Klaudia Jachira postuluje, by wtargnięcie na jezdnię zniknęło z kodeksu wykroczeń, ale właściwy przepis jest w innej ustawie

Gorące tematy Moto dołącz do dyskusji (283) 22.10.2019
Klaudia Jachira postuluje, by wtargnięcie na jezdnię zniknęło z kodeksu wykroczeń, ale właściwy przepis jest w innej ustawie

Rafał Chabasiński

Nowa posłanka Platformy Obywatelskiej, Klaudia Jachira, ma pomysł jak chronić życie pieszych. Trzeba przyznać, równie kontrowersyjny co dotychczasowa kariera przyszłej posłanki. Mianowicie: wtargnięcie na jezdnię przez pieszego powinno zniknąć z kodeksu wykroczeń. Szkopuł w tym, że nie ma w nim takiego przepisu. Cała koncepcja również ma kilka istotnych wad.

Zdaniem Klaudii Jachiry, wtargnięcie na jezdnię przez pieszego nie powinno być w żadnym stopniu karane

Dotychczasową karierę polityczną Klaudii Jachiry można by podsumować przysłowiem: „Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni”. Jej satyra wymierzona w rządzącą partię była co najmniej kontrowersyjna – wręcz dla niektórych niesmaczna. Na tyle, że Prawo i Sprawiedliwość postanowiło w trakcie kampanii wyborczej zrobić z udziału w wyborach Jachiry świetny argument przeciwko Koalicji Obywatelskiej. Na nic jednak się zdały ani apele o cofnięcie poparcia, czy przedstawianie wyborcom osoby kandydatki w niepowtarzalnym stylu Telewizji Publicznej. Klaudia Jachira uzyskała w niedawnych wyborach parlamentarnych mandat poselski.

Z pewnością wielu obserwatorów sceny politycznej zastanawiało się, jak odnajdzie się w merytorycznej pracy Sejmu. Kadencja jeszcze się nie zaczęła a już mamy pewną próbkę. O ile od dawna toczą się rozmowy nad pierwszeństwem na przejściu dla pieszych, o tyle Klaudia Jachira idzie o krok dalej. Jak podaje portal warszawawpigulce.pl, postulowała, by wtargnięcie na jezdnię zniknęło z kodeksu wykroczeń. Kontrowersyjna teza. A gdyby jeszcze dodać, że takiego wykroczenia w zasadzie kodeks nie przewiduje?

Właściwy przepis nie znajduje się w kodeksie wykroczeń, lecz w prawie o ruchu drogowym

Oczywiście, nie znaczy to, że pieszy może sobie przekraczać jezdnię w dowolnym miejscu i dowolnie wybranym momencie. Na przeszkodzie stoją nie tylko względy praktyczne w postaci ryzyka bycia przejechanym przez rozpędzony samochód, ale także konkretne przepisy prawa. Tyle tylko, że nie stan prawny jest troszeczkę bardziej skomplikowany, niż przedstawiła to Klaudia Jachira. Podstawowym przepisem w takim wypadku będzie art. 86 kw §1. Zgodnie z nim, „kto na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, nie zachowując należytej ostrożności, powoduje zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, podlega karze grzywny”.

Rzecz jasna, w skład tego wykroczenia wchodzi także spowodowanie zagrożenia poprzez wtargnięcie na jezdnię. Pod warunkiem, oczywiście, braku zachowania ostrożności. Warto również wskazać art. 97 kw. Przepis ten przewiduje karę nagany, lub grzywny do 3 tysięcy złotych, za wykroczenie przeciwko innym przepisom prawa o ruchu drogowym. Wciąż, jest to bardzo ogólny przepis o dość szerokim zastosowaniu.

Łatwo się domyślić, że usunięcie obydwu tych przepisów z kodeksu wykroczeń powodowałoby zdecydowanie więcej problemów, niż korzyści. Ich modyfikacja, w postaci wyłączenia wtargnięcia na jezdnię spod ich obowiązywania, byłoby posunięciem co najmniej dziwnym. Dlatego właściwego rozwiązania należałoby poszukać właśnie w prawo o ruchu drogowym.

Prawo o ruchu drogowym reguluje zarówno kiedy pieszy może przekroczyć jezdnię, jak i czego mu nie wolno

Dopiero jego art. 13 precyzuje, co pieszym wolno a czego nie w kontekście przechodzenia przez jezdnię, bądź torowisko. Jego ust. 1 przewiduje, że co do zasady, pieszy powinien korzystać z przejścia dla pieszych. Ten, który już się na nim znajduje ma przy tym pierwszeństwo nad zbliżającymi się pojazdami. Warto zauważyć, że są pewne wyjątki. I tak zgodnie z ust. 2, przechodzenie przez jezdnię jest dozwolone, gdy odległość od przejścia dla pieszych przekracza 100 m. Co więcej, jeśli akurat po drodze znajduje się skrzyżowanie, to również na nim pieszy może przejść bez łamania zakazu. W obydwu przypadkach, powinien wybrać najkrótszą możliwą trasę, prostopadłą do jezdni. Pieszy musi również zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwo pojazdom znajdującym się na drodze. Oczywiście, nie może przy tym spowodować zagrożenia dla bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

