Nie udało się – jakże zaskakujące – wygrać Apple konfrontacji z a.pl rzekomo naruszającego znak towarowy giganta, więc teraz  postanowił powalczyć o domenę ap.pl. 

Do Artura Janiszewskiego domena ap.pl należy od 13 lat, a więc rejestrował ją – na potrzeby firmy Art Production – w czasach, kiedy polski internet jeszcze raczkował, a Apple dopiero powstawało z gruzów wraz z pierwszym iPodem. Najpierw pod tym adresem znajdowała się firma produkująca materiały promocyjne. Od jakiegoś czasu Janiszewski prowadzi tam sklep z akcesoriami i serwis. Faktem jest, że głównie urządzeń wyprodukowanych przez Apple.

Wielkie musiało być jednak zdziwienie właściciela serwisu, gdy od amerykańskiego giganta technologicznego pismo wzywające do nieodpłatnego przekazania domeny na rzecz Apple ze względu na skrótowość i fonetyczną zbieżność z nazwą znanego przedsiębiorstwa. Odmowa spotkała się z wystosowaniem liczącego 600 stron pozwu domagającego się wydania domeny firmie. W międzyczasie pojawiła się też propozycja odsprzedania domeny za kwotę 6 tysięcy dolarów. Sprawa znajdzie swój finał w ramach rozstrzygnięć sądu polubownego ds. domen internetowych w Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji.

– 6 tysięcy dolarów to cena – jak na dwuliterową domenę – znacząco odbiegająca od realiów polskiego rynku handlu domenami nawet bez konotacji ze światowym mocarstwem technologicznym – komentuje sprawę Jakub Kralka, prawnik odpowiedzialny w zespole Bezprawnik.pl za zagadnienia z pogranicza nowych technologii.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

– Fakt, iż tematyka strony poświęcona jest urządzeniom marki Apple wpływa na niekorzyść właściciela domeny. Ale tylko ten fakt. Z drugiej strony koncern musi liczyć z tym, że słowo „apple” występuje w mowie potocznej i nawet przypadkowe podobieństwa nie muszą wskazywać na jednoznaczne powiązania z firmą Tima Cooka. Polakowi trudno jest zarzucać fakt, iż domenę zarejestrował w rozszerzeniu krajowym .pl. Nie może być też mowy o fonetycznym podobieństwie, na które tak wskazuje Apple. „Ap Pe El” – jak czytamy nad Wisłą – nie ma bowiem wiele wspólnego z wymową „epyl”. Ponadto „Ap.pl” to wciąż nie „Apple” i wydaje mi się, że gubi się tu ustawowa przesłanka ryzyka wprowadzenia w błąd. Nie wyobrażam sobie, by sąd mógł w takich okolicznościach stwierdzić naruszenie prawa ochronnego na znak towarowy – wylicza prawnik.

Najwyraźniej Apple nie chce zrozumieć, że Polska to nie archipelag Tua Tua, gdzie rządzi szaman i prawo natury, ani nawet nie Stany Zjednoczone, gdzie elementem kultury prawnej są spory z pogranicza kabaretu. A może po prostu firma liczyła na uległość właściciela domeny?