14 dni na zwrot elektroniki to kiepski pomysł, godzi w interesy sklepów i interesy konsumentów

Biznes Gorące tematy Technologie Zakupy dołącz do dyskusji (206) 30.01.2021
14 dni na zwrot elektroniki to kiepski pomysł, godzi w interesy sklepów i interesy konsumentów

Jakub Kralka

W sieci, może nawet w naszym bezpośrednim otoczeniu, można spotkać osoby, które bez większego skrępowania opowiadają o tym, jak kupują coś w sklepie internetowym, używają, a po 14 dniach, „jak im się znudzi”, korzystają z prawa odstąpienia od umowy.

Nie mamy aż tyle czasu, by rozwodzić się nad czysto moralnym aspektem tej sprawy. Pozwolę więc sobie ograniczyć się do określenia adekwatnego dla portalu prawno-firmowo-społecznego, czytanego głównie przez osoby z dobrym wykształceniem, dobrym statusem zawodowym i po trzydziestce: cebulactwo.

„Odstępowacze” to jednak patologia przede wszystkim biznesowa i to zarówno patrząc z punktu widzenia sklepu internetowego, jak i nas – innych konsumentów. Ustawa o prawach konsumenta wprowadziła w 2014 roku 14-dniowe prawo do odstąpienia od umowy zawartej na odległość. Nie żeby wcześniej prawo polskie nie przewidywało podobnej (10-dniowej) możliwości, ale jakoś właśnie wtedy instytucja ta szczególnie się spopularyzowała.

Jest to w mojej ocenie instytucja niezła, pożądana, a może wręcz konieczna. A to choćby dlatego, że z kupowanym produktem nie jesteśmy w stanie zapoznać się tak jak w sklepie. I nagle okazuje się, że cudowny dres ręcznie szyty przez piękne modelki pod Rawą Mazowiecką – jak wynika z opisów na Facebooku – to tak naprawdę tandeta z AliExpress. Oczywiście można by się było domagać zwrotu pieniędzy na podstawie przepisów o rękojmi, ale jednak instytucja odstąpienia od umowy bez podania przyczyny w niekwestionowany sposób procedurę tę ułatwia. Możemy ubranie przymierzyć, czasem nawet kilkanaście ubrań, w różnych rozmiarach i w komfortowych warunkach domowego zacisza. Dla niektórych sklepów internetowych jest to na tyle istotny i ważny punkt biznesu, że wspierają tego typu politykę, oferują darmową dostawę w obie strony, a nawet wydłużają czas na zastanowienie się do 100 dni.

Zastanawiam się jednak, czy w tym gronie powinna być np. elektronika

Ustawa o prawach konsumenta ogranicza katalog towarów, od których zakupu można odstąpić – wskazując tam np. perfumy czy artykuły higieniczne. Nie ma jednak w tym gronie elektroniki.

Elektronika to komputery, telefony, tablety, zegarki, lodówki, pralki, odświeżacze powietrza, termostaty, żarówki itd. To dziś absolutnie kluczowa gałąź zakupowa, po którą sięgamy coraz częściej i w coraz większej liczbie dziedzin życia.

Ustawa tego dokładnie nie precyzuje, natomiast Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów podpowiada w swoich interpretacjach, że w ciągu 14-dniowego okresu będącego przedmiotem rozważań w niniejszym artykule, z zakupionym przedmiotem możemy zapoznać się w taki sposób, w jaki zapoznalibyśmy się na wystawie w sklepie.

Tu oczywiście stwarza nam kolejne wątpliwości interpretacyjne. Bo oczywistym jest, że w sklepie odzieżowym możemy przymierzyć każde ubranie, we wszystkich rozmiarach. Ale jeśli poprosimy w sklepie z elektroniką, by sprzedawca wyniósł nam z zaplecza dowolnego Samsunga, odfoliował, a następnie odpalił, to ten przecież popuka się w czoło. Markety czy mniejsze sklepy z elektroniką na ogół dysponują pewną pulą sprzętów wystawowych, które z góry są skazane na ekspozycję do końca swych dni lub ostatecznie znajdują jakiegoś naiwniaka, który bierze telefon dotykany przez pół miasta w zamian za symboliczny rabat.

Jak zatem traktować zalecenia UOKiK-u w stosunku do elektroniki?

Nie wiem. Ktoś decyzyjny powinien jednak się nad tym zastanowić, ponieważ elektronika w o wiele gorszym stopniu od ubrań znosi „przymierzanie”. Mam tu na myśli przede wszystkim akumulatory, które jak na dzisiejsze standardy wciąż są technologią wysoce niedoskonałą. Kiedyś chciałem kupić słuchawki AirPods, ale Media Expert w przypływie dobroduszności zadzwonił do mnie z pytaniem czy nie przeszkadza mi to, że pochodzą ze zwrotu (przeszkadzało, przecież słuchawki douszne to już w zasadzie produkt higieniczny). Znajomy chciał zwrócić pralkę po jednym praniu, bo coś tam mu nie przypadło do gustu – sklep na szczęście, choć nie dla znajomego, odmówił. A inny znajomy regularnie coś sobie w ten sposób wypożycza, by po 14 dniach zwrócić. Politykę zwrotów marketów z elektroniką zna pewnie lepiej od ich prawników.

Ale sklepy nie powinny tych zwrotów akceptować

A przynajmniej nie powinny być do tego zmuszane. I jestem bardzo ciekawy czy sądy przychyliłyby się do mojej argumentacji. Zamówienie zafoliowanego smartfona w pudełku nie jest tym samym, co pobawienie się w sklepie, na wystawie, specjalnie do tego przystosowanym egzemplarzem. Każdy dzień korzystania ze smartfona realnie zmniejsza jego wartość.

Przemawia za tym ważny interes społeczny i ekonomiczny

Sklep, który dostanie iPhone’a wartego 5000 złotych na zwrot, bez podania przyczyny, bo ktoś się pobawił i mu się znudziło, traci nie tylko dlatego, że musi zasponsorować przesyłkę w jedną stronę, choć na całej operacji nie zarabia pieniędzy. Zostaje także z problemem, którym jest telefon – nie czarujmy się – ewidentnie noszący ślady użytkowania, jeśli nie widoczne, to możliwe do sprawdzenia w ustawieniach. Co z tym dalej zrobić? Zapakować raz jeszcze? Sprzedać ponownie? Stracić kolejne 300-500 złotych i puścić do outletu? Rozumiem, że nikomu nie jest szkoda wielkich bogaczy w sklepach o często zagranicznym kapitale, ale aktualny system ochrony praw konsumenta jest rażąco niesprawiedliwy dla przedsiębiorców w tym aspekcie.

