Krótkookresowy lockdown jest konieczny, a na pewno lepszy od pełzającego

Biznes Państwo dołącz do dyskusji (18) 22.10.2020
Krótkookresowy lockdown jest konieczny, a na pewno lepszy od pełzającego

Marzena Sosnowska

Wydaje się, że nie ma innego wyjścia, by inaczej opanować dynamiczny wzrost zachorowań. To tragedia dla wielu firm. Ale jeśli na szali stawiamy niewydolną opiekę zdrowotną, iluś ludzi, którzy stracą życie, a nie musieliby, to ma to sens. Walia wprowadza lockdown na 17 dni od najbliższego piątku, Irlandia Północna w ubiegły piątek wprowadziła na cztery tygodnie. Za ich przykładem idą Czechy, które od dziś wprowadzają drastyczne ograniczenia. 

Wiem, że narażam się na falę krytyki zarówno ze strony przedsiębiorców, jak i dużej części społeczeństwa, o rządzących nie wspominając. Ale jakoś przeżyję. W przeciwieństwie do wielu osób, które zachorują.

Po wiosennym zamknięciu gospodarki praktycznie wszyscy mamy dość. I tego, czego boimy się najbardziej, to kolejnego lockdownu. Rządzący chyba też go się obawiają. Być może dlatego, że budżet państwa na kolejne tak wielkie wydatki nie może sobie pozwolić. Wszelkie bonusy jak 500 plus, trzynastki, czternastki odbijać nam się będą długo czkawką. Państwa zwyczajnie na to nie stać, by wesprzeć Polaków w czasie pandemii.

„Pełzający lockdown” chyba gorszy

Z drugiej strony wydaje się, że bardziej obciążający jest „pełzający” lockdown. Wiele branż od marca nie jest w stanie prowadzić działalności. Przypomina to długotrwałe pastwienie się nad konającym. Może więc krótkotrwale należałoby obciążyć wszystkich konsekwencjami? Przy wzroście zakażeń za chwilę firmy i tak nie będą w stanie pracować w miarę normalnie. Spowodowane to będzie choćby dużą absencją pracowników – zwolnienia lekarskie, kwarantanny, izolacje. Może więc lepiej wszystkim w jednym czasie dać wolne np. na dwa czy trzy tygodnie? Ale warunkiem powinno być to, by po tym okresie wszystko na jakiś czas wróciło do normy, oczywiście z przestrzeganiem zasad sanitarnych. Tak by teraz ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa i dać czas odetchnąć niewydolnej opiece medycznej.

W Walii nawet świątynie zamknięte. Z wyjątkiem ślubów i pogrzebów

– Ograniczona czasowo „zapora ogniowa” ma być krótkim, ostrym szokiem, aby zawrócić zegar, spowolnić wirusa i dać nam więcej czasu. Będzie musiała być ostra i głęboka, aby wywrzeć wpływ, którego potrzebujemy – wyjaśnił premier Walii.

„Zgodnie z ogłoszonymi regulacjami, zamknięte muszą zostać wszystkie sklepy, z wyjątkiem tych, które sprzedają niezbędne artykuły, a także puby, bary, restauracje i miejsca rozrywki. Z wyjątkiem kluczowych pracowników, wszyscy pozostali powinni pracować zdalnie, jeśli to możliwe. Ludzie powinni pozostawać w domach, jeśli wyjście nie jest niezbędne.

Zabronione będą spotkania osób z różnych gospodarstw domowych, zarówno w zamkniętych pomieszczeniach, jak i na otwartych przestrzeniach, choć nadal można będzie się spotykać w ramach „baniek wsparcia”, które mogą tworzyć osoby mieszkające samotnie. Po zwyczajowej tygodniowej przerwie w połowie semestru szkoły podstawowe zostaną otwarte, natomiast do szkół średnich wrócą tylko uczniowie klas siódmych i ósmych. Wszystkie świątynie zostaną zamknięte z wyjątkiem ślubów i pogrzebów” – czytamy w Onecie.

Fundusz pomocowy dla firm ma wynosić 300 mln funtów.

Irlandia Północna na prawie miesiąc „zamarła”

Tu restrykcje obowiązują od 16 października. Wprowadzone zostały na cztery tygodnie. Zamknięte zostały puby, bary, restauracje oraz kawiarnie. Do godziny 23:00 mieszkańcy mogą zamówić jedzenie jedynie z dostawą lub na wynos. Nieczynne są też wszelkiego rodzaju usługi wymagające bliskiego kontaktu między ludźmi, jak fryzjerskie czy kosmetyczne. Siłownie mogą działać jedynie dla indywidualnego klienta. Zakazana jest organizacja wesel. W ślubach i pogrzebach może uczestniczyć maksimum 25 osób. Szkoły nie pracują. Władze zaleciły pracę zdalną i ograniczenie przemieszczania się.

Czechy proszą o pomoc

Rząd od dziś wprowadza wiele dotkliwych restrykcji. Należą do nich między innymi zakaz wychodzenia z domów z wyjątkiem drogi do pracy oraz zakaz kontaktów z innymi ludźmi. Można poruszać się maksymalnie w dwie osoby. Jedynie rodziny wspólnie zamieszkujące mogą przemieszczać się w większej grupie. Można wychodzić do lekarza, do najbliższego sklepu, w ramach pomocy sąsiedzkiej, a także organizować wyjazdy za miasto. Restauracje i bary zostały już wcześniej zamknięte. Mogą jedynie prowadzić sprzedaż na wynos. Czynne są wyłącznie sklepy spożywcze, drogerie, apteki, zakłady optyczne, stacje benzynowe, myjnie samochodowe, pralnie, sklepy z częściami samochodowymi i elektroniką oraz kioski z prasą i tytoniem. Można skorzystać także z usług księgowych. Urzędy mają przejść na pracę zdalną. Przedłużono ważność praw jazdy. W sytuacjach koniecznych można odwiedzić urząd. Dla interesantów mają one bowiem być czynne dwa dni w tygodniu po pięć godzin. Premier zamierza się zwrócić o pomoc do Grupy Wyszehradzkiej oraz do sąsiadujących niemieckich landów. W przyszłym tygodniu ma przylecieć grupa 28 amerykańskich lekarzy.

Czy taki „twardy” lockdown pomógłby Polsce?

Pewności mieć nie możemy. Nie wolno wykluczać wariantu, że kilkunastodniowe wyrzeczenia poszłyby na marne i chwilę po otwarciu gospodarki wrócilibyśmy z fatalnymi statystykami do poziomu, który mamy obecnie. Ale jeśli otwarcie gospodarki byłoby robione z głową, sanepid śledziłby powstające ogniska koronawirusa, być może dalibyśmy radę zredukować pustoszący wpływ epidemii na nasze życie. Tymczasem jeśli nic nie zrobimy, szansa na to, że będzie lepiej, jest niewielka.

18 odpowiedzi na “Krótkookresowy lockdown jest konieczny, a na pewno lepszy od pełzającego”

  1. Kobieto, weź w końcu przyjmij do siebie, że tego się już opanować nie da. I nie pisz takich artykułów jak Arek Dobra Rada bo są one bezcelowe i kompletnie nic nie wnoszą do rzeczy. Wszyscy tu radzicie, dajecie rady itp – weź no jeden z drugi napisz list do pinokia z rządu i jemu to powiedz a nie nam. Jakoś przed wyborami było wszystko dobrze. Pretensje miejcie do rządzących a nie zwalajcie winę na ludzi.

  2. „Ale jakoś przeżyję (krytykę). W przeciwieństwie do wielu osób, które (realnie) zachorują.” – kompletnie odwracasz kota ogonem i stawiasz narrację na głowie. Tak, zachoruje wiele osób, nawet bardzo wiele. To retoryczne połączenie „przeżyję” do „wielu którzy zachorują”, jest absolutnie nieakceptowalnym, łobuzerskim nadużyciem, grą pod publiczkę obliczoną na tani poklask. Tak, bardzo wielu zachoruje i około 1% umrze. Te liczby znajdują się na przeciwległych biegunach.
    Oby to był już pierwszy punkt przegięcia na krzywej Gaussa, bo … liczba zachorowań będzie jeszcze wzrastać i nie jest to żadna zła wiadomość, przeciwnie, byłaby to bardzo dobra wiadomość. Jeśli nie masz pojęcia o czym piszesz, to tak, nie pisz. Nie słuchaj mediów, dla których tak naprawdę się nie liczysz. Ani trochę. Ta historia skończy się dobrze, zaufaj mi.
    Wszystko się streszcza w Twoim podsumowaniu – „Pewności mieć nie możemy.” – no właśnie, ile jeszcze razy będziemy się bawić z wirusem w chowanego? Przy 4 tysiącach zmarłych mamy wywiesić białą flagę, o przepraszam, narobić w pory i wywiesić brązową? Ochronienie życia być może 30 tysięcy osób, mniej lub bardziej schorowanych osób, ma być miernikiem mojej empatii i człowieczeństwa? Ochronienie kosztem kompletnej ruiny wszystkich? Tak pojmujesz solidarność? Niech najbardziej narażeni zostaną w domach, to jest rozwiązanie, a nie zamykanie wszystkiego na cztery spusty pod płaszczykiem medialnej wrażliwości która jest tak szczera jak Twoja troska o moje dzisiejsze samopoczucie.
    Dla mnie to nie wrażliwość, to cyniczne, medialne łobuzerstwo i całkowity brak rozsądku. Sugerowanie lekarstwa gorszego od choroby i próba wylania dziecka z kąpielą.

  3. No tak, ty autorko przeżyjesz, bo siedzisz sobie w domowym ciepełku i piszesz artykuły albo inne prawne rzeczy, a jedzenie możesz sobie zamówić z cateringu. A co mają zrobić ludzie, którym lockdown zamknie biznesy i zrujnuje inwestycję całego życia? Już nie mamy pieniędzy na Tarczę 15.0 i kolejne. Oczywiście możemy dodrukować, ale pójdzie spirala jak za Gierka.

    W dodatku nie wiadomo, ile lockdown miałby trwać, żeby odnieść skutek. Bo co z tego, że wszystko zamkniemy na miesiąc i zredukujemy liczbę zakażeń do powiedzmy kilkuset, skoro później epidemia wybuchnie ze taką samą, jeśli nie większą, siłą. Przypominam, że tradycyjnie najgorszy grypowo jest styczeń i luty, wtedy dopiero będziemy mieli obciążenie służby zdrowia kichającymi, niezależnie od choroby.

    Jest jeszcze kwestia psychologiczna, o ile w marcu i kwietniu człowiek cieszył się nadchodzącą wiosną i mógł mieć nadzieję, że obostrzenia szybko miną (co też nastąpiło), to teraz mamy w perspektywie 4-5 zimnych i ponurych miesięcy, a jak wiadomo zimą nasilają się depresje i inne schorzenia związane z brakiem słońca i świeżego powietrza. I teraz mamy się dobrowolnie zamknąć w domach?

  4. Autorki tego durnego tekstu – powiedz to tym, którzy stracili już prace (branże eventowe czy choćby fitness) oraz tym, którzy stracili wiosną.

    Zaraz znowu poleca zwolnienia, firmy się będą zamykać ale wszystko jest ok – bo autorka siedzi w domu i zdalnie pisze teksty.

    Jesteś podobna jak spora cześć branży IT – a znam, bo sam pracuje jako programista – każdy siedzi przy biurku w swoim domu i mało kto się interesuje innymi.

    Pokazujesz jakieś resztki empatii dla ludzi, którzy zachorują, ale kompletnie nie masz jej dla osób dotkniętych tym wszystkim w inny sposób.

  5. To nic nie da oprócz wpędzenia kolejnych tysięcy ludzi w nędzę i bezrobocie.A liczba zakażeń i tak szybko wróci znowu do tych samych wartości. Łatwo rzucać takimi pomysłami komuś,kto zarabia pisaniem w internecie.A z czego mają żyć ci, którzy nie mają tak dobrze?

  6. „Wiele branż od marca nie jest w stanie prowadzić działalności. Przypomina to długotrwałe pastwienie się nad konającym. Może więc krótkotrwale należałoby obciążyć wszystkich konsekwencjami?”

    Rozrywka ma problemy. Tak w czasie wojny zazwyczaj branża rozrywkowa ma problemy. Ale czy to powód abyśmy wszyscy umierali za branżę rozrywkowo-kulinarno-turystyczną? W ramach solidarności, w ramach gospodarczego samobójstwa? Poza tym zamykanie Fitnes klubów nie ma na rozwój epidemii żadnego wpływu. Sam kupuję bilety do kina studyjnego na seans w przyszłości, kupiłem bilet na koncert w marcu (właśnie został ponownie przeniesiony na marzec 21). Wspierajmy branżę finansowo – nie zamykajmy całej gospodarki. Twarde zamknięcie gospodarki na miesiąc lub dwa spowoduje kryzys, z którego będziemy wychodzić 15 lat czyli stracimy 30 lat bo za 15 będziemy w miejscu z przed pandemii.

  7. Lockdown – d.. nie lockdown. A czy płatności za prąd, czynsz, ZUS , żywność też obejmie lockdown. Nie da się. To jest mówienie ludziom zróbcie lockdown dla dobra społeczeństwa a potem społeczeństwo wam wynagrodzi – laurką i uściskiem ręki.
    PS. Proszę nie mylić zakażeń z zachorowaniem. Te testy pcr można sobie wsadzić bo one nie stwierdzają możliwości zarażania, dlatego się nadają na poczatku epidemii żeby odciąć drogi zakażeń – ale jaki to ma sens jak już to zdarzenie masowe i wszyscy się z tym stykają.

    • Akurat w Omanie jak wiosną zrobili lockdown to zwolnili wszystkich obywateli z opłat za media za 3 miesiące. Czyli można jak się ma paru bogatych szejków.

      • Tylko problem jest dodatkowo taki że trzeba utrzymać infrastrukturę i logistykę – żarcie musi ktoś wyprodukować i dostarczyć na przykład. Czyli trzeba zarządzać kryzysem z głową a nie na zasadzie pospolitego ruszenia.

  8. Niestety, ale lepiej to już było. Realistycznie podchodząc do tematu, trzeba liczyć na szczęście bycia w tych 99% zakażonych, którzy wyzdrowieją lub w tym nielicznym odsetku, który w ogóle nie ulegnie zakażeniu.
    Niestety z tej matematyki wynika, iż prawie pół miliona Polaków umrze, najczęściej w haniebnych warunkach, ze względu na marny stan służby zdrowia.
    Trzeba przywyknąć do takiej smutnej konstatacji będąc jednocześnie dobrej myśli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *