Budujące wieści przed kilkoma dniami zaprezentował portal internetowy wSensie. Okazuje się, że Polacy nie oddali tak zupełnie rękawicy w dyskontowym handlu a sieć supermarketów Dino rzuca rękawicę największym. 

Osobiście nawet ich nie kojarzę. Szybki rzut na mapę wyjaśnia jednak dlaczego – supermarkety Dino są zjawiskiem przede wszystkim regionalnym i nie uświadczymy ich w Warszawie. Są dopiero na początku swojej ekspansji na Polskę, która rozpoczęła się na zachodzie kraju, przy granicy z Niemcami. W naszej, centralnej części kraju, mało kto wie, że istnieje taka polska odpowiedź na Lidla czy Biedronkę, choć może to nie do końca trafne określenie. Dino nie jest dyskontem, ale chyba ma ambicje powalczyć właśnie z nimi. Lubuje się ponadto w obszarach wiejskich i małomiasteczkowych, podczas, gdy większość znanych nam sieci celuje raczej w miasta.

Jak wiadomo, patriotyzm gospodarczy jest dla mnie ważny. Byle z nim nie przesadzać tak, jak swego czasu zrobił to Klub Jagielloński. Stąd też ten artykuł o sieci polskich supermarketów, ponieważ ważne jest, żeby zostawiać pieniądze u polskich przedsiębiorców, szczególnie jeśli nie ma różnicy w jakości.

„Polski tydzień” w Lidlu pełen produktów zagranicznych. UOKiK ma zbadać sprawę, ale to jest afera zdecydowanie na wyrost

Supermarkety Dino – Polska odzyskuje rynek sklepów spożywczych?

Ekspansja przebiega prawidłowo, rośnie nie tylko liczba nowych sklepów, ale również przychody firmy. W porównaniu z ubiegłym rokiem, pierwszy kwartał 2017 roku przyniósł 30% wzrostów. To efekt nie tylko zdobywania nowych obszarów, ale również w istniejących sklepach klienci zostawiają więcej pieniędzy. Sieć Dino ma już w Polsce więcej sklepów, niż Lidl – strach pomyśleć (dla zagranicznej konkurencji) co by było, gdy zacznie wychodzić poza swoją dotychczasową „ćwiartkę”.

Bartłomiej Orzeł na łamach wSensie tak relacjonuje sukces ekspansyjny i finansowy Dino oraz oczekiwania na kolejne lata:

Polską firmę czeka w najbliższym czasie dynamiczny rozwój – 121 działek pod nowe markety zostało już kupionych (z czego na 58 trwa już budowa), a na 268 podpisano umowy przedwstępne (dla porównania – Lidl planuje otworzyć w tym roku zaledwie 70 sklepów). Jak dodaje Szymon Piduch, prezes spółki, potencjał polskiego rynku jest oceniany na 2700 placówek Dino, a do 2020 roku ma być ich już 1200.

W kwietniu spółka zadebiutowała na warszawskim parkiecie, a wartość oferty przekroczyła 1,6 miliarda złotych. Był to największy debiut na GPW od roku 2013.

Warto jest opowiadać takie historie, ponieważ sukces polskiego handlu czy przemysłu leży w interesie nas wszystkich, przekładając się na bogactwo państwa, a nawet jego pozycję międzynarodową. Dlatego właśnie mówi się o patriotyzmie w znaczeniu gospodarczym. Gdyż każdego dnia portfelem możemy w ten lub inny sposób decydować do kogo wpadną kolejne punkty w tej wielkiej, międzynarodowej rywalizacji – Niemiec czy do Polski. Niestety wiele osób nadal nie zdaje sobie sprawy nie tylko ze znaczenia tego faktu, ale nawet faktu, że większość dużych sklepów w Polsce nie ma rodzimego właściciela. Zajrzyjcie czasem do Dino, jeśli macie go w swoim pobliżu.

Chodzisz sobie po Piotrze i Pawle, kasujesz zakupy smartfonem, kasjerki i kolejki nie istnieją…