Pewien kierowca stracił prawo jazdy, mimo że miał limiter prędkości i dowód z tachografu na to, że jechał znacznie wolniej. Zasada winy w prawie wykroczeń

Gorące tematy Moto Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (121) 13.01.2020
Pewien kierowca stracił prawo jazdy, mimo że miał limiter prędkości i dowód z tachografu na to, że jechał znacznie wolniej. Zasada winy w prawie wykroczeń

Paweł Mering

W programie „Państwo w Państwie” na Polsacie przedstawiono historię pewnego kierowcy, którzy stracił prawo jazdy za przekroczenie prędkości o 50 km/h. Mimo że dowodził, że jest niewinny tak znacznego przekroczenia prędkości, to i tak stracił możliwość legalnego poruszania się pojazdem. Jak się ma do tego zasada winy w prawie wykroczeń?

Zasada winy w prawie wykroczeń

Pewien zawodowy kierowca, 32-letni Michał z Krakowa, został zatrzymany przez patrol policji. Według danych z policyjnego urządzenia jechał on 108 km/h, przekraczając dopuszczalną prędkość o 58 km/h. Jako że był to teren zabudowany, zastosowanie znalazł przepis art. 135 ust. 1 pkt 1a lit. a) ustawy Prawo o ruchu drogowym, który stanowi, że:

Policjant zatrzyma prawo jazdy za pokwitowaniem w przypadku ujawnienia czynu polegającego na kierowaniu pojazdem z prędkością przekraczającą dopuszczalną o więcej niż 50 km/h na obszarze zabudowanym

Mimo że na policyjnym wideorejestratorze VideoRapid2A widniała prędkość 108 km/h, to według mężczyzny nie było to możliwe. Kierowca wskazał na zapisy z tachografu, jak i fakt zamontowania ogranicznika prędkości. Po podaniu tych informacji wezwany został zespół policyjnych techników, którzy uzyskali wyciąg z tachografu, potwierdzający twierdzenia mężczyzny – jechał on znacznie wolniej.

Wyrok nakazowy

Policjanci nie byli przekonani argumentami kierowcy. Zatrzymano mu prawo jazdy na 3 miesiące, a sam podejrzewany o popełnienie wykroczenia stał się obwinionym o wykroczenie, polegające na przekroczeniu dozwolonej prędkości o 50 km/h. Na szczęście – a w takich wypadkach należy gratulować rozsądku – ani mężczyzna nie uznał swojej winy, ani funkcjonariusze nie zaproponowali ukarania w formie postępowania mandatowego.

Wobec kierowcy złożono wniosek o ukaranie do właściwego sądu rejonowego. W tym miejscu nie zgodzę się z retoryką większości mediów w takich wypadkach – sam wniosek o ukaranie nie jest żadną sankcją. Sprawą po prostu zajmie się sąd.

Niestety, jak to w praktyce bywa, mężczyzna otrzymał wyrok nakazowy, w którym uznano go za winnego popełnienia wykroczenia, które znajdowało się w zarzucie. Należy tutaj podkreślić, co powie każdy, kto miał do czynienia z wydawaniem wyroków nakazowych w sprawach o wykroczenia, sądy z reguły uznają winę obwinionego, jest to proces masowy, żeby nie powiedzieć – lawinowy.

Kierowca – co również należy uznać za rozsądne – złożył sprzeciw od wyroku nakazowego.

Ciąg dalszy nastąpi

Sprawa zostanie rozpatrzona na rozprawie, toteż mężczyzna będzie miał możliwość dowodzenia tego, że jechał nieco wolniej. Warto zaznaczyć, że w przedmiotowej sprawie z jednej strony znajduje się dowód w postaci danych z policyjnego wideorejestratora, a z drugiej tachograf (wyposażony w GPS) i fakt zamontowania ogranicznika prędkości.

Doktryna (jak i orzecznictwo Sądu Najwyższego) wskazuje, że przekroczenie prędkości może nastąpić zarówno umyślnie, jak i nieumyślnie. Dr hab. Paweł Daniluk w komentarzu do Kodeksu wykroczeń (wyd. C.H. Beck, 2019 r.) podkreśla:

Można zatem przyjąć możliwość zrealizowania jego znamion [czynu polegającego na przekroczeniu prędkości – przyp. red.] zarówno umyślnie (z zamiarem bezpośrednim lub zamiarem ewentualnym), jak i nieumyślnie (z lekkomyślności lub niedbalstwa, np. gdy sprawca z roztargnienia nie zmniejsza prędkości pojazdu celem dostosowania jej do tej administracyjnie dopuszczalnej)

Jest to oczywiste, bowiem prawo wykroczeń – podobnie jak prawo karne – opiera się na zasadzie winy, toteż badać należy zarówno stronę przedmiotową, jak i podmiotową wykroczenia.

Jeżeli pojazd faktycznie wyposażono w ogranicznik prędkości, a zapisy z tachografu wskazują, że mężczyzna nie mógł nawet przewidzieć, że popełni wykroczenie polegające na przekroczeniu prędkości o 50 km/h – choćby urządzenie działało niepoprawnie – to nie powinno być mowy o możliwości zatrzymania prawa jazdy. Dziwi zatem tak odważna postawa funkcjonariuszy, którzy byli pewni, że ujawnili popełnienie konkretnego wykroczenia, podczas gdy mężczyzna sam dostarczył dosyć oczywiste dowody na to, że stan faktyczny wyglądał zgoła inaczej.

121 odpowiedzi na “Pewien kierowca stracił prawo jazdy, mimo że miał limiter prędkości i dowód z tachografu na to, że jechał znacznie wolniej. Zasada winy w prawie wykroczeń”

    • A może wyrok wydał sędzia „wylosowany” przez pana Zero? Ponadto milicja (zwana dla żartu policją) jako całkowicie partyjna jakoś nie wykazała się rozsądkiem i dobrą wolą.

    • Ale tu nie chodzi o sędziów tylko organizacje ich pracy. Co z tego że sądzić będzie posłuszny partii nominant aktualnej władzy? Takie sprawy idą z automaty bo tak jest zorganizowane sądownictwo. Sędzia nie ma czasu na zbadanie sprawy, masz to w artykule.
      A z organizacją pracy sądów PiS nic nie robi. Nawet ją pogarsza. Pracownicy administracyjni sądów dostają grosze, jest ich za mało, sędziowie nie mają asystentów itp. PiS chce tylko podporządkować sędziów by we właściwym momencie wydali wyrok zgodny z wolą suwerena (czyli im pasujący).
      W żaden sposób nie usprawniają pracy sądów.

      • No właśne tu sie mylisz. Wiele rozwiązań które PiS wprowadził/chce wprowadzić jest wzorowane na prawodastwie w krajach unijnych. Przykładowo KRS wybrane w dużej mierze przez sejm jest ‚niepraworządny’, natomiast niemiecki odpowiednik w którym przy wyborze uczestniczą zarówno samorządy jak i bundestag to już wzór praworządności. W USA zaś wiele ważnych posad dla sędziów jest możliwa do obsadzenia tylko za zgodą senatu.

        Ideą trójpodziału władzy jest to,że każda z 3 władz patrzy innym na ręce. U nas zaś nadzwyczajna kasta zapiera się rękami i nogami przed jakimkolwiek nadzorem. Oczywiście PiS robi wiele rzeczy źle np. z trybunałem konstytucyjnym, ale ogólny kierunek zmian jest dobry, i na pewno gwarantuje lepsze sądownictwo niż obecnie. To wynik dekad zaniedbań w których sędziowie byli zostawieni samopas i w środowisku doszło do sporego zepsucia. Czy uważasz przykładowo za właściwe,że sędziowie wykorzystują rozprawy do prowadzenia walki politycznej(np. pseudosędzia Juszczyszyn)?

        • A wydawało mi się że ludzie którzy czytają ten portal mają przynajmniej minimalną wiedzę prawną…

          Nie można wprowadzać pojedynczych rozwiązań „wyrwanych” z prawnego kontekstu jakie stosują inne Państwa.

          Aby zachować konstytucyjną niezależność władzy sądowniczej od władzy wykonawczej sędziowie musza być wybierani w sposób niezależny.
          Można to zapewnić w taki sposób że władza wykonawcza wybiera sędziów ale z kandydatów przedstawionych przez władzę sądowniczą. albo powierzając wybór sędziów do KRS czy SN przez obywateli w wyborach powszechnych.

          Jeśli – tak jak jest obecnie wymyślone przez PIS – KRS został powołany przy posiadaniu większości decydującej po stronie władzy ustawodawczej to cały KRS nie jest niezależny – a co za tym idzie powołani przez nich sędziowie również nie są niezależni. I to właśnie TSUE zauważyło wydając wyrok. To co zrobili to dokładnie to samo co „wrogie przejęcie” kontroli nad spółką. Tylko za pomocą zmiany ustaw.

          Ideą trójpodziału władzy nie jest „patrzenie innym na ręce” a NIEZALEŻNOŚĆ dzięki której osiąga się stabilność gwarantującą że żadna z władz nie będzie miała możliwości przejęć kontroli nad pozostałymi co uniemożliwia wprowadzenia DYKTATURY.

          PIS wprowadza właśnie takie zmiany które umożliwiły by ostatecznie kontrolę nad wyborami czy zmianę ustroju państwa za pomocą zwykłych ustaw doprowadzając do przejęcia władzy na stałe.

          Najlepszym przykładem tego było twierdzenie PISu że każda ustawa ma domniemanie konstytucyjności – również ta dotycząca działania Trybunału Konstytucyjnego wprowadzając niektóre w życie z dniem ogłoszenia – czyli mogli by wprowadzić ustawę stwierdzającą że najbliższe posiedzenie TK oraz wybory parlamentarne odbędą się za 100 lat a pełnię władzy do tego czasu dostaje PIS.
          I co? Ma domniemanie konstytucyjności… wchodzi w życie? – Wchodzi.
          I jak przypuszczam jedyne co ich powstrzymało to obecność w UE i TSUE które natychmiast taką ustawę by zawiesił.

          • 1. Tak, ideą trójpodziału władzy jest niezależność poszczególnych władz od siebie, ale też wzajemna równowaga pomiędzy nimi i wzajemna kontrola. W Polsce po upadku komunizmu władza sądownicza to była i dalej jest państwo w państwie – uprzywilejowana kasta(według prof. Gelsdorf) robi co chce i nie ma żadnego hamulca. Widać to choćby po np. sprytnych pytaniach do TSUE zupełnie niezwiązanych z sprawą. Dla Gazety Wyborczej czy Ciebie to arcydzieło prawnicze, dla mnie zaś pokaz ,że sędziowie ingerują w władze ustawodawczą i włączaja się do sporu politycznego. To jest ta ‚niezależność’?
            2.Kulą w płot trafiasz z KRS. Spójrzmy przykładowo na modelową niemiecką demokracje. Tamtejszy odpowiednik naszego KRS jest nieco bardziej rozbudowany bo poza jedną federalną radą większość landów ma też swoją lokalną rade sądowniczą(Richterwahlausschuss).

            Na poziomie lokalnym zazwyczaj większość rady jest wybierana przez lokalny parlament, bardzo często przy tym członkami rady są parlamentarzyści.

            Na poziomie federalnym jedynie władza wykonawcza w osobie ministra sprawiedliwości ma prawo nominowania kandydata.

            I teraz pytanie – czy niemiecki system też nie spełnia zasad niezawisłości sądowniczej?
            3. Jasne, to co robi PiS to bardzo często naginanie prawa. Tego bronić nie będę. Tyle,że i tak uwazam,że robią wiele dobrego w kwestii utrącenia łba sedziowskiej hydrze.

  1. E tam. Znam lepsze historie! Niedawno okazało się, że jeden taki kierowca ostrożnie i zgodnie z przepisami przejechał staruszkę na pasach. A to, że nie miał prawa jazdy i przeglądu technicznego to tylko szczegóły niewarte uwagi.

    • W tamtym przypadku akurat wyrok był dobry – kierowcę ukarano za brak uprawnień i przeglądu, ale nie za spowodowanie wypadku, bo to piesza mu weszła pod koła

      • No tak, napisałem przecież, że przejechał ostrożnie i zgodnie z przepisami. Wszystko zgodnie z obowiązującym prawem.

        • Zgadza się. Takie durne prawo że pieszy nie ma pierwszeństwa PRZED wejściem na pasy. Morawiecki obiecał w ekspoze coś z tym zrobić.

          • Prawo nie jest durne, wręcz przeciwnie, samochód powinien mieć pierwszeństwo, bo jest większy, przy spotkaniu z pieszym to pieszy ginie, a żeby durnie się nie ładowały pod koła, nie mają pierwszeństwa i mieć nie powinni, z tego samego powodu samochody zatrzymują się przed przejazdem kolejowym.

          • Rozumiem że należysz do grupy tych którzy nie gardłują że sąd nie skazał Najsztuba ze przejechanie staruszki?

            A gdy sam wjeżdżasz swoim samochodem na skrzyżowanie z pierwszeństwem przyjazdu to najpierw zatrzymujesz się by sprawdzić czy z podporządkowanej nie nadjeżdża 40tonowa cieżarówa która może zmieść twój samochodzik i nawet tego nie zauważyć?
            Wszak pierwszeństwo powinien mieć większy i cięższy użytkownik drogi.

          • Ja tak robię, upewniam się, że jakiś pojazd mnie nie rąbnie, nawet jeśli mam pierwszeństwo. A jeśli widzę ciężarówkę to szczególnie.
            Taki zwykły objaw instynktu samozachowawczego.

          • Ale nie nalegasz że należy zlikwidować pierwszeństwo przejazdu na skrzyżowaniach bo cieżarówki…
            Tak samo z przejściem. To że pieszy będzie miał pierwszeństwo PRZED wejściem na pasy nie znaczy że będzie się rzucał na oślep na pasy nie patrząc.
            Tak samo ty mimo pierwszeństwa przejazdu „upewniam się, że jakiś pojazd mnie nie rąbnie”.

          • A czego ten argument na dowodzić? Że pieszy ma wchodzi na pasy na pałę jakby miał pierwszeństwo czy temu że jednak lepiej się rozejrzeć przed tym?

            Ale właśnie dlatego że ktoś większy na drodze może Cię zmieść, większe drogi mają pierwszeńtwo od tych „włączających do ruchu” i też dlatego istnieje ogólna zasada „ograniczonego zaufania”. Dlatego też na skrzyżowanie nie wjeżdżasz na pałę, nawet jak masz zielone, tylko się rozglądasz, bo a nuż jedzie karetka albo wóz strażacki…

            A jestem przeciwny dawania pierwszeństwa pieszym w jakiejkolwiek sytuacji, bo daje złudne przeświadczenie wyższości, ludzie nie myślą, wchodzą i giną, nie ważne czyja to wina, to pieszy ginie, dlatego to pieszy przede wszystkim powinien zadbać o swoje zdrowie i dlatego zawsze powinien przepuszczać innych na drodze, szczególnie debili czy innych Najsztubów.

          • Chyba nie zdajesz sobie sprawy że na ulicach poruszają się nie tylko młodzi zdrowi ludzie. Są też ludzie starzy, z niepełnosprawnościami, niedowidzący, chorzy. Oni też są pełnoprawnymi uczestnikami.
            Ludzie starzy, tak jak staruszka od Najsztuba często nie są w stanie wypatrzyć zagrożenia i taki Najsztub je rozjedzie.
            Gdyby przepisy jasno określały że to pieszy ma pierwszeństwo także PRZED wejściem, kierowcy by byli uważniejsi bo wiedzieliby że MUSZĄ ustąpić pierwszeństwa.
            Tak samo dzieje się na skrzyżowaniach. Jakoś kierowcy nie mają problemu z tym że jadą drogą podporządkowaną. Nawet mimo tego że jadą 40 tonową cieżarówą i mogą skasować każdą osobówkę nawet tego nie zauważając. Na skrzyżowaniach potrafią ustąpić pierwszeństwa, czemu tak ma nie być przed przejściem dla pieszych?

          • No a z drugiej strony też może siedzieć starszy dziadek który nie dostrzeże zagrożenia i taką babcie rozjedzie, gdyby zawsze miał pierwszeństwo i piesi MUSIELIBY ustąpić, to piesi byliby uważniejsi i nie ładowaliby się pod koła i co to za wybiórcze argumentowanie? A kto ma pierwszeństwo na przejazdach kolejowych? Samochód (mniejszy, jak pieszy) czy pociąg, (większy, jak samochód), kto ma większą kontrolę nad poruszaniem się? Samochód który potrzebuje kilkunastu metrów żeby się zatrzymać, czy stara babcia która może stanąć w miejscu jak wryta?

            Tak czy siak, babcia była na pasach i miała pierwszeństwo, nie żyje. Prawo pomogło? Było mniej debili na drogach, kierowcy byli uważniejsi?

            … zadowolony?

          • może siedzieć starszy dziadek który nie dostrzeże zagrożenia

            A przeszedł badania? Już nie ma bezterminowych praw jazdy. Jak przeszedł badania do dostrzeże. Jak nie,to nie ma prawa jazdy i nie prowadzi.

            piesi MUSIELIBY ustąpić,

            Tak właśnie jest teraz. Piesi nie mają pierwszeństwa przed pasami, kierowcy ich rozjeżdżają. Na Litwie gdzie niedawno wprowadzone pierwszeństwo pieszego PRZED wejściem ilość wypadków zmalała. Coś ci to mówi?
            W całej europie pieszy ma pierwszeństwo PRZED wejściem, a mimo to w PL jest zawsze wiecej wypadków na pasach. Coś ci to mówi?

            Z pociągiem przykład w ogóle z dupy, nawet nie chce mi się o tym pisać. Sam dokładnie wiesz jak jest.

          • Jest więcej wypadków bo idioci myślą, że są niezniszczalni i mają pierwszeństwo, od podstawówki wszyscy powinni być edukowani że na drodze jako piesi/rowerzyści są INTRUZAMI. Masz tutaj dwie strony do edukacji, z jednej strony pieszych, z drugiej kierowców, choćby nie wiem jakbyś się starał, to zawsze z jednej i z drugiej strony będą idioci, zawsze mimo badań, testów, ktoś może zasłabnąć, zapatrzeć się, zamyślić, albo po prostu być skończonym idiotom i się nachlać i wsiąść za kółko, myślisz że dając pierwszeństwo pieszym ci wszyscy narwańcy nagle zaczną jeździć 30 na godzinę i zatrzymywać się przed każdym przejściem? Nie.
            Czy ja myślę że zabranie pieszym pierwszeństwa w każdej sytuacji zredukuje liczbę wypadków do zera? Też nie.

            Uważam że dużo łatwiej nauczyć pieszych ostrożności pokazując im że na szali leży ich zdrowie/życie niż nauczyć pokory kierowców grożąc im tylko mandatami/więzieniem. Ot tylko dlatego pieszy powinien mieć głęboko zakodowane, że NIE ma pierwszeństwa, w żadnej sytuacji, nigdy.

          • Powiem więcej, ostatnio kolega z pracy, kierowca, twierdził, że piesi mają pierwszeństwo przed przejściem.

          • Pierwszeństwo powinien mieć ten kto ma pierwszeństwo. Są 3 sposoby wytłumaczenia:

            1. Przejście przez drogę jest uwaga, czytaj słowa: przejściem PRZEZ drogę.
            2. Nie jest to chodnik przez który czasem przejedzie samochód – tylko odwrotnie.
            3. chodnik jest dla ludzi, droga dla samochodów. Samochód przejeżdżający przez chodnik (np. wyjazd z posesji) powinien zwrócić uwagę na pieszych i ich przepuścić, a pieszy powinien zwrócić uwagę przechodząc przez drogę (i przepuścić samochody).

            Aby ułatwić pieszym przechodzenie przez drogę (trudności powstały gdy liczba pojazdów wzrosła) wymyślono sygnalizację świetlną – i to jest jedyny moment w którym pieszy (gdy ma zielone światło) powinien móc przechodzić przez drogę bez przepuszczania samochodów.

            Już prościej się nie da.

          • Nie chce mi się z tobą dyskutować. Jak jedziesz autem po europie to trąbisz na pieszych którzy ci „wtargają” na przejście? Pewnie nie. Tam potrafisz się zachować z kulturą i zgodnie z prawem.
            Nawet na Litwie wprowadzono nie dawno pierwszeństwo PRZED wejściem na przejście. I co? Ilość wypadków na przejściach ZMALAŁA.
            Po prostu musisz zrozumieć że ulica nie jest dla samochodów. Ulica jest dla ludzi. Tych co poruszają się pieszo i tych co poruszają się pojazdami.

          • ulica nie jest dla samochodów. Ulica jest dla ludzi. Tych co poruszają się pieszo i tych co poruszają się pojazdami.

            Oczywiscie że ulica jest dla ludzi, bo ulica składa się z chodnika i jezdni.
            Jak sama nazwa wskazuje, chodnik jest od chodzenia, jezdnia od jeżdżenia.

            Dopóki nie rozdzielisz samochodów od pieszych dopóki będą wypadki śmiertelne z udziałem obojga, dlatego prawo powinno dążyć do usunięcia tych drugich z dróg.

          • Odwrotnie. To z miast należy usunąć samochody. Do tego właśnie się doży w europie. Usuwa się auta z centrów miast. Bo stanowią zagrożenie dla ludzi.

          • Usunąć samochody z miasta? Jestem ZA. Ale dopóki one są, to lepiej nie wchodzić im pod koła.

            ps. dąży.

          • Zdajesz sobie sprawę z tego, że ciężarówka jest uczestnikiem ruchu równorzędnym do samochodu osobowego, a pieszy nie?

          • No i? Co to za różnica. Pierwszeństwo to pierwszeństwo. A ma je ten którego określa prawo. Prawo określi że pieszy ma pierwszeństwo przed wejściem to będzie mieć.
            A rowerzysta na przejeździe rowerowym (nie wiem czy wiesz ale ma pierwszeństwo) jest uczestnikiem ruchu „równorzędnym do samochodu osobowego”?

          • I dlatego są wypadki, bo mają pierwszeństwo i czują się tak samo ważni jak 2 tonowy samochód. A ma być na odwrót, mają się bać, mają czuć respekt i szacunek, tak samo jak schodzą z drogi naprutemu 2 metrowemu koksowi tak samo mają schodzi z drogi 2 tonowej pędzącej metalowej puszki. Droga ma być TYLKO dla zmotoryzowanych, tory TYLKO dla pojazdów szynowych a chodniki TYLKO dla pieszych. Tak aby zminimalizować skutki kolizji.
            W najlepszym przypadku przejśc przez jezdnię nie powinno być w ogóle. Albo droga tunelem, albo kładka dla pieszych, przejście podziemne. Wtedy nie ma wypadków.

            Pierwszeństwo powinien mieć zawsze większy, tak to działa w naturze i to pozwala nam przetrwać, ci co są na tyle głupi by nie respektować większego, giną właśnie na przechodząc przez drogę. „Miałem pierwszeństwo, ch**** powinien się zatrzymać…”

          • Chodziło mi o to, że ciężarówki i osobówki poruszają się po tej samej jezdni, podczas gdy piesi, rowerzyści, tramwaje, pociągi itp mają swoje odrębne drogi, chodniki i torowiska, po których mają się poruszać, a ustąpienie pierwszeństwa następuje gdy te przecinają się z jezdnią.
            Nie jest więc możliwe wprowadzenie pierwszeństwa dla ciężarówek, równie dobrze mógłbyś wnioskować o wprowadzenie pierwszeństwa dla samochodów w kolorze czerwonym, albo dla samochodów marki BMW.
            Właściwie to byłoby to równoznaczne z nadaniem tym pojazdom rangi pojazdu uprzywilejowanego, bo odbywałoby się to na dość podobnych warunkach.

          • Rowerzyści MAJĄ już pierwszeństwo przed wjechaniem na przejazd dla rowerów. Tak samo piesi powinni mieć pierwszeństwo.
            Pierwszeństwo odnosi się do drogi a nie do typu pojazdu. Tak jak cieżarówki nie mają pierwszeństwa na skrzyżowniu o ile nie jedą drogą z pierwszeństwem. Tak samo taką drogą z pierwszeństwem musi być przejście dla pieszych.
            Fakty są takie: w krajach gdzie pieszy ma pierwszeństwo PRZED wejściem na przejście – ginie mniej pieszych.

          • Rowerzyści niekoniecznie. Ogólnie nie powinni jeździć chodnikiem ale jest jak wszyscy wiemy i wiemy dlaczego.

          • Powinna, wszak tramwaj też ma pierwszeństwo i też się mu w drogę nie wchodzi a masę ma podobną;)

          • Jak dla mnie pierwszeństwo miała kobieta. W końcu nikt nie nałożył na nią zakazu poruszania się po chodnikach czy przechodzenia przez jezdnię. Za to w.w kierowca nie miał prawa uczestniczyć w ruchu drogowym. I moim zdaniem ten fakt powinien być dominujący w rozpatrywaniu winy. Ale cóż – to tylko moje zdanie. Przepisy są jakie są, sędziowie też. A i zdania komentujących mocno podzielone.

          • To co piszesz to osobne kategorię. Za brak uprawnień został ukarany.
            Też uważam że pieszy powinien mieć pierwszeństwo przed wejściem na pasy. Ale nie ma. Dlatego winna była staruszka. Bo „wtargła” pod pojazd Najsztuba.
            Takich spraw jest wiele, zawsze sąd obwinia ofiarę potrącenia bo „wtargła”.

          • Ja wszystko rozumiem. Tyle, że uważam w/w przepisy za nieuczciwe i źle skonstruowane. Z resztą sprawa będzie ponownie w toku, jest wniosek o unieważnienie wyroku.

      • Dodatkowo prokuratura Ziobry zaniedbała przygotowanie dowodów i nie była w stanie wykazać przed sądem spowodowania wypadku.
        Oczywiście TVP zamiast wskazać na niekompetencję prokuratury woli zrzucać winę na sędziego.

