Sprzedaż nowych mieszkań spadła nawet o połowę. O połowę!

Biznes Gorące tematy Nieruchomości dołącz do dyskusji (396) 31.08.2020
Sprzedaż nowych mieszkań spadła nawet o połowę. O połowę!

Jerzy Wilczek

To, że pandemia odbije się na rynku mieszkań, było „oczywistą oczywistością”. Jednak skala krachu i tak zaskakuje. W drugim kwartale roku w Warszawie mieliśmy spadek sprzedaży mieszkań aż o 55 procent! Podobnie jest zresztą w innych dużych miastach.

W Polsce mieszkania w największych miastach drożały przed pandemią we wręcz absurdalnym tempie. I przez koronawirusa ceny się jakoś strasznie nie zmieniły. Co innego popyt.

Z raportu redNet Property Group i CBRE wynika, że w trzech dużych metropoliach sprzedaż spadła o ok. połowę w drugim kwartale – względem analogicznego okresu w 2019 r.

Najwięcej nabywców ubyło w stolicy – tam sprzedano aż o 55 proc. mniej mieszkań niż rok temu! Na drugim miejscu jest Łódź z 50-procentowym spadkiem, a za nią Trójmiasto. W nadmorskiej aglomeracji sprzedało się o 48 proc. mieszkań mniej.

Spadki są zresztą we wszystkich dużych miastach – choć we Wrocławiu i Krakowie mniejsze. W tym pierwszym mieście sprzedało się o 41 proc. mieszkań mniej, w drugim – o 37 proc.

Ciekawostką jest Poznań – tam spadek wyniósł „tylko” 10 proc. w porównaniu do zeszłego roku.

Sprzedaż nowych mieszkań. Czy to koniec pewnej epoki?

Skąd te spadki? Niby nie jest to zbyt trudne pytanie – oczywiście nie można tego nie wiązać z epidemią koronawirusa i zamrożeniem gospodarki w II kwartale roku.

Ale na pewno nie jest to cała odpowiedź. Jak uważają eksperci, nabywcy nieruchomości wstrzymywali o zakupie mieszkań. Często nie dlatego, że zmieniła im się sytuacja zawodowa, ale też liczyli, że epidemia sprawi, że ceny nieruchomości spadną. Tak się jednak raczej nie stało.

To może sugerować, że statystyki sprzedaży mieszkań mogą w miarę szybko wrócić do przedwirusowej normalności.

Ale czy faktycznie wrócą? Tu na odpowiedź musimy poczekać przynajmniej do października. Może się jednak okazać, że mamy koniec pewnej epoki, jeśli chodzi o nieruchomości.

Bo do tej pory liczyła się przede wszystkim lokalizacja. Nic dziwnego – lokum w centrum pozwala ominąć korki, no i takie mieszkanie łatwiej wynająć. Jednak wiele firm preferuje teraz pracę zdalną. A jeśli nie musimy dojeżdżać do biura, to chętniej decydujemy się na mieszkania na przedmieściach, a nawet jeszcze dalej – pod miastem. Rynek wynajmu też czeka wstrząs. Większość uczelni nie wraca od października do normalnego trybu. Zajęcia będą zwykle zdalne lub mieszane. A to powoduje, że studentom już się nie opłaca wynajmować mieszkań.

Oczywiście rynek może przeregulować dodatkowo druga fala koronawirusa – zwłaszcza, jeśli spełnią się te czarniejsze scenariusze.

Czy więc w kolejnych kwartałach czeka nas kolejny spadek sprzedaży mieszkań? Jeśli tak, to pewnie wreszcie ceny będą musiały spaść. A mieszkanie w centrum Warszawy czy Wrocławia przestanie być marzeniem ściętej głowy dla młodych przedstawicieli klasy średniej.

396 odpowiedzi na “Sprzedaż nowych mieszkań spadła nawet o połowę. O połowę!”

  1. W Polsce połowa młodych mieszka z rodzicami, a za granicą mamy kolejne 4 miliony Polaków, którzy czekają na poprawę sytuacji gospodarczej w Polsce (albo załamanie sytuacji gospodarczej na zachodzie) i spora część z nich wróci. Do tego pracodawcy głowią się jak namówić rząd do ściągania większej ilości pracowników zza granicy i ułatwić im pobyt. Nie wróżę więc niewiadomo jakich spadków w najbliższych latach. Poza tym w porównaniu do reszty Europy, to wcale nie mamy jakiejś wielkiej bańki cenowej, a zapotrzebowanie jak widać jest i będzie.
    Nie każdy zza granicy chce wrócić ale spora część zarabia tam właśnie po to, żeby kupić mieszkanie w Polsce, albo chociaż mieć na wkład własny (są tacy co nawet zarabiają grube hajsy aby je wydać od razu na wesele :D). Do tego postępuje urbanizacja, więc może i mieszkań jest coraz więcej w skali kraju, ale z jakiś zabitych dechami wiosek, ludzie szczególnie młodzi, uciekają właśnie do miast i to raczej trend, który będzie trwał latami. Więc zwolni się domek czy mieszkanie na wsi, ale nikt tam nie chce mieszkać. Po prostu nieruchomość w cenie ziemi de facto. Nawet jak młodzi odziedziczą taką nieruchomość, to od razu idzie ona na sprzedaż. Podobnie jest w miasteczkach do 50 tysięcy mieszkańców. Młodzi jadą na studia do dużych miast i już tam zostają. W miasteczkach nie potrzeba wielu wykształconych ludzi, a nawet jak są to zarobki są dużo niższe. Perspektywy też marne bez znajomości.
    Duże miasta mają coraz więcej mieszkańców, a reszta Polski coraz mniej.
    I to miasta ściągają do siebie młodych ludzi. Czyli stary człek umiera w mieście i prawie na pewno na jego miejsce przychodzi ktoś młody. Więc też średnia wieku w miastach się obniża, a w reszcie kraju to już raczej na odwrót.
    Dlatego raczej nie martwiłbym się o spadki przez długi, długi czas jeszcze.
    Bardziej interesuje mnie jakość nowych mieszkań w miastach, bo bardzo często są to bloki na zadupiu, bez infrastruktury. Albo korki są ogromne już zanim powstanie nowe osiedle, a jedynie w planach są jakieś linie tramwajowe czy połączenia autobusowe. Nie ma dużych planów przebudowy dróg na bardziej przepustowe, a jak są, to uwzględnia się w planach osoby zameldowane w okolicy, co jest śmieszne, bo wiadomo, że tylko jedna osoba się zazwyczaj melduje, żeby nie płacić za wywóz śmieci podwójnie.
    To jeszcze nie Nowy Jork czy San Francisco, gdzie ceny nieruchomości są ogromne i do tego podatki od nieruchomości jeszcze większe, co sprawia, że lewackie bojówki mając dosyć wynajmu schowka na miotły za 4 tysiące dolarów miesięcznie i palą całe miasta. Bezrobocie też nie takie straszne, więc jeżeli przytrafi nam się jakaś stagnacja przez najbliższe lata, to po prostu ceny mieszkań w miastach będą stać w miejscu. Czyli de facto uwzględniając inflację będą tracić na wartości.

    • „a jak są, to uwzględnia się w planach osoby zameldowane w okolicy, co jest śmieszne, bo wiadomo, że tylko jedna osoba się zazwyczaj melduje, żeby nie płacić za wywóz śmieci podwójnie.”

      Uczciwość level max. W połączeniu z roszczeniowym podejściem do życia (brak dróg, komunikacji itd). Cóż, takie młode pokolenia sobie chowamy.

      • Stare pokolenie dokładnie takie samo było. Zobacz te wszystkie „wolnościowe” protesty z komuny wszystkie poza tymi z 68 były bo ceny zżarcia wzrosły. W latach 80 gdyby nie to ze ZSRR była bankrutem to wystarczyłoby rzucić tłuszczy więcej kasy i komuna dalej by trwała.

        • Ale to nie jest cecha młodego pokolenia. Uczciwość społeczną albo się wynosi z domu rodzinnego albo nie. I są jeszcze frajerzy, którzy tę uczciwość mają. Ale ilu ich jest?

          Co więcej wymiękłem wczoraj wysłuchawszy tę „martyrologie” Polski lat 70 i 80. Ale fakt, pamieć ludzka płata figla i koloryzuje przeszłość. O dzisiejszych opowieściach pomilczę wkurzony ze mnie jakieś samoloty obudziły, bo komuś się obchody chyba pomyliły.

        • Nie, nie zgodzę się.
          Pewnie pijesz np. do porozumień sierpniowych? Otóż nie, ludzie już mieli dosyć takiego życia i nie chodziło tylko o ceny żywności, chodziło też o brak żywności, brak wolności, szarość i jednolitość. To wybuchło i tak po spełnieniu tych porozumień przecież ;) Rok później stan wojenny.

          • No właśnie chodziło o braki, każde wcześniejsze protesty PRL i ZSRR dławiła za pomocą rzucenia zarcia i ogólnie towarów na rynek gdyby nie baki to lud dalej miałby gdzieś w jakim ustroju żyje, Po prostu w latach 80 był spory kryzys surowcowy i ZSRR nie miała już kasy by władować w niewydolny komunistyczny rynek. Teraz tez połowa obywateli ma gdzieś czy byłaby demokracja, monarchia czy nawet faszyzm byle by było zarcie i inne towary.

          • E. To taka próba szufladkowania wszystkich do jednego worka.

            Fakt jest taki że teraz połowie nie jest wszystko jedno (mówię o wynikach wyborów) – wtedy połowie też nie było wszystko jedno – w końcu do NSZZ Solidarności zapisało się 10 milionów obywateli a to, odliczywszy dzieci i emerytów/rencistów daje prawie pół kraju. Ilu było sympatyków niezrzeszonych to już dzisiaj nikt nie powie i nie policzy. Nie sądzę że coś się zmieniło. Część ludzi interesuje tylko przeżycie, inni chcą wolności i sprawiedliwości. Zawsze tak było.

            Ludzie mieli dość wszystkiego, a towary na półkach to raptem 1 albo naciągane 2 punkty na 21 w PŚ. Jak pamiętasz (nie wiem, ale ja pamiętam) pieniądze były – towaru nie, więc reszta socjalnych punktów w PŚ (zrównanie rent i emerytur, płatny macierzyński, etc.) miała raczej charakter społecznej potrzeby i sprawiedliwości – a nie braku pieniędzy.

            Zresztą nawet te socjalne punkty były podyktowane wiedzą o tym, że za stan gospodarki odpowiada nieudolność i marnotrawstwo połączone z monopolem państwa oraz uprzywilejowanie pewnych grup (nie społecznych tylko praktycznie politycznych albo gospodarczych) – skutkiem tego było to, że nawet mając pieniądze nie można było towaru kupić. Bo sklep tylko dla służb mo/sb, bo sklep tylko za dewizy, albo towary tylko dla zakładów pracy i rzemieślników (ktoś stwierdził np. że Kowalski nie potrzebuje noży z węglika spiekanego albo diamentowych wierteł), etc. etc.

          • Nawet w twojej wypowiedzi wszystko kreci sie wokól braków i to potwierdza to co pisalem gdyby nie braki to wiekszosc by dupy nie ruszyla.

  2. Będąc świeżo po zakupie mieszkania mogę stwierdzić, że kupowanie „nowych” mieszkań jest naprawdę słabym interesem. Mieszkanie z rynku wtórnego w dobrym stanie kosztuje mniej tyle samo co mieszkanie z rynku pierwotnego, z tą różnicą, że to drugie nie nadaje się do zamieszkania i wymaga ogromnych nakładów finansowych na wykończenie.

    Standard „deweloperski” jest po prostu tragiczny. Nie wiem, czy to tylko polska specyfika, czy tak jest też za granicą, ale jakkolwiek by nie było, to trochę jakby salony samochodowe sprzedawały nowe samochody bez kół, bez silników i bez kierownicy.

      • Owszem, to zależy. Kupując mieszkanie z rynku wtórnego zapłaciliśmy o wiele mniej niż za deweloperkę o takim samym metrażu, do tego fajna lokalizacja a co najważniejsze, mieszkanie faktycznie w dobrym stanie + poprzedni właściciele zostawili sprzęty agd i sporo mebli. Sprzęty miału od roku do 3 lat, a większość mebli pół roku. To kwestia znalezienia, nam się udało z wyposażeniem, ale ogólnie sam stan mieszkań z rynku wtórnego znacznie się polepszył w ostatnim czasie.

    • Kiedyś na pytanie do dewelopera dlaczego lepiej jest sprzedawać mieszkania w tzw. stanie deweloperskim usłyszanemu odpowiedź, że jak cokolwiek zrobią to i tak klienci będą to przerabiać po swojemu.
      Ale o ile się nie mylę są też oferty pod klucz – zapewne droższe.

      • Oczywiście. Deweloper mógłby wszystko wykończyć, ale potem miałby milion telefonów w stylu a to farba nie ta a to w łazience inny grzejnik lub styl kafelków, ten chce gniazdko wysuwane z usb tamten diody pod łóżkiem itp. itd

      • Oferty pod klucz owszem istnieją, ale należą u nas do rzadkości. Zdecydowana większość ofert deweloperskich to mieszkania z gołym betonem i instalacjami na wierzchu, które nie nadają się do zamieszkania. I to jest, jak dla mnie, naprawdę irytujące – sprzedaż produktu nienadającego się do przeznaczonego użytku.

        • Nie tak dawno temu pomagałem dziewczynie kupić mieszkanie. Na pytanie czy wykonują oferty pod klucz deweloper wspomniał ze kiedyś się tym zajmował, ale za dużo zachodu za dużo indywidualnych wykonań, teraz wykonuje 1-2 pokazowe mieszkania w bloku pod klucz a gdy ktoś go prosi daje namiar na wykonawców. Po prostu za dużo zachodu z tym. Przy okazji standard deweloperski to zwykle położony tynk maszynowy wszędzie poza łazienką w której znów w zależności od widzimisię klienta lepiej tego nie tynkować bo za chwilę klient i tak przerabia po swojemu i kuje w tym co położono.

          • We Wrocławiu zauważyłem, że są mieszkania pod klucz w tych marnych lokalizacjach robione.
            Deweloper płaci hurtowo za wykończenie kilkudziesięciu mieszkań i koszty mu maleją.
            A lokalizacja to np 10-14 km od centrum i dojazd taki jaki ja mam z wioski pod Wrocławiem.
            Tam sprzedać mieszkanie coraz trudniej, bo 8,5k z metra za mieszkanie w stanie deweloperskim, na kompletnym zadupiu to jest jakiś żart. Oczywiście są te galerie w okolicy wszędzie, dojazd z trzema przesiadkami minimum jak wyprawa ma już 10km+, są przedszkola, plac zabaw pod blokiem itd. A do tego opłaty są Wrocławskie, czyli wyższe podatki niż ja mam na wiosce, jakość powietrza nawet nie do porównania, hałas i zgrzyt całą dobę, bo to wielkie blokowiska po prostu.
            Są na wschodzie Wrocławia wioski, co mają bliżej do centrum miasta (infrastruktura słaba więc potrzebny jest samochód) i mieszkania tsm kosztują 5,5k złotych z metra. A ludzie i tak wybierają te mieszkania na zachodzie Wrocławia lub na południu za 8,5k złotych :D głupota straszna. Szczególnie, że odległość taka sama, bo wschód Wrocławia jest znacznie „krótszy” i szybko się Wrocław kończy i zaczynają się „wioski”, czyli w zasadzie osiedla bogatych domków jednorodzinnych. A na zachodzie i na południu Wrocław ma kilkanaście kilometrów, dojazd taki sam, tyle, że wszystko droższe :D i właśnie tam budują pod klucz, bo kończą im się powoli naiwniacy. Wolą ludzie kupować już rynek wtórny 2 km od centrum, a remont zrobią sobie kiedyś jak pojawi się większa ilość gotówki, albo po kolei bez pośpiechu po jednym pomieszczeniu sobie robią według uznania.
            Jedyne co ratuje deweloperów to ta desperacja ucieczki do miasta, bo tutaj jest praca zawsze.

      • U mnie oferta pod klucz była zakamuflowaną obnizką ceny – bo nie sądzę by za wszystko poza meblami dało się zrobić za 10k.

        • Zależy od wielkości. jeśli j były założone tynki maszynowe to potem tylko je pomalować co kosztuje grosze, panele podłogowe tez. Najdroższe są płytki w kuchni i łazience.

    • Stan developerski to tylko takie zdanie mówiące że nie jest do końca zrobione – najważniejszy jest opis jak jest wykończone, jak tynk, gładzie, czy są panele i gres etc.
      Co do drugiego obiegu – najczęściej także wymagają nakładów (chyba że jesteś studentem i byle nie było zasyfione = ok) ;p

    • odpowiedz jest prosta deweloper oszczędza na czym się da aby zarobić jak najwięcej utrzymując konkurencyjność. I nie wymyślam tylko znam ludzi którzy jadą do hurtowni kupić najtańszy gips żeby tylko przyoszczędzić na tynkach

      • No ja też znam ;-)
        Ale na szczęście nie zawsze tak jest. Niektóre firmy zlecając budowę robią taki przetarg w którym w SIWZ albo w dokumentacji projektowej jest wprost napisane jakiej klasy ma być gips, gładzie, jakiej klasy ścieralności panele, gresy etc. wraz z informacją że inwestor nie dopuszcza zmian bez wyraźnego powodu. Wtedy przy odbiorze można sobie to ładnie skontrolować (raz metodą oględzin, a dwa fakturami)… Wszystko się da, ale trzeba chcieć.

      • No widzisz a deweloper u którego dziewczyna kupowala mieszlanie poczatkowo mial w warunkach to ze kazdy ma sobie na balkonie sam zalozyc powiezchnie wodoszczelna ale potem przemyslemi ze jak maja sie uzerac z odbiorami tego to sa swoj wlasny koszt (po podpisaniu umów więc bez dodatkowej płatności) to wykonaja balkony w postaci betonu przemyslowego odpornego na warunki atmosretyczne.

        • Ma Pan rację. Tylko że życie to weryfikuje też różnie. Troche jak kupno samochodu. Niby jedzie się na oględziny ale jak przyjdzie co do czego to nagle się okazuję że te wady przyćmiewa inna zaleta :)

  3. Za to w III kwartale sprzedawało się wszystko hurtem od gotowych mieszkań po dziury w ziemi z pozwoleniem na budowę. Ludzie z gotówką nie mają za bardzo dokąd uciec z pieniędzmi.
    Po prostu panika.

  4. Spadek popytu spowodowany jest oczywiście koronawirusem. I to raczej problemy z uzyskaniem dokumentów, kredytów, zabezpieczeń etc. Skończy się pandemia, unormuje się – to wszystko wróci do normy… z popiołów ;)

  5. Obniżka cen mieszkań to tak naprawdę powrót do tego co było kilka lat temu, gdzie równie dużo ludzi mieszkało z rodzicami po 30stce. Ludzi nie stać na mieszkanie nie tylko dlatego, że są drogie, ale także dlatego, że zarobki sa niskie i ludzie mają ograniczone możliwości gromadzenia kapitału. A nie każdy ma zamiar korzystać z kredytu hipotecznego na naście/dziesiąt lat, czy się to komuś podoba czy nie.

    Druga sprawa mieszkań jest za mało. Brakuje ich z tego co czytałem ok 3-4mln. Oczywiście możemy czekać aż starsze pokolenie zwyczajnie umrze, ale trochę to potrwa i ludzie, którzy dziś mają 30 lat, będą wówczas mieć pewnie ze 40 i na pewne rzeczy będzie już, delikatnie mówiąc, późno.

    Żeby w Polsce się poprawiło potrzeba jest zreformowania co najmniej trzech sektorów – systemu emerytalnego, rynku nieruchomości i systemu podatkowego. Inaczej zmiany, które zajdą będą co najwyżej kosmetyczne.

  6. Przede wszystkim należy w końcu zakończyć ten komunistyczny zwyczaj mieszkania w norach w bloku szumnie nazywanych apartamentami. Normalny dom to choć i mały z kawałkiem ogródka. Dopóki ludzie będą te komórki w betonach kupować firmy będą je budować

    • To wyobraź sobie jak rozrosłoby się miasto gdyby każdy miał nawet malutki domek. Jak bardzo wzrosłaby cena gruntów i jak daleko od miasta byś mieszkał. Nie każdemu zależy na mieszkaniu w domku, ja wolę duże mieszkanie w dobrej lokalizacji i nie tracić czasu na jazdę samochodem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *