Podatek od cukru? A od węglowodanów to nie łaska? A od białka?

Społeczeństwo Zdrowie dołącz do dyskusji (70) 22.01.2019
Podatek od cukru? A od węglowodanów to nie łaska? A od białka?

Udostępnij

Edyta Wara-Wąsowska

Podatek od cukru to temat, który co jakiś czas wraca w dyskusji publicznej. Niektóre państwa zdecydowały się na jego wprowadzenie, tłumacząc to walką z otyłością. Przykładem może być chociażby Wielka Brytania. Co ciekawe, nawet Światowa Organizacja Zdrowia twierdzi, że edukacja nie wystarczy, by skutecznie zmniejszyć liczbę osób z nadwagą, a polityka podatkowa mogłaby pomóc w osiągnięciu celu. A może zaczniemy myśleć o problemie z otyłością inaczej?

Podatek od cukru: cały czas wracamy do tego tematu

Podatek od cukru to temat, który wraca jak bumerang. Zwłaszcza, że niektóre kraje, takie jak chociażby Wielka Brytania (chociaż na razie dotyczy to tylko napojów), zdecydowały się go wprowadzić. Bo nie ma co się oszukiwać – w krajach szeroko rozumianego Zachodu przybywa osób otyłych. I to chorobliwie otyłych. W Polsce wcale nie jest lepiej; polskie dzieci jedzą najwięcej cukru w Europie. Według szacunków – nawet 19 łyżeczek (to w grupie dzieci do 10. roku życia). A konsekwencje otyłości są nieubłagane. Pogarszający się stan zdrowia osób otyłych, liczne choroby, na które zapadają w związku z nadwagą, obciążają mocno budżet przeznaczony na ochronę zdrowia. Podatek od cukru jest zatem z jednej strony rozwiązaniem genialnym – ma pomóc w walce z problemem, a dodatkowo państwo zgarnie dodatkowe pieniądze. Z drugiej strony jest rozwiązaniem po prostu idiotycznym.

Przestańmy patrzeć na wszystko tak powierzchownie

O ustanowieniu podatku od cukru jeszcze niedawno mówili przedstawiciele polskiego resortu zdrowia. Wiceminister zdrowia w rozmowie z „Super Expressem” miał nawet powiedzieć, że „to jest jak akcyza na papierosy. Trzeba iść w tym kierunku.” Podatek od cukru zapłaciłyby oczywiście firmy sprzedające towary z zawartością cukru. Tak naprawdę jednak płaciliby obywatele – i to nawet o to w tym pomyśle chodzi. Ceny miałyby zniechęcić do zakupu produktów z cukrem. Bo przecież to takie proste – nie ma cukru, nie ma osób otyłych. Problem polega jednak na tym, że równie dobrze można byłoby opodatkować produkty ze zbyt dużą zawartością węglowodanów, białka czy tłuszczu (specjaliści do tej pory kłócą się między sobą, które z tych składników tuczy, a które nie).

Przyczyną otyłości nie jest bowiem spożywanie pokarmów zawierających cukier, a ich nadmierne spożywanie. Oczywiście – wielu producentów oferuje produkty, po których zjedzeniu łaknienie rośnie. Także ze względu na to, co zawierają. Podatek od cukru (w tej wersji: trochę podatek od bycia grubym) nie rozwiąże jednak problemu spożywania pokarmów o nieproporcjonalnej kaloryczności względem naszego zapotrzebowania energetycznego. W myśl zasady podatku od cukru można po prostu wprowadzić wyższe podatki na wszystkie produkty żywnościowe. Nie będzie nas stać na duże zakupy, to kupimy i zjemy mniej. Problem rozwiązany!

Pomijam fakt, że myślenie o walce z otyłością (nawet trochę wbrew temu, co zaleca WHO) mogłoby pójść w drugą stronę. I nie chodzi tylko o edukację czy kampanie społeczne (chociaż patrząc na ostatnią kampanię plakatową „Żryj”, to może poprzestańmy tylko na edukacji). Równie dobrze można byłoby wprowadzić dodatkowe bony na owoce i warzywa dla rodzin z dziećmi (i przy okazji zmniejszyć o taką kwotę 500+). Bo to właśnie dzieci, nauczone zdrowych nawyków żywnościowych, w dorosłym życiu nie będą tak często sięgać po „niezdrową” żywność.

Ale póki co to tylko mrzonka.