„Sharing economy” to już dawno nie tylko Uber. Współdzielimy zasoby na co dzień i chętnie w obszarze technologii

Lokowanie produktu Technologie dołącz do dyskusji (31) 06.06.2019
„Sharing economy” to już dawno nie tylko Uber. Współdzielimy zasoby na co dzień i chętnie w obszarze technologii

Udostępnij

Paweł Mering

Sharing economy od dłuższego czasu wyznacza nowy kierunek w niemalże wszystkich dziedzinach współczesnego życia. Jakim cudem owo zjawisko spaja wynajem na minuty, współpracę, Internet, nowe technologie i globalizację?

Życie na minuty

W formie wynajmu na minuty oferowane są już apartamenty, hulajnogi, rowery, samochody, a także szereg dóbr cyfrowych. Kto dzisiaj nie korzysta z dobrodziejstw Netflixa, Spotify, BlaBlaCar, czy Airbnb?

sharing economy rower

W odniesieniu do dóbr, które oferowane są „na minuty”, mechanizm ich działania jest (lub powinien być) intuicyjny. Płacąc pewną kwotę pieniędzy, mamy czasowy dostęp do pewnych zasobów. Bardzo często jednak zapomina się o kluczowym elemencie, który w ogóle pozwala na taką możliwość — dzielenie się.

Dzielenie się nie oznacza jednak stanu faktycznego, którym można jedynie opisać pewien wycinek rzeczywistości. Bardzo ważne jest subiektywne odczucie, pozwalające na odstąpienie komuś w pewnym zakresie jakichś zasobów. Taki mechanizm widoczny jest w szczególności na platformie AirBnb, ale również i w BlaBlaCarze, czy w zjawisku crowdfundingu.

Popularność tego typu platform potwierdza również odchodzenie od naturalnej chęci posiadania. Posiadanie, w cywilistycznym znaczeniu, jest wszak stanem faktycznym, polegającym na władztwie faktycznym nad rzeczą (corpus) i chęci zachowania tej rzeczy (animus). Coraz częściej ten drugi człon przestaje być celem, do którego chcemy dążyć.

Czym jest więc sharing economy? To nic innego jak dzielenie się tym, co mamy i czym możemy się podzielić — bo to się po prostu opłaca!

Ekonomia dzielenia się

Sharing economy (ekonomia współpracy, dzielenia się) to pojęcie z pogranicza socjologii i ekonomii. W dobie konsumpcjonizmu, w opozycji do którego stoją m.in. ruchy proekologiczne, zmienia się sposób wykorzystywania dóbr. Modele organizacyjne i dystrybucyjne, zaczynają przybierać formę rozproszonych sieci połączonych ze sobą jednostek. Chodzi o to, by możliwie jak najczęściej współużytkować (i współkupować) w celu zmaksymalizowania efektywności wykorzystywania zasobów.

wykres-sharing-economy
Wykres przedstawia zależność pomiędzy osobami, które chcą udzielać innym swoich zasobów (kolor biały) a tymi, które chcą korzystać z dóbr innych ludzi (kolor ciemnoniebieski). Każdy z 30 000 ankietowanych konsumentów mógł zaznaczyć zarówno jedną, jak i drugą opcję. Wartości procentowe odnoszą się do całości badanych z danego regionu. Źródło danych: Nielsen.

Sharing economy opiera się na zaufaniu, które pozornie jest warunkiem niezbędnym, aby w ogóle dzielenie się mogło dojść do skutku, bez uszczerbku dla żadnej ze stron. W przypadku dzielenia się pomiędzy poszczególnymi osobami to zaufanie ma znaczenie węzłowe. Sytuacja wygląda nieco inaczej, gdy to zewnętrzny podmiot przyjmuje na siebie obowiązek pilnowania, aby swoista symbioza trwała bez szkody dla nikogo.

Tak też wszelkiego rodzaju sharing, który jest moderowany przez pewien podmiot trzeci, albo w ogóle udzielany przez przedsiębiorcę na konkretnych zasadach, jest niezwykle bezpieczny. Zaufanie, które w wypadku umów pomiędzy osobami fizycznymi jest czasami wręcz przeszkodą, znacznie zmienia swoje znaczenie.

Sharing economy w technologii

Zjawisko współdzielenia dóbr stanowi przyszłość świata technologii, ale jest jednocześnie jej fundamentem, a przynajmniej w tym cyfrowym i internetowym wydaniu. Technicznie patrząc, wszystko, co kojarzy się z internetem, jest właśnie skutkiem współdzielenia zasobów.

sharing economy technologia

Niezależnie od perspektywy, z której będziemy patrzeć, czy to od strony aspektów technicznych, czy faktycznych relacji pomiędzy użytkownikami sieci, czy nawet samej filozofii dzielenia się sieciowymi dobrami, dostrzec można, że dzielenie się niemalże definiuje sieć Internet.

Współdzielenie zasobów jest również podstawą wirtualnych hostingów, czyli VPS, serwerów współdzielonych i chmury. Korzystanie z oferty współdzielonej, w której to z tych samych maszyn korzysta wielu klientów, jest wspaniałym przykładem korzyści, jakie płyną z ekonomii współdzielenia zasobów.

Nie da się również pominąć faktu, iż cena w wypadku rozwiązań tego typu okazuje się znacznie niższa niż ta, którą trzeba zapłacić za tak samo funkcjonalne rozwiązanie dedykowane.

Chmura chmurze nie równa

Platformy oferujące zasoby w chmurze zapewniają zasoby dostępne w kilkadziesiąt sekund i są rozliczane w modelu wg zużycia. Tego typu rozwiązania pozwalają również na przechowywanie danych w wielu lokalizacjach u tego samego dostawcy. Współdzielenie zasobów jest w tym modelu sposobem na oferowanie mocy obliczeniowej na żądanie i w atrakcyjnej cenie.

Choć samo współdzielenie zasobów w ramach jednej platformy ma wiele zalet — takich jak dostępność usług na żądanie i opłaty jedynie za zużycie — należy także pamiętać, że nie jest to rozwiązanie bez wad. W niektórych sytuacjach możemy odczuć skutki posiadania „hałaśliwego sąsiada” lub nadmiernej alokacji zasobów przez dostawcę chmury.

Efekt „hałaśliwego sąsiada” pojawia się z chwilą, gdy jeden użytkownik zacznie zużywać więcej zasobów, np. zużywa więcej pamięci RAM, niż te, które zostały mu przydzielone. W konsekwencji inny użytkownik będzie odczuwał spadki wydajności. W podobny sposób, jak uciążliwi współlokatorzy nadużywają cierpliwości mieszkańców, tak „głośni” użytkownicy infrastruktur IT zaburzają działanie usług wirtualnych innych użytkowników, nadużywając zasobów. Dostawcy chmury starają się zapobiec lub zminimalizować to zjawisko stosując różne modele współdzielonej architektury. Za każdym razem jednak fundamentem usług jest sprzęt IT, który będzie współdzielony.

Inną praktyką, którą stosują niektórzy dostawcy, jest nadmierna alokacja zasobów. Starają się oni uzyskać możliwie najwyższy zysk ze swojej infrastruktury, zakładając, że klient nigdy nie wysyci 100% zasobów. Innymi słowy — dostawca sprzedaje więcej zasobów, niż fizycznie posiada w ramach platformy cloud. Wybierając dostawcę chmury, ważne jest, aby zwrócić uwagę czy oferuje on nam wszystkie zasoby, za które płacimy przez cały czas użytkowania.

OVH, europejski dostawca chmury obliczeniowej, posiada w ofercie serwery Public Cloud o gwarantowanych zasobach. To oznacza, że klient ma dostęp do pełnej mocy obliczeniowej i zasoby te nie są współdzielone z innymi użytkownikami platformy. Prosty system rozliczeniowy za godzinę lub abonament miesięczny, katalog różnorodnych serwerów w chmurze oraz rozwiązań do przechowywania i archiwizacji danych to podstawy, dzięki którym klienci OVH tworzą skalowane rozwiązania, zachowując kontrolę nad kosztami chmury.

Public Cloud

OVH, partner tego wpisu, oferuje wyjątkowo korzystny hosting danych w chmurze. Tego typu rozwiązania pozwalają na jednoczesne przechowywanie takich samych danych w różnych miejscach na świecie. Dzięki temu, w zależności od lokalizacji użytkownika, pobierze on dane z serwerów, które znajdować się będą najbliżej niego.

Serwery wirtualne Public Cloud charakteryzują się korzystnym systemem rozliczeń — istnieje opcja płatności za godzinę oraz liczne dodatkowe funkcjonalności, pozwalające na niemalże nieograniczone zastosowanie chmury.

Rozwiązanie Public Cloud wyróżnia się elastycznością, która przekłada się na dopasowywanie zasobów hostingu do aktualnych potrzeb. Posiadacz hostingu płaci jedynie za aktualnie wykorzystywane zasoby, które w zależności od zapotrzebowania są automatycznie zmniejszane, bądź zwiększane.

OVH oprócz Public Cloud oferuje również serwery: VPS, dedykowane, a także zwykły hosting WWW. O pozostałych rozwiązaniach więcej informacji uzyskać można na stronie internetowej Operatora.

Partnerem cyklu „Prawo Nowych Technologii” na Bezprawniku jest OVH