Czy bicie dzieci jest legalne?

Gorące tematy Rodzina dołącz do dyskusji (84) 18.09.2016
Czy bicie dzieci jest legalne?

Marek Krześnicki

Milusińscy stali się ostatnio obiektem szczególnego zainteresowania. Rządzący zmieniają polską szkołę i chcą zmusić rodziców do płacenia alimentów. A w mediach trwa dyskusja wywołana artykułem pewnego profesora, który uważa, że bicie dzieci – w celach wychowawczych – jest ze wszech miar słuszne. Ale czy jest legalne?

Zamieszanie wokół tekstu profesora Zbigniewa Stawrowskiego „Klaps to obowiązek rodziców” – zalinkowałbym, ale to ryzykowne –  jest zrozumiałe. Przemoc w stosunku do dzieci od dłuższego czasu nie jest mile widziana, choć tu i ówdzie można się spotkać z usprawiedliwianiem ‚klapsa” jako metody wychowawczej. Bezprawnik nie jest jednak serwisem parentingowym (choć nasza redaktorka Maja Werner pewnie miałaby sporo do powiedzenia w tym temacie), więc nie będziemy się odnosić do treści rozważań profesora Stawrowskiego. Ale warto się zastanowić:

Czy bicie dzieci w ogóle jest legalne?

Pytanie jest o tyle zasadne, że przemoc wobec dzieci, choć coraz rzadsza, wciąż dotyczy wielu młodocianych. A w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym znajdziemy – stosunkowo nowy – przepis, który stanowi:

Osobom wykonującym władzę rodzicielską oraz sprawującym opiekę lub pieczę nad małoletnim zakazuje się stosowania kar cielesnych.

Przepis ten wprowadzono do kodeksu w 2010 r. Do tego momentu powszechnie przyjmowało się, że „drobne” kary cielesne są objęte tzw. kontratypem karcenia małoletnich – tj. przesłanką wyłączającą karalność czynu, np. naruszenia nietykalności cielesnej. Na gruncie cytowanego przepisu nawet drobny klaps (albo inna, podobna kara) stanowi naruszenie kodeksu, co może stanowić przesłankę ingerencji ze strony sądu rodzinnego.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, w której strofowanie dziecka kończy się uszczerbkiem na zdrowiu. Wówczas w grę wchodzi odpowiedzialność rodzica (względnie – opiekuna) na podstawie art. 156 lub 157 kodeksu karnego. Samo uderzenie dziecka może natomiast być rozpatrywane w perspektywie art. 217 kodeksu:

§ 1. Kto uderza człowieka lub w inny sposób narusza jego nietykalność cielesną, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
§ 2. Jeżeli naruszenie nietykalności wywołało wyzywające zachowanie się pokrzywdzonego albo jeżeli pokrzywdzony odpowiedział naruszeniem nietykalności, sąd może odstąpić od wymierzenia kary.
§ 3. Ściganie odbywa się z oskarżenia prywatnego.

Kiedy bicie dzieci to znęcanie się?

Wreszcie, surowe „metody wychowawcze” mogą niekiedy zostać uznane za znęcanie się, zwłaszcza, że rodzic z reguły posiada fizyczną przewagę nad dzieckiem. Jak wynika z treści art.207 kodeksu karnego: „Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy albo nad małoletnim lub osobą nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5„.

Wydawałoby się, że przeciętny człowiek jest w stanie odróżnić „karcenie dzieci” od „znęcania się nad dziećmi”. Jednak w orzecznictwie Sądu Najwyższego można znaleźć zarzut skazanego rodzica, że w jego sprawie sąd okręgowy przyjął

błędną wykładnię przepisu art. 207 § 1 k.k. i przyjęcie przez sąd I i II instancji, iż oskarżony znęcał się nad członkami swojej rodziny, natomiast przy prawidłowej analizie materiału dowodowego i właściwej jego ocenie, w odczuciu oskarżonego, karcił dzieci w granicach dozwolonych, mając ich dobro na względzie.

Aby uniknąć takich wątpliwości, wystarczy po prostu swoich dzieci nie bić (w jakikolwiek sposób). A jeśli masz wątpliwości, czy Twoje działanie w jakiejkolwiek kwestii jest zgodne z prawem, to przypominam, że możesz skontaktować się z redakcją Bezprawnik.pl. Współpracuje z nią zespół osób specjalizujących się w poszczególnych dziedzinach, który solidnie, szybko i tanio pomoże rozwiązać Twój problem. Opisz go pod adresem e-mailowym kontakt@bezprawnik.pl, a otrzymasz bezpłatną wycenę rozwiązania sprawy.

84 odpowiedzi na “Czy bicie dzieci jest legalne?”

  1. Bzdurny, chory i bardzo niebezpieczny przepis. Oczywiście, że kary cielesne są ostatecznością. Dodatkowo powinno się zamykać osoby, które stosują przemoc cielesną wobec dzieci, tak jak jest w rodzinach patologicznych. Pełna, 100% zgoda. Jednak nie wylewajmy dziecka z kąpielą. To że są przegięcia, nie znaczy, że od razu mamy się pozbycia klapsów… bo przecież nikt nie tłumaczy prawdziwego bicia jako czegoś normalnego.

    Rodzina to najmniejsza grupa społeczna, nie można zabronić rodzicom trzymania w dyscyplinie swoich dzieci. Państwo zarządza większą grupą społeczną. Tak jak Państwo ma narzędzia dzięki którym może wpływać na złe zachowanie obywateli, tak samo rodzice muszą mieć takie narzędzia, inaczej nie dziwmy się, że coraz częściej jest rzadkością dobrze wychowane pociechy.

    • No właśnie.
      Ja w dupę dostawałem jak coś ostro przeskrobałem i bardzo dobrze. Dzięki temu jestem dobrze wychowanym [chamidłem z własnym zdaniem i słomą wystającą z butów]. Nie no, żart.
      Uważam że rodzice powinni mieć możliwość dania dzieciakowi wciry jeśli przegina.
      Nie ma złotej metody, ale tzw. bezstresowe wychowanie przyniosło więcej złego niż dobrego – co widać po ~20-30 latach wdrażania tego stylu wychowywania.

      • Bezstresowe wychowanie to argument wyciągany przez zwolenników spuszczania wpierdolu dzieciom. Nie ma bezstresowego wychowania. Wychowanie zawsze ma element stresu. Spuszczanie lomotu komukolwiek, nawet klapsa, to wyraz porażki rodzicielskiej i bezsilności.

        • Jak widzisz obrazek wrzeszczącego smarka wycierającego sobą podłogi w marketach którego nikt nie potrafi uspokoić to nie zmieniasz zdania co jest porażką?

          • Ten rozhisteryzowany smark zachowuje się tak, bo jego rodzice popełnili błędy wychowawcze.

          • Ten „rozhisteryzowany smark” to najprawdopodobniej normalny mały człowiek, który nie radzi sobie z przeżywaniem i okazywaniem swoich emocji. Takie zachowanie zawsze pełni jakąś funkcję, czyli jest robione „po coś”. Jak mu rodzic w takiej sytuacji przyleje to od tego wcale mu się przeżywanie emocji nie poprawi, a dowie się natomiast, że jego rodzic nie chroni go. A to początek wielu niefajnych rzeczy w relacji rodzinnej… Zamiast tego o wiele lepiej jest w takiej sytuacji aby rodzic odebrał swoją uwagę dziecku. I nie ulegał.

          • Wybacz, ale jak czytam takie pieprzenie, to się zastanawiam kto to pisze – albo ktoś kto nie ma dzieci (lub dawno temu wyrosły), albo ktoś kto ma wyjątkowo spokojne osobniki, albo ktoś kto kończył psychologie i po prostu potrafi ładnie pieprzyć od rzeczy.

            Bo taka pisanina jest oderwana od rzeczywistości.

            Jak odbierzesz takiemu dziecku swoją uwagę, to się nie zdziw jak on przykuje twoją. Sam byłem świadkiem takiej sytuacji w jednym ze sklepów sieci Auchan jak taki „rozhisteryzowany smark” skupił uwagę rodzica i wszystkich wokół zapewniając mu mase wstydu, czasu, kilka tysięcy mniej w portfelu bo jego synuś zrzucał pokazowe sprzęty ze stolików.

            Oczywiście że dziecko to robiło „po coś” – chciało jakiś gadżet z elektroniki.

            Tak, rodzic kiedyś popełnił błąd wychowawczy i nie dał smarkaczowi w dupe (przy poprzedniej podobnej okazji).

            Tyle sądzę.

          • I sądzisz, że uprzednie spranie coś by zmieniło? Gdyby tak właśnie to działało, to a) przemoc domowa nie byłaby dziedziczna pokoleniowo b) wśród ludzi siedzących w pierdlach byłoby tylko Ci wychowywani bezstresowo.
            Oderwane od rzeczywistości?

          • Może i tak?
            a) przemoc domowa to jakiś mit utkany po obejrzeniu skatowanego dziecka w patologii którym to mitem szantażuje się wszystkich rodziców zgarniając ich do jednego worka na śmieci.
            b) no chwila, zaraz będą, niektórzy jeszcze dorastają.

            Gwałty, rozboje, podpalenia, morderstwa, kradzieże, ćpanie, pijactwo wśród dzieci i młodzieży to efekt twojego obecnego nowoczesnego „bezstresowego wychowania”.

            Zapytaj potem osób urodzonych w latach 50-70tych czy i jak często takie coś się zdarzało. Zapytaj czy wyobrażają sobie siebie w wieku szkolnym po godz. 22 poza domem, zapytaj o papierosy i alkohol, wiele innych rzeczy, czyli krótka piłka DOUCZ SIĘ jak było kiedyś za tego jakże stresującego dramatycznego i pełnego przemocy wychowania.

            Dzisiaj jest brak poszanowania nauczycieli przez dzieci, na podstawie obserwacji tego co rodzice robią z nauczycielami (szantaż typu „moja córcia w domu może mieć komórkę/pomalowane paznokcie/różowe włosy/etc, jak pani nie pasuje to pójdę do kuratorium”, „jak pani będzie tak mówić do mojego dziecka to pójdę na policję”) przełożony na taki sam brak szacunku do rodziców (aż do „jak mi nie kupisz komórki to powiem w szkole że mnie bijesz i cie zamkną”).

            Życzę ci takiego dziecka, ty bezstresowo wychowany niszczycielu cywilizacji – bo ty, tobie podobni i podobnie myślący produkujecie takie właśnie osobniki.

            Over&out bo mi niedobrze jak z patologią rozmawiam.

          • Dopiero ten komentarz rozwiał moje wątpliwości. Dzisiejsze dzieci są bardzo często rozpuszczone, ale to z tego powodu, że dzieciom nie poświęca się tyle czasu, co kiedyś. Dzisiaj dzieci dostają wszystko od ręki i nie liczą się ze zdaniem rodziców. Czują się panami świata. Dzieci teraz już w przedszkolu mają telefon, ale żeby jakiś zwykły, musi to być wypasiony smartfon najnowszej generacji… Ja już od dziecka wiedziałem, że aby coś dostać to trzeba na to zapracować. Teraz dzieci stosują szantaż w stulu „kup mi to albo będę krzyczeć”. Ono już wie, że jego rodzic nie chce, aby wszyscy się na nich gapili i pokazywali palcem „on to nie umie wychować swojego dziecka”. Czasami faktycznie rodzice nadużywają swojej wyższości, ale nie popadajmy w paranoję. Czy ktoś z nas nie był bity w dzieciństwie? Zastanówcie się, co ma większą siłę przebicia, jeśli chodzi o dzieci: słowo czy uderzenie? Jeśli dzieciak coś narozrabia to można mu tłumaczyć, że tak się nie robi. Raz, drugi, trzeci, zastosować potem jakąś karę, ale nie uderzyć. Zadziałało? Świetnie! Jednak kto dzisiaj stosuje kary w stylu „zakaz wychodzenia z domu”? W dobie Internetu to żadna kara. Jeśli sytuacja się powtarza to uważam, że uderzenie powinno być ostatecznością. Zadziała na pewno, gdyż dziecko zastanowi się przy następnej próbie popełnienia „przestępstwa”. Niektórzy faktycznie nie powinni mieć dzieci, bo to później one są najbardziej pokrzywdzone…

          • Łooo panie, kiedyś, za późnego Gomułki aż do wczesnego Gierka to, panie, raj był, dzieci nie piły, nie paliły i sluchaly się starszych. Tera, panie, to rozpusta. Mowie, to wszystko przez ta muzyke, hippity hop czy jakos tam. I to, ze dzieciak w morde nie dostaje. Jakbyby się jeden z drugim nieco krwią zalał, to by od razu pamiętał. Ot co, panie, kiedyś, panie, to normalnie Shire tu było, sielsko i anielsko, a Gandalf z fajerwerkami przyjeżdżał.
            Twój niszczyciel cywilizacji.

          • Nie, nie z mojej.
            I to nie jest wina muzyki, hiphopu ani gier czy tv. To tylko wymówki – muzyka była od dawna, za lat 60’tych też mówili że to przez bigbit i jointy jednak okazało się że nie.
            Wina rodziców.

          • Ad a) Niestety przemoc domowa nie jest mitem. To są niestety przykre fakty, które codziennie mają miejsce w Polsce. Mitem natomiast jest to, że ma ona miejsce li tylko w „patologii”. Fakty są takie że przemocy wobec dzieci na co dzień nie widać. Od czasu do czasu ujawnia się ona za pomocą wyjątkowo drastycznej sprawy, kiedy fizyczne obrażenia nie dają się ukryć, dziecko zachodzi w ciążę albo popełnia samobójstwo.

            Ad b) Uważam, że to duże uproszczenie, ale rzeczywiście dzieci „wychowywane bezstresowo” czyli innymi słowy mówiąc takie które nie dostają od swoich rodziców jasnych komunikatów co wolno a czego nie wolno, sprawiają problemy wychowawcze, co może prowadzić do zachowań łamiących prawo.

            A’propos poszanowania nauczycieli, to opisana przez Ciebie sytuacja tego co rodzicie robią z nauczycielami, może trafnie opisywać główną przyczynę takiego stanu rzeczy. Postawa rodziców to klucz. Jeśli rodzic pozwala swemu dziecko na wszystko (tzw. bezstresowe wychowanie), to nic dobrego z tego nie wynika dla rozwoju dziecka. Co zresztą trafnie opisałeś w podanych przykładach. Dziecko musi być korygowane przez rodziców. Nie oznacza to jednak bicia! Pomiędzy pozwalaniem na wszystko (szkodliwe) a biciem dzieci (szkodliwe) jest całe mnóstwo zachowań jakie rodzice mogą podejmować w stosunku do swych dzieci, aby wyrosły na zdrowych i szczęśliwych ludzi.

            Zachowania te jednak wydają się sprawiać współczesnym rodzicom trudność. Trudno im bowiem spędzać aktywnie czas razem, bo rodzice pracują. Więcej i więcej. A pustki po nich nie zapełnią kolejne zabawki, niania czy nowe zajęcia pozalekcyjne. Dostają od tych zapracowanych rodziców coraz więcej dóbr materialnych, które znaczą dla nich coraz mniej i mniej. Trudno aby potem te dzieci słuchały swoich rodziców…

            Dzieci potrzebują troski i miłości rodziców, tego aby poświęcali im swoją uwagę. Oraz co bardzo ważne, a czego wyraźnie brak w „wychowaniu bezstresowym” potrzebują narzucenia im ram i ograniczeń przez tychże rodziców.

            Pozdrawiam

          • ad a) ale ciągle są to sytuacje dość marginalne i powinny być wyłapywane w przedszkolu / szkole. Niestety wcześniej opisana sytuacja z szantażem wychowawców przez rodziców sprawia że wychowawca woli się nie mieszać – z jednej strony dla świętego spokoju, z drugiej bo o pracę trudno a z trzeciej bo ma jeszcze 20 innych uczniów/podopiecznych.

            Przykro mi, kiedyś nauczyciel miał szacunek zarówno wśród uczniów jak i rodziców – dzisiaj nie. To jest także wina systemu – tego samego który penalizuje klapsy i niestety lanie robiąc z tego de facto przestępstwo. Nauczyciel kiedyś przywalił linijką i był spokój, dzisiaj za to rodzice sądzą szkołę/nauczyciela.

            Krótka piłka – winna tzw. „nietykalność cielesna” nadmiernie wydmuchana. Giertych miał rację z programem „zero tolerancji”.

            Zresztą przy „ad b” się ze mną zgadzasz – rozumiem że możesz mieć złe odczucia przy cielesnym karaniu i się z tym nie zgodzisz, ja natomiast uważam że skoro to kiedyś działało to nie powinno się tego zmieniać – natomiast oczywiście katowanie dzieci powinno być ostro traktowane przez państwo – wszystko się rozbiją o postawioną w prawie linię – według mnie obecnie jest ona zbyt blisko całkowitej nietykalności.

          • co do a) mam wątpliwości czy jest to margines. Temat jest bowiem niezmiernie trudny do badania. Ale próbuje się to jakoś ankietowo badać na poziomie społecznym. No i są też policyjne statystyki.

            Tutaj wklejam link do polskiego badania sprzed kilku lat na temat przemocy wobec dzieci:
            http://www.umwd.dolnyslask.pl/fileadmin/user_upload/Zdrowie/PiRPU/Przemoc_Diagnoza_i_rekomendacje_FDN.pdf

            Tutaj do nieco nowszego europejskiego nt. przemocy wobec kobiet:
            http://fra.europa.eu/sites/default/files/fra-2014-vaw-survey-at-a-glance-oct14_pl.pdf

            Na pewno zmienia się nastawienie społeczne do tego zjawiska i coraz więcej ludzi rozumie, że nie tędy droga i to pośrednio może się przyczyniać do zmniejszenia się występowania tego zjawiska w Polsce:
            http://brpd.gov.pl/sites/default/files/prezentacja_wynikow_badan_2014.pdf

            Twój postulat wyłapywania takich sytuacji w przedszkolu i szkole jest godny poparcia. Jest to jednak bardzo trudne. Potrzeba specjalistycznej wiedzy. Bo ta potoczna jest nietrafna. Ja sam przechodziłem praktyki w tym zakresie i musiałem zweryfikować wiele moich poglądów, bo okazały się nietrafne w odniesieniu do rzeczywistości związanej z przemocą wobec dzieci.

            co do b) to zgadzamy się co do negatywnych objawów. Natomiast fundamentalnie nie zgadzam się, co do przyczyn, czyli temu że winna jest tzw. „nietykalność cielesna” oraz sposobu przeciwdziałania: „przywalić linijką”. Mogę przytoczyć tutaj coś o czym pisałem przy okazji innego postu. Nawet jeśli „przywali się” dziecku i ono się w danej chwili uspokoi (bądź po prostu wystraszy), co postronny obserwator może odczytać jako sukces tej metody, to nie rozwiązuje to żadnego problemu. Problematyczne zachowania powrócą, a dokładane są kolejne. Podsumowując: Nie leczy się dżumy cholerą.

            Pozdrawiam

          • Moja odpowiedź nie przeszła moderacji (może ze względu na linki?). Piszę więc jeszcze raz, ale już w dużym skrócie.

            Ad a) są dostępne statystyki na ten temat. Kwestia sporna czy to dużo czy mało. Poszukaj na brpd)(gov)(pl plik nazywa się prezentacja_wynikow_badan_2014 pdf

            Postulat wczesnego rozpoznawania (przedszkole/ szkoła) jest bardzo słuszny, ale nie jest to proste. Dzieci bardzo rzadko mówią o takich sprawach wprost, a nawet jak mówią to trzeba „umieć słuchać” aby to usłyszeć. Zdecydowana większość takich spraw mam miejsce w rodzinie i rządzi nimi wiele nieoczywistych mechanizmów.

            Mam duże wątpliwości kiedy piszesz o szacunku dla nauczycieli kiedyś i dziś. Tu może być wiele czynników decydujących. Przykład z waleniem z linijką kojarzy mi się ze strachem wobec nauczyciela a nie szacunkiem. Ja wskazałbym dwie zupełnie inne potencjalne przyczyny. Selekcja i predyspozycje ludzi trafiających do tego zawodu w wyniku marnych pensji, to jedna. Brak woli współpracy rodziców ze szkołą to druga potencjalna przyczyna.

            Ad b) Zgadzam się co do objawów. Nie zgadzam co do przyczyny i lekarstwa. Nie leczy się dżumy (postawa roszczeniowa) cholerą (klapsy).

            Pozdrawiam

          • idąc twoim tokiem …odnośnie przemocy domowej to każdy kto w weekendy pije jest alkoholikiem, itd. Owszem przemoc domowa jest i będzie ale to nie znaczy że każdy rodzic dający klapsa dziecku to od razu „kat”. A problem ze swoimi dziećmi mają głównie Rodzice z pokolenia „wychowania bezstresowego” taka prawda. Wychowani bezstresowo…zderzają się z codziennym stresem w pracy, życiu i nie potrafią sobie z tym poradzić.

          • Nigdzie nie stwierdziłem, że każdy rodzic dający klapsa dziecku „to od razu kat”. Nie zmienia to faktu, że taki klaps to nic dobrego dla tego dziecka. Czy głównie rodzicie z pokolenia „wychowania bezstresowego” mają problem? Nie jestem w stanie tego ocenić. Nie znam też opracowań zawierających takie statystyki.
            Źródła problemów dzieci i młodzieży jest wiele. Trzeba też spróbować określić o przyczynach jakiego problemu chcemy dyskutować, bo może być ich wiele, a każdy mieć nieco inną przyczynę.

            W kwestii analogii z picem to oczywiste, że nie każdy kto pije „w weekendy” jest alkoholikiem. Ale taki sposób picia może wzbudzić niepokój. Trzeba by jeszcze stwierdzić czy w każdy weekend i jak dużo tego alkoholu jest wypijane i do jakiego stanu upojenia alkoholowego doprowadza się ów ktoś.

          • Kiedyś kolega podszedł do mamy takiego wrzeszczącego dzieciaka i powiedział: „albo sama mu pani przypierdoli, albo ja to zrobię”

          • No cóż zatem ten „kolega” użył groźby karalnej… Dla mnie to przykre. Też byłem kiedyś świadkiem histerii dziecka oraz wściekłości i bezsilności matki w miejscu publicznym. Wtedy budziło to we mnie smutek i zażenowanie. Dziś wiedziałbym jak pomóc. Przede wszystkim matce. A potem dziecku.

          • Ja tam mam w nosie czy matka lub dziecko potrzebuje pomocy. Z resztą od tego jest SuperNiania co nie umiała wychować własnego syna…
            Ja potrzebuję spokoj i żeby mi nikt nie darł mordy.

          • Nie, to nadal jest mały człowiek z emocjami, których nie umie ani nazwać ani kontrolować.

          • To jest mały człowiek, który wkurza wszystkich na około.

            Child free zone please!

          • Haha, trafiłeś w sedno. Dzieci którym mam największą ochotę spuścić lanie… to te cudze, dokazujące w mojej obecności:)

        • ps*. faktycznie dzisiejsze dzieci, młodzież są przecież o tysiąc razy lepiej wychowane niż np. w pierwszej połowie XX wieku… wtedy przecież byli tacy tragiczni… dobrze, że wprowadzili to bezstresowe wychowanie, powinni to przenieść na rząd i naród, bylibyśmy tacy bezstresowi i wolni od wstrząsających doświadczeń z policją czy sądami. Nareszcie w 100% uwolniłaby się polska kreatywność bez emocjonalnej traumy, bo przecież jeśli dzieciom można wszystko normalnie wytłumaczyć, to tym bardziej dorosłym, prawda?

          * uwaga – wpis ze szczyptą sarkazmu

          • Sarkazm, nawet w szczyptach, przestał na mnie działać w czasach późnego liceum.

      • Bezstresowym wychowaniem zostało nazwane wychowanie polegające na pozwalaniu dziecku na wszystko. Nie zmienia to faktu, że istnieje więcej biegunów niż tylko bicie vs pozwalanie na wszystko.

      • Skoro popierasz bicie dzieci, to nie jesteś dobrze wychowany. A wychowanie bez kar cielesnych, to nie wychowanie bezstresowe.

    • Jeśli ktokolwiek musi uderzyć dziecko, żonę czy męża to jest po prostu kiepskim rodzicem czy współmałżonkiem. I tyle.

      • Ciekawe czy miałbyś do mnie cierpliwość:)

        Kiedyś porysowałem ekran TV bo tata nie pozwolił mi obejrzeć filmu…
        Innym razem zrzuciłem alkohol ze sklepowej półki, bo mama nie chciała mi kupić kinder-czekolady.
        Groziłem, że się zabiję, jeśli nie dostanę nowej zabawki…

        • Cholera wie… Mogę Ci tylko powiedzieć tyle, że jako rodzic staram się wkładać dużo energii w edukowanie i tłumaczenie dlaczego coś jest źle albo niebezpieczne. W wieloletniej karierze rodzica przydarzył mi się jeden klaps, ktorego żałuję do dziś, bo pokazał tylko jedna rzecz: puściły mi nerwy i pokazalem bezradność.
          Dlatego mówię dość radykalnie: jeśli ktoś myśli, że nawet klapsy są ok, powinien zrezygnować z myślenia o dzieciach i skupić się raczej na hodowaniu kaktusów. Albo głębokim przemyśleniu swojej postawy.

          • Ja jestem zdania, że dobre jest to, co działa, a na każdego zadziała, co innego, bo każdy ma inny charakter. Ja tam dobrze wiedziałem, że coś jest złe… robiłem to celowo:)
            Wiem, że można ukarać dziecko bez bicia, ale czy to nie będzie wtedy przemoc psychiczna?

          • Myślę, że charakter się nie zmienia:) ewentualnie dorastając uczymy się kontrolować niektóre zachowania

          • I tu jest źródło nieporozumienia:

            Cytat – SceptycznyStefan:

            „W wieloletniej karierze rodzica przydarzył mi się jeden klaps, ktorego żałuję do dziś, bo pokazał tylko jedna rzecz: puściły mi nerwy i pokazalem bezradność.”

            Nigdy, ale to nigdy klaps nie może być podyktowany bezradnością, gniewem i „puszczeniem nerwów.” Tu pełna zgoda. Ludzie myślą, że jak ktoś jest za klapsami, to jest za brakiem tłumaczenia, brakiem relacji i wyżywaniem się na dziecku. A to jest PATOLOGIA I TO JEST CHORE… więc ps. dobrze, że tego żałujesz.

            Najpierw trzeba budować relacje, nie tylko wymagać i być srogim, ale kochać i być prawdziwie zainteresowanym tym czym interesuje się dziecko. Jak występuje problem, to można tłumaczyć. Ale jak nic nie daje jedno czy drugie, to zostaje w ostateczności klaps, ale nie w nerwach, tylko jako konsekwencja złych działań dziecka.

            Dzisiejsze „nowoczesne wychowanie” jest próbą poradzenia sobie z społecznym problemem jakim jest zagoniony, pozbawiony relacji świat. Dzieci potrzebują uwagi i przede wszystkim czasu, a to się im zabiera, dlatego często są wkurzone, sami nie wiedząc dlaczego. Stąd są m.in. przegięcia „bo puściły nerwy”, ale to nie rozwiązuje problemu. Klaps też tego nie załatwia, zgoda. Jednak poradzenie sobie z problemem w postaci zabronienia rodzicom klapsów (nie mówimy o znęcaniu się, czy biciu!) nie rozwiązuje problemów! Te same dzieci, bez klapsa nadal będą sfrustrowane i nieszczęśliwe.

            Nie wiem jak Wy, ale ja mam dzieci i to już nastoletnie (niedługo pierwsze będzie miało siedemnaście). Mam fantastyczną z nimi relację, czy jestem surowy? Tak, ale jednocześnie całe dnie jesteśmy ze sobą, mamy wspólne zainteresowania, znam ich ulubione kanały na YouTubie czy gry na ps4 (bo wspólnie gramy :). Jeśli jest problem, to często godzinami rozmawiamy. Jednak dyscyplina (w tym też i klaps) jest częścią wychowania, nie można jej zabierać rodzicom, bo dochodzi do patologii z drugiej strony. Państwo taką ustawą nie rozwiązuje problemu, tylko go pogłębia.

          • I tu jest źródło nieporozumienia:

            Cytat – SceptycznyStefan:

            „W wieloletniej karierze rodzica przydarzył mi się jeden klaps, ktorego żałuję do dziś, bo pokazał tylko jedna rzecz: puściły mi nerwy i pokazalem bezradność.”

            Nigdy, ale to nigdy klaps nie może być podyktowany bezradnością, gniewem i „puszczeniem nerwów.” Tu pełna zgoda. Ludzie myślą, że jak ktoś jest za klapsami, to jest za brakiem tłumaczenia, brakiem relacji i wyżywaniem się na dziecku. A to jest PATOLOGIA I TO JEST CHORE.

            Najpierw trzeba budować relacje, nie tylko wymagać i być srogim, ale kochać i być prawdziwie zainteresowanym tym czym interesuje się dziecko. Jak występuje problem, to można tłumaczyć. Ale jak nic nie daje jedno czy drugie, to zostaje w ostateczności klaps, ale nie w nerwach, tylko jako konsekwencja złych działań dziecka.

            Dzisiejsze „nowoczesne wychowanie” jest próbą poradzenia sobie z społecznym problemem jakim jest zagoniony, pozbawiony relacji świat. Dzieci potrzebują uwagi i przede wszystkim czasu, a to się im zabiera, dlatego często są wkurzone, sami nie wiedząc dlaczego. Stąd są m.in. przegięcia „bo puściły nerwy”, ale to nie rozwiązuje problemu. Klaps tego też nie załatwia, zgoda. Jednak poradzenie sobie z problemem w postaci zabronienia rodzicom klapsów (nie mówimy o znęcaniu się, czy biciu!) nie rozwiązuje problemów! Te same dzieci, bez klapsa nadal będą sfrustrowane i nieszczęśliwe. Państwo więc próbuje poradzić sobie z owocem, zamiast sięgnąć do korzenia.

            Klaps, jest częścią dyscypliny, wyznaczeniem dziecku granic, ostatecznością, ale jednocześnie częścią nagród i kar. Wtedy czuje się bezpieczne. Jestem ciekaw jak „twórczo” poradzicie sobie z małym dzieckiem, które notorycznie nie rozumie zasad fizyki (np. tłumaczyliście już kilka razy, jednak dziecko nadal nie rozumie) i ciągle wpada na ulicę, aby spotkać trum truma jadącego 60 km/h, ważącego dwie tony. On przecież chce tylko spotkać się zigzakiem.

            Nie wiem jak Wy, sam mam dzieci, już nastoletnie. Czy jestem surowy, pewnie tak, ale jednocześnie spędzamy mnóstwo czasu. Nieraz odrzuciłem posadę, bo chciałem być więcej w domu. Potrafimy godzinami rozmawiać, oglądać filmy, czy grać na ps4. Znam ich ulubione kanały na YouTubie czy gry na konsoli. Chodzimy razem na kosza i mamy wspólne wypady, jednak oni doskonale wiedzą, że pewnych granic nie mogą przekroczyć, bo to jest złe. Klaps nie zbudował tych relacji, to prawda, tylko wspólnie spędzony czas, jednak klaps był częścią ostateczności, dyscypliny i to wszystko razem łącznie z uwagą daną dziecku dało dobre efekty.

          • I tu jest źródło nieporozumienia:

            Cytat – SceptycznyStefan:

            „W wieloletniej karierze rodzica przydarzył mi się jeden klaps, ktorego żałuję do dziś, bo pokazał tylko jedna rzecz: puściły mi nerwy i pokazalem bezradność.”

            Nigdy, ale to nigdy klaps nie może być podyktowany bezradnością, gniewem i „puszczeniem nerwów.” Tu pełna zgoda. Ludzie myślą, że jak ktoś jest za klapsami, to jest za brakiem tłumaczenia, brakiem relacji i wyżywaniem się na dziecku. A to jest PATOLOGIA I TO JEST CHORE.

            Najpierw trzeba budować relacje, nie tylko wymagać i być srogim, ale kochać i być prawdziwie zainteresowanym tym czym interesuje się dziecko. Jak występuje problem, to można tłumaczyć. Ale jak nic nie daje jedno czy drugie, to zostaje w ostateczności klaps, ale nie w nerwach, tylko jako konsekwencja złych działań dziecka.

            Dzisiejsze „nowoczesne wychowanie” jest próbą poradzenia sobie z społecznym problemem jakim jest zagoniony, pozbawiony relacji świat. Dzieci potrzebują uwagi i przede wszystkim czasu, a to się im zabiera, dlatego często są wkurzone, sami nie wiedząc dlaczego. Stąd są m.in. przegięcia „bo puściły nerwy”, ale to nie rozwiązuje problemu. Klaps tego też nie załatwia, zgoda. Jednak poradzenie sobie z problemem w postaci zabronienia rodzicom klapsów (nie mówimy o znęcaniu się, czy biciu!) nie rozwiązuje problemów! Te same dzieci, bez klapsa nadal będą sfrustrowane i nieszczęśliwe. Państwo więc próbuje poradzić sobie z owocem, zamiast sięgnąć do korzenia.

            Klaps, jest częścią dyscypliny, wyznaczeniem dziecku granic, ostatecznością, ale jednocześnie częścią nagród i kar. Wtedy czuje się bezpieczne. Jestem ciekaw jak „twórczo” poradzicie sobie z małym dzieckiem, które notorycznie nie rozumie zasad fizyki (np. tłumaczyliście już kilka razy, jednak dziecko nadal nie rozumie) i ciągle wpada na ulicę, aby spotkać trum truma jadącego 60 km/h, ważącego dwie tony. On przecież chce tylko spotkać się zigzakiem.

            Nie wiem jak Wy, sam mam dzieci, już nastoletnie. Czy jestem surowy, pewnie tak, ale jednocześnie spędzamy mnóstwo czasu. Nieraz odrzuciłem posadę, bo chciałem być więcej w domu. Potrafimy godzinami rozmawiać, oglądać filmy, czy grać na ps4. Znam ich ulubione kanały na YouTubie czy gry na konsoli. Chodzimy razem na kosza i mamy wspólne wypady, jednak oni doskonale wiedzą, że pewnych granic nie mogą przekroczyć, bo to jest złe. Klaps nie zbudował tych relacji, to prawda, tylko wspólnie spędzony czas, jednak klaps był częścią ostateczności, dyscypliny i to wszystko razem łącznie z uwagą daną dziecku zbudowała dobre efekty.

    • Przepis nie jest bzdurny, tylko mądry i potrzebny. Może Pan o tym nie wie, ale każdy taki przepis to ileś tragedii skatowanych dzieci, które się „musiały” wydarzyć, aby ludzie stanowiący prawo go wprowadzili. Do tego cała masa edukacji aby rodzice zrozumieli, że to nie jest dobre dla ich dzieci i aby nie stosowali przemocy wobec swoich dzieci. Nikt nie zabrania rodzinie trzymać dyscypliny. Może Pan się zdziwi, ale nawet nie trzeba specjalnie krzyczeć na dzieci aby słuchały poleceń swoich rodziców (no chyba że jest głośno i nie słyszą). Rzadkość dobrego wychowania obecnie, to efekt braku powszechności wiedzy na temat tego jak z dziećmi należy rozmawiać, postępować i wychowywać, a nie efekt tego, że nie można ich bić…

      • Brak reakcji na patologie to wynik nie tylko braku odpowiednich przepisów, ale przede wszystkim źle działającego Państwa. Myśli Pan że ustawa radykalnie coś zmieni? Już widzę patologicznych rodziców jak boją się jakiegoś przepisu z 2010 roku. Wprowadzenie ustawy nic nie zmienia jeśli nie da się odpowiednim organom właściwych narzędzi. Takie ustawy są robione pod publikę, a nie rozwiązują prawdziwych problemów.

        Czy jestem za biciem? Nie. Czy jestem za dyscypliną i możliwością dania klapsa za złe zachowanie? Tak. Jednak Państwo wolało rozwiązać problem powierzchownie, zamiast zająć się problemem dogłębnie i systemowo. Niech mi Pan wierzy, że jest kilka razy więcej przemocy wobec dzieci bez użycia kar cielesnych, ale znęcania się emocjonalnie, gdzie dziecko jest pełne traumatycznego strachu, ale faktycznie nie tknięte. Ale o nich się nie myśli, bo Państwo nie umie się tym zająć.

        • Żadne prawo stanowione nie zmienia niczego radykalnie w zakresie ludzkich postaw. To nierealistyczne oczekiwanie. Ta ograniczona skuteczność nie przekreśla jednak sensu wprowadzania odpowiednich regulacji. Pełni bowiem ważne funkcje. Choćby odbiera usprawiedliwienie tym którzy stosują przemoc wobec dzieci. I daje sądom jakieś narzędzia do ręki aby ograniczać skutki stosowania takiej przemocy.

          Historia przemocy wobec dzieci ma bardzo długą tradycję. A historia traktowania dzieci jak małych ludzi jest o wiele krótsza. Mamy jednak dzisiaj wiedzę i możliwości aby to zmieniać. Nie obwiniałbym źle działającego Państwa akurat w tej kwestii. To moim zdaniem jednak bardziej kwestia postaw ludzi. A te zmieniają się o wiele wolniej. Bo potrzebna jest edukacja, polegającą na pokazywaniu, że można i trzeba inaczej. Że bicie i ogólnie stosowanie przemocy przynosi negatywne skutki dla tych dzieci. Dziś dostęp do takiej wiedzy jest prostszy i łatwiejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Podkreślę jeszcze raz, że istnienie takich czy innych przepisów nigdy nie „załatwia” sprawy, ponieważ nie istnieją łatwe i proste rozwiązania trudnych i skomplikowanych problemów.

          Nie musi mnie Pan przekonywać, że jest także wiele innych rodzajów przemocy wobec dzieci. Znam niestety tę problematykę. Jednak Państwo na miarę swoich możliwości zajmuje się tą tematyką. A tam gdzie Państwo nie działa, działają organizacje pozarządowe ze swej natury bardziej skuteczne. Na przykład bardzo wiele dobrego zrobiła i wciąż robi Fundacja „Dajemy Dzieciom Siłę” (dawna nazwa „Fundacja Dzieci Niczyje”). Między innymi działania tej fundacji zaowocowały wprowadzaniem przepisów o sposobie przeprowadzanie przesłuchań dzieci ofiar poszkodowanych w wyniku przemocy (różnego rodzaju). Prowadzi też szkolenia dla pracowników wymiaru sprawiedliwości oraz opieki społecznej. Bo nie jest prostą sprawą rozpoznać objawy przemocy (fizycznej emocjonalnej czy seksualnej) oraz zastosować odpowiednią interwencję. Tym bardziej, że dzieci bardzo rzadko mówią o tym wprost. One czują się współwinne w czym wydatnie utwierdzają ich manipulacje sprawców.

          Moim zdaniem to co jest najskuteczniejsze w przeciwdziałaniu to postawy wszystkich obywateli. Oparte choćby o powierzchowne zrozumienie natury tych problemów.

          I dlatego taki artykułu jak Pana Stawrowskiego przynosi wiele szkód…

          Pozdrawiam

      • Mówmy do nich ciepło, cicho, spokojnie patrząc prosto w oczy…
        adin dwa tri czetyrje… yyyy… jasne.

        Efekt braku powszechności wiedzy na temat wychowania to efekt ignorowania może nie idealnych ale sprawdzonych wzorców na rzecz nowomodnych i niesprawdzonych.

      • Za dzieciaka zdarzyło mi się oberwać po tyłku pasem i jestem za to rodzicom wdzięczny. Były to jednak sytuacje dość ekstremalne w których swoim zachowaniem mogłem zrobić krzywdę komuś innemu, a tłumaczenie nie pomagało. Jakoś psychiki mi to nie zryło (a na pewno nie bardziej niż „pełne przemocy” bajki z Tomem i Jerrym).

        • Ma Pan/ Pani rację. Rzeczywiście może tak się zdarzyć. Jednak na tyle na ile znam praktykę sądową w Polsce, to jesteśmy dalecy od takiej nadinterpretacji. Raczej cały czas sądy nie chronią wystarczająco dzieci przed sprawcami przemocy…

  2. ps*. faktycznie dzisiejsze dzieci, młodzież są przecież o tysiąc razy lepiej wychowane niż np. w pierwszej połowie XX wieku… wtedy przecież byli tacy tragiczni… dobrze, że wprowadzili to bezstresowe wychowanie, powinni to przenieść na rząd i naród, bylibyśmy tacy bezstresowi i wolni od wstrząsających doświadczeń z policją czy sądami. Nareszcie w 100% uwolniłaby się polska kreatywność bez emocjonalnej traumy, bo przecież jeśli dzieciom można wszystko normalnie wytłumaczyć, to tym bardziej dorosłym, prawda?

    * uwaga – wpis ze szczyptą sarkazmu

  3. Ciekawe zjawisko, że bicie jako metoda wychowawcza jest usprawiedliwiane przeważnie przez osoby, na których tę metodę w ich dzieciństwie praktykowano.

  4. Bicie dziecka pokazuje tylko nieudolność rodzica w kwestiach wychowania małego człowieka….Kiedy sam byłem dzieckiem nie raz dostałem „lanie” i mimo że nie miałem o to pretensji do nie żyjącego już taty to sam postanowiłem że własnego synka nigdy nie uderzę.
    Synek ma 6 lat i owszem trzeba było się nakombinować, ale nigdy nie dostał nawet klapsa więc nie ma czegoś takiego że „się nie da” …. Trzeba jednak uważać żeby nie popaść w pułapkę bo obserwując niektórych rodziców widzę że owszem, nie stosują „kar cielesnych” ale zapominają że w psychice małego człowieka można wyrządzić czasem większe szkody presją psychiczną… Udeżenie dziecka czy wydzieranie się na nie jest zapewne łatwiejsze dla rodzica niż tłumaczenie i stosowanie przysłowiowego „kija i marchewki” ale warto poświęcić czas…

  5. Ja dostawałem klapsy, a i zdarzało się po głowie, jak bardziej zawiniłem… Jakoś nic mi nie jest i nie mam o to do rodziców żalu. Tak po prawdzie, to za te akcje, które robiłem za dzieciaka, sam bym sobie spuścił zajebisty łomot…

    • Klaps to zdecydowanie oznaka bezradności rodzica. Zdecydowanie łatwiej ustawić dziecko do pionu przemocą, niż tłumaczyć do skutku i stosować mądre kary.

      • ps. „mądre kary” co często wiąże się z waleniem po psychice dziecka, jasne… to naprawdę bezstresowe wychowanie…. „Synusiu, nie dostaniesz klapsa, bo prawo zabrania, ale masz przejebane przez następne dwa miesiące, już ja twórczo wyszukam dla Ciebie karę”… dzięki, to ja już wolałem klapsa

        • Oj biedni Ci rodzice, dzieci dyktują im warunki haha

          Podsumowując, nie każdy jest przygotowany pod względem psychicznym, aby być rodzicem.

  6. Kiedyś lanie w dupsko było dozwolone, dzisiaj kary psychiczne są dozwolone (karny jeżyk czy inne psychosztuczki).
    Lanie w dupsko już nie jest dozwolone, a robienie psycho jazdy również będzie zabronione.
    Już widzę te pokolenia moich wnuków.
    Nie jestem za laniem dzieci ale nie jestem również za bezsterowym wychowaniem. Dziecku trzeba wyznaczać granice aby czuło się bezpiecznie. I czasami, zakazy i nakazy oraz system nagród i kar jest mu potrzebniejszy niż samo sobie z tego zdaje sprawę.

    • Nie tylko dzieciom, ale też rodzicom trzeba wyznaczać granice. A wychowanie bez przemocy, to nie wychowanie bezstresowe. Nie myl pojęć.

  7. mogę się dowiedzieć Panie Marku, czemu mój komentarz został usunięty, poniżej tekst, który Pan usunął. Będę wdzięczny za odpowiedź:

    I tu jest źródło nieporozumienia:

    Cytat – SceptycznyStefan:

    „W wieloletniej karierze rodzica przydarzył mi się jeden klaps, ktorego żałuję do dziś, bo pokazał tylko jedna rzecz: puściły mi nerwy i pokazalem bezradność.”

    Nigdy, ale to nigdy klaps nie może być podyktowany bezradnością, gniewem i „puszczeniem nerwów.” Tu pełna zgoda. Ludzie myślą, że jak ktoś jest za klapsami, to jest za brakiem tłumaczenia, brakiem relacji i wyżywaniem się na dziecku. A to jest PATOLOGIA I TO JEST CHORE.

    Najpierw trzeba budować relacje, nie tylko wymagać i być srogim, ale kochać i być prawdziwie zainteresowanym tym czym interesuje się dziecko. Jak występuje problem, to można tłumaczyć. Ale jak nic nie daje jedno czy drugie, to zostaje w ostateczności klaps, ale nie w nerwach, tylko jako konsekwencja złych działań dziecka.

    Dzisiejsze „nowoczesne wychowanie” jest próbą poradzenia sobie z społecznym problemem jakim jest zagoniony, pozbawiony relacji świat. Dzieci potrzebują uwagi i przede wszystkim czasu, a to się im zabiera, dlatego często są wkurzone, sami nie wiedząc dlaczego. Stąd są m.in. przegięcia „bo puściły nerwy”, ale to nie rozwiązuje problemu. Klaps tego też nie załatwia, zgoda. Jednak poradzenie sobie z problemem w postaci zabronienia rodzicom klapsów (nie mówimy o znęcaniu się, czy biciu!) nie rozwiązuje problemów! Te same dzieci, bez klapsa nadal będą sfrustrowane i nieszczęśliwe. Państwo więc próbuje poradzić sobie z owocem, zamiast sięgnąć do korzenia.

    Klaps, jest częścią dyscypliny, wyznaczeniem dziecku granic, ostatecznością, ale jednocześnie częścią nagród i kar. Wtedy czuje się bezpieczne. Jestem ciekaw jak „twórczo” poradzicie sobie z małym dzieckiem, które notorycznie nie rozumie zasad fizyki (np. tłumaczyliście już kilka razy, jednak dziecko nadal nie rozumie) i ciągle wpada na ulicę, aby spotkać trum truma jadącego 60 km/h, ważącego dwie tony. On przecież chce tylko spotkać się zigzakiem.

    Nie wiem jak Wy, sam mam dzieci, już nastoletnie. Czy jestem surowy, pewnie tak, ale jednocześnie spędzamy mnóstwo czasu. Nieraz odrzuciłem posadę, bo chciałem być więcej w domu. Potrafimy godzinami rozmawiać, oglądać filmy, czy grać na ps4. Znam ich ulubione kanały na YouTubie czy gry na konsoli. Chodzimy razem na kosza i mamy wspólne wypady, jednak oni doskonale wiedzą, że pewnych granic nie mogą przekroczyć, bo to jest złe. Klaps nie zbudował tych relacji, to prawda, tylko wspólnie spędzony czas, jednak klaps był częścią ostateczności, dyscypliny i to wszystko razem łącznie z uwagą daną dziecku zbudowała dobre efekty.

  8. przykre, że redakcja nie umieszcza komentarzy (usuwa niewygodne, które nie są obraźliwe), gromadząc tylko osoby, które zgadzają się z jedynie słuszną linią? Oj znajomo brzmi…. Szkoda, bo bezprawnik wydawał się miejscem, gdzie liczą się argumenty, nawet jeśli ktoś się z nimi nie zgadzał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *