Amatorski coaching zepsuł cały zawód, bo teraz każdy może być coachem

Społeczeństwo dołącz do dyskusji (125) 14.02.2019
Amatorski coaching zepsuł cały zawód, bo teraz każdy może być coachem

Emilia Wyciślak

Amatorski coaching daje popalić prawdziwym fachowcom. Przez coachów-oszustów cierpi wizerunek całego zawodu i z tego też powodu profesjonaliści się na nich zżymają. 

Wysyp coachów-amatorów jest prawdziwą zmorą na rynku coachingu i możemy się o tym przekonać, czytając choćby fanpage Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty. Niekompetentni ludzie, którzy zwietrzyli łatwy biznes, są zauważalni wszędzie. Generują krótkie, „motywacyjne teksty”, zazwyczaj wyprodukowane w Canvie. Pozwolę sobie taki napisać:

amatorski coaching
Za ten coaching należy się dwa miliony pesos

Jeśli nasz coach, zamiast słuchać, zaczyna rzucać poetyckimi tekstami, które moglibyśmy wymyślić na poczekaniu, to znaczy, że mamy do czynienia z amatorem. Coaching polega bowiem na planowaniu przyszłości i udzielaniu rad oraz wskazówek, ale te rady i wskazówki nie mogą brać się z fanfiction do Mistrza i Małgorzaty. Musimy najpierw sprawdzić, czy coach w ogóle ma wykształcenie kierunkowe, z kim współpracował wcześniej, czym się może pochwalić. Dla przykładu, czym różni się coaching dla kobiet od coacha Stanisława?

Żyjemy jednak w czasach, w których mogę przestawić sobie przed imię i nazwisko słowo „Coach” i być wróżką, obiecywać niczym polityk, nęcić nas do siebie i nakręcać markę na własnym nazwisku. To również znak, że jest to amatorski coaching. Poza tym powinien mieć certyfikat z Izby Coachingu. Jeśli go nie ma, to tylko oszust, można się rozejść. O sprawie donosi Puls HR.

Amatorski coaching zmorą rynku

Amatorski coaching sprawił, że cały zawód traktowany jest z przymrużeniem oka. Sami na Bezprawniku często rozprawiamy się z różnego rodzaju amatorami. Rzecz w tym, że to robi krzywdę prawdziwym profesjonalistom i odbiera im wiarygodność: kiedy ktoś mówi „jestem coachem”, wielu ludzi uśmiecha się ironicznie i myśli od razu „kto ci ukradł marzenia”.

Okazuje się też, że problem z coachami mają duże firmy. Trudno jest czasem określić, czy mamy do czynienia z kimś dobrym. Co, jeśli się ośmieszymy, wybierając takiego, który tak naprawdę robi sobie biznes w sieci, sprzedając głodne kawałki? Najczęściej udzielają się oni na portalach karierowych, gdzie, jak się szybko okazuje, są demaskowani przez śmieszne i straszne zdania, stworzone jak pod linijkę. To tam na jaw wychodzi fakt, że nie mają oni większych umiejętności.

Krótki kurs na „coaching” przejść może każdy w Wyższej Szkole Robienia Hałasu. Później mają tylko średnio wartościowy dokument, który tak naprawdę mówi o nich tyle, że nie bardzo rozumieją, o co w tym wszystkim chodzi.

W ten oto sposób zawód, który miał potencjał na przyszłość, poddany został erozji. Pozostaje samemu upewniać się, czy mamy do czynienia ze specjalistą, który pomoże nam zaplanować przyszłość – i co za tym idzie, karierę – czy też z żądnym pieniędzy karierowiczem, który chce skakać po naszej głowie, by zarobić więcej pieniędzy.