Sąd potwierdził, że paragon nie jest konieczny przy zwrocie towaru do sklepu

Gorące tematy Zakupy dołącz do dyskusji (4017) 19.10.2016
Sąd potwierdził, że paragon nie jest konieczny przy zwrocie towaru do sklepu

Maja Werner

Zwrot bez paragonu jest jak najbardziej możliwy, o czym pisaliśmy już od pewnego czasu, a ostatnio pogląd ten potwierdził Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. 

Zwrot towaru bez paragonu jest możliwy. Pisaliśmy o tym w przeszłości, m.in. gdy zapanowała moda na tak zwane aplikacje zbierające paragony w pamięci naszych smartfonów. W końcu po co przez lata trzymać tony niezbyt estetycznej makulatury, skoro lepiej sobie taki paragon elektronicznie zeskanować i w razie czego udostępnić sprzedawcy?

Zwrot bez paragonu możliwy?

I taki zwrot bez paragonu musiał być przez sprzedawcę respektowany z prozaicznej przyczyny – przemawiały za nami przepisy prawa, które nigdzie nie wskazywały, że do dokonania na przykład reklamacji czy zwrotu niezbędny jest paragon. Nie, one mówiły o dowodzie zakupu, a dowody zakupu mogły być rozmaite. Wydruk z konta bankowego, jeśli płaciliśmy kartą. Albo nawet świadek, który dokonywał z nami zakupu lub nagranie ze sklepowego monitoringu.

Oczywiście nie zmieniało to faktu, że część sprzedawców kierowała się swoimi zasadami. Dla nich zwrot bez paragonu nie był zbyt wygodnym rozwiązaniem ze względu na komplikacje fiskalne. Albo zwyczajną nieprzyzwoitość. W każdym razie wszyscy chyba natknęliśmy się w swoim życiu na tabliczkę z napisem „Uwaga! Bez paragonu fiskalnego towar nie podlega zwrotowi”.

Zwrot towaru bez paragonu – nie można tego zabronić

Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznał, że tego typu informacja powinna znaleźć się na liście niedozwolonych postanowień umownych w prowadzonym przez UOKiK rejestrze, ponieważ rażąco narusza interesy konsumentów nie tylko w przypadków zwrotów rękojmiowych, ale i w trakcie odstępowania od umów zawieranych na odległość. W osobnym postępowaniu sąd kwestionował też m.in. stwierdzenie „1. Podstawą przyjęcia reklamacji jest dowód zakupu towaru (paragon lub faktura VAT)”.

Skutkiem wpisu takich postanowień do rejestru klauzul niedozwolonych jest nasza wzmocniona pozycja w sporze z przedsiębiorcą, który stosuje podobne zastrzeżenia w swoich umowach i regulaminach. Podnosząc argument abuzywności tego typu uregulowań, w ocenie sądu znajdziemy się w zdecydowanie bardziej korzystnej pozycji, gdyż tego typu sformułowania z mocy prawa nie wiążą nas jako strony umowy. Jeżeli jakiś przedsiębiorca będzie stosował tego typu niedozwolone klauzule nagminnie, może go też czekać kara, np. finansowa, ze strony UOKiK-u.

4 017 odpowiedzi na “Sąd potwierdził, że paragon nie jest konieczny przy zwrocie towaru do sklepu”

  1. Dodajemy, że zwrot towarów zakupionych na odległość, ponieważ w przypadku towarów zakupionych stacjonarnie, przyjęcie zwrotu (innego niż wynik niezgodności towaru z umową) jest uznaniowe przez sprzedawcę.

  2. co w przypadku zgubienia paragonu? klient zamowil towar na odleglosc, zgubil paragon nie ma zadnego skanu czy wersji cyfrowej, a chce zwrocic towar?

  3. A w sklepie stacjonarny mogę sobie zastrzec przyjęcie zwrotu uzależnione od przedstawienia paragonu? Stawiam, że tak, ale czy na pewno?

      • Nie. Nie ma znaczenia czy sklep jest stacjonarny, czy nie, paragon nigdy nie może być warunkiem przyjęcia do zwrotu.

