Zacznijmy od wyjaśnienia jednej istotnej kwestii – nie Trybunał Sprawiedliwości orzekł, jak piszą od rana media na całym świecie, tylko swoją opinię wyraził rzecznik generalny. Dodatkowego smaku sprawie dodaje fakt, że tym rzecznikiem generalnym jest Polak, Maciej Szpunar. 

I choć opinie rzeczników generalnych nie mają mocy wiążącej, jak ma to miejsce w przypadku orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, z reguły dzieje się tak, że jak powie rzeczni, tak Trybunał zrobi. Taka tendencja przynajmniej utrzymywała się przez lata, choć ostatnio zaczynam odnosić wrażenie, że w wielu istotnych dla mnie (prawo autorskie i okolice) sprawach, Trybunał rozmija się nieco z rzecznikami. Co gorsza – w mojej prywatnej opinii niesłusznie, ponieważ na przykład Maciej Szpunar prezentuje o wiele bardziej praktyczne i w dłuższej perspektywie bardziej racjonalne spojrzenie na europejskie przepisy.

Dziś poznaliśmy jego niezwykle ciekawą opinię na temat Ubera, która – jeśli tylko Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zdecyduje się pójść tym śladem wnioskowania – może wywrócić model biznesowy firmy. Co zresztą wcale nie musi jej zaszkodzić, ponieważ tajemnicą poliszynela jest, że Uber wciąż przynosi straty i niewykluczone, że ta cudowna rewolucja na rynku przewozu osób ogra przypadkiem samą siebie w startupowej bańce rozdmuchanych ambicji i nadziei.

Uber to w Polsce wciąż „szara strefa”, ale Minister Finansów problemu nie widzi. Powód? Kasa, misiu, kasa

Uber to usługi transportowe

Kiedy tylko pojawiał się jakiś problem z Uberem w dowolnym z państw na świecie, stanowisko firmy było jasne: nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem, ja tylko wypuściłem appkę do Google Play/App Store.

Oczywiście innego zdania są taksówkarze i korporacje taksówkarskie, które czują się zagrożone przez Ubera. Niestety w Polsce nigdy nie mieliśmy kompetentnej dyskusji na ten temat, ponieważ grupa bandytów napadała na kierowców Ubera dopuszczając się licznych samosądów, przyćmiewając tym samym rzeczywisty problem. Nic dziwnego zatem, że i opinia publiczna bardzo szybko zaczęła stawać po stronie amerykańskiej korporacji, która nie tylko odmieniła obraz przewozu osób, ale i stała się obiektem barbarzyńskich ataków kojarzących się bardziej z krajami trzeciego świata, niż ulicami Warszawy.

W Hiszpanii taksówkarze byli mądrzejsi i zdecydowali się na konfrontację sądową. Korporacja taksówkarska Elite Taxi domagała się uznania, że hiszpańska spółka Ubera dopuszcza się czynu nieuczciwej konkurencji poprzez nielegalne świadczenie usług transportowych – ani ona, ani jej kierowcy nie posiadali bowiem stosownych licencji. Ostatecznie spór trafił przed TSUE, a w jego sprawie jeszcze wcześniej opinię wydał rzecznik generalny.

Rzecznik generalny jako główny cel postawił sobie rozróżnienie, czy Uber świadczy usługi społeczeństwa informacyjnego czy jednak usługi transportowe. Od tego bowiem uzależniony byłby wymóg posiadania licencji, gdyby oczywiście państwa członkowskie UE chciały mieć takie licencje w swoim kraju (w Polsce, podobnie jak w Hiszpanii – są wymagane).

Rzecznik starannie przemaglował sposób działania Ubera i obrócił go przeciwko Uberowi, wytykając nieścisłości.

Jak czytamy w komunikacie omawiającym opinię na stronach TSUE:

(…) Rzecznik wskazał, że kierowcy, którzy jeżdżą w ramach tej platformy, nie prowadzą własnej działalności, która istniałaby niezależnie od tej platformy. Przeciwnie, działalność ta może istnieć wyłącznie dzięki tej platformie, bez której nie miałaby żadnego sensu. Rzecznik generalny zauważył również, że Uber sprawuje kontrolę nad istotnymi z gospodarczego punktu widzenia elementami miejskiej usługi przewozowej oferowanej w ramach jego platformy. Uber bowiem i) ustanawia zarówno warunki dostępu kierowców do tej działalności, jak i jej prowadzenia; ii) wypłaca premie finansowe tym kierowcom, którzy wykonali dużą liczby przejazdów, jak również wskazuje miejsca i okresy, w których można liczyć na dużą liczbę kursów czy też korzystne taryfy (co pozwala Uberowi na dostosowanie oferty do wahań popytu baz wywierania formalnej presji na kierowców); iii) sprawuje, choć pośrednio, kontrolę nad jakością pracy kierowców, w efekcie czego mogą oni zostać usunięci z platformy, i iv) ustala w istocie cenę usługi.

Wszystkie te cechy charakterystyczne wykluczają możliwość uznania Ubera za podmiot będący wyłącznie pośrednikiem między kierowcami i pasażerami. Ponadto w ramach oferowanej przez tę platformę usługi mieszanej, świadczeniem podstawowym niewątpliwie jest przewóz (czyli
świadczenie, które nie jest wykonywane drogą elektroniczną) i to on nadaje jej znaczenie gospodarcze.

Rzecznik generalny doszedł do wniosku, że usługa kojarzenia pasażerów i kierowców nie ma charakteru samodzielnego (zob. pkt 1 powyżej) czy też podstawowego (zob. pkt 2 powyżej) względem usługi przewozowej. W związku z tym nie może być zakwalifikowana jako „usługa społeczeństwa informacyjnego”. Uber jest raczej organizatorem kompletnego systemu przewozu miejskiego na żądanie, którym jednocześnie zarządza.

Uber staje przed kolejnymi wyzwaniami

Nie miejmy złudzeń, Uber nie jest tym, czym miał być. To trochę tak, jakby pod popularny BlaBlaCar podpiął się Polski Bus. Ja nie znam ludzi, którzy jeździliby jako kierowcy Uberem „okazjonalnie” – dla wielu osób jest to praca, jeśli nie na pełny etat, to przynajmniej przez kilkanaście godzin w tygodniu. A przecież chodziło raczej o kojarzenie osób jadących w jednym kierunku.

Zgadzam się też z Mariuszem, że Uber z czasem pokazuje swoje liczne wady, kierowcy słabo znają miasto i zdecydowanie zbyt często nie znają żadnego języka obowiązującego na zachód od Bugu. To z kolei stawia pod znakiem zapytania dyskusję, która jeszcze kilka lat temu wydawała się nazbyt oczywista – że wymogi licencyjne dla taksówkarzy to relikt przeszłości i zabobon.

Z Uberem z dnia na dzień jest coraz gorzej, warszawscy kierowcy prowadzą już w oparach absurdu

Jeżeli Trybunał Sprawiedliwości podzieli w mojej ocenie jak najbardziej trafną opinię rzecznika generalnego, w takiej sytuacji działalność Ubera w wielu krajach UE stanie pod znakiem zapytania, a przynajmniej będzie musiał zatroszczyć się o zdobycie wymagań typowych dla korporacji taksówkarskich – oczywiście o ile dane państwo takich wymaga. Jak bowiem czytamy w podsumowaniu informacji prasowej:

W ramach takiej wykładni działalność tej platformy nie jest objęta zasadą swobodnego świadczenia usług zagwarantowaną dla usług społeczeństwa informacyjnego, a zatem − musi spełniać „warunki dostępu przewoźników niemających stałej siedziby w państwie członkowskim do transportu krajowego w państwie członkowskim”.