Toczy się walka o naszą prywatność, a branża reklamowa straszy „psuciem internetu” [akt.]

Gorące tematy Technologie 18.10.2017
Toczy się walka o naszą prywatność,  a branża reklamowa straszy „psuciem internetu” [akt.]

Udostępnij

Marcin Maj

Dostawcy reklamy online pragną Twojego dobra (sic!) i nie chcą, byś męczył się umysłowo wyrażając te wszystkie niepotrzebne zgody (sic!!). Dlaczego? Bo w Parlamencie Europejskim trwają pracę nad nową dyrektywą o prywatności w łączności elektronicznej. Firmy chcą swobody w przetwarzaniu naszych danych, ale nas powinna interesować właśnie prywatność. 

e-Privacy – o co tu chodzi?

Polska i Unia Europejska szykują się do wdrożenia nowych przepisów w zakresie ochrony danych (chodzi o rozporządzenie znane jako GDPR albo RODO). Te przepisy będą miały ogromny wpływ na naszą prywatność bo umożliwią np. nakładanie wysokich kar za naruszenia w zakresie ochrony danych. Tylko że przepisy o ochronie danych to nie wszystko. Unia Europejska ma jeszcze dyrektywę o prywatności i łączności elektronicznej, często określaną jako dyrektywa o e-prywatności (e-privacy).

Ta dyrektywa pochodzi z 2002 roku i koncentruje się na tajemnicach, jakie muszą zachować telekomy. Twórcy tej dyrektywy nie mogli uwzględnić tzw. mobilnej rewolucji, wzmocnienia znaczenia usług chmurowych czy szybkiego rozwoju internetu rzeczy (IoT) i social mediów. Pojawiła się więc potrzeba zaktualizowania dyrektywy, co może być zarówno szansą jak zagrożeniem dla naszej prywatności. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, do polityków unijnych ruszyli lobbyści, którzy chcieliby rozluźnienia pewnych „barier”, niekoniecznie z dobrym skutkiem dla nas, zwykłych obywateli.

Co zaproponowano?

W styczniu tego roku Komisja Europejska przedstawiła projekt nowej dyrektywy. Zaproponowane przepisy miały zagwarantować poufność treści wiadomości oraz – co ważne – poufność metadanych stanowiących element komunikacji (czyli informacji o tym gdzie i skąd się łączyłeś). Komisja Europejska dostrzegła, że również  metadane mają olbrzymi wpływ na prywatność i trzeba je usuwać lub anonimizować jeśli użytkownik nie chce by te dane przetwarzano. Podczas gdy obowiązująca dyrektywa ma zastosowanie do telekomów to nowe przepisy mają objąć także dostawców usług łączności online, takich jak WhatsApp, Gmail czy  Skype.

KE zaproponowała też nowe podejście do ciasteczek i spamu. Interesujące są też propozycje wzmocnienia prawa do szyfrowania. Chodzi o to, by  władze państw członkowskich nie mogły nałożyć na dostawców usług obowiązków, które ograniczyłyby bezpieczeństwo albo szyfrowanie ich sieci lub usług.

Projekt został uznany za krok w dobrą stronę, ale wyłącznie przez organizację broniące prywatności. Firmy z branży telekomunikacyjnej sugerowały, że projekt będzie hamował innowację, bo – ich zdaniem – operatorzy telekomunikacyjni powinni móc swobodniej przetwarzać dane o użytkownikach. Marzeniem telekomów jest to, by mogły one śledzić nas na podobnych zasadach jak e-usługodawcy, dzięki czemu miałyby możliwość spieniężania tego co o nas wiedzą. Zmiany nie podobają się także dostawcom reklam online. Oni chcą nas śledzić swobodnie, bez dawania nam kontroli nad tym co o nas wiedzą.

Pora na Parlament Europejski (i lobbystów)

Teraz dyrektywą zajmuje się Parlament Europejski. W czwartek 19 października odbędzie się istotne głosowanie w Komisji Wolności Obywatelskich. Wielu „zwykłych obywateli” nawet nie ma świadomości, że te prace się toczą. Tymczasem atmosfera wśród ludzi świadomych tej sprawy jest dość gorąca.

Firmy z branży reklamy internetowej nie chcą, byśmy mieli więcej zagwarantowanej prywatności. Uruchomiły one zatem kampanię Like a bad movie, która rysuje scenariusz internetu „popsutego” unijną regulacją. Kampania przekonuje, że dzięki śledzeniu nas możliwe jest finansowanie jakościowego dziennikarstwa i tworzenie wspaniałych aplikacji. Co więcej kampania przekonuje, że wcale nie chcesz być pytany o to jak jesteś śledzony. Przecież jesteś na to zbyt głupi i takie pytania Cię zmęczą (sic!). Lepiej, byś po prostu dostawał darmowe treści i się tym cieszył.

Taki jest przekaz tej kampanii :). Jeśli nie wierzycie to zobaczcie.

Może być gorzej? Serio?

Na inną stronę medalu zwraca uwagę Fundacja Panoptykon zainteresowana problemami społeczeństwa nadzorowanego. Fundacja podkreśla, że to firmy z branży interaktywnej wpływają na to jak przejrzyste usługi dostaniemy. Już dawno temu można było stworzyć nieirytujące reklamy oraz wygodne ustawienia prywatności. Nikt tego nie robił, bo agresywne reklamy się sprzedawały i jakoś na siebie zarabiały. Teraz, gdy pojawia się wizja uregulowania pewnych spraw na drodze prawnej, firmy z branży interaktywnej przekonują, że chcą zadbać o naszą prywatność i wygodę.

W Parlamencie Europejskim są politycy, którzy będą wsłuchiwać się w głos strony biznesowej. Niektórzy z nich wydają się sugerować, że zasady prywatności w sieci powinny być rozluźnione, nie wzmocnione. Z tego powodu różni aktywiści namawiają, by dzwonić do europosłów i dawać im znać, że oczekujecie wsparcia pro-prywatnościowych zapisów.

Piłka jest w grze i sprawę trzeba będzie uważnie obserwować.

Nie jest źle (aktualizacja 19.10)

Po głosowaniu w Komisji Wolności Obywatelskich (LIBE) nastroje są raczej pozytywne. Euoposłowie opowiedzieli się m.n. przeciwko tzw. „cookie walls” które skutkują odmową dostępu do danej strony internetowej w przypadku użytkowników niewyrażających zgody na wykorzystanie plików cookie.

Fundacja Panoptykon wyraziła swoje zadowolenie na Twitterze.

Również organizacja European Digital Rights stwierdziła, że pomimo ogromnego nacisku lobbystów komisja przyjęła rozwiązania pro-prywatnościowe. Niezadowolona jest natomiast grupa obywatelska La Quadrature du Net. Uważa ona, że można było przyjąć tekst jeszcze bardziej radykalnie broniący prywatności, ale zabrakło woli ku temu, w imię bronienia wypracowanego wcześniej kompromisu.