Art. 14 prawa o ruchu drogowym z kolei ustanawia konkretne zakazy. Pieszym nie wolno przechodzić przez jezdnię w miejscu ograniczonej widoczności, zwalniać kroku albo zatrzymywać bez potrzeby w trakcie. Także przebieganie przez jezdnię jest zabronione. Nie wolno również jej przekraczać wtedy, gdy jakaś przeszkoda odgradza drogę dla pieszych od jezdni. Wreszcie: przepis ten zabrania wchodzenia bezpośrednio przed jadący pojazd, oraz zza przeszkody w miejscu o ograniczonej widoczności.

Legalne wtargnięcie na jezdnię to tak naprawdę więcej wypadków, co z kolei oznacza więcej ofiar śmiertelnych

Z pewnością to właśnie art. 14 prawa o ruchu drogowym należałoby uchylić, by spełnić zadość postulatowi Klaudii Jachiry. Czy jednak należałoby to robić? Przyszła posłanka argumentuje, że: „(…) prawo ma chronić pieszego, ponieważ jest najsłabszym ogniwem w ruchu drogowym.  To kierowcy mają być uważni, a nie piesi.” Zastanówmy się teraz, co by było, gdyby wtargnięcie na jezdnię było normalną, zgodną z prawem praktyką. Pierwszym problemem byłoby podważenie zasady ograniczonego zaufania, na której zbudowany jest cała koncepcja ruchu drogowego. Jej istotą jest założenie przewidywalności zachowań uczestników ruchu drogowego. Każdy znajdujący się na drodze ma prawo oczekiwać, że inni będą przestrzegać przepisów. Dopiero niepokojące zachowanie poszczególnych osób powoduje konieczność szczególnej ostrożności.

Jak słusznie zauważa Jachira, jeśli art. 14 prawa o ruchu drogowym zniknie, kierowcy będą musieli zachować szczególną ostrożność właściwie dosłownie wszędzie. W końcu wtargnięcie na jezdnię przez pieszego mogłoby nastąpić dosłownie wszędzie i w każdym momencie. To kierowca z kolei byłby osobą odpowiedzialną za kolizję. Owszem, zachęcałoby to do bardzo paranoicznie wręcz ostrożnej jazdy, zwłaszcza w mieście. Piesi zaś z pewnością dość ochoczo korzystaliby z możliwości, jakie taka zmiana prawa by przed nimi otworzyła. Wbrew pozorom, nie jest to specjalnie pożądany rezultat. Z jednej strony, zachęcanie pieszych do większego ryzykanctwa tak naprawdę mogłoby zwiększyć ryzyko potrącenia pieszego. W tym także tych ze skutkiem śmiertelnym. Paradoksalnie postawienie przed pieszymi wymogu zachowania szczególnej ostrożności przy wkraczaniu na jezdnię wcale nie jest jakimś ukłonem w stronę kierowców. Służy przede wszystkim bezpieczeństwu samych pieszych. W końcu to ciało ludzkie jest bardziej kruche, nie rozpędzona masa żelastwa ważąca zwykle przeszło tonę.

Dobre chęci nie zawsze wystarczą, by przygotować dobrą propozycję zmian w prawie

Z drugiej strony, nie sposób nie zauważyć, że także płynność ruchu drogowego znacząco by ucierpiała. To z kolei oznacza więcej korków, utrudnienia dla wszelkiej maści logistyki – szalenie istotnej nie tylko dla abstrakcyjnej gospodarki, ale także dla komfortu życia wielu zwykłych, szarych mieszkańców. W końcu, jakby nie patrzeć, towary trzeba dostarczyć do sklepów, przesyłki do domów i firm – pociągi nie są w stanie wyeliminować transportu kołowego. Co więcej, powszechne i drastyczne zmniejszenie prędkości w ruchu drogowym oznaczałoby także wydłużenie czasu spędzanego w drodze do pracy. Zarówno kierowcom, jak i użytkownikom transportu zbiorowego.

Tak naprawdę trudno byłoby mieć pretensje do Klaudii Jachiry, że leży jej na sercu zdrowie i życie ludzkie. Bynajmniej nie chodzi tu o to, by wykpić jej zaangażowanie, czy inicjatywę. Problem w tym, że zalegalizowane wtargnięcie na jezdnię to także inne, niekoniecznie oczywiste konsekwencje. Nie wspominając o tym, że w tym konkretnym przypadku to właśnie zakaz służy ochronie pieszych. Niestety, przed nimi samymi.

283 odpowiedzi na “Klaudia Jachira postuluje, by wtargnięcie na jezdnię zniknęło z kodeksu wykroczeń, ale właściwy przepis jest w innej ustawie”

    • Nie wiem kto cię za to minusuje,ale naprawdę by się wstydzili.Gdyby nie to,że od tego pomysłu nie umarła,to zasługiwała by na honorową nominację do nagrody darwina.

      Oczywiście prawo o ruchu drogowym NIE JEST u nas intuicyjne,a powszechna znakoza w połączeniu z jego „korektami” wynikającymi z legislacyjnej sraczki sprawia,że mało kto te przepisy faktycznie przestrzega. I o ile ignorowanie prawa i wyprzedzanie na zakrętach czy przejściach dla pieszych jest już straszne,to fakt,że np. wyprzedzanie rowerzysty na skrzyżowaniu bywa dozwolone przez przepisy ruchu drogowego…

      • Sęk w tym, że nie udowodnisz tego co napisaleś. Zniesienie przepisów o wtargnięciu na jezdnię, przy zachowaniu regulacji dotyczącej zakazu wymuszenia pierwszeństwa rownież przez pieszych funkcjonuje calkiem nieźle w krajach w których liczba takich wypadków jest dziesiątki razy mniejsza niż u nas. Także nie. To nie jest zły pomysł. Wielu kierowców działa wręcz w przekonaniu, że piesi będą uciekać przed nim.

      • U nas jest sporo bezczelności po obu stronach… Jak mam z bombelkiem idzie na spacer, to najlepiej całe miasto ma się zatrzymać, bo dziecko nie może iść z nią za rękę. Z kolei jak się autem zatrzymasz przepuścić pieszego, to na ciebie trąbią…

  1. Jeżeli już cokolwiek zmieniać w tej kwestii to na oczekuje przed przejściem i sygnalizuje (np podniesioną ręką) zamiar przejścia, nie zmieniałbym nic właśnie z uwagi na bezpieczeństwo pieszych, pisząc to zarówno jako pieszy i jako kierowca. Jest jeszcze jedna rzecz którą bym zmienił to depenalizacja przejścia na czerwonym, bo wielokrotnie czeka się bez sensu przy pustej ulicy, gdzie najbliższy samochód przynajmniej 100m, albo wcale, albo stoisz i czekasz przed przejściem bo czerwone, a samochody też stoją przed i za przejściem, a ludzie nie mogą zejść z wysepki przystanku komunikacji publicznej.

    • Ja bym w ogóle zlikwidował sygnalizację świetlną dla pieszych, a zamiast tego zadbał o taką infrastrukturę drogową która by wymuszała na kierowcach zwalnianie przed przejściem. I na pewno trzeba zlikwidować wielopasmowe jezdnie z przejściami.

      • Rozumiem że zlikwidować szerokie jezdnie, bo przecież jakoś piesi przez ulice przechodzić muszą. Pozostaje pytanie co z pieszymi przechodzącymi nie na wyznaczonym przejściu, ale zgodnie z przepisami (powyżej 100 m od skrzyżowania/przejścia) ? Jakieś ruchome automatyczne progi zwalniające wykrywające zamiar pieszego, a co jeżeli to „smartfonowy zombie” który wywali się Tobie przed maską potykając się na krawężniku zapatrzony w smartfona.

        • Ale tu nie trzeba nic likwidować. Na dobrą sprawę jak by wydawać dużo więcż namalowanie pasów.ej kasy to zawsze można by robić przejścia podziemne czy podesty nad jezdnią.No ale to większy koszt niż malowanie pasów,a pieszy jak krowa i tak może wpakować się na jezdnie „bo tak”.

          • Pod ziemią czy nad jezdnią to se może samochód jeździć. Zmuszanie pieszego do wspinaczki po schodach jest nielogiczne. Pieszymi jestesmy wszyscy i najczęściej. Kierowcami tylko czasami.

          • Wiem , ale znam przykład gdzie zrobili przejście bezkolizyjne ( podziemne) i się nie podobało i wymuszono zrobienie płaskiego przejścia i świateł w ciągu przelotowej ulicy w centrum dużego półmilionowego miasta, albo piesi i też madki z wózkiem i dzieckiem korzystają z DDR ze światłami dostosowanymi do prędkości roweru a nie wózka i tym samym oczekiwanie wewnątrz skrzyżowania (ronda) pomiędzy jezdniami o przeciwległych kierunkach , chociaż jest przejście podziemne, ruchome schody i windy.

          • Zapewne masz na myśli wrocławskie Rondo Reagana, gdzie podziemne przejście nie dość, że jest paskudne (nie tak obskórne jak to pod pl. JP2, ale przyjemne nie jest), no i przyjazne osobom starszym jak cholera, zwłaszcza, że prowadzi… prosto do sklepu ;-)

          • Tak czy siak tego typu przejścia są bezkolizyjne,a przejścia przez wielopasmówkę już nie. Innego lekarstwa nie ma bo dyskusja roszczeniowych kierowców z roszczeniowymi pieszymi będzie trwała może i „do końca świata”.

          • Nie wydaje mi się, żeby argument „a gdyby tamtędy przechodziła wasza matka”, staruszka 80-letnia, ledwo powłócząca nogami, którą zmusza się do zejścia 20 schodkami w dół, był kompletnie nieadekwatny.

        • jezdnia służy do jeżdżenia, jedzie się najspokojniej najbezpieczniej i najekonomiczniej, ciągle ze stałą prędkością.

          nie żebym żeby pochwala system, ale za PRL uczono pieszych inaczej, że oni mają się rozejrzeć i przejść kiedy to będzie bezpieczne. i kompletny zakaz wbiegania z za pojazdu czy innej przeszkody.
          Poza tym uczono, że warto postać chwilę, zebrać grupę i przejść jedną falą. a nie co-róż pojedynczo.

          ale takie też były pojazdy, ciężkie względem mocyKM i siły hamulców,
          nikt sobie nie wyobrażał, ze taki załadowany Jelcz Star czy Autosan, a nawet Nyska czy żuk, będzie co-róż hamował i rozpędzał się,
          wystarczająco dużo przestojów było z powodu zwykłego „ustąp pierwszeństwa na drodze”

          prosta sprawa: Pęd
          Tak samo jak Pociąg nie zatrzymuje się przed pojazdami drogowymi, tak samo nielogiczne i nieekonomiczne jest zatrzymywanie sie pojzadów przed pieszym.

          osobną kwestią są jeszcze katy widoczności na drogach o wielu pasach w jednym kierunku, po prostu kierowcy nie mają technicznej możliwości aby zobaczyć pieszych ani zorientować się , ze ktoś inny im ustępuje

          • jezdnia służy do jeżdżenia

            Jezdnia jest tylko dodatkiem wciśniętym do miast gdzie żyją ludzie. Intruz.

            nie żebym żeby pochwala system, ale za PRL

            Za PRL samochody nie mogły parkować na chodnikach. To powinno wrócić.
            Rozglądanie się przed wejściem na przejście nie znaczy że pieszy ma nie mieć pierwszeństwa. To właśnie dobry znak dla kierowcy ma że pieszy będzie chodzić i ma się zatrzymać.

            po prostu kierowcy nie mają technicznej możliwości aby zobaczyć pieszych

            I dlatego kierowcy muszą dostosować się do warunków. Nie widzisz – zwolnij.

          • Trudno dyskutować z osobami, które nigdy nie potrafiły zdać prawka, a dziś by chciały zmieniać prawo dotyczące kierowców. Są osoby, które by na tej samej zasadzie, przy braku pojęcia o prawach fizyki, chciałyby by pociągi się przed pieszymi zatrzymywały.

        • Rozumiem że zlikwidować szerokie jezdnie

          Tak, po co w mieście wielopasmowe drogi. Zwłaszcza w centrum. Wystarczy buspas i jeden pas dla samochodów. Ja bym w ogóle zabronił prywatnych aut w centrach miast.

          co z pieszymi przechodzącymi nie na wyznaczonym przejściu,

          A co ma być? Przechodzą na własną odpowiedzialność. Tutaj nie mają (nie mamy) pierwszeństwa, muszą ustąpić pojazdom.

          a co jeżeli to „smartfonowy zombie”

          Mit wymyślony przez nagminnie przekraczających prędkość kierowców.

          • To taki mitologiczny stwór kilkakrotnie potrącił mnie gdy czekałem przed przejściem aż zrobi się miejsce i będę mógł bezpiecznie przejść, może dobrze że trafił we mnie a nie pod koła samochodu

          • Wystarczy
            buspas i jeden pas dla samochodów. Ja bym w ogóle zabronił prywatnych
            aut w centrach miast.

            Taa,żeby miejskie władze mogły wyceniać drożej kulejącą zwykle „komunikację zbiorową” XD Polska nie Singapur,nie jest jednym wielkim miastem i nie da się tak zrobić. Poza tym ograniczenia dotyczące bagażu w komunikacji miejskiej – i cenowe i regulaminowe (problem z przewozem zwierząt,zakaz przewozu broni palnej,ograniczenia gabarytu bagażu…)

            Tak, po co w mieście wielopasmowe drogi. Zwłaszcza w centrum.

            A choćby dostawczaki i komunikacja z pozostałymi dzielnicami.

          • Nie ma co gdybać o podwyżkach. Raczej w takiej sytuacji komunikacja miejska powinna być darmowa dla wszystkich. A sprawa wielkości bagażu czy przewozu zwierząt to drobnostki, do łatwego uregulowania. Zakaz przewozu broni palnej jest oczywisty. Ze swoim prochowcem możesz spacerować lub jeździć rowerem.

            Dostawczakom i do komunikacji wystarczy w zupełność jeden pas bo już wcześniej usunęliśmy auta prywatne.

  2. No cóż, pozostaje czekać aż ktoś Pani Jachirze lub komuś z jej najbliższych wtargnie pod auto, przed lub po (co niezmiernie mało prawdopodobne) wprowadzeniu postulowanych zmian i myślę, że szybko pojmie na ile sensowne są proponowane przez nią zmiany. Promocja szaleństwa, nieodpowiedzialności i karygodnej lekkomyślności jak widzę w pełnej krasie i frontalnym natarciu.

    • Jak jeździsz zgodnie z przepisami to nikt ci nie „wtargnie” pod koła bo zdążysz go zauważyć i ustąpić pierwszeństwa.
      Bo rozumiem że uważasz że to TIRy powinny mieć pierwszeństwo na każdym skrzyżowaniu? A dalej ci kierowcy co się nie boją wypadków? Silniejsi przeżyją?

      • „Jak jeździsz zgodnie z przepisami to nikt ci nie „wtargnie” pod koła bo zdążysz go zauważyć i ustąpić pierwszeństwa.”
        Jak by Ci tu powiedzieć… Mieszkam w pewnym miejscu Polski, w strategicznym punkcie przy skrzyżowaniu. Mam doskonały monitoring, dom obstawiony kamerami. Wielokrotnie przychodziła do mnie Policja po nagrania z monitoringu i, jakby to delikatnie ująć – nie wiesz o czym mówisz. Nie dowierzałbyś własnym oczom gdybym Ci powiedział co potrafią zrobić piesi, jak i kierowcy oczywiście.

      • Bredzisz. Liczba pieszych bez instynktu samozachowawczego jest porażająca i pomijam już nawet kwestię przejść gdzie zawsze trzeba się liczyć z dziwnymi zachowaniami, ale stado kretynów wyłaniających się zza krzaków, wbiegających prosto na jezdnię, gapiących się w telefon, słuchających muzyki i bonus – wysiadających z pojazdów, nie dając praktycznie szans na hamowanie a zmuszający do ucieczki na drugi pas/pobocze jest coraz większe.

        • To ty bredzisz. Od pewnego czasu jestem zmuszony pod biurem przechodzić przez dosyć duże skrzyżowanie w najbardziej zatłoczonym mieście ww Polsce. Ilość razy, kiedy próbowano mnie przejechać na zielonym świetle jest porażająca – nie wchodze nawet na zielonym dopóki się nie upewnie, że na pasie nie stoi zbyt „wystawny” lub zbyt „kultowy” samochód. Tacy są najgroźniejsi. Nie mówiąc, że wciąż są jeszcze motocykliści i rowerzyści, którzy nie widza ani mnie ani świateł.

        • Proszę nie używać w dyskusji argumentów z własnej fantazji. Żadne badania nie potwierdzają twoich rewolucyjnych tez.
          O wysiadających nie wypowiadam się, to inna kwestia.

          • Potwierdzają. Potwierdziła to Policja, że 1/4 wypadków powodują piesi, owa informacja pochodzi z wczorajszych materiałów stacji TVN.
            Zasadniczy błąd polega na tym, że Ty jesteś niewątpliwie inteligentnym, rozsądny człowiekiem, na dodatek co wyraźnie widać masz dobre intencje i w naturalny sposób uogólniasz to na innych użytkowników ruchu drogowego, w tym konkretnie wypadku, pieszych. Tymczasem gen szaleństwa czy też całkowitego braku rozsądku i elementarnej zdolności przewidywania własnych czynów jest immanentny, oprócz rzeszy kierowców oczywiście, także licznej grupie pieszych. Zapewniam Cię, Panią Jachirę i podobnie myślących, pozytywnych ludzi, że pierwszą ofiarą w/w zmian padliby właśnie przepisowo jeżdżący kierowcy, mówię tu konkretnie o próbie wyłudzania odszkodowań wchodząc pod wolno jadące pojazdy. Nie wierzysz? Bardzo proszę, zaufaj mi, że wiem co widziałem. Myślę także, że domyślisz się w powyższym kontekście czego dotyczy zwrot „święte krowy”. Miłego dnia.

          • Następny co pier***jak na onecie. Sprawdź statystyki. Mam Ci nagrania powysyłać jak gówniary z telefonikiem ładują się prosto na maskę, albo grupa debili wylatuje z lasu prosto na jezdnię? Debile są wśród pieszych i kierowców w podobnej ilości.

          • Statystyki policji mówią o ~6% wypadków z winy pieszych. Jak się domyślasz pozostałe ~93% to z winy kierowców.
            A swoje filmiki możesz publikować na YT obok filmów Zięby i Płaskoziemców.

      • A później będzie lament, bo będziesz jechał swoim PeKaeSem za TiRem jadącym 15km/h, bo kierowca rozgląda się, czy żaden szaleniec nie próbuje się rzucić pod koła. Nawet miejski autobus w obawie przed szaleńcami będzie musiał jechać 20km/h w lecie, góra 10km/h w zimie.

  3. A nie mówiła przypadkiem o „wtarganiu” pieszych na PRZEJŚCIE dla pieszych?
    Pamiętacie Najsztuba? Jemu sąd też stwierdził że staruszka mu WTARGNEŁA na przejście i go uniewinnili. Nie dlatego że był znanym dziennikarzem na usługach poprzedniej władzy, a właśnie dlatego że jest takie głupie prawo że pieszym może WTARGNĄĆ na przejście.
    Pieszy powinien mieć pierwszeństwo PRZED wejściem na przejście, a kierowca ma obowiązek ZWOLNIĆ przed przejściem.
    No i wypadało by zlikwidować wielopasmowe jezdnie, bo to stwarza największe zagrożenie dla życia ludzi. Przed przejściem powinny być zwężenia jezdni i progi zwalniające.

    • Widać że nie do końca wiesz o czym piszesz, mógłbym tylko w swoim mieście około 500 tyś miasto) wskazać wiele miejsc gdzie zatrzymywałbyś się jako kierowca zupełnie bez sensu i co chwilę bo bo chwilę do przejścia zbliża się pieszy (około 1-2 m) i idzie dalej chodnikiem. Kolejna sprawa niech tak wprowadzą i traf na zabawną młodzież, albo i dorosłych to tamtędy już więcej nie pojedziesz , no bo oni chcą przejść , albo jednak nie, ale może jednak przejdę, nie chyba nie, a może jednak wparuję 2 m przed maskę samochodu przecież ma tylko 50 km/h (przepisowa w obszarze zabudowanym)

      Proste rozwiązanie nie masz prawa wejść na jezdnię jeżeli zmusi to kierującego do gwałtownego manewru, chcesz przejść, podejdź do jezdni sprawdź czy możesz bezpiecznie przejść i nie zmusisz kierującego do gwałtownej reakcji, zasygnalizuj zamiar, a jak się zatrzyma lub nie ma pojazdów w najbliższej okolicy ( minimum 20-30m) przejdź

      • chcialbym ci tylko powiedziec ze kierowcy w hiszpanii i niemczech wlasnie tak jezdza jak piszesz czyli zwalniaja za kazdym razem jak pieszy jest w okolicy przejscia. I jakos nikt nie ma z tym problemu. Czasem trafi sie tylko turysta ktory stoi obok przejscia a kierowca doslownie sie zatrzymuje bo byc moze pieszy go nie zauwazy i wejdzie na pasy. Ja nie widze w tym niczego zlego.

        • W Anglii zbliż się zanadto do jezdni i samochody stają nawet w korku. Ale spróbuj sam wymusić pierwszeństwo na samochodzie jako pieszy, to community officer oklei cię mandatami.

    • Jezdni wielopasmowych likwidować nie trzeba bo są potrzebne.Ale czy przejścia przez nie powinny być wysoko nad jezdnią albo głęboko pod nią. Byłeś kiedyś w Krakowie ? Pomiędzy dworcem PKS/PKP/Galerią a Akademią Ekonomiczną i w niektórych miejscach na Nowej Hucie takie przejścia podziemne widziałem już ponad 8 lat temu gdy studiowałem Oczywiście – było ich za mało.Ale były.Może teraz jest ich więcej a może nie – ale jak widać można problem wielopasmówek rozwiązać celująco. Tylko trzeba było by na to wydać trochę kasy.

      • likwidować nie trzeba bo są potrzebne

        W centrach miast? Chyba tylko do zabijania pieszych. Nic by się nie stało jakby skrzyżowanie poniżej od początku było z jednym oddzielonym pasem do jazdy. Po co taki potwór w mieście?
        Przy obwodnicach nie ma problemu ze skrzyżowaniami wielopoziomowymi. W Gdańsku przy przebudowie skrzyżowania przy Galerii Bałtyckiej puszczono cześć ruchu górą(od Słowackiego). Niestety z ruchem od Grunwaldzkiej tego nie zrobiono, a szkoda.
        Samochody górą, albo dołem – nie przeszkadzały by ludziom.

      • Pieszy zawsze moze dla swojego bezpieczeństwa zrobić dodatkowe kilkanaście metrów. Szczególnie na wózku, czy z jakimiś innymi problemami.

