Wiele miejsca poświęciliśmy na Bezprawniku kwestii zaległości płatniczych, które dławią polskie firmy. Problemy z zatorami płatniczymi zostały dostrzeżone przez rząd, a wicepremier Morawiecki ogłosił „pakiet wierzycielski”, który ma pomóc w odzyskiwaniu pieniędzy przez przedsiębiorców. Plan Morawieckiego dla firm?

Co się w nim znajduje? I – co ważne – czy pomysły te nie zostaną storpedowane przez komornicze reformy Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro?

Plan Morawieckiego dla wierzycieli

Podobno życie zawodowe pracowników korporacji to tak naprawdę przeskakiwanie między otwartymi okienkami Excela i PowerPointa. Istnieje prawdopodobieństwo, że prawdziwe realia „pracy w korpo” są inne, ale dotychczasowa działalność ministra Morawieckiego (byłego prezesa banku BZ WBK) zdaje się tę teorię potwierdzać. Zaprezentowany program #100zmianDlaFirm to, póki co, zbiór postulatów.

Co ciekawe, z większością punktów planu nie sposób się nie zgodzić. Przyjazna administracja? W to mi graj! Ochrona przed zmianą interpretacji przepisów? Jestem za! Łatwe dziedziczenie firm jednoosobowych? Dobra zmiana!

No i wreszcie: „łatwiejsze odzyskiwanie długów”. Dokument opisujący planowane zmiany w prawie znajdziecie tutaj. Nie jest on długi, to raptem półtorej strony maszynopisu. Niemniej, podstawowe problemy wierzycieli zostały dobrze zdiagnozowane. Wskazano w nim między innymi kwestię przewlekłości postępowań sądowych. Jako remedium postuluje się wydawanie przez notariuszy nakazów zapłaty, które miałyby być doręczane dłużnikowi osobiście. Dłużnik mógłby, oczywiście, odwołać się od takiego nakazu do sądu.

Celem takiej zmiany miałoby być przyspieszenie procedury uzyskania nakazu. Obecnie sprawy gospodarcze potrafią ciągnąć się latami, choć na marginesie można zauważyć, że tak długi czas dotyczy roszczeń spornych. Nakaz zapłaty można uzyskać już w 2-3 miesiące, niemniej odzyskiwanie należności to często wyścig wierzyciela z dłużnikiem i każdy miesiąc zwłoki może spowodować (i tak się dzieje w praktyce), że wierzyciel w pewnym momencie otrzymuje prawomocne orzeczenie sądowe, ale dłużnik zdążył pozbyć się majątku.

Ale nawet sam nakaz to czasami za mało. Jeśli dłużnik nie spłaci zadłużenia, można wystąpić do komornika, aby ten odzyskał należność. Ministerstwo Sprawiedliwości szykuje duże zmiany w pracy komorników. Niestety, zmiany te mogą storpedować pomysły ministra Morawieckiego.

Komornicy – niechciane dziecko wymiaru sprawiedliwości

Na łamach Bezprawnika często zajmujemy się komornikami. Nie jesteśmy jedyni – to jeden z bardziej „medialnych” zawodów prawniczych (choć nie powstał o nim żaden serial na miarę „Suits”, a nawet „Magdy M.”). Niezależnie od tego, czy uważamy komorników za cmentarne hieny żerujące na ludzkiej biedzie, czy bohaterów stojących na straży prawomocnych orzeczeń sądowych, chyba wszyscy zgodzimy się, że to zawód potrzebny.

Zbigniew Ziobro przedstawił dziś zarys projektu nowelizacji ustawy o komornikach sądowych i egzekucji. Podobnie jak w przypadku planu Morawieckiego, zamiast gotowe tekstu projektu zobaczyliśmy slajdy i tabelkę w formacie Worda. Zmian jest mnóstwo, w większości interesujące wyłącznie samych komorników – i dlatego nie będziemy ich analizować – ale niektóre z nich w znaczący sposób wpłyną na sprawność egzekucji.

Jedną z najważniejszych zmian w świetle projektu będzie zmiana przepisu dotyczącego tego, jakie ruchomości komornik może zająć. Obecnie przepis art. 845 § 2 kodeksu postępowania cywilnego wygląda następującego:

§ 2.Zająć można ruchomości dłużnika będące bądź w jego władaniu, bądź we władaniu samego wierzyciela, który do nich skierował egzekucję. Ruchomości dłużnika będące we władaniu osoby trzeciej można zająć tylko wówczas, gdy osoba ta zgadza się na ich zajęcie albo przyznaje, że stanowią one własność dłużnika, oraz w wypadkach wskazanych w ustawie. Jednakże w razie zbiegu egzekucji sądowej i administracyjnej dopuszczalne jest zajęcie ruchomości na zasadach przewidzianych w przepisach o egzekucji administracyjnej.

Tymczasem, w ministerialnej tabelce widnieje zapis:

Przepisy komornicze nie chronią należycie własności osób trzecich. Komornikowi wydaje się, że może zająć każdą rzecz, co do której uzna, że pozostaje ona we władaniu dłużnika. Nie interesuje go, czyją naprawdę jest własnością, mimo że przepis mówi o zajęciu „ruchomości dłużnika”. Jest to wynikiem błędnych stanowisk doktryny podnoszącej, że komornik nie bada, co zabiera, a jak się „pomylił”,  to skrzywdzony ma iść do sądu z powództwem przeciwegzekucyjnym.
Koniec z odbieraniem rzeczy, które ewidentnie nie stanowią własności dłużnika. Komornik nie dokona zajęcia, gdy zostanie mu przedstawiony dowód, że zajęte przedmioty nie stanowią własności dłużnika.

Zdumienie i zdziwienie budzi fakt, że minister Ziobro uznaje za „błędne” ugruntowane orzecznictwo Sądu Najwyższego, który stwierdził m.in.: „Przesłanką zajęcia ruchomości jest okoliczność formalna, a mianowicie władanie ruchomością przez dłużnika, a nie badanie przez komornika, czy przedmiot, który ma być zajęty, należy do majątku dłużnika (…) Odmienny pogląd nie jest do przyjęcia przede wszystkim dlatego, że prowadziłby w przeważającej liczbie wypadków do uniemożliwienia zajęcia, a w konsekwencji do uniemożliwienia egzekucji” (III CZP 41/86).

Bez problemu można wyobrazić sobie, że – po wejściu planowanych zapisów – dłużnicy będą mogli w prosty sposób uniemożliwić zajęcie ruchomości, przedstawiając np. umowy darowizny na osobę bliską. Do tej pory, o ile dłużnik władał ruchomością (np. w ramach prowadzonej działalności gospodarczej), komornik mógł dokonać zajęcia, a następnie sąd badał rzeczywisty stan prawny. Wierzyciel mógł zaś, w ramach postępowania sądowego, żądać uznania umowy darowizny za bezskuteczną (tzw. skarga pauliańska).

Za długi zapłacimy my wszyscy

W świetle proponowanych zmian, tryb taki będzie niemożliwy. Komornik co najwyżej będzie mógł poinformować wierzyciela o przedstawionej umowie darowizny, ten będzie również mógł pójść do sądu, ale w międzyczasie nic nie będzie stało na przeszkodzie, aby darowana rzecz w dalszym ciągu zmieniała właściciela – bo przecież nie będzie zajęta. W konsekwencji, wierzyciel dwa razy zastanowi się, czy jest sens walczyć z cwanym dłużnikiem, czy może jednak lepiej wrzucić bezskuteczną egzekucję w koszty działalności, obniżając podstawę opodatkowania.

Reasumując, to podatnicy – my wszyscy – zapłacimy za długi ukrywającego swój majątek dłużnika. Czy to miała na myśłi premier Beata Szydło, mówiąc, że „Wszyscy, którzy żyją i pracują uczciwie, muszą wiedzieć, że nawet w najtrudniejszych sytuacjach, kiedy mają problemy, państwo wyciąga ku nim rękę, a nie staje przeciwko nim„?