Jest też niesprawiedliwy – jeśli komuś brakuje empatii dla biznesmenów – dla nas, ponieważ nigdy nie mamy gwarancji, że ten telefon, który dostaliśmy, nie był wcześniej przez kogoś używany. Takie przypadki zdarzają się nagminnie, nie raz opisywaliśmy nawet na Bezprawniku historie, że w kupionym w markecie nowym telefonie były cudze zdjęcia (choć to akurat był jeszcze telefon poserwisowy). Mam też poczucie, że tak skonstruowany system znajduje odzwierciedlenie w marżach narzucanych przez sklepy, ale równocześnie brak mi złudzeń, by po rozwiązaniu problemu marże te zostały zmniejszone.

Zmierzam do tego, że ochrona praw konsumenta w zakresie kilku kategorii produktów (mówimy o elektronice, ale przecież dałoby się to rozciągnąć jeszcze dalej) jest dziś rażąco nieproporcjonalna względem interesu sklepów, ale też paradoksalnie godzi w interesy innych konsumentów, którzy nigdy nie mają gwarancji, że są naprawdę pierwszymi posiadaczami swojego smartfona.

Nie jestem pewien czy w tym zakresie należy zmieniać przepisy, ale warto byłoby dać sklepom jakąś interpretację ze strony UOKiK-u, by te nie bały się odrzucać zwrotów od ludzi, którzy po prostu wypożyczają sobie drogie zabawki.

PARTNERZY:

206 odpowiedzi na “14 dni na zwrot elektroniki to kiepski pomysł, godzi w interesy sklepów i interesy konsumentów”

  1. Z drugiej strony NIE ZAWSZE da się obejrzeć produkt w sklepie stacjonarnym, by kupić „na pewniaka” w innym, z dostawą do domu – liczba modeli jest wielka, a w sklepach są tylko popularni reprezentanci. Sam kupując aparat fotograficzny, zwracałem uwagę także na szczegół typu „czy dobrze siedzi w ręce” – tego nie da się ocenić na oko.
    Zatem prawo do zwrotu nie powinno być ograniczone. Sklep internetowy oszczędza na tym, że nie musi płacić za powierzchnię handlową i zatrudniać sprzedawców i kasjerów – zatem nic mu nie będzie, jak nieco zaryzykuje.
    Pozdrawiam.

    • A czemu Ty nie zaryzykujesz?

      A co zatrudnienia. Sądzisz, że jesteś w stanie prowadzić w miarę prosperujący sklep internetowy bez zatrudniania ludzi i zapewnienia sobie powierzchni do działania? Jeżeli tak, to niewiele wiesz o tym biznesie.
      Klient chce towar natychmiast, więc musisz go mieć, co siłą rzeczy wymaga powierzchni magazynowej. Do tego jak już masz jako tako funkcjonujący sklep, to potrzebujesz obsługi bo sam nie dasz rady. Ktoś musi pakować, ktoś obsługiwać kanały sprzedaży i ktoś musi odpowiadać na, często głupie, pytanie klientów. Czy to telefonicznie czy mailowo. A wierz mi, że to ciężka i niewdzięczna praca, szczególnie jeżeli chodzi o polskiego klienta, który bardzo często jest klientem leniwym, nie chce mu się czytać opisów, a do tego sporo u nas upierdliwców (mam porównanie z klientami z całej Europy Zachodniej). Spróbuj to wszystko ogarnąć sam. A to tylko jeden wycinek tej działaności.

      • Słuszna uwaga na początku. Ja nie zaryzykuję, zdaje się sprawę z tego problemu dla sprzedawcy.
        Chcesz powiedzieć że sprzedawcy są zaskoczeni gdy klient im odeśle zakup?
        BTW sprzedawcy są też zaskoczeni że 14 dyniowy termin na zwrot pieniędzy jest liczony od daty złożenia oświadczenia a nie odebrania przez nich zwrotu. Też palą głupa że o niczym nie wiedzą.

        • Mnie nie stać z reguły na nowe, więc dla mnie takie rzeczy są ok. Dodajmy do tego że w Polsce ponad 1,5mln osób zarabia najniższą krajową więc myślę że dla nich to też są okazje!

      • Nikt nie twierdzi, że sklep internetowy nie musi zatrudniać ludzi ani posiadać powierzchni magazynowej. Ale jednak centralizacja sprawia, że zatrudnienie jest znacząco mniejsze. A i powierzchnia potrzebna do prowadzenia biznesu jest mniejsza bo czym innym jest magazynowanie a czym innym zorganizowanie przestrzeni wystawowej.

      • Ja nie zaryzykuję dla tego przy braku możliwości zwrotu nie kupię nic w twoim sklepie internetowym. Wybiorę sklep stacjonarny w którym nie tylko mogę obejrzeć produkt ale zobaczyć konkretną sztukę towaru przy zakupie. Mechanizm 14 dni na zwrot jest w dużej mierze odpowiedzialny za nakręcanie sprzedaży w sklepach internetowych. Klient wie, że nie zostanie oszukany (jeśli produkt będzie odbiegał od tego czego się spodziewał to go zwróci bez kosztów). Bez tego mechanizmu, kupowanie w sklepie internetowym obarczone jest większym ryzykiem co odstrasza kupujących.

        • Ale ja nic nie mam przeciwko 14-dniowemu okresowi zwrotu. Sam staram się nie kłócić z klientami, bo na dłuższą metę nie ma to sensu.
          Neguję tylko sytuację gdy klient kupuje sprzęt elektroniczny, otrzymuje zamówiona specyfikację, poużywa kilka czy kilkanaście dni (np. zabierze aparat w plener) i zwraca, bo mu nie pasuje. Nie masz takich możliwości w sklepie stacjonarnym. Możesz co najwyżej pobawić się sprzętem przy sprzedawcy. Taki sprzęt jest już używany, gwarancja już zaczęła itd. itp. biec i kto ma ponosić koszty spadku jego wartości?
          Ja na szczęście nie mam elektroniki w ofercie. Słaby i kłopotliwy biznes. Szczególnie jeżeli chodzi o polskich klientów.

          • To prawda. Spadek wartości jest istotnym problemem. Ja tylko zaznaczam, że ten mechanizm jest „naganiaczem” sprzedaży tak samo jak np. darmowa wysyłka i nie trzeba go traktować tylko w kategorii straty sprzedawcy.
            Warto jasno formułować warunki zwrotu – odklejone folie ochronne czy pozostawiona swoja konfiguracja na urządzeniu to potrącenie jakiejś kwoty ze zwrotu. Ważne by było to jasno i wyraźnie napisane w polityce zwrotów a najlepiej przy samym opisie produktu. Oczywiście samo rozfoliowanie/otwarcie opakowania nie może być podstawą takiego potrącenia.

