Pakiet Wolności Akademickiej nie jest takim złym rozwiązaniem. Może nie zaroi się od płaskoziemców na wykładach

Państwo Prawo dołącz do dyskusji (11) 28.01.2021
Pakiet Wolności Akademickiej nie jest takim złym rozwiązaniem. Może nie zaroi się od płaskoziemców na wykładach

Rafał Chabasiński

Jednym ze sztandarowych pomysłów ministra Przemysława Czarnka jest Pakiet Wolności Akademickiej. W założeniu chodzi o umocnienie wolności słowa, badań i nauczania na polskich uczelniach. Niewątpliwie stoi za tym chęć poprawy pozycji wykładowców o poglądach konserwatywnych czy religijnych. Konsekwencje wejścia w życie pakietu nie będą jednak jakieś dramatyczne.

Minister Przemysław Czarnek Chciałby chronić naukowców o poglądach konserwatywnych i chrześcijańskich

Resort nauki pracuje nad nowelizacją prawa o szkolnictwie i nauce. Tak zwany Pakiet Wolności Akademickiej ma, zgodnie z ministerialnymi założeniami, służyć umocnieniu wolności słowa, badań i nauczania na polskich uczelniach. Czy to oznacza, że w tej chwili mamy z tym jakiś problem? Tak uważają środowiska konserwatywne. Ich zdaniem, mamy do czynienia wręcz z „dyktaturą lewicowo-liberalną”. Sam minister Przemysław Czarnek otwarcie przekonuje, że Pakiet Wolności Akademickiej ma chronić naukowców o poglądach konserwatywnych i chrześcijańskich.

Takie postawienie sprawy, jak podaje portal Prawo.pl, spotkało się z cierpką reakcją ze strony Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. Ich zdaniem, postulowana przez ministerstwo zmiana będzie „otwarciem drogi uniwersyteckiej dla forsowania w nauczaniu akademickim tez, które nie mają podstaw naukowych, nie są poparte badaniami, lecz są oparte wyłącznie o czyjeś przekonania religijne i światopogląd”.

Czy nowelizacja rzeczywiście oznacza immunitet dla religii i prawicowego światopoglądu? A może polskie uniwersytety teraz zaleją płaskoziemcy, antyszczepionkowcy i tropiciele złowrogich jaszczurów z kosmosu? Analizując propozycję zmiany prawa warto przyjrzeć się przede wszystkim samym przepisom.

Pakiet Wolności Akademickiej byłby dużo bardziej skuteczny, gdyby wprost rozróżniał poglądy od wiedzy i nauki

Cały Pakiet Wolności Akademickiej opiera się w gruncie rzeczy na dwóch kluczowych przepisach nowelizacji. Pierwszym z nich jest nowy art. 23 ust. 2 pkt 2a). Zgodnie z nim, rektorom wyższych uczelni dojdzie nowy obowiązek. Ściślej mówiąc: „zapewnianie w uczelni poszanowania wolności nauczania, wolności słowa, badań naukowych, ogłaszania ich wyników, a także debaty akademickiej organizowanej przez członków wspólnoty uczelni z zachowaniem zasad pluralizmu światopoglądowego i przepisów porządkowych uczelni”.

Takie rozwiązanie trudno uznać inaczej, niż za typowy przykład normy programowej. Bardzo ogólny i równocześnie niejasny charakter stosowanych w postulowanym przepisie rozwiązań sugeruje raczej ustawowe wyznaczenie pewnych kierunków działań rektorów. W samym zresztą przepisie nie ma niczego potencjalnie szkodliwego.

Owszem, można się zastanawiać, czy uczelnie wyższe to właściwe miejsce na „wolność słowa„. Ta jednak jest konstytucyjnie chronionym prawem człowieka, więc obejmuje także wykładowców. W tym także tych o konserwatywnych poglądach. Wystarczy w końcu umiejętnie oddzielać wiedzę przekazywaną studentom i głoszoną jako tezy naukowe od sfery poglądów oraz religii. Problem wówczas rozwiązuje się sam.

Zmiany w postępowaniu dyscyplinarnym na polskich uczelniach w dużej mierze zależy od składu komisji dyscyplinarnej przy ministrze

Drugim kluczowym przepisem Pakietu Wolności Akademickiej jest nowy art. 275 ust. 1a. Zgodnie z nim „Nie stanowi przewinienia dyscyplinarnego wyrażanie przekonań religijnych,
światopoglądowych lub filozoficznych„. Ponownie: trudno byłoby traktować takie zachowanie jako przewinienie dyscyplinarne – do momentu, w którym zaciera się granica pomiędzy poglądami i przekonaniami a wiedzą i nauką. Żaden przepis nowelizacji nie dąży wprost do przekraczania tej granicy.

Następne rozwiązania nowelizacji stanowią właściwie konsekwencję powyższego przepisu. Nauczyciel akademicki będzie musiał zostać powiadomiony o toczącym się względem niego postępowaniu wyjaśniającym. Nie będzie można go zawiesić w trakcie samego postępowania. Jego stronom będzie przywiązywać prawo do odwołania – najpierw do komisji dyscyplinarnej przy ministrze, następnie do sądu apelacyjnego w Warszawie.

Oczywiście, bardzo istotną kwestią dla funkcjonowania postulowanych rozwiązań będzie skład samej komisji. Jeżeli minister obsadzi ją, na przykład, osobami o bardzo silnym ideologicznym skrzywieniu w stronę prawicy, to siłą rzeczy możemy spodziewać się nadspodziewanie wyrozumiałego traktowania osób o podobnych poglądach. Komisji złożonej z zadeklarowanych lewicowców akurat trudno byłoby się w dzisiejszej rzeczywistości politycznej spodziewać. Choć taka czysto hipotetyczna sytuacja rodziłaby dokładnie takie same problemy.

Pakiet Wolności Akademickiej to projekt, który w żadnym wypadku nie będzie katastrofą dla polskiej nauki

Sam Pakiet Wolności Akademickiej nie jest jednak niczym złym. Po tym jak minister Czarnek twierdził, że na polskich uczelniach wolności nauki nie ma, można było spodziewać się bardziej drastycznych rozwiązań. Należy pamiętać, że proponowana przez resort nauki nowelizacja nie preferuje żadnej konkretnej strony ideologicznego sporu. Nie mamy przecież, na przykład, obowiązku „respektowania wartości chrześcijańskich” przez uczelnie czy rektorów.

Równocześnie proponowane przepisy nie zawierają żadnego wyłączenia skonstruowanego specjalnie z myślą o poglądach i treściach kojarzonych z lewicą czy liberalizmem. Warto przy tym zauważyć, że projekt nowelizacji nie zawiera uzasadnienia. Dzięki takiemu rozwiązaniu trudno doszukiwać się konstruowania nowego prawa z jakimś ideologicznym skrzywieniem.

Łatwo sobie wyobrazić skutki wejścia w życie Pakietu Wolności Akademickiej. W przypadku groźby postępowania dyscyplinarnego pracownicy naukowi będą starali się udowodnić, że w ich przypadku chodzi o światopogląd albo religię, nie o głoszenie na uniwersytecie bzdur. Władze uczelni będą każdorazowo próbowały dowodzić czegoś dokładnie odwrotnego. Obejmie to zarówno konserwatystów, ideologicznie zaangażowanych chrześcijan, jak i przedstawicieli szeroko rozumianej lewicy w środowisku naukowym.

Pakiet Wolności Akademickiej w gruncie rzeczy w jakimś tam stopniu będzie służył pluralizmowi w debacie naukowej. Nie zmieni wiele, z pewnością wydłuży i utrudni niektóre postępowania dyscyplinarne na uczelniach. Brakuje również wspomnianego już rozróżnienia pomiędzy poglądami a wiedzą i nauką. W zasadzie jednak zaproponowane przez resort nauki rozwiązanie jest jakimś tam drobnym kroczkiem w pożądanym kierunku. W najgorszym wypadku: nie jest czymś, co zaszkodziłoby polskiej nauce jako takiej, czy poszczególnym uczelniom.