        Różnica między sklepem stacjonarnym a sprzedażą na odległość polega na tym, że w przypadku tego pierwszego, przedsiębiorca jest zobowiązany do przyjęcia zwrotu w innych okolicznościach – nie ma np. obowiązku przyjmować zwrotu towaru w terminie 14 dni bez podania przyczyny, jak to jest w przypadku handlu na odległość. Nie musi w ogóle przyjmować zwrotu towaru, jeśli nie na zasadach rękojmi, lub reklamacji. Nie ma i nie może to mieć nic wspólnego z okazaniem paragonu.

    • Przede wszystkim w sklepie stacjonarnym sprzedawca nie ma obowiązku uznawać „zwrotu twaru bez podania przyczyny”. Takie coś możliwe jest tylko przy umowach zawieranych poza lokalem przedsiębiorcy – np. przy zakupach online. Przyjęcie zwrotu towaru zakupionego w sklepie stacjonarnym to wyłącznie dobra wola sprzedawcy i może to być obłożone dowolnymi warunkami jakie sobie wymyśli sprzedawca, takimi jak właśnie okazanie paragonu.
      Inną sprawą jest reklamowanie towaru z tytułu rękojmi i ewentualny zwrot w wyniku stwierdzenia jej zasadności. Wtedy konsument może dowolnie udowodnić zakup towaru, np. wyciągiem z konta bankowego i paragon nie jest konieczny.
      Jeszcze inną sprawą jest reklamacja z tytułu udzielonej na produkt gwarancji – wtedy zastosowanie mają postanowienia gwarancji w których może być napisane że konieczne jest okazanie paragonu, ale oczywiście nie musi. Wszystko w tym przypadku zależy od tego jaką treść gwarancji wymyśli sobie gwarant.

  4. No i przy okazji ukazuje się problem całego tego „super mega udogodnienia” dla konsumenta. Bo niebawem klient kupując wazon będzie mógł go przynieść na zwrot w kawałkach (ofc bez paragonu) i żądać zwrotu trzykrotności ceny, bo delikwent miał czelność nie przeżyć kontaktu z podłogą. Oczywiście przesadzam, ale wszystko dąży w kierunku udu*** sprzedawcy, który oprócz płacenia podatków i wypełniania miliona papierków musi potem tłumaczyć się księgowej, dlaczego dokonał korekty paragonu bez paragonu… Naprawdę, naprawdę takim trudnym jest trzymanie dowodu zakupu przez okres gwarancji/rękojmi? Konsument generalnie ma coraz więcej przywilejów, a przedsiębiorców pognębia się coraz bardziej. I gdyby jeszcze ludzie (konsumenci) byli normalni, ale oczywiście jest w naszym kochanym kraju całe stado baranów, które to wszelkie tego typu sytuacje i kruczki prawne wykorzystuje, byle tylko z ogromną satysfakcją móc je*** o blat papierem z rękojmią i udowodnić swoją wyższość nad handlowcem… Bo przecież to firma x sprzedała mi dziadostwo, które miało czelność się zepsuć. Tak, taka jest wciąż mentalność szarych ludzików – obarczają winą nie producenta, a sprzedawcę. Taka ciekawostka przy okazji: bardzo często duża firma kupując powiedzmy elektronikę u dystrybutora, który z kolei sprowadza towar z Azji, otrzymuje gwarancję na sprzęt z datą zakupu… Hurtowego. Więc generalnie musi to potem klientowi sprzedać jak najszybciej, bo jeśli towar poleży z miesiąc, a taki pacan wróci z tym za dwa lata na ostatni dzień swojej „paragonowej” gwarancji (teraz to i nawet bez paragonu, z zeznaniem świadka Zenka spod bramy „noo, panie, bo my to tu kupowali”, to dystrybutor z uśmiechem na twarzy wystawi środkowy paluszek anulując dokument rma, a sprzedawca taki sprzęt może sobie wtedy w cztery litery wsadzić. Ten system jest mega niesprawiedliwy i przy okazji współczuję sprzedawcom, że muszą przyjmować zwroty do 14 dni, często rzeczy, które przez ten czas były używane. Współczuję też konsumentom, którzy potem takie „nowe używane” sprzęty kupują, ciesząc się z „nówki sztuki”. I takich smaczków jest całe mnóstwo… Temat rzeka, a prawo do gruntownego przemyślenia i przebudowy.

    • Oczywiście że trzymanie paragonów jest niepotrzebną udręką dla klienta, sam wyrzucam wszystkie, czy ja mam prowadzić księgę zakupów? Nie wydaje mi się, żeby prawa i przywileje klientów ciągle się poszerzały (proszę mnie poprawić, jeśli się mylę), dopiero teraz ludzie domagają się ich respektowania, jeszcze nie tak dawno to klient był traktowany jak petent w sklepie, a złożenie reklamacji często wiązało się z nieprzyjemnościami, o zwrocie towaru nawet nie wspominając! Co do zakupów w Azji, a co to klienta obchodzi? Ja absolutnie nie współczuję sprzedawcom, jeśli nie umieją sprostać wymaganiom rynku i prawa, to niech się za handel nie biorą.

      • Idąc tym tropem – to po co w ogóle ten paragon drukować? W sumie można to olać, skoro klient nie ma zamiaru udokumentować swojego zakupu dowodem, który właśnie po to powstał ;) Ale cóż, przedsiębiorca musi go wydać, bo inaczej czeka go sroga kara. Przywileje konsumentów owszem, ulegają ciągłemu poszerzeniu, warto chociażby prześledzić zmiany z grudnia 2015 w prawie konsumenckim dotyczącym rękojmi czy zasad zwrotu towaru. A zakupy w Azji… Może i nie obchodzą. Ale już by zaczęły, gdyby te rzeczy przestały do naszego kraju docierać ;) Poza tym opisałem to tylko po to, żeby pokazać, że z tej drugiej strony barykady też nie jest tak kolorowo i sprzedawca całkiem łatwo zostaje na lodzie. Tutaj wystarczyłby przepis, że dystrybutor jest zobowiązany udzielić ustalonej prawem gwarancji na podstawie ostatecznego zakupu dokonanego przez klienta detalicznego. A ostatni argument to już dyskusja na poziomie podstawówki albo i niżej – widać, że osoba to pisząca nigdy nie miała do czynienia z prowadzeniem własnej firmy. Może i dobrze, bo pewnie po kilku miesiącach nie sprostałaby wymaganiom rynku i prawa, chcąc być przy okazji konkurencyjną i posiadać atrakcyjną ofertę.

        • Drukować i wydawać paragon to obowiązek sprzedawców i powinien obejmować absolutnie wszystkich, którzy sprzedają usługi lub towar, a dokument to i owszem ważny ale dla fiskusa, a nie dla klienta. Zmiany z 2015 roku faktycznie niosły rozszerzenie praw, ale nie nazwałbym tego ciągłym rozszerzaniem. Proponowany przez Ciebie zapis byłby niesprawiedliwy dla dystrybutora, wprowadzałby szereg komplikacji i konieczność informowania dystrybutorów o sprzedaży detalicznej, nie wyobrażam sobie tego. Ostatnie zdanie jest moją subiektywną opinią, a nie argumentem sensu stricte, ostatniego nawet nie komentuję.

        • Gwarancji nie ma obowiązkowej.
          Ale jeżeli idzie o klienta końcowego, to co proponujesz to absurd. Komuś przeleży przedmiot w sklepie ze 3 lata i nagle ma być rękojmia/ustawa liczona od momentu sprzedaży ?
          Sprzedawca zwykle ma do 3 miesięcy na sprzedaż inaczej producent/importer miałby niekończąca się liczbę reklamacji staroci.
          Bo przecież nie ma do tej sprzedaży wpisanego S/N czy innego oznacznika sprzętu. Elektronika która leży psuje się.

        • Jeśli jest to klauzula niedozwolona „Podstawą przyjęcia reklamacji jest dowód zakupu towaru (paragon lub faktura VAT)” to księgowa musi przyjąć jakiś inny dowód i zarejestrować go i tym się podpierać przed fiskusem. A jak tego dopełnić to niech się dowie sama. Prawo zmienia się wszędzie, także w księgowości. Dlatego księgowo będzie musiała się douczyć a jak nie ma takich zmian to opisać wydarzenie i iść po deklarację do urzędu na zgodność i nie wychodzić bez potwierdzenia.

          • Co za głupie podejście. Paragon jest dla klienta (to dowód zakupu i jednocześnie umowa kupna sprzedaży) A skarbówka swoją drogą.

    • Jestem konsumentem i drobnym przedsiębiorcą, popieram w 100% przedmówcę.
      Jako sprzedawca mam zapewnić, że towar będzie sprawny przez 1 rok, na co nie mam żadnego wpływu. Kiedyś reklamacje działały inaczej: pracownik sklepu odsyła sprzęt do hurtownika albo producenta, on decyduje czy to uszkodzenie z winy konsumenta, niewłaściwego transportu, przechowywania, czy producenta (oczywiście fabryczne pudełko i paragon zawsze były konieczne, trzymało się na strychu), a po trzeciej reklamacji konsument ma prawo żądać zwrotu gotówki lub wymiany na nowy. Handlowiec/właściciel sklepu nie ma wtedy większych kłopotów niż księgowanie, bo za wady fabryczne odpowiada w 100% producent, a za błędy w użytkowaniu w 100% konsument. Ale każdy umywa ręce i próbuje się wymigać, więc coraz częściej konsekwencje ponosi USTAWOWY SPRZEDAWCA, czyli ten do którego przychodzi konsument z pretensjami.

    • Tłumaczyć się ????? Księgowy jest też pracownikiem i nie trzeba się mu tłumaczyć ale jak ci pracownik wchodzi na głowę to powodzenia w interesie … Idiot….

  5. Witam, a co jeśli sprzedawca uparł sie i dalej twierdzi że nie przyjmie zwrotu oraz paczki bez paragonu? Co mam robić dalej? Jak zakończyć patowa sytuację, gdyż sprzedawca twierdzi iż wsadził paragon ale ja niestety go nie otrzymałam. I bez paragonu ani rusz…..

  6. Wymiana towaru w sklepie stacjonarnym bez paragonu. Czy jeśli klient okaże wydruk z konta potwierdzający zakup i chce wymienić towar na inny za dopłatą, to czy nadal potrzebny KONIECZNIE jest oryginalny paragon do korekty paragonu?

  7. To nie jest takie proste. Ostatnio sprzedawca rzucił mi tekst „jak chce Pani zareklamować to tylko z paragonem” . Data zakupu 3 tygodnie. Paragon zgubiłam. Mówię, że nie mam. Sprzedawca rozkłada ręce. Chciałam złożyć oświadczenie woli, miałam świadków pamętałam datę i godzinę zakupów. Fałszywego oświadczenia woli nie miałam zamiaru składać. Odmówiono mi takiej możliwości „Pani wie swoje, ja wiem swoje”. Interwencja u powiatowego Rzecznika, który o zgrozo! twierdzi, że muszę mieć dowód zakupu uwaga: PARAGON LUB FAKTURĘ VAT takimi oświadczeniami woli, to oni się nawet nie zajmują.

      • Żeby zareklamować buty kupione za 300zł musiałbym wysłać za 25zł do WW-y, zapłacić rzeczoznawcy ok. 50zł, potem zapłacić 25zł za odesłanie ich do mnie. Następna będzie bardzo prawdopodobnie rozprawa w sądzie, gdzie nawet jeśli wygrałbym, najpierw płacę im, a potem na własny koszt próbuję wyegzekwować/ściągnąć. UOKiK wobec małych zakupów jest bezużyteczny.

        Buty zepsute, popękane po 3 miesiącach. Zamiast zaczynać z UOKiK, wolałem kupić nową parę na bazarku za 100zł. Buty żyją już drugi sezon.

  8. A jak sytuacja wygląda w przypadku sklepów jak np. Leroy Merlin, zakup stacjonarny, przed remontem jakiegoś towaru – okazuje się, po remoncie, że towar się nie nada – drzwi są w oryginalnym opakowaniu, ale – paragon zagubiony. Jest potwierdzenie zapłaty z karty za odbierane w sklepie drzwi (zamówione przez pracownika sklepu) a sam Leroy oferuje bezterminowe zwroty, ale w regulaminie zaznacza, że konieczny jest np. paragon. Co wtedy? czy potwierdzenie wpłaty z karty wystarcza?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *