Nie wierzcie w to, że wprowadzanie kar administracyjnych za „wykroczenia” jest dla nas dobre. To zagrożenie dla każdego obywatela

Prawo Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (85) 15.05.2020
Nie wierzcie w to, że wprowadzanie kar administracyjnych za „wykroczenia” jest dla nas dobre. To zagrożenie dla każdego obywatela

Paweł Mering

Można uznać, że kary administracyjne funkcjonują w prawie administracyjnym od zawsze, ale dopiero od jakiegoś czasu są przedmiotem intensywnych rozważań prawniczej doktryny. Jestem przekonany że dyskusja dopiero nabierze rozpędu, bo płaszczyzna karna i administracyjna niebezpiecznie się do siebie zbliżyły – chociaż w sumie, to nawet się przecięły.

Przyszłość kar administracyjnych

Jestem zwolennikiem badania nie tylko istnienia danych regulacji czy podstawowych zasad (choćby konstytucyjnych), ale i oceniania tego, czy w praktyce jeszcze funkcjonują. Tylko tak można jeszcze jakkolwiek połapać się w dzisiejszych realiach.

Prawo karne, którego jednym z celów jest reakcja państwa na kryminalne (bądź wykroczeniowe) bezprawie, jest odrębną dziedziną od prawa administracyjnego, które z kolei reguluje istnienie i oddziaływanie organów administracji publicznej. Oczywiście maksymalnie upraszając – nie są to, rzecz jasna, definicje.

W skład prawa administracyjnego wchodzą słynne ostatnimi czasy kary administracyjne, tu – administracyjne kary pieniężne. Stanowią one konstrukcję, która sukcesywnie zbliża się albo do prawa karnego, albo wręcz wyrasta na nowy rodzaj odpowiedzialności. Niektórzy nawet wskazują, że kary administracyjne same w sobie – w obecnym ujęciu – są niekonstytucyjne, bowiem art. 42 ust. 3 Konstytucji RP określający odpowiedzialność obywatela za czyn karalny stanowi, że

Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu.

Kary administracyjne nie do końca wpisują się w ten trend, bo ich nałożenie zależne jest od arbitralnej decyzji – de facto – urzędnika. Kontrola legalności decyzji nakładających kary oczywiście istnieje i leży w gestii sądów administracyjnych. Legalności, a nie słuszności czy zasadności.

Kara administracyjna a koronawirus

Kary administracyjne stały się tematem kontrowersyjnym z uwagi na fakt, że wprowadzono je w związku z epidemią. Jako że zwalczanie epidemii należy do administracji państwowej, to – jak mniemam – uznano, że niektóre zachowania niewpisujące się w ogólne wymogi i zalecenia, są deliktami prawa administracyjnego.

Doszło do takich absurdów, że każdy obywatel, który nie zastosował się do zakazów, na przykład przemieszczając się wbrew (wątpliwym konstytucyjnie) zakazom, na przykład wchodząc do lasu czy nie mając zakrytego nosa i ust, narażał się na karę administracyjną, której wysokość wynosić mogła od 5 tysięcy złotych, do – w niektórych przypadkach – aż 30 tysięcy złotych.

Te same zachowania były objęte prawem wykroczeń, toteż swego czasu obywatel, który przemieszczał się niezgodnie z ograniczeniami, mógł otrzymać mandat albo grzywnę, a także – niezależnie – karę administracyjną. O ile w tym pierwszym wypadku przyjęcie mandatu równoznaczne jest z przyznaniem się do winy, a w drugim – stwierdzeniem winy przez sąd, o tyle w wypadku otrzymania kary administracyjnej – w maksymalnej wysokości znacznie wyższej, niż kara mogąca być nałożona przez sąd – obywatel nie ma prawa do sądu (który mógłby stwierdzić winę), a otrzymanie kary administracyjnej ma rygor natychmiastowej wykonalności, tj. odwołanie się do organu wyższej instancji nie uchyla obowiązku zapłaty.

To bardzo zły kierunek

Kary administracyjne w związku z epidemią koronawirusa okazały się „idealnym” rozwiązaniem, mimo że niewiele ich w sumie nakładano. Na fali „popularności” takiego rozwiązania, w równie „medialnej” sprawie, Minister Środowiska zapowiedział, że kary administracyjne pojawią się również w kontekście wypalania lasów.

Taki kierunek wydaje się co najmniej alarmujący. Można sobie również wyobrazić, że niemalże każdy czyn mógłby zostać obłożony odpowiedzialnością administracyjną, nakładaną przez urzędników – co do których nie ma takich wymogów, jak w odniesieniu do – choćby – sędziów.

Co będzie dalej? Kara administracyjna do 30 tys. złotych od Ministerstwa Infrastruktury za przekroczenie dozwolonej prędkości? Przykłady można mnożyć. Wystarczy wybrać sobie jakąś dziedzinę, dopasować organ i stworzyć odpowiednie przepisy.

Nie tędy droga. Jeżeli kary są za niskie, a procedury zbyt skomplikowane, to zmienić należy prawo wykroczeń. Tak, by chociaż zostawić zasadę winy i prawo do sądu.

Chętnym, którzy chcą więcej poczytać o problematyce kar administracyjnych, polecam monografię umieszczoną na stronie Rzecznika Praw Obywatelskich.