Uber to w Polsce wciąż „szara strefa”, ale Minister Finansów problemu nie widzi. Powód? Kasa, misiu, kasa

Gorące tematy Moto Państwo Podatki 03.04.2017
Uber to w Polsce wciąż „szara strefa”, ale Minister Finansów problemu nie widzi. Powód? Kasa, misiu, kasa

Udostępnij

Marek Krześnicki

Uber a prawo – legalność świadczonych przez korporację usług wciąż budzi wątpliwości, ale znalazła ona nowego sojusznika: Ministerstwo Finansów. Okazuje się, że prawo – prawem, ale pieniądze w budżecie państwa muszą się zgadzać. 

Uber czy Airbnb to doskonałe przykłady na to, jak nowe technologie generują nowe problemy natury prawnej. Jeszcze do niedawna nie budziło wątpliwości, że np. bycie taksówkarzem wymaga posiadania przez kierowcę odpowiedniej licencji i spełnienia szeregu innych wymogów. Wszystko to zmieniło się wraz z pojawieniem się Ubera i jemu podobnych wynalazków. Podczepiając się pod modne hasło „ekonomia współdzielenia” (doprawdy, nie mam pojęcia, jak to się ma do zawodowego przewozu osób), Uber w sprytny sposób stworzył konkurencję dla korporacji taksówkarskich. Jednocześnie nie ponosi on żadnej odpowiedzialności za świadczone przez kierowców usługi.

Mechanizm jest bowiem bardzo prosty: Uber Poland sp. z o.o. (wspólnicy: UBER INTERNATIONAL HOLDING B.V. i UBER INTERNATIONAL B.V.) nie świadczy usług przewozowych. Spółka udostępnia jedynie platformę elektroniczną (aplikację) umożliwiającą zamówienie przewozu przez klienta. Z formalnego punktu widzenia oznacza to, że cała odpowiedzialność za usługę przewozową spoczywa na kierowcy. Dotyczy to również posiadania zezwolenia na przewóz osób przez kierowcę, który – co ważne – od jakiegoś czasu musi prowadzić działalność gospodarczą.

Uber a prawo

Uber z jednej zatem strony stanowi konkurencję dla „zwykłych” taksówek, oferując często niższą cenę za przejazd (choć z jakością przejazdu, zwłaszcza znajomością miasta przez kierowców, może już być różnie), a jednocześnie nie musi spełniać wymogów, jakimi objęci są taksówkarze. M.in. właśnie o wyjaśnienie tych kontrowersji zwrócił się do ministra finansów oraz ministra infrastruktury i budownictwa znany piosenkarz poseł Piotr Liroy Marzec z interpelacją. Odpowiedź resortu finansów jest pełna ciekawych zapisów.

Przede wszystkim, co ważne z punktu widzenia kierowców pracujących dla marki Uber, potwierdzono, że muszą się oni legitymować odpowiednią licencją, zgodnie z ustawą o transporcie drogowym.

Po drugie, po raz kolejny Ministerstwo Finansów przypomina, że kierowcy Ubera muszą rozliczać swoje dochody z fiskusem:

Przepisy dotyczące podatku dochodowego od osób fizycznych nie przewidują szczególnych zasad opodatkowania przychodów osiąganych z tytułu przewozów osobowych itaksówkowych. Osoby osiągające przychody z tego rodzaju działalności podlegają opodatkowaniu podatkiem dochodowym na zasadach określonych w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych lub w ustawie z dnia 20 listopada 1998 r. o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychody osiągane przez osoby fizyczne

Powyższa informacja nie jest nowością, już jakiś czas temu Maciej Lewczuk pisał o tym, w sumie dosyć oczywistym, obowiązku, ale najnowsza odpowiedź na interpelację zawiera również inny, niezwykle ciekawy i kontrowersyjny zapis. Otóż

kierowcy Ubera muszą używać kas fiskalnych

jak wskazano w odpowiedzi na pytania posła Liroya:

usługi przewozów pasażerskich w samochodowej komunikacji (…) oraz przewozy osób oraz ich bagażu podręcznego taksówkami, objęte są bezwzględnym obowiązkiem ewidencjonowania sprzedaży (…) przy zastosowaniu kas rejestrujących. W takim przypadku nie ma znaczenia forma dokonywanej płatności za przejazd ani forma zamawiania usługi (…) przepisy dotyczące kas rejestrujących jednakowo traktują oferujących przewóz za pośrednictwem aplikacji mobilnej oraz oferujących takie usługi bez pośrednictwa aplikacji mobilnej.

Jak zatem dosyć wyraźnie widać, specyfika takich usług jak Uber czy Airbnb wciąż stanowi problem dla państwowych instytucji. Z jednej strony, państwu powinno zależeć na tym, aby wszystkie podmioty działające na jego terytorium robiły to legalnie. Legalność ta wymaga dostosowania się choćby do licznych norm o charakterze administracyjnym, zapewniającym (przynajmniej w teorii) odpowiednią jakość świadczonych usług. Jak na przykład to, aby kierowca znał choć nazwy dzielnic miasta, w obrębie którego pracuje, albo, żeby samochód miał odpowiednią liczbę drzwi. Stąd konieczność posiadania licencji czy zezwoleń.

Z drugiej strony, państwo jest żywo zainteresowane pieniędzmi z podatków. Dlatego też wymaga się od kierowców kas fiskalnych (konia z rzędem temu, kto widział kierowcę Ubera z kasą fiskalną w samochodzie), a kierowcy są zobowiązani do prowadzenia działalności gospodarczej i rozliczania się z fiskusem.

Ministerstwo nie widzi jednak potrzeby, aby Uber był zobowiązany do kontrolowania jakości i legalności wykonywania przewozów przez swoich kierowców. Zamiast tego, Ministerstwo Finansów woli… piętnować taksówkarzy:

zapotrzebowanie na takie alternatywne usługi przewozowe wynika w pewnym stopniu z nieprawidłowości przy wykonywaniu usług przez taksówkarzy

Ale czy mniejsze lub większe zastrzeżenia co do taksówkarzy są wystarczającym wytłumaczeniem dla przymykania oka na to, że kierowcy Ubera – powiedzmy to sobie wprost – rzadko kiedy spełniają warunki określone przepisami dla przewozu osób?