Drony o masie powyżej 250 gramów będą rejestrowane, a w przyszłości może istnieć system zarządzania ich ruchem, podobny do kontroli ruchu lotniczego. Komisja Europejska bardzo chce uregulować bezzałogowce, a to oznacza stworzenie nowych procedur dla przestrzeni powietrznej do 150 m od ziemi.

Unia i drony, czyli co się dzieje?

W czasie weekendu niektóre media informowały, że Komisja Europejska ustala jakieś nowe „prawo dla dronów”. Wspominano, że chodzi m.in. o małe drony latające na małych wysokościach. Niestety wiele newsów nie wyjaśniano dokładnie na jakim etapie są prace i do czego właściwie prowadzą. Pozwólcie, że rozwinę temat.

Tak naprawdę prace nad „unijnym prawem dla dronów” trwają od dawna. Już w kwietniu 2014 roku  Komisja zaproponowała wprowadzenie „rygorystycznych standardów” dla dronów cywilnych. W marcu 2015 roku  Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) przedstawiła swoją propozycje podziału dronów na trzy kategorie. Komisji Europejskiej od początku towarzyszyła taka idea, aby uregulować drony „amatorskie”, ale jednocześnie nie zamknąć drogi do tworzenia takich usług jak np. dostarczanie paczek dronami. Drony amatorskie miały wpaść do kategorii „open”, która nie wymagałaby pozwoleń, ale byłaby też ograniczona w zakresie swobody ruchu.

W październiku 2015 roku Parlament Europejski przyjął rezolucje dotyczącą bezzałogowych statków powietrznych. W rezolucji tej zaproponowano, aby drony rejestrować i wyposażyć w czipy identyfikacyjne. To miało ułatwić odnalezienie osób latających w pobliżu lotnisk albo wykorzystujących drony do łamania prawa lub naruszania cudzej prywatności. Ustalono też, że powinna istnieć technologia wykrywania i unikania kolizji z samolotami, a także technologia geo-barier, która powstrzymywałaby drony przed lataniem w określonych miejscach (np. w pobliżu lotnisk).

Jeśli tyle już zrobiono w sprawie dronów, to co stało się w ubiegły piątek? Czy Komisja doprecyzowała te wcześniejsze propozycje, czy może ustaliła coś nowego?

Koncepcja „U-space”

W ubiegły piątek Komisja jedynie poinformowała, że opracowano wstępny plan zarządzania ruchem dronów na małych wysokościach. Z prawnego punktu widzenia niewiele jest problemu z tą wysoką, odległą od nas „przestrzenią powietrzną”. Ona jest uregulowana od dawna i istnieją systemy zarządzania nią. Drony sprawiły, że pojawił się problem przyziemnej przestrzeni powietrznej. Czasem trudno określić gdzie ona się zaczyna. Dyskusje na ten temat były prowadzone m.in. w USA i niektórzy politycy dochodzili do wniosku, że przestrzeń powietrzna zaczyna się od poziomu sznurówek (sic!). To jednak oznaczałoby, że np. poduszkowce poruszają się w przestrzeni powietrznej.

Co w takim razie wymyśliła Komisja Europejska? Poinformowała ona o wypracowaniu koncepcji „U-space„, czyli „przyziemnej przestrzeni powietrznej” do wysokości 150 metrów. Właściwie tej koncepcji nie opracowała Komisja, ale inicjatywa o nazwie Single European Sky Air traffic management Research (SESAR) Joint Undertaking.

Halo! Zgłaszam swój lot!

Z przedstawionego w tej sprawie dokumentu wynika, że U-space będzie nie tylko określonym rodzajem przestrzeni powietrznej, ale także zestawem procedur i usług zapewniających bezpieczny ruch wielu dronów w tej ograniczonej przestrzeni. Zarządzanie U-space musi uwzględniać w większym stopniu bezpieczeństwo ludzi na ziemi, a także prywatność tych ludzi. W skład U-space będą wchodziły trzy podstawowe usługi czyli :

  • system elektronicznej rejestracji dronów,
  • system identyfikacji elektronicznej dronów,
  • system geofencingu, czyli ograniczający elektronicznie ruch w określonych obszarach.

Elektroniczna rejestracja i identyfikacja będzie dotyczyć każdego drona o masie powyżej 250 gramów. Na tym jednak nie skończy się zarządzanie dronami.

Z przedstawionych dokumentów wynika, że operatorzy dronów będą mogli zgłaszać przewidywane trasy lotów (np. dronów kurierskich). Dzięki temu część maszyn w powietrzu będzie się zachowywała w przewidywalny sposób. Możliwe, że powstaną specjalne systemy zgłaszania takich lotów, a także specjalne podmioty gromadzące dane na ten temat. Ponadto specjalne systemy przeprowadzą drona określoną trasą, przy okazji dbając o unikanie specjalnych stref. Przykładowo jeśli gdzieś wybuchnie pożar lasu, dron ominie to miejsce by nie przeszkadzać statkom powietrznym gaszącym pożar.

W praktyce taki system będzie wymagał uruchomienia usług podstawowych (jak np. e-rejestracja dronów), ale później także usług zaawansowanych. Przedstawiona wizja obejmuje coś więcej niż uregulowanie prawne przyziemnej przestrzeni powietrznej. Komisja Europejska najwyraźniej chce kompleksowego systemu zarządzania ruchem dronów. Przewiduje, że kiedyś nad naszymi głowami będzie równie tłoczno jak na ulicach, ale drony będą latać według określonych zasad, w kontakcie ze specjalnymi podmiotami, które będą kierować ich ruchem i będą w kontakcie z kontrolerami lotów, policją itd.

Tę wizję prezentuje poniższy „cukierkowy” obrazek z dokumentu SESAR. Dron leci określoną trasą (niebieska przerywana linia) omijając helikopter, samolot i miejsce ustawienia wysokiego dźwigu. Wszystko pięknie :)

A tak poważnie to gdzie jesteśmy?

Przedstawiony dokument to tylko wizja, choć z drugiej strony zapowiada ona kierunek działań legislacyjnych. Jeśli Komisja Europejska potrafiła nas zmusić do energozędnych żarówek, jeśli uparła się na system e-call, z pewnością będzie mogła wprowadzić np. obowiązkowe czipy identyfikacyjne dla dronów. Jednak wiele pracy trzeba jeszcze wykonać.

Komisja Europejska liczy, że EASA w najbliższych miesiącach opracuje szczegółowe zasady bezpieczeństwa dla ruchu dronów. Później trzeba będzie przyjąć prawo unijne wdrażające te zasady. Jeszcze później na podstawie planów SESAR eksperci będą mogli opracować coś, co można będzie nazwać unijną polityką dronową. Przed nami dużo pracy, choć – trzeba to przyznać – kierunek tych prac jest nieźle określony i dość interesujący.

Fot. tytułowa: Marcin Połowianiuk