Sytuacja na granicy z Białorusią po prostu wymaga stosowania metody push back. To złe rozwiązanie, ale najlepsze z dostępnych

Państwo Zagranica dołącz do dyskusji (218) 19.10.2021
Sytuacja na granicy z Białorusią po prostu wymaga stosowania metody push back. To złe rozwiązanie, ale najlepsze z dostępnych

Rafał Chabasiński

Metoda push back to nic innego, jak zawracanie osób nielegalnie przekraczających granicę tam, skąd przyszły. Straż Graniczna stosuje ją na granicy z Białorusią, podobnie jak inne europejskie formacje mierzące się z kryzysem migracyjnym. Wiele osób zwraca uwagę na jej niezgodność z prawem. Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona. 

Metoda push back stosowana na granicy z Białorusią to złe rozwiązanie, ale też najlepsze z dostępnych

Czy można wypchnąć migranta z powrotem na białoruską stronę granicy? Metoda push back budzi duże kontrowersje, zwłaszcza wśród aktywistów zajmujących się ochroną praw człowieka. Pada często argument jej niezgodności z konwencją dotyczącą statusu uchodźców, podpisanej w Genewie z 1951 r. Z tego zaś wynika kolizja z prawem polskim oraz Kartą Praw Podstawowych Unii Europejskiej.

Nie da się ukryć, że polska Straż Graniczna stosuje metodę push back w trakcie prób radzenia sobie z kryzysem migracyjnym. Czy to oznacza, że polscy pogranicznicy łamią tym samym prawo? Jak w takim razie polskie służby powinny reagować na próby nielegalnego przekraczania granicy przez migrantów? Na te pytania, wbrew pozorom, nie ma prostej odpowiedzi. Wiele przy tym wskazuje na to, że zawracanie tych osób z powrotem na Białoruś jest jedyną rozsądną możliwością.

Wszystkie paskudne elementy narracji dotyczące kryzysu migracyjnego i samych uchodźców zasługują na jednoznaczną krytykę. Nie zmienia to jednak faktu, że znajdujemy się w niezwykle złożonej i nieznanej szerzej prawu międzynarodowemu sytuacji.

Rozważania na temat kwestii prawnych należałoby rozpocząć od podstaw: kim właściwie jest uchodźca? Wspomniana konwencja z 1951 r. operuje dość rozbudowaną definicją. Najprościej rzecz ujmując, chodzi o osoby uciekające ze swojego macierzystego państwa przed prześladowaniami. Z powodu tych prześladowań nie mogą lub nie chcą wrócić do ojczyzny. Polskie prawodawstwo również silnie akcentuje kwestię prześladowań.

Tymczasem osoby, które próbują przedostać się do Europy w zdecydowanej większości poszukują po prostu lepszej sytuacji ekonomicznej. Nie jest zresztą tajemnicą, że nie poszukują azylu w Polsce, lecz szukają drogi do Niemiec. Nasz kraj znajduje się po prostu po drodze. W przeważającej większości migranci koczujący po białoruskiej stronie granicy nie są uchodźcami w rozumieniu prawa międzynarodowego. Migranci ekonomiczni nie są objęci ochroną przysługującą uchodźcom.

Międzynarodowa ochrona należna uchodźcom nie przysługuje migrantom ekonomicznym

Powołanie się na prawo do azylu stanowi jedynie wytrych mający tym ludziom otworzyć drzwi do bogatej Europy Zachodniej. Owszem, teoretycznie nie wiemy, czy dana konkretna osoba jest jednym z wielu migrantów ekonomicznych, czy faktycznie ucieka przed prześladowaniami.

Co więcej, „uchodźcy” trafiają na granicę Białorusi z Polską rejsowymi samolotami organizowanymi przez białoruskie władze, w tym także tamtejsze tajne służby. Kryzys migracyjny w Polsce sztucznie wywołał Aleksander Łukaszenko, wzorując się zresztą na identycznym manewrze zastosowanym parę lat temu przez Turcję.

Warto podkreślić, że z punktu widzenia międzynarodowej ochrony uchodźców, migranci korzystając z białoruskiego zaproszenia trafiają już do bezpiecznego państwa. Białoruś jak najbardziej jest sygnatariuszem konwencji z 1951 r.

Krytykujący metodę push back, i w ogóle politykę migracyjną Polski, powołują się na art. 33 ust. 1 Konwencji. Brzmi on:

Żadne Umawiające się Państwo nie wydali lub nie zawróci w żaden sposób uchodźcy do granicy terytoriów, gdzie jego życiu lub wolności zagrażałoby niebezpieczeństwo ze względu na jego rasę, religię, obywatelstwo, przynależność do określonej grupy społecznej lub przekonania polityczne

Zapominają jednak przy dodać, że ten przepis ma także drugi ustęp, który zapewnia państwom umawiającym się wentyl bezpieczeństwa.

Nie może powoływać się jednakże na dobrodziejstwo niniejszego postanowienia uchodźca, co do którego istnieją podstawy, aby uznać go za groźnego dla bezpieczeństwa państwa, w którym się on znajduje (…)

W tym przypadku mówimy o operacji wrogich Polsce obcych służb specjalnych. Migracyjna agresja ze strony Białorusi jak najbardziej stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Jest również wymierzona przeciwko Unii Europejskiej, w której interesie jest zatrzymanie fal migrantów, oraz powstrzymanie państw trzecich od wykorzystywania ich do szantażu.

Agresja migracyjna to nowe zjawisko, które nie śniło się sygnatariuszom konwencji z 1951 r.

Warto także zauważyć, że granice państwowe nie są jakimiś tam umownymi liniami. Przyzwyczailiśmy się do swobody podróżowania w Strefie Schengen, oraz do korzyści posiadania dość „mocnego” polskiego paszportu. Nie oznacza to jednak, że możemy sobie „ot tak” przekraczać granicę z państwami trzecimi, czy polecieć sobie do dowolnego państwa świata bez paszportu.

Nielegalne przekroczenie granicy Rzeczypospolitej Polskiej stanowi obecnie wykroczenie. Zgodnie z art. 49a kodeksu wykroczeń, sprawca naraża się na karę grzywny. Usiłowanie i pomocnictwo również są karane. Organizowanie innym osobom przekraczania granicy naszego kraju to już przestępstwo, zagrożone karą od 6 miesięcy do 8 lat w więzieniu.

Jak w takim razie nasze służby powinny postępować w walce z kryzysem migracyjnym? Nie da się ukryć, że powinny zapewniać migrantom sprawiedliwą procedurę ubiegania się o status uchodźcy. Ci zaś powinni po prostu przekraczać granice naszego państwa w legalny sposób. Na granicy z Białorusią są przecież przejścia graniczne, to właśnie tam powinna istnieć realna możliwość poddania się całemu procesowi. Pomoc dla migrantów po białoruskiej stronie granicy jest, niestety, uzależniona od kaprysu Aleksandra Łukaszenki i jego reżimu.

Problem w tym, że do czasu uzyskania decyzji w swojej sprawie migranci trafiają do ośrodków dla uchodźców. Decyzja w ich sprawie byłaby zaś w przytłaczającej większości negatywna. To zaś oznaczałoby deportację z powrotem do państwa pochodzenia – a więc koniec marzeń o lepszym życiu w Niemczech. Niekończące się koczowanie w którymś z państw granicznych, jak na przykład w Grecji, również nie wydaje się dla nich wymarzonym rozwiązaniem.

Polska ma o tyle łatwiej od Grecji czy Włoch, że mówimy o granicy lądowej. Metoda push back jest w ogóle możliwa. Biorąc zaś pod uwagę skalę problemu, jego genezę i świadomość szerszego kontekstu sprawy, wydaje się jedyną możliwością. Nawet, jeśli trudno mówić tutaj o czymkolwiek innym, niż o „najmniejszym dostępnym złu”.

Nasz kraj, podobnie zresztą jak Unia Europejska, znajdują się obecnie w sytuacji wyższej konieczności. Zjawisko migracyjnej agresji to pewna nowość, z którą w 1951 r. sygnatariusze konwencji dotyczącej statusu uchodźcy nie musieli się mierzyć. Dzisiaj nie pozostaje nic innego, jak zaakceptować konieczność skutecznej obrony granicy przed niechcianą masową migracją.