  2. Ale przecież sklep oddaje pieniądze dopiero gdy otrzyma zwrot towaru. Więc jeśli nie nadaje się on do ponownej sprzedaży, po prostu nie odda klientowi ceny lub coś potrąci – powinien mieć to zapisane w warunkach, tym bardziej jeśli sprzedaje rzeczy za kilka tysięcy.

    • Nom, tak było w przypadku oczyszczacza powietrza, chyba nawet opisywanego tutaj lub na Spider’s Web. Ktoś oddał do sklepu po kilkunastu dniach korzystania i zdziwił się, że potrącili mu za zużyte filtry.

      Miło by było, gdyby wszyscy po prostu umieli współpracować. Do głowy by mi nie przyszło oddawać smartfon po dziesięciu dniach, bo czegoś tam nie spełnił. Przed takim wydatkiem robię gruntowny research, żeby zminimalizować ryzyko niezadowolenia – a jak coś niedomaga w wyniku projektu, to cierpię w milczeniu przez rok czy dwa użytkowania i biorę to pod uwagę przy kolejnym zakupie…

      Z drugiej strony o naprawę czy wymianę słuchawek za durne trzydzieści złotych, które zdążyły się zepsuć jeszcze na rękojmi, walczę ze sklepem jak lew mimo że wydatek niezauważalny. Zasady to zasady.

    • Współczuję sklepom.
      Produkt rozfoliowany, rozpakowany, często opakowanie nie nadaje się już w ogóle – bo było ciężkie do otwarcia (np. rzeczy w plastikach które można tylko rozciąć sekatorem albo piłą motorową)…
      i takie coś potem wraca do sklepu, a klient chce zwrot – i nawet jeśli sklep policzy sobie połowę to taki towar najczęściej już się nie sprzeda – bo każdy chce zapakowane i NOWE. Ja też.

      I dlatego uważam że te 10/14 dni na zwrot przy zakupach online to nieporozumienie.
      Jak ktoś chce się zapoznać z towarem to niech idzie do sklepu – jak jest pewny zakupu to niech kupuje online.

      • 1) Pakowanie produktów w ten sposób to patologia.
        2) dni to 14 całkiem rozsądną ilość czasu na zapoznanie się z towarem i jego ewentualny zwrot.
        3) Nie zawsze produkt jest dostępny w sklepie stacjonarnym, w szczególności do obmacania czy osłuchania.

      • Nie każdy chce kupować NOWE. Dla przykładu ja zawsze kupując coś, patrzę, czy nie ma tego w outlecie. Czasem można trafić -10%, czy -20% tylko z tego faktu, że produkt był odpakowany.

        • Był tylko odpakowany, trochę protestował Wiedźmina 3 czy tam innego Far Cry 5 przez dwa tygodnie, potem okazało się, że jednak się nie nadaje.

          • No i? Ja bym nie miał nic przeciwko kupieniu używanej gry z oficjalnego sklepu. Co innego, że usługi oraz dobra cyfrowe nie polegają 14 dniom zwrotu i możesz je oddać tylko całkowicie nieużywane, więc twój komentarz jest bezsensowny.

      • Takie opakowania o jakich pisze to złośliwość producentów. Ci też zdają siebie sprawę najakim rynku działają.
        Sprzedawcy powinni unikać tak zapakowanych produktów.

      • A co w takim razie z produktami, które można obecnie (bo pandemia) zakupić wyłącznie on-line? Też możliwość zwrotu 10/14 dni to nieporozumienie?

          • Te nie pierwszej potrzeby, których sprzedaż sklepowa została ograniczona i czasowo niedostępna przez pandemię.

          • Ciekawe. Też wierzysz w polski cud gospodarczy? A może niedługo będziesz śpiewał: „Polacy nic się nie stało”

          • Przestań pieprzyć.
            Wymień jakiś artykuł niedostępny w sprzedaży bezpośredniej albo zamknij jape trolu.

          • Wejdź na Amazona to zobaczysz. Są tam rzeczy nie do kupienia normalnie w sklepie, bo utrzymanie własnego punktu sprzedaży jest droższe niż zlecenie jej wyspecjalizowanym platformom. Tak więc firmy zamykają swoje sklepy stacjonarne i przenoszą sprzedaż do internetu .Czasem tworzą także własne sklepy internetowe. Mam tak kupioną zmywarkę, konkretnej marki i modelu. W sklepie nie było. Być może gdyby nie pandemia i ta zmywarka czekałaby na mnie w sklepie. Tak jest też z konkretną odzieżą, on-line widzę i mam wybór a w sklepie nie ma.

          • Nie było w sklepie 50 metrów od ciebie. To nie jest argument. I to nie jest artykuł pierwszej potrzeby.
            Bzdury opowiadasz i teraz usilnie szukasz jakichś wydziwionych argumentów.

            F16 też nie dostanę w sklepie przez pandemie! Tylko online! RZONDAM 14 dni na zwrot! I że mogę zwracać używki od razu.

          • Co się pieklisz? W drugim moim poście było, że chodzi o artykuły cyt:”nie pierwszej potrzeby”. A do sklepów z dużym AGD to większość z nas podjeżdża. Poza tym wyposażenie militarne podlega innym prawom zakupu. F16 to głupi przykład, narkotyki też.

  3. Pewnie byłoby mniej zwrotów też gdyby sprzedawcy korzystali częściej z możliwości robienia zdjęć towarom które sprzedają. Niejednokrotnie musiałem szukać w google produktu i liczyć że znajde go dzieś bo sprzedawca dał jedynie zdjęcie kartonu towaru. W czasach gdy robienie zdjęć jest banalnie proste i nawet nie wymaga kupowania specjalistycznego sprzętu bo smartfony są obecnie bardzo popularne jest naprawde bardzo dziwne że tak wiele sklepów internetowych czy aukcji allegro posiada tak kiepsko zareprezentowane towary.

    • Sklepy jak sklepy, ale przeczytaj sobie jakie wymagania co do zdjęć ma Allegro, eBay czy Amazon. Można je zrobić smartfonem, ale raczej nie zrobisz tego z marszu i bez jakiejś tam wiedzy i doświadczenia w fotografii, a przynajmniej dobrego tutoriala (korzystaś z doświadczenia innych).
      Nie każdy to umie.

      Inna sprawa, że wielu sprzedawcom się nie chce.

      • Co? Ja bez żadnego czytania i tutoriali robię po prostu zdjęcia i wrzucam. Chyba mam IQ 200, że bez szkoleń daję sobie radę.

          • Efekty są takie że nie kasują mi zdjęć. Czegoś jeszcze trzeba? Widocznie kradną zdjęcia z katalogów z produktami, albo z innych stron i potem płacz, że zdjęcia znikają.

          • Może masz po prostu talent i „czujesz” fotografię (bez złośliwości). Ale jak czasami patrzę na cuda robione samodzielnie to się zastanawiam, gdzie ci ludzie mają oczy ;-)

  4. Pewnie większość czytelników wie, że w Stanach istnieje możliwość zwrotu prawie wszystkiego w ciągu miesiąca, a Amazon w święta przedłuża ten okres do końca stycznia. I tak jak rozumiem argumenty podniesione w artykule, tak w tym wypadku bardziej niż interes sprzedawców cenię sobie komfort możliwości zwrotu towaru bez podania przyczyny, bez tłumaczenia dlaczego.

    Pewnie, że ludzie oszukują. Znajomy ochroniarz w supermarkecie opowiadał jak np. Klienci przynosili pół arbuza twierdząc że coś z nim jest nie tak i dostawali zwrot kasy. Komuś psuje się drukarka, więc kupuje ten sam model, a zepsuty odsyła czy odwozi do stacjonarnego sklepu i dostaje pieniądze.

    Ale ma się ten komfort, że jak coś nie podpasuje to bez problemów będzie można odzyskać kasę.

    kupiłem bratu dzwonek Ring w prezencie. Okazało się, że miałby spory problem z montażem. Odesłałem, dostałem zwrot. Wygoda. W tym wypadku cenię sobie mój własny interes wyżej.

    • Jeżeli sprzedawca przyjmuje zwrot drukarki nie sprawdzając numeru seryjnego to jego sprawa, jakby sprawdzał miałby od razu możliwość zgłoszenia próby oszustwa i cwaniaczek mógłby odpowiadać przed sądem.

    • Amazon to akurat ma to w nosie i dyma małych sprzedawców, którzy się tam wystawiają. Jak produkt jest tani, to z automatu oddaje kasę bez konieczności odsyłania towarów, do tego negatywnie wpływa na wewnętrzny „scoring” sklepu, od którego zależy pozycja w wynikach wyszukiwania. Sklep traci towar, pieniądze i spada niżej w rankingu a amazon jeszcze bierze z tego tytułu prowizję.

    • Nie ma, przecież problem leży w tym, że autor boi się dostać smartfon, którego akumulator został jeden raz w 20% rozładowany bo jakiś obcy człowiek go włączył na pół godziny czym zużył go w 0,05% a autor zapłacił za niego pełną cenę tym bardziej, że sam fakt dotknięcia przez obcego jest mu szczególnie obrzydliwy.

  5. jst jeszcze kilka problemów, nawet poważniejszych,

    mianowicie elektronika posiada możliwość zapisu danych, w sobie,
    a sklep sprzedawca nie musi umieć ich wyczyścić.
    niby nie problem sformatować,

    ale niektóre urządzenia trzeba zarejestrować w serwisie zdalnym producenta i np. skonfigurować regionalnie.
    albo użyć dołączonych jednorazowych kluczy aktywacyjnych.

    można tez wgrac wirusy czy spyware i odesłać.

    że już nie wspomnę, ze ktoś cwany może sprowadź urządzenie np. blotooth z innymi,

    • Niech się przerzuci na handel ziemniakami. Sorry, sprzedaż elektroniki, to usługa polegająca nie tylko na wysyłaniu zapakowanych pudełek, ale też na obsłudze posprzedażnej takiej jak serwis i obsługa zwrotów.

      • a jaki wpływ ma na przykład Media markt, na to że ktoś wgra im na zwrócony pen drive/kamerę/mp3player/routera virusa.

        Albo wykorzysta kody do aktywacji gier od, EA, czy bonusy Android PLay.

        Kto miałby to potem weryfikować?, odsyłac do producenta?
        nie po to jest to wszystko plombowane w warunkach fabrycznych.
        Trzeba angażować dodatkowych udzi do serwisu i obsługi klienta, żeby sprawdzali i blokowali konta sieciowe byłego klienta i generowali nowe kody przypisane dla nowego?

        Bo klient chce otrzymać coś co dział, i nie będzie maił problemów z gwarancja, bo jakis wewnętrzny numer seryjny się nie zgadza.

        A kto bedzie płacił za koszty tego, że sobie cwany klient potestuje i rozbebesza co tydzień inny model?

        a tak prosta znana metoda oszustwa, że kupujemy, jakieś urządzenie, a po ponad roku sie ono nam psuje.
        Zatrem kupujemy drugie takie samo jeśli jeszce jest w sprzedaży i następnie zwwracamy to zepsute. – ilu sprzedawców się zorientuje?

        • Jeśli sprzedawca nie odróżnia towaru używanego przez rok od nowego albo nie sprawdza numerów seryjnych to równie dobrze mógłby nie zamykać sklepu na noc, ostatecznie kradzież też jest niedozwolona.

          Kilka lat miałem sklep internetowy i zdarzyło mi się wysyłać warte kilkaset złotych towary nawet przed otrzymaniem przelewu i nigdy nie zostałem oszukany a ilość zwrotów była znikoma w stosunku do sprzedaży.

        • Sprzedawca dolicza kilkadziesiąt procent marży do ceny hurtowej. Wie jakie są przepisy i powinien być w stanie oszacować związane z tym ryzyko. Wreszcie zarabia na tym, że ma klienta, który w innym przypadku poszedłby do sklepu stacjonarnego. Jeżeli biznes mu się nie spina, to zawsze może go zamknąć. Umiejętność czytania i porównania numerów seryjnych również nie wydaje się być zbyt wysoko postawioną poprzeczką.

          • „Sprzedawca dolicza kilkadziesiąt procent marży do ceny hurtowej.”

            Czy ty wiesz na jakim świecie żyjesz? w elektronice 10% marży to jest max co uda ci się dodać jeśli chcesz w jakimkolwiek stopniu konkurować ceną z gigantami którzy kupują telefony na kontenery i mają lepsze ceny. W większości jest to około 5% a bywa że towar sprzedaję się bez zysku lub nawet ze stratą licząc na to że odrobisz stratę sprzedając akcesoria do tego sprzętu na których marża zwykle już jest większa.

          • Sprzedawca dolicza kilkadziesiąt procent marży do ceny hurtowej.

            Czy ty wiesz o czym mówisz? W elektronice 10% marży to absolutne maximum jakie możesz osiągnąć aby utrzymać poziom cen rynkowych narzucanych przez największych graczy. W większości marża wynosi około 5% a bywają produkty zupełnie bez zysku a nawet sprzedawane ze stratą bo są popularne i liczysz na to że odrobisz stratę sprzedając akcesoria do nich na których marża jest już większa.

  6. Nie wyobrażam sobie kupić czegoś online bez prawa do zwrotu.
    Kupię TV nagle okaże się obraz nie taki jak sobie życzyłem i co mam z nim zrobic? Przecież w sklepie tego nie sprawdze na podstawie wystawy, nie ocenie jakości dźwięku w słuchawkach, większości rzeczy nie sprawdze.

    14 dni na zwrot to rozsądne optimum i precz z lało, bo kupujący też musza mieć jakieś prawa. Sklepy sprzedają towary których nie maja na stanie przytrzymują są to pieniądze i tu już jest ok:)

  7. Przecież to prawo pozwala sprzedawcy na obciążenie klienta kwotą, jaką utracił produkt przez użytkowanie. Jeśli sprzedawca stwierdzi, że po odfoliowaniu nie może sprzedać produktu jako nowy i musi go wystawić z outletu za 20% mniejszą cenę, to może zwrócić pierwotnemu nabywcy jedynie 80% kwoty.
    Mało który sklep z tego korzysta, a może jakby zaczął, to wtedy klienci cwaniacy by się szybko nauczyli, żeby nie nadużywać swoich przywilejów.

    • Problem w tym, że np. na Allegro możesz się spodziewać w takim wypadku oceny negatywnej. A ich obecna polityka powoduje, że to może mocno ograniczyć CI sprzedaż. Podobnie jest na Amazonie. Na eBayu nie jest to tak odczuwalne, ale też funkcjonuje.

      • Oceny na allegro są nic nie warte. Sprzedawca może odpowiedzieć na negatywny komentarz i nawet jeśli kłamie to allegro ma to w nosie i oferuje co najwyżej usunięcie Twojego komentarza. Nie raz miałem sytuację, w której sprzedawca w odpowiedzi twierdził że się dogadaliśmy na rekompensatę podczas gdy żadnego kontaktu z jego strony nie było i dopiero po interwencji allegro oddawał kasę.

    • Jeśli bez odfoliowania nie można sprawdzić funkcjonowania urządzenia to nie można obciążyć klienta żadnym kosztem. Telefon możesz włączyć bez zdejmowania folii z ekranu ale jeśli jego opakowanie jest zafoliowane to taką folie usunąć możesz.

    • Możesz odpakować produkt, ustawodawca przewidział tak proste „sztuczki” jak robienie jednorazowych opakowań. Założenie jest takie, że jeśli towar nie został zużyty, to przedsiębiorca potrafi go z powrotem zapakować w opakowania jakie sobie wymyślił (wraz z producentem).

      Jednak mogą się czepiać wszystkiego co jest ponad zwykłym użytkowaniem – każdej rysy, usunięcia folii ochronnej i każdej zmiany w softwerze (zbyt duży czas działania urządzenia albo nieposprzątanie swoich osobistych konfiguracji).

    • Nie. Możesz nawet odesłać produkt bez oryginalnego pudełka i wtedy również masz prawo do pełnego zwrotu. Sprzedawca może nie dać Ci pełnego zwrotu jedynie w sytuacji gdy wykroczyłeś poza normalne użytkownie sprzętu.

      • Byś musiał dokładne prawo zacytować, bo nie chce się sprzeczać, a jak kiedyś (z rok temu) szukałem o tym informacji to była mowa o potrąceniu utraty wartości(w tym m. in. przez rozpakowanie) , a nie o jakimkolwiek użytkowaniu zgodnym lub niezgodnym z przeznaczeniem. :) No ale aktualnie nie poprę tego twardymi zapisami, bo nie mam czasu na szukanie, więc mogę się mylić.

          • Morele całkowicie odmawiało zwrotu towaru w przypadku kiedy konsument odbierał towar osobiście w punkcie, albo jak miało naruszone opakowanie. Nie ma to nic wspólnego z tym o czym piszemy. :) Bo przyjąć ma obowiązek, ale zwrócić 100% pieniędzy już nie.

          • No akurat w tej sprawie faktycznie nie jest wskazane, czy klient powinien dostać pełen zwrot czy nie, ALE biorąc pod uwagę uzasadnienie UOKiK, to tak należy chyba to rozumieć, skoro stwierdzili, że nie można wymagać pudełka w idealnym stanie bo pudełko może ulec zniszczeniu podczas transportu, a przecież klient może się rozmyślić i po prostu odebrać paczkę i od razu ją oddać, a w takiej sytuacji mimo, że nic z paczą nie robił, to i tak pudełko nie jest w idealnym stanie.
            Warto przeczytać np. taki fragment z artykułu:
            Po raz kolejny do rejestru klauzul zakazanych UOKiK trafiło postanowienie zastrzegające, że zwracany towar ma być nienaruszony i bez śladów eksploatacji. I po raz kolejny należy wyjaśnić przedsiębiorcom stosującym tego typu postanowienia, że „nienaruszony” czy „bez śladów eksploatacji” to sformułowania na tyle nieostre, że nie powinno się nimi definiować warunków we wzorcach umów. Zgodnie bowiem z art. 385 § 2 zdanie pierwsze k.c., wzorzec umowy powinien być sformułowany jednoznacznie i w sposób zrozumiały.

            Konsument ponosi odpowiedzialność za zmniejszenie wartości rzeczy, które nastąpiło w wyniku korzystania z niej w sposób wykraczający poza konieczny do zapoznania się z rzeczą (art. 34 ust. 4 ustawy o prawach konsumenta). Konsument zatem ma prawo do zapoznania się z zakupionym przedmiotem.

            Aby przejrzeć książkę – trzeba ją otworzyć czy przekartkować; aby stwierdzić, czy nabyte ubranie jest dopasowane, należy je przymierzyć; aby sprawdzić, czy sprzęt AGD działa – trzeba go podłączyć do prądu i uruchomić; aby wypróbować telefon czy aparat fotograficzny, najczęściej należy wyjąć przedmiot z opakowania, zdjąć folie ochronne, włożyć baterie, włączyć i wypróbować. Tego typu zachowania nie gwarantują, że zakupiony towar pozostanie w „stanie nienaruszonym” – wręcz przeciwnie: najczęściej podczas zapoznawania się z nabytym przedmiotem ogólny stan rzeczy zostanie przecież „naruszony”.

            Przedsiębiorca, który zastosował we wzorcach umów w ramach handlu elektronicznym zapis:

            „Zwrócony towar powinien być w stanie nienaruszonym, w tym powinien być kompletny, w fabrycznym opakowaniu, nie może nosić śladów eksploatacji” – kształtuje prawa i obowiązki konsumenta w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami i rażąco narusza jego interesy. Ponadto konsument nie ma możliwości indywidualnego uzgodnienia postanowień wzorca umowy.

  8. Zwrot takiego iPhona na przykład jest tym gorszy że po uruchomieniu ruszyła mu gwarancja i sklep nie jest wstanie tego raczej zatrzymać :(

      • Gwarancja na produkty Apple jest liczona od pierwszej aktywacji. Żaden sklep w Polsce Ci nic nie „odchaczy” bo w tym dzikim kraju nawet nie ma oddziały tej firmy, tylko wirtualne biuro do rozliczania VATu

  9. Możliwość odesłania towaru występuje chyba we wszystkich cywilizowanych krajach. Jeżeli sklep otrzymuje towar, którego nie można przywrócić do stanu fabrycznego ze względu na zmiany danych w urządzeniu, zniszczenie plomb na pudełku itd. to wystawia takie urządzenie w obniżonej cenie z zaznaczeniem, że towar jest ze zwrotu i wszystko na ten temat. Skoro powszechnie sprzedaje się elektronikę przez internet, to wygląda na to, że pomimo obowiązku przyjmowania zwrotów jest to działalność opłacalna. Co więcej – kupując np. klawiaturę nie mam pojęcia, czy będzie mi ona odpowiadać i gdyby nie możliwość zwrotu, to kupiłbym ją w sklepie stacjonarnym.

  10. Nie. To nie jest „kiepski pomysł”. Tak jest, przyjacielu kapitalisto, niech tylko poprawię Ci cylinder i odpalę cygaro, żebyś się nie zmęczył…

    To jest doskonały pomysł, który służy stronie słabszej i wzmacnia konkurencję na rynku. Ten, kto nie będzie sobie potrafił poradzić z oszustami działającymi tak, jak w opisanym artykule – wypadnie z rynku a na jego miejsce przyjdą tacy, którzy sobie poradzą.
    Absolutnie nie widzę powodu, żeby z powodu lenistwa i krokodylich łez „januszy biznesu” rezygnować z tego, co jest działaniem w interesie strony słabszej.

    Nie. Biznes to nie jest miejsce dla płaczliwych pi%d, które nie potrafią wyrobić dość zysku żeby zapłacić pracownikom, pokryć straty i poradzić sobie z ochroną swojego biznesu. Jak cię nie stać na prowadzenie firmy, nie umiesz tego robić zgodnie z ustalonymi zasadami, to pakuj mandżur i idź je%ać na taśmie w fabryce.

  11. Bardzo ciekawe podejście. Pracuję w sklepie internetowym dużej polskiej sieci elektomarketów i na co dzień spotykam się z kwestią odstąpienia.
    Na wstępie zbaczając z tematu – marże na telefonach są bardzo niskie, a w przypadku niektórych producentów nawet zdarzają się ujemne – warunek producenta, że dostarczy premierowo produkty z innej kategorii.
    Natomiast kwestia przyjmowania zwrotów to często już strategia konkurencyjności. Sprzedawca godzi się na zwroty lekko używanego sprzętu, nie obniżając wartości zwrotu o 10/15/20%, mimo że ustawa na to pozwala (napoczęte pudełko, uruchomiony system, zrobione pranie itp), po to, żeby nie robić sobie złej reklamy. Czasem to jest kwestia pewnego marginesu, w którym osoby oceniające zwracany produkt i decydujące o wycenie, mogą się poruszać.

    • Ustawa pozwala zapoznać się z zakupionym towarem w określonych ramach (tzw. zwykłego zarządu) a nie tylko przyjrzeć się zaklejonemu pudełku. Obniżyć kwotę zwrotu można jeśli klient w jakimś procencie zużył przedmiot zakupu a nie jego opakowanie którego nie można zniszczyć ale można otworzyć w sposób przewidziany przez producenta.

  12. To jest moje ulubione prawo konsumenckie!
    Nie, nie dlatego, że jestem wypożyczaczem. Nie zwracam rzeczy które kupiłem, a jeśli już, to nieodpakowane*

    Tyle, że jest pewien wyjątek.
    Kupiłem mikser, ma fabrycznie rozwaloną wtyczkę sieciową? Zwrot.
    Kupiłem smartfona, po 5 godzinach używania się zawiesił i wyresetował do fabrycznych? Zwrot.
    Urządzenie ma inne parametry niż miało mieć? Zwrot.
    Przysłali egzemplarz z baterią zjechaną? Zwrot.

    Gdyby nie to, musiałbym się użerać z dziwnymi praktykami reklamacyjnymi/rękojmiowymi sprzedawców. Zdarzyło mi się kupić niestety stacjonarnie towar z wadą fabryczną (odkrytą przy pierwszym użyciu) – i co? Owszem, ostatecznie dostałem nówkę sztukę, ale trwało to prawie 2 miesiące!

    To prawo to jedyna sensowna ochrona przed Januszami, którzy właśnie wyślą ci poserwisowy telefon w cenie nowego.

    PS. bardzo chętnie kupuję elektronikę po zwrotach, jeśli jest niezniszczona.

  13. Popieram, przepis powinien zostać natychmiast zlikwidowany, od tego momentu zaczął bym kupować tylko u tych którzy zachowali by prawo do zwrotu dobrowolnie. Wiedziałbym, że u takiego sprzedawcy również ewentualne problemy w okresie gwarancji będą załatwiane uczciwie i w poszanowaniu klienta.

  14. Autor chyba raczył zapomnieć, że nie wszyscy mieszkaja w Warszawie i mają w okolicy sklepy z wszystkim co im przyjdzie do głowy. Dzięki takim przepisom wszyscy obywatele mają równy dostęp do możliwości zakupu atrakcyjnych towarów w najkorzystniejszej cenie. A jeśli do tej grupy dołączyć też osoby starsze, osoby niepełnosprawne. Dla nich zakupy stacjonarne to mordęga no ale po co emerytowi nowy smartfon. Przez takich redaktorek boi się że jego nowiutki gadżet będzie dotknięty przez jakiegoś obcego co może rąk nie mył po sikaniu. To straszne!

  15. Moim zdaniem przepisy powinny być zaktualizowane, ponieważ one dają dużo możliwości wyłudzeń przez konsumenta np.:
    – klienci którzy zakupili telefon samsung mogą skorzystać z różnych promocji – najczęściej jest to cashback – telefon zostaje uruchomiony w celu wypłacenia pieniędzy po czym zostanie zwrócony do sklepu.
    – zakup konsoli w zestawie z grami – często tam są klucze do subskrybcji, lub licencje do pobrania gier.

    W tym przypadku sprzedawca nie ma możliwości zweryfikowania, czy dany klient nie uszczuplił wartości produktu.
    Szkoda, że polskie prawo nie nakłada odpowiedzialności na producentów, co by znacznie ułatwiło sprawę.

    • W przypadku opisywanego cashback podejrzewam, że są jakieś mechanizmy przeciwdziałania nadużyciom, ale jest to ciekawy przypadek. W przypadku konsol w większości gry z zestawu są dodawane na fizycznym nośniku, który musimy oddać wraz z konsolą (zwrot zestawu) i do tego nośnika jest przypisana licencja. Często produkty sprzedawane z ‚kodami’ na gry lub inny soft są rozkradane przez sprzedawców.

      • Jeżeli chodzi o kody do gier, to coraz rzadziej są dodawane na fizycznych nośnikach, najczęściej jest to włożona kartka z kluczem, a jedyna plomba to ta na głównym opakowaniu konsoli.

        Odnośnie samego cashbacku charakter wyłudzeń na razie jest incydentalny, aczkolwiek narasta. Problem powstaje później gdy kolejny klient zakupi ten sam telefon i będzie chciał skorzystać z promocji ,a tu zonk i zaczynają się przepychanki klient > sprzedawca > producent..

        • Nie wiem jak z Microsoftem, ale na PS bardzo żadko jest kod do gry (Sony ogólnie udostępnia tę możliwość ale jej nie lubi). Jedyna gra jaką dostałem do konsoli to produkcja „To właśnie Ty”, która jest raczej mało ciekawym kąskiem do odsprzedaży. Większość zestawów jest tworzona przez sklepy, nie samo Sony aby podbić sprzedaż – zwłaszcza teraz kiedy pojedyncze sztuki PS 5 wpadają do obrotu.

  16. O ile byłbym w stanie się zgodzić z tym, że zwroty elektroniki nowej powodują spore problemy, w tym straty po stronie sprzedawcy, o tyle nie zapominajmy o rynku elektroniki używanej. Tutaj potrzebny jest mechanizm zabezpieczający przed tym, że produkt używany w stanie „idealnym, jak to mówią igła” okazuje się takim „z bardzo wyraźnymi oznakami zużycia”. Często zdarza mi się kupować produkty elektroniczne używane i o ile sam ze zwrotu z tego co pamiętam nie skorzystałem, to jednak uważam, że tutaj taka możliwość powinna pozostać.

  17. Jedno z najbardziej przydatnych pro-konsumenckich praw. I właśnie najlepiej się sprawdza w przypadku elektroniki. W życiu zdarzyło mi się zwrócić w ten sposób 2 albo 3 produkty (z czego jeden to był odkurzacz do popiołu, który zatkał się w 2s po włączeniu – nie sposób sprawdzić czegoś takiego w sklepie) i nie doświadczyłem problemu. Jak widać sprzedawcy ogarnęli ten problem i nie bankrutują masowo z uwagi na to prawo. Ile osób w praktyce miałoby siły na takie ciągłe wymieniania sprzętu i żonglowanie nim? Nowy telefon, konfigurować, ustawiać, korzystać przez 7-10 dni, pamiętać o spakowaniu, odesłaniu, sprawdzeniu zwrotu kasy, odłączeniu od usług i tak z 30 razy w trakcie roku?

  18. Czasem ma to sens. Np części komputerowe. Ostatnio odsyłałem pamięć, bo laptop złe z nią działał chociaż była kupiona zgodnie z zaleceniami producenta single rank

  19. Mamy wolny rynek. Nikt nikogo nie zmusza do prowadzenia działalności gospodarczej. Jak ktoś sobie nie radzi że sprzedażą elektroniki to może zmienić branże. Zwrotu na majty nie musi przyjmować. A i pewnie marże na gatki są wyższe niż na elektronikę.
    Więc o co te całe bicie piany.
    Komuś się marzy socjalizm?
    Powtórzę – mamy wolny rynek.

  20. No nie powiem, że się zgadzam z przedstawioną tezą. Sam też raz musiałem zwracać zakupioną na allegro elektronikę – konkretnie pamięć RAM, która uparcie nie chciała współpracować z żadnym z moich laptopów (wykrywała się prawidłowo, ale zarówno Windows jak i Linux nie chodziły wcale, albo bardzo niestabilnie). Nie mając możliwości stwierdzić, czy jest uszkodzona, czy po prostu w jakiś sposób niekompatybilna (parametry były ok, bo kość innego producenta o tych samych parametrach była spoko) po prostu zwróciłem towar.

  21. By mieć czyste sumienie – części komputerowe kupuje zasadniczo wyłącznie na allegro i wyłącznie używane . Nie zawsze mam pewność czy stary komputer czy laptop poradzi sobie z nowszym dyskiem czy procesorem mimo zgodności na papierze. Dlatego by moralnie mieć czyste sumienie wolę kupować używane .

  22. Z drugiej strony elektronika to również wiele stosunkowo prostych urządzeń, które często są zwyczajnie kiepskiej jakości. Kilkukrotnie zdarzyło mi się kupić jakiś „bzdet”, którego producent zwyczajnie polegał na tym, że sprzęt był zbyt tani, żeby konsument się chciał użerać z procedurą reklamacji. To z resztą istotny argument, dla którego kupuję na Amazonie mimo że jest trochę drożej niż na ebay (nie mieszkam w Polsce): zwrot to kilka kliknięć i spacer do pobliskiego punktu Hermes, DHL albo UPS. W przypadku tego ostatniego nie musiałbym nawet pakować do wysyłki.

    Rekordem był switch HDMI w jakości tak fatalnej, że nawet wtyczka zasilania nie wchodziła cała do gniazdka…

  23. A co z nieuczciwymi sprzedawcami którzy oferują produkt inny niż w opisie? Dziś jest problem z rękojmią. Sklepy nie chcą przyjmować uszkodzonych NOWYCH towarów tworząc często że to użytkownik uszkodził towar, pomimo że to nie prawda! Także obie strony mają za uszami, lecz to konsument z reguły jest na gorszej pozycji!

  24. Sam pomysł na umożliwienie zwrotu zakupionego towaru jest dobry. Problem w tym, że ludzie źle z tego korzystają – odsyłają produkty porysowane, z zerwanymi foliami ochronnymi, uszkodzonymi pudełkami itp. Moim zdaniem sklepy nie powinny przyjmować takich zwrotów, a już na pewno nie powinny zwracać pełnej kwoty za produkt.

    Zdarza mi się zwrócić jakiś produkt, gdy z jakiegoś względu mi nie odpowiada, albo gdy tuż po zakupie gdzieś pojawia się lepsza oferta (np. wyższy model w cenie mojego). Wiem, że to cebulactwo, ale zawsze odsyłam towar w takim stanie w jakim do mnie dotarł, by sprzedawca nie miał strat z tego powodu.

    Inną sprawą jest to, że często kupuję produkty z outletu, co pozwala utrzymać w ryzach studencki budżet ;)
    Widzę jednak, że ludzie kompletnie nie szanują kupionych rzeczy i produkty z przeceny (oznaczone jako pochodzące ze zwrotu) często mają zniszczone opakowania (np. z powodu oderwania taśmy klejącej) oraz są zarysowane w taki sposób, że trudno byłoby tego dokonać przy normalnym użytkowaniu.

  25. 14 dni na zwrot to jest prawo, a nie kiepski pomysł i tyczy się wszystkich produktów, a nie tylko elektroniki. Nie można tak podchodzić do prawa że wszystko można do 14 dni, ale elektroniki nie. Ja w Media Expert kupowałam ostatnio mikrofalówkę i mimo opisu okazała się niewystarczająca dla mnie bo za słabo rozmrażała – odstąpiłam od umowy i wzięłam inną, a ta już jest okej. Przykład anegdotyczny, ale weźcie to pod uwagę z punktu widzenia praw konsumenta. Wątpię że jest dużo takich ludzi, którzy zamawiają, korzystają 2 tygodnie i oddają, bo tak czy owak ponoszą koszty. Nie tylko pieniężne – czas to też koszt.

    • To mało? Ile byś chciał 100%?
      Samsung A51-1169pln*40%=467,60pln to źle? Pracownikowi 100pln dzień(najniższa krajowa oczywiście w takich sklepach) no i minus, media, ZUS około 1k, wynajem zależnie od lokalizacji, wielkości, i innych czynników podzielone przez 30. A ile jeszcze akcesoriów się sprzedaje oraz innych rzeczy to nie wspomnę! Handel internetowy aktualnie zbiera swoje największe żniwo!

  26. Nie rozumiem autora dlaczego elektronika ma być wyłączona możliwości zwrotu?
    Ubrania które ktoś na sobie nosił można zwrócić, a monitora np. nie?
    A jak mam sprawdzić wartości użytkowe np. monitora przez internet?

    Akurat ostatnio kupowałem monitor do wyświetlania różnych krótkich filmów.
    Praktycznie nigdzie nie ma w specyfikacji informacji jakie porty HDMI/DP obsługują jakie możliwości (np.4k/60p). W specyfikacji jest 4k/60p, a po znalezieniu instrukcji można doczytać, że tak, ale tylko na 1/2 z 3/4 portów i po włączeniu odpowiedniego ustawienia.
    Na koniec, po „doktoryzowaniu” się w instrukcjach obsługi zakupiłem monitor, który w momencie kiedy przełączał się pomiędzy inną częstotliwością odświeżania ekranu przez 26 sekund !!! pokazywał zamiast filmu reklamę swojej marki. Niektóre filmy są krótsze. Dokładnie tyle samo czasu i tak samo wygląda uruchomienie monitora.
    Nie ma na ten temat ani słowa w instrukcji, na stronie producenta czy sprzedawcy.

    I dlatego, że to jest elektronika mam nie mieć możliwości zwrotu?

    A telefony?
    Proszę bardzo – dlaczego przed kupnem nie ma możliwości zapoznania się z tym co muszę zaakceptować?

    Oprogramowanie? (którego notabene nie można zwrócić)
    Dlaczego nie mam możliwości zapoznania się z licencją zanim zakupię produkt, którego nie można zwrócić?
    A jak ja z jakiegoś powodu nie mogę zaakceptować tych warunków to co?
    Drogi ciężarek do papieru?

  27. >Rozumiem, że nikomu nie jest szkoda wielkich bogaczy w sklepach o często zagranicznym kapitale

    Dokładnie tak nikomu nie szkoda wielkich korporacji a państwo powinno stawiać ponad ich prawa prawa obywatela.

  28. Zmierzam do tego, że ochrona praw konsumenta w zakresie kilku kategorii produktów jest dziś rażąco nieproporcjonalna względem interesu sklepów

    No i dobrze, przecież o to chodziło.

    konsumentów, którzy nigdy nie mają gwarancji, że są naprawdę pierwszymi posiadaczami swojego smartfona

    To niech odeślą. Mają na to chyba z rok (no bo jak nowy smartfon nie był nowy, to to jest niezgodność z umową).

    Proszę bardzo, niech nie akceptują zwrotów. Amazon chętnie przejmie ich bazę klientów. I wtedy to też pewnie będzie dla nich „niesprawiedliwe”.

  29. no to macie przykład z życia wzięty, w zeszłym tygodniu znajomy kupił ruter, bo mu pokrycie wifi z modemu upc przestało wystarczyć, a że mieszka w miejscu gdzie komputer wykrywa 20 sieci w pobliżu to poradziłem mu żeby kupił przez Internet, wybrał wypasiony model asusa, za ponad 1k i co?
    okazało się ze suma summarum ma mniejszy zasięg niż ten z upc :{
    wiem, wiem, w „dualu” było dobrze, ale on ma specyficzna sytuację, ma osobne sieci na 2,4 5g

    i co, powinien zostać z modemem niespełniającym jego wymagań?

    odesłał i teraz weźmie 2 który może pokryje mu mieszkanie tak jak chce.

    Więc te 14 dni to dla niego jak znalazł

  30. Autor tego tekstu to jakiś niedorozwój umysłowy.
    Pomijam fakt, że dzisiaj wszyscy starają się sprzedać byle bubel po zawyżonej cenie, którego bez prawa zwrotu nie byłoby jak sprawdzić.
    Pomijam jakieś głupie stwierdzenia typu: ” elektronika w o wiele gorszym stopniu od ubrań znosi „przymierzanie””.
    Największym idiotyzmem jest stwierdzenie, że prawo do zwrotu jest niekorzystne dla sprzedających. Totalny kretynizm. Ile razy kupiłem coś z myślą „a, zobaczę sobie, najwyżej oddam”, a później okazało się że „w sumie fajne” i nie oddałem. Albo zapomniałem oddać na czas. Albo komuś z domowników się spodobało. Wycofanie tego prawa sprawiłoby tylko tyle że bym bardziej myślał nad tym co kupuję i czy jest mi to aby na pewno potrzebne. Czyli kupowałbym mniej niepotrzebnych gratów.

  31. Autor tekstu dopuścił się błędu. Osoby o których mowa nie pożyczają tego sprzętu. Za taką usługę to się płaci. Oni nie płacą.
    Może to było rozwiązanie. Sklep potrąca kwotę o jaką spadła wartość urządzenia w wyniku „testowania”.

  32. Prosta sprawa. Nosi ślady użytkowania nie przyjmuję zwrotów. Chcesz podotykac sprawdzić? Idź do salonu i tam są testowe egzemplarze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *