Progresja podatkowa à la Razem, czyli „europejskiej lewicy” pomysł na podatek, o którym boją się myśleć nawet na zachodzie

Finanse Podatki dołącz do dyskusji (161) 13.12.2018
Progresja podatkowa à la Razem, czyli „europejskiej lewicy” pomysł na podatek, o którym boją się myśleć nawet na zachodzie

Udostępnij

Aleksander Serwiński

Partia Razem i ichnia progresją podatkową, zdecydowanie wyróżnia się na polskiej scenie politycznej. W ich wydaniu system oparty byłby na nielicznej grupie bardzo zamożnych obywateli, którzy powinni płacić znacznie wyższe podatki. Słynna stawka dla „prezesów” budzi liczne kontrowersje – w końcu ma wynosić aż 75%. Część społeczeństwa nie rozumie jednak jak działa progresja podatkowa.

Aby właściwie policzyć wysokość podatku progresywnego, należy zapoznać się z jego progami. Każdy próg następnie przemnożyć przez właściwą stawkę podatku dochodowego. Tym sposobem osoba, która próg 75% przekroczy o złotówkę, zapłaci 75 groszy podatku z tego progu, a z pozostałych sum, które składają się na jej dochód – analogicznie.

Członkowie partii Razem głośno protestują więc, gdy zarzuca im się chęć opodatkowania najbogatszych w taki sposób, że stracą aż trzy czwarte swoich dochodów. Wskazują właśnie na to, jak działa progresja podatkowa. Nie jest to jednak jedyny koszt pracy, jaki ponosimy. Doskonałych argumentów przeciwko ich rozwiązaniom dostarcza… Ich własny kalkulator podatkowy.

Po pierwsze – kim jest osoba bogata, która powinna ponosić wyższe obciążenia podatkowe? Jest to np. kierownik budowy, który zarabiając 6540 zł brutto, a 4 623 zł netto, powinien płacić miesięcznie o 106 zł więcej podatków. Efektywna stawka podatkowa wyniesie dla tego pracownika 31%, uwzględniając jeszcze składki. Oczywiście mówimy tutaj wyłącznie o opodatkowaniu pracy, bez szeregu innych podatków, które czekają na obywateli w tym kraju.

Idąc dalej przyjrzyjmy się dyrektorowi HR. 16 132 zł brutto, obecnie dają 10 840 netto. Partia Razem uważa, że to za dużo o 1300 złotych. Realna stawka opodatkowania wynosiłaby już ponad 40%! Jednocześnie ta osoba należy już do 1% najlepiej zarabiających Polaków. Czy faktycznie jest to milioner z antykapitalistycznych obrazków? Cóż, gdyby taki człowiek chciał swoją pracą wypracować pierwszy milion, odkładając połowę swoich dochodów netto, potrzebowałby około 180 miesięcy, czyli piętnaście lat. Zestawiając to np. z cenami mieszkań czy nowych samochodów widzimy, że to wciąż nie jest człowiek, który sypie pieniędzmi z rękawa.

Dochodzimy w końcu do prezesa banku, osoby zarabiającej 146.000 złotych brutto miesięcznie. Z danych na 2017 rok wynika, że dochody powyżej miliona złotych brutto rocznie zarabia około 20.000 osób w Polsce, czyli 0,125% pracujących obywateli Polski. Przy czym milion złotych brutto rocznie, zaczyna się od około 84.000 miesięcznie (prawie dwa razy mniej niż hipotetyczny prezes).

Partia Razem wskazuje, że taka osoba powinna zarabiać o ponad 100.000 zł mniej, czyli 42 499 netto. Realna stopa opodatkowania wynosiłaby więc… 71%! Wynika to z tego, że oprócz progresywnego opodatkowania, Partia Razem domaga się zniesienia górnej granicy składek. Te zaś, miałyby być liczone proporcjonalnie do dochodów.

Okazuje się więc, że to osoby nie znające progresji podatkowej, są bliżej prawdy, niż sami działacze partii Razem. Oczywiście ich program bardzo optymistycznie zakłada, że mając do wyboru rozliczanie się w Liechtensteinie, Monako czy San Marino, wybiorą właśnie Polskę i tę kosmiczną stawkę. Oczywiście pojawia się więc postulat walki z rajami podatkowymi – gorzej, że w ramach UE mamy takie kraje jak Irlandia czy Wielka Brytania, które również będą oferować znacznie bardziej korzystne stawki podatkowe.

Zresztą prezentowanie się jako partii socjaldemokratycznej na miarę zachodnioeuropejskich jest przekłamaniem. Nigdzie w Unii Europejskiej nie ma tak wysokiej efektywnej stawki podatkowej, jak w propozycji partii Razem. Ichnia progresja podatkowa po uwzględnieniu składek, znacznie przegoniłaby wszystkie kraje skandynawskie.