  4. I tak, i nie.
    Całkowita likwidacja wtargnięcia na pewno przełożyła by się na wzrost liczby niebezpiecznych zachowań pieszych.
    Ale…
    Gdzie ma miejsce statystycznie najwięcej „wtargnięć”? Na dużych skrzyżowaniach, z sygnalizacją świetlną i „zieloną strzałką”. Tak, najczęściej jest to wejście pieszego – który ma zielone światło – pod koła pojazdu skręcającego na warunkowym.
    Czysty absurd.
    Naprawdę nie musi mnie obchodzić, że Grażyna w SUV-ie akurat się spieszy i musi jechać pomimo „nieklarownej” sytuacji na i w pobliżu przejścia. Naprawdę to, czy ona będzie w stanie przejechać nie stwarzając żadnego zagrożenia to jest wyłącznie jej problem. Szczególnie, że w tej sytuacji Grażyna w SUV-ie jest na samym końcu „hierarchii pierwszeństwa”, zaraz po stadzie jeży które akurat w tym momencie postanowiły przejść przez jezdnię, o ile mają zielone światło.
    I nie, płynność ruchu nie jest tu żadnym argumentem.

  5. Widze ze kolega ktory pisze artykul nie ma pojecia co chce napisac i nagina bardzo mocno tezy pod swoj artykul. Czepiam sie tego fragmentu na ktorym zakonczylem czytanie tych glupot:

    W końcu wtargnięcie na jezdnię przez pieszego mogłoby nastąpić dosłownie wszędzie i w każdym momencie. To kierowca z kolei byłby osobą odpowiedzialną za kolizję.

    Jesli autr tych wypocin odnioslby sie jednak do tego co napisala osoba ktora komentuje to by wiedzial ze wylaczenie wlasnie musialoby byc z kodeksu wykroczen a to oznacza ze kierowca wcale nie bylby winny kolizji. Pieszy w takim wypadku odpowiadalby jedynie na drodze cywilnoprawnej ale nie bylby pociagany do odpowiedzialnosci karnej.

    Nastepnym razem radze przyjac ze rozwiazanie ktore uwazasz za glupie nie powinno byc odrzucone. Bo w momencie gdy go nie odrzucasz nagle sie okazuje ze wszystkie wylistowane problemy na ktorych opiera sie artykul po prostu nie istnieja. Wystarczy tylko ruszyc lepetyna i przyjac ze nie jest sie wszystkowiedzacym. Depenalizacja pewnych zachowan wcale nie jest zlym pomyslem.

  6. Nosz kurna NIE! no po prostu no nie!

    kompletnie odwrotnie – prawo powinno wrócić do symetrii
    Koniec ze świętymi krowami na przejściach dla pieszych.
    Piesi którzy są nieostrożni, a nadmiar praw rozzuchwala, nie mają pojęcia, jak stresujący i niebezpieczni są dla samych siebie innych pieszych czy kierowców(najbardziej pod względem odpowiedzialności karnej właśnie).

    Pieszy powinien mieć i chyba nadal ma rozejrzeć się przed wejściem na przejście.
    Ale powinien mieć również obowiązek ZATRZYMANIA się, i ZASYGNALIZOWANIA chęci wejścia na przejście (machnięcie ręką, nogą, nawet torbą)

    nie może być tak ze kierowcy, rowerzyści, motorowerzyści, woźnice i wszyscy inni użytkownicy dróg są zobowiązani do sygnalizowania manewrów, a piesi nie.

    I nagle będzie widać na wszechobecnych kamerkach samochodowych,kto jest beztroskim szaleńcem samobójcą.

    A jednocześnie da to bat, na kierowców którzy taki sygnał zignorują. Da też pojęcie o szansie na reakcje gdy pojawi się on np.0,5 sek przed maską.

        • Czyli testujmy rozwiązanie, które może powodować jeszcze większą śmiertelność pieszych (albo nie) zamiast skorzystać z doświadczeń innych. A te doświadczenia są proste – nie karanie wtargnięcia ale karanie wymuszenia pierwszeństwa = kraje z najmniejszą liczbą potrąceń. U nas jest karanie za wtargnięcie – wysoka ilość potrąceń. Logika sugerowałaby, że zaostrzenie naszych przepisów nie zmniejszy liczby wypadków a wręcz przeciwnie.
          Już widzę ten entuzjazm naszych kierowców w zatrzymywaniu się jak piesza torebką zamacha – a stój se babo i patrz jak panisko jedzie!

          • probelmem jest „bezwzględne pierwszeństwo pieszego na pasach i przed” bez spełnienia jakichkolwiek warunków.

            a kierowcy którzy nie mieli szans bronią się ostatnim możliwym paragrafem własnie że im pieszy „wtargnął”

            raczej nie da się już bardziej wyczulić kierowców na ostrożność i uwagę.

            trzeba działać po tej drugiej stronie

  7. takie ogólne spostrzeżenie.
    To wszystko często wina infrastruktury, i statystyki.
    „dlaczego kierowcy przekraczają 50km w terenie zabudowanym? –
    – jeśli chodzi o trasy krajowe, wyłączając autostrady i drogi szybkiego ruchu, to jaki procent trasy przebiega przez teren zabudowany?
    dlaczego wszelkie wioski i miasteczka „rosną wzdłuż dróg tranzytowych”?
    po prostu szlag kierowców trafia gdy mają do przejechania 100,200,300km
    a 50% w terenie zabudowanym, czyli te 150km z 300km jechałoby się 3h.
    Takie życzenie ściętej głowy:
    aby wszystkie drogi krajowe, te jedno i dwucyfrowe tak od DK1 do DK99
    nie miały ani kilometra terenu zabudowanego.
    i to odwrotnie, to samorządy mają te znaki ściągnąć postawić barierki i pobudować obwodnice.

    Tak samo jest w większych miastach.
    W wielu miejscach są arterie wielojezdniowe jednokierunkowe, które spokojnie spełniałby kryteria dróg szybkiego ruchu. i czesto są tak używane, ze średnią prędkością 100km/h.
    Dopóki nie pojawi się jakiś oznakowany radiowóz i swoją obecnością nie doprowadzi do korków na pół miasta…

    Ale jest tez druga strona medalu, gdy trasa kierowcy przebiega przez spokojne osiedla. każda rada osiedla na sporej części drów niby to tranzytowych robi strefy „30 „40”
    (strefy zamieszkania to akurat robią z głową) i montują progi i przejścia.
    I teraz gdy kierowca chce przejechać dwie dzielnice dalej, to nie ma opcji aby trasa nie zawierała kilkuset progów i kilkudziesięciu przejść.
    Po takiej podroży, to chłodnica się gotuje, sprzęgło skrzypi, a nerwy są zszargane, prze kilkunastu rowerzystów którzy wyskoczyli znikąd.

    Jak się nie ma pomysłu na architekturę całościowo, żeby było jasno – wyjeżdżam ze strefy zamieszkania, jadę spokojnie dojazdówką, rozpędzam sie na tranzytówce, znowu spokojnie dojazdówka i docelowa strefa.

    Każda ma swoje zalety i wady, i piesi tez mają swoje kładki czy przejścia podziemne, albo światła na wielopasmowych skrzyżowaniach bezkolizyjnych.

    i wszyscy moga być szczęsliwi.

  8. jeszcze jedno:
    mieszkałem kiedyś w okolicy drogi krajowej -jednej z głównych. DKx dopuszczalna 90km/h
    nawet pobocza wyznaczone linią 1,5m z każdej strony zatem szeroka jak na tamte czasy.

    było tam skrzyżowanie z drogą krajowa powiedzmy klasy DK4xx
    taką między wsią a wsią.
    ruch na głównej:nawet do 300pojazdów na godzinę
    na podporządkowanej 20 pojazdów na godzinę

    no i przejścia bez sygnalizacji.
    ale kawał prostej drogi prawie po 350m widoczności w każdą stronę

    Jakoś dziwnym trafem wszyscy od przedszkolaka, po ostatniego starca, wiedzieli
    że jeśli rozglądając się w prawo i w lewo i w prawo i w lewo, zobaczą na horyzoncie TIR’a
    to nie ma szans by on wyhamował.
    i nikt nawet nie zakładał,że będize to robił. a tym bardziej na mokrej nawierzchni.
    Po prostu się czekało. czasem przepuszczało się kilka ciągów z obu stron.
    I kierowcy na podporządkowanej tez stali spokojnie.

    jakoś tak dziwnie przybywało ludziom rozumu, gdy mieli się konfrontować z 40tonami przy100km/h

    A przecież to samo dotyczy uliczek osiedlowych, widząc pojazd jadący 30-40km/h jest przed nim około10-15m metrowa strefa śmierci, bo taki jest czas reakcji, siła hamulców i bezwładności.

  9. Źródło – Fakty TVN z 22 października, 17 minuta 40 sekunda. Rzecznik Ciarka w tym samym dniu w materiale, bodajże na TVN24, podawał dane mówiące o 1/4 wypadków z winy pieszego.

    • Dane na zdjęciu wyglądają na dane półroczne. W sezonie jesienno-zimowym liczba wypadków jest większa. Dotyczą tylko kolizji na pasach, a przepisy pozwalają przechodzić również w innych miejscach. ale bez pierwszeństwa dla pieszego. Nie wiem jak dane interpretował pan rzecznik, ale w publikowanych statystykach wina pieszego to około 1/3 przypadków (za 2018 – 27,6%). Marginalny ale jednak jest też udział wypadków spowodowanych problemami ze światłami (ogólnie: drogą) czy uszkodzeniem pojazdu.

  10. Przypominają mi się zabawy/popisy kolegów polegające na przebiegnięciu jak najbliżej maski nadjeżdżającego samochodu. Do tego dochodziły akcesoria takie jak na przykład rolki…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *