Formuła Radbrucha była przełomowa: istnieje ponadustawowe prawo i ustawowe bezprawie. Niestety – jakoś nie przyjęto tego do wiadomości

Prawo dołącz do dyskusji (36) 16.01.2021
Formuła Radbrucha była przełomowa: istnieje ponadustawowe prawo i ustawowe bezprawie. Niestety – jakoś nie przyjęto tego do wiadomości

Paweł Mering

Gustav Radbruch stwierdził, że istnieje ponadustawowe prawo i ustawowe bezprawie. To był cios w pozytywizm prawniczy, czego jednak nie zauważono. Dzisiaj zazwyczaj tłumaczy się, że chodziło jedynie o nazizm.

Formuła Radbrucha

Po II Wojnie Światowej niemiecki filozof prawa, prof. Gustav Radbruch, skonstrułował tzw. formułę Radbrucha. Przedstawia się ją za pomocą łacińskiej paremii lex iniustissima non est lex, co można tłumaczyć jako „prawo rażąco bezprawne moralnie nie jest prawem”, choćby było ustanowione całkowicie zgodnie z techniką ustawodawczą.

Zgodnie z powyższym istnieje ustawowe bezprawie i ponadustawowe prawo. Ponadto wynika z tego, iż przywiązanie do monolitu państwa i prawa – jakże obecne dzisiaj w Polsce – jest złe z natury. To formalizm prowadzi do patologii, a nie odchodzenie od niego.

Zarówno narodowość Gustava Radbrucha, jak i czas, w którym ta myśl filozoficznoprawna powstała, nie są przypadkowe. Trzeba bowiem przypomnieć, że wiele nazistowskich zbrodni miało swoje umocowanie w obowiązujących i legalnie ustanowionych przepisach.

Przyjmując zasadę bezwzględnej suwerenności państw opierającą się także o suwerenność w zakresie całowładności prawnej, wielu niemieckich zbrodniarzy mogłoby uniknąć odpowiedzialności. Trzecia Rzesza była przecież suwerennym państwem. Nie mówiąc już o tym, że Adolf Hitler wygrał w 1932 r. w demokratycznych wyborach.

Ponadustawowe prawo i ustawowe bezprawie

„Ustawa i Prawo” G. Radbrucha w tłumaczeniu prof. Jerzego Zajadły (w oparciu o które powstał niniejszy akapit) zawiera wstęp, w którym wskazuje się na motywy i doniosłe skutki oddzielenia ustawy od prawa. Tak też w niemieckiej konstytucji z 1949 roku taki podział właśnie zastosowano, choć symbolicznie. Takie myślenie miało także kolosalny wpływ na m.in. procesy norymberskie (nazywane przez krytyków „sprawiedliwością zwycięzców”) i samą możliwość skazania sprawców zbrodni.

Sam Radbruch pisał – odnosząc się m.in. do okresu hitlerowskiego, że

Każda ustawa była dla nas prawem i każde prawo ustawą. Nauka prawa oznaczała tylko wykładnię ustawy, a orzecznictwo wyłącznie stosowanie ustawy.

Według Radbrucha było to skrajnie złe myślenie i należało zastosować rzeczony rozdział ustawy (jako aktu prawnego) od prawa. Ten podział przyjęto w doktrynie niemieckiej i często występował w orzecznictwie. Jeden z niemieckich sądów orzekając w sprawie legalności konfiskaty mienia żydowskiego wprost stwierdził, że tego rodzaju przepisy są sprzeczne z prawem natury, toteż były nieważne już w momencie wydania. Na podobnej podstawie karane były osoby, które donosiły do gestapo, bądź uniewinniali byli dezerterzy.

Istota powyższych rozstrzygnięć sprowadzała się do tego, że bezprawne z natury było orzekanie w oparciu o nieobowiązujące od chwili wydania narodowosocjalistyczne ustawy. I nie chodziło tutaj o ówczesne władze, a o to, co się kryło za ustawą – że akt prawny po prostu nie może mieć rangi prawa, gdy nie jest prawem.

Skutki formuły Radbrucha

Takie założenie, że prawo rażąco bezprawne nie jest prawem, zastosowane zostało także w latach 90′, tj. w procesie berlińskich enerdowskich pograniczników, którzy strzelali do obywateli próbujących przekroczyć granicę (proces strzelców). Uznano, że kontratyp wyłączający bezprawność zabicia uciekającego przez granicę człowieka polegający na działaniu w ramach uprawnienia strażnika granicznego nie może mieć rangi prawa, mimo tego, że wyrażono go w obowiązującej ustawie.

Formuła Radbrucha została wprawdzie uznana za uniwersalną (także przez ETPC), jednakże nie jest ona powszechnie stosowana. W naszej części Europy – także w Polsce – obowiązuje skrajny formalizm i pozytywizm prawniczy, czego skutkiem jest uznawanie a priori, że wszystko to, co władza wyda i nazwie prawem, jest właśnie prawem. Zaś wszystko to, o czym władza powie, że prawem nie jest – nie jest prawem.

Ja w formule Radbrucha widzę przede wszystkim próbę rozłupania gnijącego już siedemdziesiąt lat temu pozytywizmu poprzez konieczność wskazania, iż prawo nie jest dziedziną, którą należy zamykać w okowach formalizmu, bo to zawsze prowadzi do patologii.

W tekście pt. „czym jest prawo w Polsce” wskazywałem na konieczność spojrzenia szerszego, a także częstszego przenoszenia dyskusji na płaszczyznę zasad prawa zamiast prowadzenia jałowych sporów o kolejność i układ liter w konkretnych aktach prawnych. Prawo nie tylko kryje się tylko w przepisach, nawet jak przepisy mówią coś innego (vide Konstytucja RP) – i to jest istotą formuły Radbrucha.

Oczywiście nie sugeruję, że jakiekolwiek obowiązujące dzisiaj w Polsce regulacje nie są prawem. Formuła Radbrucha jest niezwykle doniosła i na wskroś humanistyczna, zaś nie można jej uznawać za uniwersalny wytrych. Wartości moralne są przecież z natury przynajmniej częściowo relatywne. Niemniej jakaś granica na pewno istnieje.

36 odpowiedzi na “Formuła Radbrucha była przełomowa: istnieje ponadustawowe prawo i ustawowe bezprawie. Niestety – jakoś nie przyjęto tego do wiadomości”

  1. > Wartości moralne są przecież z natury przynajmniej częściowo relatywne

    I to jest właśnie twierdzenie nie do przyjęcia dla obecnych władców RP. ICH wartości są słuszne zawsze i wszędzie, a pozostałe zasługują na potępienie, i nie ma mowy o żadnej relatywizacji. Zgadnijcie skąd takie podejście się wzięło.

    • W takim razie, kto może stanowić o kształcie tej moralności, na podstawie której mamy potem oceniać słuszność prawa? Błędne koło. Naziści uznawali za moralnie dobre tępienie gorszych ras i na gruncie stwierdzenia, że ‚wartości moralne są relatywne’ można by im właściwie skoczyć. Ludzie wtedy i dziś także przyjmują sobie taką moralność, jaka im jest wygodna i pasuje do interesów (Kali ukraść krowę dobrze).

      • Kompromisem, tak jak w przypadku aborcji. Jedni i drudzy muszą trochę ustąpić, bo jak inaczej mają się nie pozabijać?

  2. Takie myślenie też nie jest do końca bezpieczne. Sankcjonuje bowiem ono „prawo naturalne”, do którego odwołuje się chociażby Kościół, ale które de facto nie istnieje. Różne kultury na przestrzeni wieków miały inne odczucie tego co sprawiedliwe. Załóżmy hipotetyczną sytuację, że władzę w Polsce przejmuje lewica, która legalizuje aborcję. Rządzą ileś tam lat, ale następuje zmęczenie materiału i dochodzi do katolickiej kontrrewolucji. Na podstawie tej sentencji kontrrewolucjoniści mogą skazać wszystkich lekarzy wykonujących aborcję za zabójstwo, bo tak wynika z prawa naturalnego, a to co robili za lewicy było bezprawiem. Z drugiej strony ta sama lewica może zamknąć wszystkich działaczy „pro life” za agitację na rzecz łamania „podstawowych praw kobiet”.

    Ta formuła działa tylko jeśli społeczeństwa ją stosujące mają w miarę wspólny i stabilny system wartości. Jeśli w społeczeństwie funkcjonują dwa równie silnie systemy, to może być ona pałką do karania przeciwników.

    • Różne kultury na przestrzeni wieków miały inne odczucie tego co sprawiedliwe.

      Nie wydaje mi się, żeby ten fakt był podstawą do twierdzenia, że ‚prawo naturalne de facto nie istnieje’. Widzę to raczej tak, że ludzkość rozwija się i z czasem lepiej odkrywa, w jaki sposób powinno się traktować bliźniego, żeby i też mnie kiedyś się nie dobrano do pośladów.

      Problemem jest chyba to, że prawo naturalne jest związane z wiarą w istnienie jakiejś tam formy duchowości człowieka vs. że to tylko wykwit konkretnych kultur. Spór podobny do teizmu i ateizmu, a więc że swej natury nierozwiązywalny i nie do udowodnienia w żadną stronę.

      • Nie no, ale samo „nie zabijaj” ma rozciągłość od skrajnego pacyfizmu, gdzie tybetański mnich muchy nie skrzywdzi, po przekrocz granicę mojej posesji bez zaproszenia, a Cię zastrzelę. A uśredniając brzmi „nie zabijaj przypadkowych osób w przestrzeni publicznej”.

  3. Bardzo dobry artykuł, a ja, niczym pan Pan Jourdain („Mieszczanin szlachcicem” Moliera), dowiedziałem się, że mówię prozą. A w tym przypadku – doszedłem do takich samych wniosków, chociaż inną drogą.
    Uważam mianowicie, że prawo jest TEORIĄ, a teoria powinna być podporządkowana praktyce. A praktyka zawiera w sobie zestaw czynów OBIEKTYWNIE dobrych lub złych.
    Prawo może być jednak źle napisane, w wyniku czego dopuszczać obiektywne zło lub karać za obiektywne dobro.
    Zatem człowiek, popełniając obiektywne zło, nie może się bronić „działaniem zgodnym z prawem”, ponieważ obiektywnie jest winien popełnienia zła – zatem powinien być ukarany. Należy bowiem postępować DOBRZE, a nie tylko zgodnie z prawem. Jeśli z kolei ktoś łamie prawo celem uniknięcia obiektywnego zła – nie powinien być karany.
    Oczywiście zdaję sobie sprawę, że szczegółowe kazusy mogą być dyskusyjne – piszę o zasadach ogólnych. Takową powinno też być odpowiednia kolejność karania: jeśli obie strony są winne, to najpierw karzemy bardziej winną.
    Pozdrawiam.

  4. I teraz zagwozdka: a co jeśli odrzucimy przykazania Boże jako źródło prawa i uznamy, że moralność jest zależna od wyznawanych wartości?

    Czyja moralność ma być tą wzorcową i dlaczego właśnie jego?

  5. Czy autor w ogóle miał książkę w ręku? Są tu rażące błędy. Zaczynając od autora tłumaczenia (prof. Zajadło napisał wstęp) kończąc na podejściu Radbrucha do formalizmu prawniczego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *