Polska gospodarka ma się świetnie, dlatego kupiliśmy obraz (i kilka drobiazgów) za pół miliarda złotych

Gorące tematy Państwo 30.12.2016
Polska gospodarka ma się świetnie, dlatego kupiliśmy obraz (i kilka drobiazgów) za pół miliarda złotych

Udostępnij

Marek Krześnicki

„Dama z gronostajem” namalowany przez Leonardo da Vinci to najbardziej wartościowy obraz w Polsce. Do tej pory uważany był za bezcenny, ale polski rząd postanowił zerwać z „imposybilizmem państwa” i kupił kolekcję Fundacji Czartoryskich za, bagatela, 100 milionów euro netto. Deal roku czy noworoczny prezent dla arystokraty?

A może jeszcze inaczej: prezent dla Narodu polskiego, taki „Dar Pomorza” Anno Domini 2016? Wszak – w świetle oficjalnego komunikatu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego – właścicielem kolekcji dzieł sztuki został właśnie Naród.

Kolekcja Książąt Czartoryskich stała się własnością narodu polskiego. 29 grudnia 2016 r. na Zamku Królewskim w Warszawie wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński, działając w imieniu Skarbu Państwa, podpisał z ks. Adamem Karolem Czartoryskim i Fundacją Książąt Czartoryskich umowę zakupu zbiorów Książąt Czartoryskich i związanych z nimi nieruchomości, a także roszczeń wobec tych ruchomych dóbr kultury wchodzących w skład kolekcji, które zostały utracone podczas II wojny światowej.

Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosław Gowin jest zachwycony, i sugeruje, że właśnie wstaliśmy z kolan:

„Dama z gronostajem” wreszcie jest nasza

Sytuacja powyższa jest o tyle ciekawa, że zbiory (wspomniana „Dama z gronostajem”, dzieła Matejki i Rembrandta, rękopisy kronik Jana Długosza) należące formalnie do Fundacji Książąt Czartoryskich nie były niedostępne dla Polaków. Ba, Muzeum Narodowe w Krakowie było oficjalnym, prawnym opiekunem zbiorów i nieruchomości należących do tejże fundacji. Wynika to z treści zarządzenia Ministra Kultury z dnia 19 grudnia 2013 w sprawie nadania statutu Muzeum Narodowemu w Krakowie:

§7 ust. 1. Muzeum realizuje zadania, o których mowa w § 6, poprzez: (…) sprawowanie opieki nad zbiorami i nieruchomościami Fundacji Książąt Czartoryskich

Muzeum i Biblioteka Książąt Czartoryskich były oficjalnymi oddziałami Muzeum Narodowego. Gabinet rycin i rysunków Czartoryskich, Księgozbiór Czartoryskich oraz Archiwum i zbiór rękopisów Czartoryskich były działami zbiorów Muzeum. Po co właściwie zatem doszło do tej transakcji?

Ministerstwo tłumaczy to w ten sposób:

Zbiory, które niezwłocznie zostaną przekazane Muzeum Narodowemu w Krakowie, zyskają pełną ochronę prawną, której dotychczas, mając jedynie statut depozytu prywatnej fundacji, były pozbawione, stając się jednocześnie własnością całego polskiego społeczeństwa.

Operacja: Samum Statut

Co ciekawe, jeszcze kilkanaście dni temu majątek Fundacji był formalnie „niesprzedawalny”. Na stronie internetowej Fundacji obecnie dostępny jest statut, w którym zawarto ustęp o treści:

Celem Fundacji jest ochrona Muzeum i Biblioteki XX. Czartoryskich w Krakowie oraz nieruchomości wchodzących w skład majątku Fundacji w Krakowie i Sieniawie – jako historycznej nierozerwalnej całości, jak również udostępnianie powyższych zbiorów społeczeństwu.

A jeszcze niedawno ten fragment wyglądał tak:

Majątek Fundacji przekazany aktem ustanowienia Fundacji jest niezbywalny. Fundacja ma charakter fundacji otwartej i może powiększać swój majątek i zbiory poprzez przyjmowanie darowizn, spadków i legatów.

Innymi słowy, na gruncie poprzedniego statutu sprzedaż majątku Fundacji (a choćby i „Damy z gronostajem”, jednego z głównych bohaterów filmu „Vinci”) – nawet na rzecz Skarbu Państwa – była po prostu niemożliwa.

Całą sytuacja wygląda zatem tak, jakby obecne władze Ministerstwa Kultury postanowiły wspomóc podupadającą klasę arystokratyczną zapomogą w kwocie 100 milionów euro plus VAT. Dzięki temu „Książę Adam Karol Czartoryski (…) przyjmując ofertę rządu polskiego  i regulując tym samym  definitywnie status bezcennych dla Polaków zbiorów, wpisał  się w długą i piękną tradycję zasług rodu Czartoryskich dla Rzeczypospolitej„.

Czy przyjęcie pół miliarda złotych przez prywatną osobę faktycznie jest aż tak szlachetnym uczynkiem?

Reklama