiej. A średnia poruszania się po Śląsku i okolicach, w tym po autostradach to 37 km/h przez ostatnie 20 tysięcy km. Odczytane z komputera. Ale dajmy jeszcze więcej ograniczeń, to pomoże.

    • Najbardziej lubię ograniczenia do 50, czy nawet 40, na dwu-trzypasmowych drogach (pierwotne ograniczenia to 70), z powodu budowy. Tylko zazwyczaj te roboty drogowe są na pasie zieleni i nawet nie wchodzą na obszar pasa ruchu. :D Ale ograniczenie musi być.

    • Kolejnym trochę bezsensownym, ale nie do wyeliminowania na szybko jest zwalnianie do 50km/h (obszar zabudowany) ck kilka kilometrów trasy DK xx (@90 km/h) bo wieś kilka(naście) domów dokładnie wzdłuż drogi, gdyby można by przejechać przepisowo powiedzmy 30-50 km drogi bez konieczności zwalniania też podejrzewam byłoby inaczej, a i smog byłby mniejszy.

  3. >Ustawianie fotoradarów w miejscach, które jawią się jako niebezpieczne,
    może jednak przynieść pewien skutek – większość kierowców zwolni.

    Wręcz odwrotnie. Będzie się gapił na prędkościomierz lub na to kiedy może przyspieszyć, a nie na sytuację na drodze. Piszę o bezpieczeństwie – wolniejsza jazda jest jest równoznaczna z ostrożniejszą/bezpieczniejszą jazdą.

  4. też się dziwię, że 10% nie przyspiesza, jak na drodze gdzie jedzie się 80, znak jest 70 a przy radarze jedzie się 60

  5. Tak, spora czesc Polakow na ograniczeniu predkosci do 50 km/h przy fotoradzarze jedzie 40 km/h. Ale jest druga strona medalu. Wiekszosc kierowcow tu gdzie jest 50 km/h w terenie zabudowanym bez fotoradaru jedze 60-70 km/h. A ci wyrywniejsi jezdza po 80-99 km/h pilnujac nie tego co sie dzieje na drodze tylko tego, zeby nie przekroczyc stowki i nie stracic w razie kontroli prawka. Ograniczenia sa na drodze nie dla czyjegos widzimisie tylko dlatego, ze po drogach jezdza rozni kierowcy z roznymi umiejetnosciami a nie tylko Holowczyce i Leoby. Ja tez w kazdy zakret wejde szybciej i szybciej z niego wyjde niz przecietny kierowca. Do tego przypilnuje punktow hamowania, odpowiedniego biegu i apeksu. I co z tego? Chodzi o dostosowanie przepisow do wszystkich uzytkownikow drog a nie tylko do tej czesci, ktora uwaza, ze super umie jezdzic. Wiekszosc z tych co tak uwaza pozniej kompromituje sie na torze i plycie poslizgowej. To, ze umiejecie jezdzic po 200-250 km/h nie znaczy ze umiecie prowadzic bezpiecznie i w sposob kontrolowany swoje pojazdy. Dotyczy to zarowno kierowcow aut jak i motocyklistow. Wszystkich tych kozakow zapraszam na tor. Nie ma lepszego miejsca na weryfikacje waszych umiejetnosci i wielka lekcje pokory. Wiem o czym pisze bo sam to wszystko przezywalem. Tez kiedys wydawalo mi sie, ze umiem jezdzic. Wyglupy i popisowki z kumplami autami przednio i tylnonapedowymi, duze przebiegi. Do pierwszego wypadu na tor, kiedy okazalo sie, ze wielkie g…o umiem. Dlatego dzisiaj jestem lepszym kierowca ale tez mam duzo wiecej epatii do innych uzytkownikow drog. Pamietajcie, na drogach nie jezdza tylko mistrzowie kierownicy. Jezdza tez babcie, dziadkowie, ojcowie i matki dla ktorych auto to tylko srodek lokomocji. Jedni jezdza po 10 000 km inni po 100 000 km. Jedni tylko po miescie i i duzo lataja po trasach. Dla jednych to przyjemnosc a dla innych tylko koniecznosc. Nie da sie dla kazdego z nich stworzyc oddzielnych przepisow. Dlatego sa one zachowawcze i usrednione dla wszystkich i dla ogolnego bezpieczenstwa. Moze sie to komus podobac, moze to akceptowac a wyzywac sie na torze a jak nie, to moze sie wyprowadzic na wyspe Man.

  6. Badania zrobione przez Janosika, zdecydowanie bardziej wiarygodne nie do końca potwierdzają badania ITS. Krótko mówiąc, ITS ma parcie na afisz.
    Ale aby nie popadać w skrajności, to oczywistym jest iż kierowca widząc patrol zachowuje się inaczej. Aby to sprawdzić nie trzeba wydać miliona na przeprowadzenie badań.
    Fikcję wynikające z teoretyzowania były widoczne podczas transmisji z komisji sejmowej gdzie próbowano nieudolnie przekazać doświadczenia z innych krajów.
    Ps.
    Przedstawiciel francuski który doradzał kilka lat temu naszym wybrańcom malowanie fotoradarów na żółto oraz ich oznakowanie pewnie nie zauważył u siebie, że w chwili wprowadzania tej bzdurnej noweli Francja od niej odstąpiła.

  7. gdyby kary były jak w Niemczech i brak przyzwolenia społecznego, sytuacja byłaby zgoła inna. Bo dlaczego ten sam kierowca po przekroczeniu Odry potrafi jakoś jeździc zgodnie z przepisami?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *