Ostatnie tygodnie upływają pod znakiem ataków terrorystycznych. Często można spotkać się z opiniami, że obywatele mogliby skutecznie się bronić przed przemocą, gdyby tylko wprowadzono powszechne prawo do posiadania broni palnej. Czy faktycznie tak jest?

Prawo do posiadania broni – prawem człowieka?

Prawnicy dzielą się z grubsza na dwa typy: teoretyków oraz praktyków. Ci pierwsi lubują się w tworzeniu skomplikowanych, ale pięknych konstrukcji myślowych, drudzy zaś – wolą prosty język konkretów. W identyczny sposób może być skonstruowany dyskurs o prawie do posiadania broni: można próbować wykazać wywodzić to prawo jako jeden z elementów prawa naturalnego, albo wręcz przeciwnie: wskazywać na prymat państwowego monopolu na przemoc, i tym samym zakazać noszenia obywatelom beretty albo innego smith&wessona.

Ale powiedzmy sobie szczerze: taka dyskusja byłaby bezcelowa. W pewnym momencie i tak każda ze stron dotrze do ściany ostatecznego argumentu, którego wybór zależy tylko i wyłącznie osobistych przekonań. Dlatego też w dalszej części tekstu porównamy kilka państw o różnym podejściu do prawa do posiadania broni, i spróbujemy wyciągnąć jakieś wnioski. Aby porównanie miało sens, wybrałem trzy kraje:

  • USA, w którym obywatele mogą trzymać pod poduszką i karabin
  • Australia, w którym powszechny dostęp do broni palnej ograniczono w 1996 r.
  • Polska, w której posiadanie broni palnej wymaga zezwolenia (w uproszczeniu – jest zakazane)

W Stanach Zjednoczonych Ameryki prawo do posiadania broni jest zapewnione już na poziomie konstytucyjnym – słynna druga poprawka do konstytucji stanowi, że

Dobrze zorganizowana milicja jest niezbędna dla bezpieczeństwa wolnego państwa; prawo ludzi do posiadania i noszenia broni nie może być naruszone

Przepis ten wielokrotnie podlegał interpretacji ze strony amerykańskiego Sądu Najwyższego, który wciąż podkreśla, że zapisy konstytucji chronią indywidualne prawo do posiadania broni palnej dla prawnie chronionych celów (np. samoobrona). Zarówno prawo stanowe, jak i federalne, może zawierać pewne ograniczenia w dostępie do broni. Przykładowo, w sprawie Dystrykt Kolumbii vs Heller wskazano, że ograniczenia mogą dotyczyć:

  • osób skazanych lub upośledzonych umysłowo
  • miejsc, do których wnoszenie broni powinno być zakazane (jak szkoły czy budynki użyteczności publicznej, np. szkoły)

Ograniczenie te są zatem stosunkowo mało dolegliwe, skutkiem czego Amerykanie – stanowiący ok. 5% ludności świata – są właścicielami nawet połowy broni znajdującej się w posiadaniu przez cywili. Nie powinno zatem dziwić, że tak znaczna ilość broni znajdującej się w obiegu wpływa na ilość przestępstw z użyciem broni palnej.

W 2015 r. od broni palnej w USA zginęło ponad 13 000 osób, w tym blisko 3500 osób niepełnoletnich (do 17 roku życia). Niemal każdego dnia (332 razy w 2015 r.) dochodzi do strzelanin, w których rannych lub zabitych są co najmniej 4 osoby (nie wliczając w to sprawcy). Broń palna to również częste narzędzie wybierane przez samobójców: w ten sposób w 2013 r. zginęło blisko 22 ooo osób.

Uśredniając, w USA każdego dnia od broni palnej ginie – z rąk współobywatela – ok. 35 osób. Dla porównania, w Polsce – w której dostęp do broni jest wysoce utrudniony – stwierdzono w 2014 r. raptem 32 zabójstwa z użyciem broni palnej. Jest to znaczny postęp w stosunku do początku poprzedniej dekady, gdzie rocznie od broni palnej ginęło ponad 100 osób. Nawet uwzględniając różnice wielkości Polski i Stanów, nie sposób nie zauważyć dysproporcji: w Polsce od broni palnej ginie 0,08 osoby na 100 000 mieszkańców, zaś w USA: 4,21 na 100 000 mieszkańców.

A może to tylko kwestia zmiany narzędzia, i po prostu Polacy wolą inne narzędzia zbrodni? W 2015 r. – wg oficjalnych statystyk polskiej Policji – stwierdzono 495 zabójstw. Tymczasem, w USA w 2013 r. zabito ponad 16 000 osób. Uwzględniając różnicę w ilości ludności, w Stanach zabójstwa zdarzają się czterokrotnie częściej w przeliczeniu na 100 000 mieszkańców (choć, dla porównania, to wciąż 16 razy mniej niż w Hondurasie).

Niemniej, porównywanie Polski i USA to bardziej zabawa liczbami niż rzetelna analiza, z uwagi na mnóstwo czynników wpływających na przestępczość i jej źródła. Ale jest kraj, w którym dostęp do broni był powszechny, ale na skutek tragicznych wydarzeń wprowadzono znaczące restrykcje – a mieszkańcom od tego czasu żyje się lepiej.

W Australii żyje się lepiej

To Australia. Ograniczenia w dostępie do broni wprowadzono w 1996 r., po masakrze w Port Arthur, w której zginęło 35 osób, a 23 zostały ranne. Zakazano posiadania broni półautomatycznej, określono ścisłe warunki dotyczące sprzedaży i posiadania broni. Ponad milion sztuk broni zostało odkupionych i zniszczonych przez rząd.

Czy te zmiany dały efekty? Ilość zabójstw z użyciem broni palnej spadł z ok. 100 rocznie do 30-40 rocznie, a w przeliczeniu na 100 000 mieszkańców: z poziomu 0,5 do 0,15. Przypominam: w USA ten wskaźnik wynosi 4,21.

Ale wróćmy do pytania tytułowego: czy prawo do posiadania broni jest metodą na ochronę przed terrorystami? Wydaje się, że dotychczasowe doświadczenia temu przeczą. Powszechny dostęp do broni nie ochronił uczestników maratonu w Bostonie przed braćmi Tsarnaev, czy ofiar licznych strzelanin w innych amerykańskich miastach – choćby w Orlando? Paradoksalnie, czterokrotnie więcej incydentów jest przerywanych przez cywilów nieuzbrojonych niż wyposażonych w broń palną.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Obywatel, który skutecznie broni się za pomocą broni palnej przed przemocą, jest zatem mitem – wspomnieniem dawnych czasów i przywiązaniem do tradycji. Statystyka wyraźnie pokazuje, że broń palna w rękach cywilów nie tylko nie poprawia bezpieczeństwa, ale wręcz przeciwnie – zwiększa szansę na utratę życia lub zdrowia przez przypadkowe osoby.