Kiedyś za „publiczne udostępnianie” uznawano po prostu udostępnienie kopii utworu. Później także linkowanie, a wydany dziś wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE rozszerza to pojęcie o sprzedaż odtwarzaczy (sic!). To może nas wszystkich wprowadzić na bardzo śliski grunt. 

Coraz więcej działań jest „piractwem”

W prawie autorskim ważne jest pojęcie „publicznego udostępniania”. Słynny wyrok w sprawie fryzjera i ZAiKS dotyczył tego właśnie pojęcia. Sąd uznał, że odtwarzanie muzyki dla ograniczonego kręgu klientów zakładu fryzjerskiego to nie jest „publiczne udostępnianie” i warto podkreślić, że polski sąd podpierał się wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE. Niestety w ostatnim czasie ten Trybunał zaczyna rozszerzać pojęcie „publicznego udostępniania” i to w sposób, który wzbudza coraz większe wątpliwości. Głośny był wyrok z września 2016 roku, w którym Trybunał uznał, że samo linkowanie może być publicznym udostępnianiem (C-160/15 – GS Media vs Sanoma Media i Playboy).

Ale na tym się nie skończyło.

TSUE: Sprzedaż odtwarzaczy może być piractwem

Dziś zapadł kolejny wyrok poszerzający pojęcie „publicznego udostępniania” (sprawa C-527/15 BREIN vs Wullems). Trybunał Sprawiedliwości UE uznał, że sprzedaż odtwarzacza multimedialnego może być traktowana jako „publiczne udostępnianie”.

Czego dotyczył spór? Holenderska organizacja antypiracka BREIN wystąpiła do sądu przeciwko człowiekowi o nazwisku Jack Frederik Wullems. Sprzedawał on urządzenie umożliwiające oglądanie na telewizorze treści z internetu (sprzedaż była prowadzona na stronie www.filmspeler.nl). Na odtwarzaczach Wullemsa znalazło się otwartoźródłowe oprogramowanie XBMC oraz dodatki od różnych producentów. Niektóre z dodatków zawierały hiperłącza, które przekierowywały użytkownika na bezpłatne strony ze streamingiem. Niektóre treści na tych stronach były udostępnione bez pozwolenia posiadaczy praw autorskich. Mówiąc krótko – odtwarzacze dawały dostęp do treści „pirackich”, ale jednak treści dostępnych w internecie nawet bez tego odtwarzacza(!).

Holenderski sąd (Rechtbank Midden-Nederland) miał pewne wątpliwości i skierował pytania do Trybunału Sprawiedliwości UE. Chciał wiedzieć m.in. czy sprzedawanie takiego odtwarzacza można uznać za „publiczne udostępnianie”. Chciał też wiedzieć, czy w tej sprawie będzie czyniło jakąś różnice to, że wcześniej doszło do opublikowania utworów lub oprogramowania dającego dostęp do nich.

Pod koniec 2016 roku opinię w tej sprawie wydał rzecznik generalny TSUE Manuel Campos Sánchez-Bordona. Wyraził on pogląd, że sprzedawanie odtwarzacza mediów, w którym sprzedawca zainstalował linki dające dostęp do nieautoryzowanych kopii utworów mieści się w pojęciu „publicznego udostępniania”. Co więcej, taka sprzedaż nie jest objęta wyjątkiem przewidzianym w art. 5(1) dyrektywy 2001/29/WE tzn. nie można jej uznać za „tymczasowe czynności zwielokrotniania, których celem jest legalne udostępnienie”.

W wydanym dziś wyroku trybunał „klepnął” opinię rzecznika generalnego. Jego zdaniem sprzedaż odtwarzaczy takich jak te, których dotyczyło postępowanie, mieści się w pojęciu „publicznego udostępniania”. Zdaniem Trybunału Wullems działał ze świadomością, że preinstalowanie określonych dodatków spowoduje udostępnienie chronionych treści. Poza tym Trybunał rozumował podobnie jak w przy wyroku dotyczącym linkowania. Sama dostępność treści to jedno, ale sprzedawca odtwarzaczy dodatkowo ułatwił znalezienie tych treści w sieci i to ułatwienie nie było bez znaczenia dla interesów posiadaczy praw.

Krok do nielegalnego oglądania streamingu?

Trybunał podkreślił również, że nie tylko odtwarzacz był reklamowany jako posiadający „pirackie” dodatki, ale też jego nabywcy mogli go kupić z myślą o tych dodatkach. Czai się w tym sugestia, że także nabywcy odtwarzacza przyłożyli rękę do naruszenia i podobne rozumowanie pojawiło się wcześniej w opinii rzecznika generalnego. Rzecznik generalny stwierdził wręcz, że „zachowanie osoby surfującej po internecie i odwiedzającej strony internetowe nie może być przyrównane do osoby, która streamuje chronione filmy i seriale”. To już tylko jeden krok do stwierdzenia, że oglądanie pirackiego streamingu też jest naruszeniem. To z kolei mogłoby oznaczać, że poruszając się po internecie jesteśmy cały czas o jedno kliknięcie od popełnienia naruszenia.

Wyjaśnijmy, że wyrok Trybunału nie dotyczył legalności oglądania streamingu. Niemniej jeśli wczytamy się w dokumenty sprawy to dostrzeżemy tam ślady takiego rozumowania.

Ten wyrok będzie wzbudzał kontrowersje i będzie podstawą kolejnych wyroków. Zawsze dyskusyjne jest poszerzanie pojęcia „publicznego udostępniania” o takie zachowania, które de facto nie są udostępnianiem utworu (tylko np. linku, odtwarzacza itd.). Wszystko staje się jeszcze bardziej śliskie, jeśli zaczniemy wprowadzać rozróżnienie między „pirackim” i „niepirackim” korzystaniem z zasobów internetu.

To nie jest koniec, bo w toku są inne sprawy dotyczące zakresu „publicznego udostępniania”. Jedną z nich jest spór Stichting Brein vs Ziggo BV (C‑610/15). Wyrok w tej sprawie odpowie na pytanie, czy udostępnianie torrentów jest rodzajem publicznego udostępniania. W tej sprawie wypowiedział się już rzecznik generalny Maciej Szpunar. Jego zdaniem działanie operatora takiego jak The Pirate Bay stanowi publiczne udostępnianie jeżeli operator ten miał świadomość, że utwór został podany do wiadomości w sieci bez zezwolenia podmiotów praw autorskich i nie interweniował, aby uniemożliwić dostęp do tego utworu.

Opinia Macieja Szpunara została dość solidnie uzasadniona, ale jednak wpisuje się w trend poszerzania pojęcia „publicznego udostępniania”. Kto wie na czym to się skończy?

Źródła

Szczegółowe informacje na temat sprawy C-527/15 BREIN vs Wullems znajdziecie na stronie Trybunału Sprawiedliwości UE