        • Sędziego z jednej strony można chwalić, że nie potraktował pieszej, jak świętej krowy, tylko uznał jej winę… niestety tylko dlatego, że kierowca był kimś sławnym, a zwykłego człowieka to na pewno by udupili…

          • Niestety, ale sądy rutynowo uznają wina pieszego i uniewinniają kierowców którym pieszy „wtargnął” na przejście.
            To że sprawca był znany nie ma tu znaczenie. Uniewinniają też zwykłych kowalskich. Bo tak głupio jest skonstruowane polskie prawo.
            Dziękujmy za to PoPiSowi.

          • Wtargnięcie na jezdnię, to akurat bardzo dobra konstrukcja prawna, dzięki której pieszym nie wolno łazić jak święte krowy

          • Niestety jest odwrotnie. „Dzięki” temu kierowcy czują się zwolnieni z obowiązku zachowania ostrożności i ZWOLNIENIA przez zbliżeniem się do przejścia. A sądy orzekają potem wine pieszego bo „wtargną”.
            I taki Najsztub zgodnie z prawem nie jest winny.

          • Ja uważam, że to piesi powinni się oduczyć wchodzenia pod kilkutonowy, jadący samochód, bo mają pierwszeństwo…

          • A ja myślę że to ci co mają „w ręku broń” powinni się z nią ostrożnie obsługiwać. To nie pieszy ma uciekać na widok samochodu.

          • Pieszy ma spojrzeć w lewo i prawo, a dopiero kiedy nie zauważy jadącego prosto na niego samochodu, wejść na jezdnię – tak przynajmniej uczyli w przedszkolu :) było coś jeszcze o trzymaniu mamy za rękę, jak się przechodzi przez ulicę i o nie bieganiu…

          • Ale to wcale nie wyklucza tego, że kierowca widząc przed przyjściem pieszego zatrzyma się i go przepuści. Obojętnie czy widzi rozglądającego się pieszego, czy też nie.
            Pamiętaj, że przez ulice chcą też przejść ludzie z niepełnosprawnościami, niedowidzący lub niewidomi itp. Taki to się może całą „wieczność” rozglądać.
            Nie wiem czemu ale tobie chyba się wydaje że w chwili gdy zostanie wprowadzone pierwszeństwo pieszego przez przejściem, wszyscy piesi zaczną się masowo rzucać z zaskoczenie pod przejeżdżające samochody.
            Z punktu widzenia zdrowego pieszego nic to nie zmieni, bo i tak będzie przechodził widząc, że samochód hamuje/zatrzymuje się. Tylko kierowca będzie musiał wiedzieć, że MUSI przepuścić pieszego, nieważna jak bardzo się śpieszy.

          • Ja obawiam się, że będzie więcej rozstrzygnięć sądowych na korzyść pieszego, które teraz zostałyby uznane za wtargnięcie na jezdnię. A ja chcę zmiany w drugą stronę – więcej uniewinnionych kierowców.

          • A czy kierowca może się czuć bezpieczny skoro wie, że go niesłusznie zamkną do więzienia, jak mu jakiś pijany wpadnie pod koła?

          • Dwie kwestie:
            1) To posiadający broń musi uważać by nią nie zabić.
            2) Ale ważniejsze: Gdy dostosujesz się do JUŻ obecnie OBOWIĄZUJĄCYCH przepisów to nie rozjedziesz tego pijaka. Prawo już teraz nakazuje ci zwolnić przed dojechaniem do przejścia i zachować wzmożoną ostrożność. A wtedy zobaczysz tego pijaka już z daleka i odpowiednio zareagujesz nie zabijając go na przejściu. To, że ktoś jest piany nie jest dla ciebie licencją na zabijanie. Nie znaczy że możesz go bezkarnie rozjechać bo ci „wskoczył” pod koła.
            I pamiętaj, że to tyczy się nie tylko pijaka, ale osób starszych, z niepełnosprawnościami, dzieci, itp. Jest cała masa osób które nie są w stanie prawidłowo ocenić zagrożenia jakie dla nich stanowisz jako kierowca przed przejściem. Nie każdy pieszy to młody wysportowany mężczyzna. Już to przecież pisałem.

          • Problem polega na tym, że niestety nawet jadąc przepisowo mogę potrącić pieszego – wystarczy, że on nie będzie chodził przepisowo. Dobrym przykładem jest właśnie sprawa Najsztuba, gdzie piesza weszła mu pod koła i został słusznie uniewinniony.

          • Najsztub jest słabym przykładem. Bo nie miał uprawnień i nie zachował odpowiedniej ostrożności. Nie widział staruszki? Ponoć jechał wolno, przecież starsza kobieta nie zmaterializowała się mu nagle przed maską, nie dobiegła sprintem do przejścia i nie rzuciła się pod koła. Pewnie człapała wolno, widziała zwalniające auto i uznała, że kierowca się zatrzymuje się by ją przepuścić. Najsztub nie znał przepisów, nie patrzył na przejście, jechał przyklejony do prawej krawędzi i potrącił kobietę. W ocenie rozsądku jest winien. W ocenie złego prawa – nie winny.
            Ale w sumie… to masz racje. Najsztub jest najlepszym przykładem tego że trzeba zmienić prawo. Nieostrożny kierowca jest winny.
            Kilka głośnych procesów i kierowcy nauczą się, że nie są panami życia i śmierci a zwykłymi użytkownikami miast. I pamiętaj że każdy kierowca też jest pieszym.

          • Biegli ocenili, że jechał wolno i zachował ostrożność, a winę za wypadek ponosi piesza – ponieważ było to właśnie wtargnięcie. Z kolei za brak uprawnień został ukarany osobno. I ja się z tym zgadzam.

            Ty postulujesz przerzucenie większej odpowiedzialności na kierowców, a ja proponuję rozwiązanie odwrotne – obarczeniem tym pieszych.

            Inna sytuacja – tata prawie rozjechał pijanego, który ubrany na czarno leżał na środku nieoświetlonej wiejskiej drogi i próbował łapać pion.

          • I słusznie. Samochód sie w miejscu nie zatrzyma, pieszy wtargnął i stracił życie/zdrowie na własne życzenie, nikt go na chodniku nie potrącił. Piesi się czują jak święte krowy czy nieśmertelni. Nie dociera do ludzi, że jedyne co jest na szali to ich życie. Nawet jak to jest ewidentna wina kierowcy to co z tego? Kto zapłacił najwyższą cenę? Chcesz żyć, uważaj na debili, debile nie będą uważać za Ciebie.

          • Poczekaj, ale przecież przejście nie pojawiło się tam nagle znikąd. Było tam pewnie od dawna. Są też znaki. Kierowca już teraz ma OBOWIĄZEK zachować szczególną ostrożność i ZWOLNIĆ zbliżając się do przejścia. Piesi wpadają pod auta tylko dlatego że to KIEROWCA nie dostosował się do przepisów. Nie zwolnił i nie zachował ostrożność. Bo uważa że to on ma pierwszeństwo, a nie pieszy.
            Jeżeli zmieni się prawo, będzie kampania informująca kierowców że w polce jest jak w całej europie, kierowcy będą bardziej uważać, wiedząc że prócz zadrapania na lakierze dostaną jeszcze wyrok za spowodowanie wypadku.
            Pamiętaj że pieszy to nie tylko młody zdrowy człowiek. To także starsi, schorowani ludzi, osoby z niepełnosprawnościami itp. Oni też mają prawo przejść żywi na drugą stronę ulicy.

          • Tak jak napisałem wyżej, dużo łatwiej dotrzeć do ludzi pokazując im że na szali leży ich życie/zdrowie niż grożąc im mandatami, więzieniem, zmuszając do przestrzegania przepisów.
            Zresztą myślenie że „kierowcy będą uważać” to roszczeniowe myślenie, jechałeś kiedyś samochodem? Widziałeś ile jest znaków, nakazów, zakazów? Jadąc przez miasto, jakbym chciał przeczytać wszystkie znaki na każdym słupku to już dawno bym zabił z kilka osób i skasował z tuzin samochodów, a Ty jeszcze chcesz dokładać im obowiązków, zamiast wszystko zredukować/uprościć aby kierowca mógł spokojnie jechać przed siebie i skupiać uwagę na drodze.
            Pieszy jakie ma obowiązki, rozejrzeć się w lewo/prawo/lewo a i tak wchodzi przed pędzące samochody, no ślepy, głupi, czy jedno o drugie? A co do obecności, przejścia dla pieszych od lat, to znasz całą Polskę na pamięć? Wiesz gdzie są wszystkie przejścia? Zakładasz że te co są są perfekcyjnie oznakowane?
            Jest tutaj całe mnóstwo „jeśli”
            1. jeśli przejśćie jest dobrze oznakowane
            2. jeśli kierowca je zauważył
            3. jeśli jechał z odpowiednią prędkością
            4. jeśli zachował szczególną ostrożność
            5. jeśli się zatrzymał i przepuścił pieszego
            6. jeśli jadący obok samochód też to zrobił

            to pieszy przeżyje. A patrząc od strony pieszego:
            1. jeśli tylko przepuszczę te samochody i przejdę za nimi…
            2. jeśli tylko upewnię się, że wszyscy mnie widzą i chcą mnie przepuścić

            tylko tyle i aż tyle.

          • I często są. Niedawno miałem kolizję właśnie przez taką pieszą. Wtargnęła mi przed samochód, pisk, ABS i już w połowie pasów
            zdążyłem się zatrzymać ale niewiasta za mną nie. Piesza uciekła.

          • Czy zwolniłeś przed przejściem dla pieszych tak jak nakazuje prawa? Zachowałeś ostrożność i mimo wszystko dałeś się zaskoczyć?
            Chyba czas zgłosić sie na badania bo jesteś nieuważny. A może to coś więcej – dbaj o zdrowie bo mogłeś zabić kobietę. To TY jesteś odpowiedzialny, bo to twój samochód kierowany przez ciebie może zabić.

          • Nie możesz obarczać innych odpowiedzialnością za Twoje życie, sam powinieneś o nie zadbać, jeżeli tego nie zrobisz, po prostu zginiesz.

            Chyba czas zgłosić się na badania i zostać ubezwłasnowolnionym, w końcu to inni są za Ciebie odpowiedzialni.

          • Tyle że na skrzyżowaniach to jakiś działa. Gdy kierowcy wymusi pierwszeństwo i spowoduje wypadek jakoś nikt nie twierdzi że „powinieneś o nie zadbać, jeżeli tego nie zrobisz, po prostu zginiesz.
            Chyba czas zgłosić się na badania i zostać ubezwłasnowolnionym, w końcu to inni są za Ciebie odpowiedzialni.”
            Wiec jednak można.

          • Chyba nie, dopiero włączyłem się do ruchu, jechałem może ze 40 km/h. Fakt, było ślisko. Widzę kolego, że nie znasz przepisów.

          • Jechałeś za szybko, nie dostosowałeś prędkości do warunków drogowych. No i nie zwolniłeś przed znakiem D6, nie zachowałeś szczególnej ostrożności.

  2. Ok, no to tak:

    1. Z jaką prędkością niby jechał?

    Ja stawiam na 90.
    Z treści wnioskuję, że była to ciężarówka i na tyle był pewnie ustawiony ogranicznik.
    Gdyby jechał 60-70, to byłoby to napisane wyraźnie, a „znacznie mniej” to tak troche wygląda jakby autor nie chciał powiedzieć ile. Autorze – jeśli się mylę, podaj proszę prędkość, którą wskazywał tachograf.

    2. Trochę techniki.

    GPS – typowa dokładność wyznaczenia pozycji, to 2-7m. Czyli zakładając pomiar co 1s przy 100km/h mamy pomiar co ok. 27m. Czyli wskazanie prędkości może mieć błąd od 10% do 25%.
    Nie wspominając o tym, że takie urządzenie nie bierze pewnie pod uwagę ukształtowania terenu i liczy prędkość wg. płaskiego terenu – jadąc z górki może w tym samym czasie przejechać dłuższą drogę. Podobnie z zakrętami.

    Ogranicznik prędkości – jaki? Taki co wyhamuje pojazd? Czy taki zwykły ograniczający przepustnicę? Jak ten drugi, to z górki można się spokojnie rozpędzić ponad ogranicznik.

    3. „nie mógł nawet przewidzieć, że popełni wykroczenie polegające na przekroczeniu prędkości o 50 km/h”

    Kierowca zawodowy powinien sobie zdawać sprawę z powyższych problemów z pomiarem. A postawa „uważałem, żeby nie przekroczyć w zabudowanym w cholerę ciężkim TIRem więcej niż 50km/h” jest naganna sama w sobie.

    Kierowca świadomie znacznie przekroczył prędkość, zakładam, że chciał o 30-40 km/h.
    Miał bardzo prostą możliwość uniknięcia problemu – jechać przepisowo, wtedy nawet błąd w pomiarze o 50% nie powoduje zatrzymania prawa jazdy. Zaryzykował. Nie udało się. Life is brutal.

    Gdybym to ja miał wydać wyrok, to może faktycznie bym nie uznał dowodu z rejestratora. W sumie w razie wątpliwości powinno być na korzyść oskarżonego (i tu się zgadzam, brawa dla Policji).

    Ale bym mu dał 5k grzywny i zawiesił uprawnienia za świadome spowodowanie zagrożenia i znaczne naruszenie przepisów o ruchu drogowym.

    • Coś tam wiesz, ale widać że niewiele. :D gps jak najbardziej mierzy też wysokość I mierzenie prędkości przez gps jest najbardziej dokładną metodą badania położenia, a tym samym i prędkości jaka istnieje. Błędy pomiarowe się nie sumują w taki sposób w jaki piszesz, bo jakby tak było, to samoloty nie miałyby prawa funkcjonować prawidłowo.
      Z drugiej strony mamy rejestratory policyne, czyli urządzenie które ma bardzo małą dokładność pomiaru, bo całkowicie zależną od percepcji człowieka.(utrzymanie stałej prędkości jak pojazd mierzony i brak zmiany odległości do niego podczas pomiaru)
      Powiem Ci, że nawet idąc pieszo gps może dokładnie zbadać prędkość, co wykorzystują chociażby sportowcy przy swoich treningach. I wyniki są bardzo dokładne. Idąc twoją metodologią liczenia błędu pomiarowego, to powinni mieć wyniki nawet z błędem 100% a doskonale wiemy że tak nie jest.
      Poza tym tachiometr z tego co rozumiem zapisywał fizyczną prędkość. Wiec tu nie ma miejsca na obliczenia i domysły, a jest tylko na odczytanie wartości.
      Oczywiście słabo że kierowca jechał aż tak szybko w obszarze zabudowanym, ale jeśli miał blokadę na 90km/h to nie powinien mieć zabranego prawka I kropka.

      • Coś tam wiesz, ale widać nie wiele. ;)

        Podałem uśredniony błąd – gdybym go sumował, to bym podał 2x7m na 27m, czyli 50%. A to jak się błędy kumulują zależy od metody wyliczania prędkości przez urządzenie.

        GPS w nawigacji lotniczej, z tego co wiem, nadal nie jest dopuszczony jako jedyny, a nawet jako pierwotny system (może z wyjątkiem małych awionetek). inna też jest precyzja w lotnictwie i na ziemi ze względu na zakłócenia (chmury, metalowa konstrukcja pojazdu).

        „gps jest najbardziej dokładną metodą badania położenia, a tym samym i prędkości jaka istnieje” Położenia – zgadzam się. Prędkości, zwłaszcza chwilowej już nie. Czy bierze pod uwagę ukształtowanie terenu, to zależy od oprogramowania, sam GPS nie podaje prędkości.

        Co do fizycznej prędkości na tachografie – opierałem się na treści artykułu:
        „a z drugiej tachograf (wyposażony w GPS) ”

        Ja tu chciałem tylko wykazać, że próba udowodnienia tych kilku km/h pomiarami równie zawodnych urządzeń jest tylko próbą uratowania tyłka, tam gdzie kierowca i tak grubo przesadził.

        A sąd ma prawo zawiesić uprawnienia i bez tych 50 km/h, z tego co wiem :)

        • Sugerujesz że ktoś wykonał tachograf który nie uwzględnia rzeczywistej prędkości pojazdu, lecz jedynie jedną ze składowych wektora prędkości? To nieco zabawne ;)

          • Ja pisałem o GPS, który jest wspomniany w artykule i nie wiemy jak na prawdę liczy prędkość, tu trzeba by spytać autorów oprogramowania.

            Co do tacho i impulsatora, to nie znam szczegółów, jak dokładnie liczy „rzeczywistą” prędkość, ale jeśli to jest impulsator na osi lub wale, to np. większe opony pozwalają osiągnąć większą rzeczywistą prędkość niż wskazanie..

        • Czemu zakładasz ze kierowca grubo przesadził? To był bus powyżej 3,5t nie tir i tak się składa że urządzenie pomiarowe do którego się przyczepiłeś w tym przypadku napewno najdokładniej zmierzyło prędkość a napewno o wiele dokładniej od policyjnego radiowozu gdzie tak naprawdę nie ma żadnego urządzenia mierzącego prędkość zatrzymanego pojazdu. Prędkość jest szacowana na podstawie prędkości radiowozu gdzie prędkość ta tez może być przekłamana np przez zmianę opon na zimowe W innym rozmiarze czy błędne oszacowanie odległości podczas pomiaru (radiowóz wyraźnie zbliża się do nagrywanego pojazdu) a podobno tak też było w tym przypadku. I to jest kpina że na podstawie jakiś pseudo pomiarów jedna osoba może sobie na drodze wydać wyrok zabierając ci prawo jazdy na 3 miesiące a ty nie masz praktycznie możliwości odwołania się od tego.

          • I tu jest pies pogrzebany – jakby jechał 50 km/h, to by nie miał problemu. Jak pisałem wcześniej: Zaryzykował. Nie udało się. Life is brutal. Policja zła.

          • Może to Tobie kiedyś tez tak zmierzą zamiast legalnych 50 – 65 i jeśli będą mandaty zależne od pensji przywalą Ci mandat 3 pensje …. ciekawe czy wtedy tez będziesz Pitolił ze trzeba było jechać legalnie.

          • Dla mnie to jest w ogóle kuriozalne, że przy dzisiejszych możliwościach Policja posługuje się urządzeniem, które w ogóle nie mierzy prędkości nagrywanego pojazdu. Obojętnie czy w tym busie facet miał gps czy tachograf – jego pomiar prędkości był bardziej miarodajny od policyjnego.

          • Mam prawo jazdy od 1996 i jedyny mandat jaki dostałem był za przejście na czerwonym świetle. I nie raz widziałem jak mnie suszyli, jak jechał za mną nieoznakowany itp. Znasz osobiście kogoś komu tak zmierzyli? Czy to jakaś miejska legenda?

            Oczywiście, może się zdarzyć nieuczciwy policjant, ale to raczej marginalne przypadki. Ale można zawsze popsioczyć – Policja zła, kierowcy święci…

            Edit: czekaj, przeczytałem Twój tekst jeszcze raz. Takie gdybanie to sobie oszczędź. Może od razu pięć pensji za przekroczenie o jeden?
            Tak wtedy będę biadolił. Na razie zabudowany = 55 na liczniku, czyli jakieś 50 w rzeczywistości, czyli 20% zapasu, żeby dostać mały mandat za przekroczenie o ponad 10km/h.

          • To że dostałeś jeden mandat (w co szczerze wątpię – chyba że jeździsz na wózku inwalidzkim lub 100km miesięcznie) nie świadczy jeszcze o tym że nie popełniasz wykroczeń.
            Osobiście nie wierze że nigdzie nie przekraczasz ograniczeń prędkości – bo to praktycznie niemożliwe. W wielu miejscach tym sposobem mógłbyś powodować niezłe zagrożenie – np. jak drogowcy zapomnieli na A4 odwołać ograniczenie do 30 przy robotach drogowych … taa… już cię widzę z 30ką przez dziesiątki kilometrów dalej.
            Podobnie jak chodzi o ograniczenia w parkowaniu czy wielu innych sytuacjach w których każdy z nas naginał przepisy bo inaczej się po prostu nie da choćby dla tego że ustawodawca nie przewidział wszystkich sytuacji drogowych.

        • System GPS dużo dokładniej określa zmianę położenia niż bezwzględna pozycję. Nie można zakładać, że dwa następujące po sobie pomiary są obarczone różnymi losowymi błędami. Błąd pomiaru jest w dobrym przybliżeniu stały.

        • Abstrahując od tego, czy GPS miał rację, czy wideorejestrator – wydaje się, że po stronie kierującego nie było winy. Najwidoczniej jednak funkcjonariusze nie mieli wątpliwości co do tej kwestii.

    • Nie uwzględniłeś bardzo prostej rzeczy, policjanci mogli po prostu pokazać mu nie jego pomiar. Tak, wśród policjantów jest mnóstwo przestępców.

        • Nagrywasz, gość jedzie, ty lekko hamujesz – on się oddala jakby przyspieszył. Przy dobraniu odpowiedniej odległości i umiarze, nie zauważysz tego na zapisie wideo – a prędkość wzrośnie – bo wzrosła odległość. Natomiast korekta prędkości radiowozu jest okresowa a nie natychmiastowa.
          Jak ktoś napisał – to żenujące że przy dzisiejszym stanie techniki używa się takich kiepskich i zawodnych metod do oszacowania prędkości.

          • Na nagraniu zapisuje się prędkość radiowozu. Wiec działa to na odwrót niż napisałeś. W momencie jak policjant przyspieszy i zacznie się zbliżać do samochodu odległość maleje to prędkość na nagraniu będzie wyższa. Do tego jeśli policjanci robią „pomiar” z dużej odległości na dużym zoomie w tedy na filmiku ciężko zauważyć zjawisko najeżdżania na „mierzony” pojazd.

  3. 1. Ogranicznik nie działa na zjezdzie z górki zdaje się, więc to nie dowód. Tacho juz prędzej.
    2. Sad powinien oczywiście uznać, że zatrzymanie z automatu za „plus 50” nie było zasadne ale – do k…y nędzy za jazdę zestawem 90 w terenie zabudowanym powinien mu to prawo jazdy i tak odebrać (do czego sąd ma prawo przecież).

  4. Ja nie rozuimiem, po co są wyroki nakazowe.

    Zawsze są skazujące, natomiast jesli ktoś nie przyjął mandatu, to chyba nie zgadza się na skazanie.

    • Wyrok nakazowy to odpowiednik nakazu zapłaty w postępowaniu cywilnym – wydawany z automatu w prostych sprawach (tylko za wykroczenia), obwinionemu podobnie jak dłużnikowi przysługuje sprzeciw.

      Wyrok nie zawsze jest skazujący, może być przecież uniewinniający. Ponadto sąd może odstąpić od wymierzenia kary.

      • No tak, ale skoro kierowca juz wyraził sprzeciw (nie przyjął mandatu), to wydawanie wyroku nakazowego to strata czasu sądów.

        • Przeciwnie, w ten sposób oszczędza się sądom pracy, bo wiadomo że część skazanych nie wniesie sprzeciwu uznając swoją oczywistą winę. Gdyby tak każdy kto przekracza prędkość albo przechodził na czerwonym świetle dochodził swoich racji na rozprawie, dopiero byśmy mieli paraliż sądów.

          • Przyjęcie mandatu to przyznanie się do winy. Wyroki nakazowe są gnojeniem obywateli, a nie poprawą płynności pracy sądu, bo jak nie zgadzasz się z władzą (policja) to władza (sąd) dowali ci tyle, że odechce ci się szukać sprawiedliwości.

          • No ale takie właśnie są rządy prawa. Każdy ma prawo do sprawiedliwego sądu. Czy jest obiektywnie winny czy nie. A to jak sądy zorganizują sobie robotę, to już jest ich problem – za to biorą pieniądze. A co do wnoszenia sprzeciwu – gdy ktoś uznaje swoją winę, to przyjmuje mandat, a nie idzie do sądu tylko po to, żeby przyjąć wyrok nakazowy. Zazwyczaj bardziej dotkliwy niż mandat.

  5. Czegoś tu nie rozumiem:
    „Po podaniu tych informacji wezwany został zespół policyjnych techników,
    którzy uzyskali wyciąg z tachografu, potwierdzający twierdzenia
    mężczyzny – jechał on znacznie wolniej.”
    Czyli policyjni technicy potwierdzili, że jechał wolniej, ale policjanci i tak stwierdzili, że jechał szybciej? Czyli kij z dowodami potwierdzonymi przez samą policję? Stawiamy mandat bo na suszarce nabite i trzeba będzie się tłumaczyć przed komendantem z puszczenia kogoś i nie daj boże wyjdzie, że oszukują na pomiarach?

    • Nikt się nikomu nie tłumaczy z pomiarów nabitych na suszarkę – bo:
      1. suszarki w większości nie mają żadnych logów pomiarów
      2. nikt nie ma czasu weryfikować czy ilość mandatów = ilość pomiarów
      3. suszarki rejestrują tylko prędkość a nie jej przekroczenie a policjant „wie” jaka jest dopuszczalna prędkość i o ile została przekroczona
      4.
      btw.
      Suszarki mają określony przez producenta błąd pomiaru – rzędu kilku kilometrów na godzinę. Często to jest być albo nie być – a co ciekawe Policja przyjmuje jako właściwy wynik pomiaru wskazany przez suszarkę nie uwzględniając błędu pomiaru. A powinni przyjmować wynik pomiaru minus największy określony przez producenta błąd pomiaru i wtedy wielu mogło by uniknąć utraty prawka albo wyższej stawki mandatu.

  6. Jest to kolejny dowód na to, że policja ani inne służby nie powinny mieć prawa do odbierania prawa jazdy swoja własną decyzją. Odebranie prawka powinno następować wyłącznie w wyniku prawomocnego wyroku sądu. W tym przypadku policjanci powinni z własnej kieszeni zapłacić kierowcy wysokie odszkodowanie oraz zostać ukarani za wyłudzenie – kierowca udowodnił bowiem swoją niewinność, a brak wiarygodności zdalnych mierników prędkości jest znana od dawna i powinna być wiedzą powszechną.
    Mam nadzieję, że będziecie obserwować te sprawę i napiszecie kiedyś, ja się zakończyła.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *