Uliczne wyścigi w Berlinie skończyły się śmiercią przypadkowego kierowcy i dożywociem dla sprawców.

Kończy się sezon zimowy, na ulicach pojawiają się częściej motocykle i skutery. Co więcej, na ulicach miast można spotkać osoby, które z garaży wyprowadziły swoje „bolidy” i ścigające się nie zważając na ruch uliczny. Pewne uliczne wyścigi w Berlinie skończyły się śmiercią przypadkowego kierowcy i dożywociem dla sprawców.

Siedziałem dziś przed komputerem i czytałem wieści z kraju i ze Świata. Kilka tytułów rzuciło mi się w oczy. Jeden z tekstów traktował o walczącym o życie 22 latku, który przecenił swoje możliwości i wypadł z jezdni swoim BMW. W innym kolejny młody człowiek przeszarżował i uderzył w drzewo. Autorzy za każdym razem pisali, że znajomi tych chłopaków twierdzili, że zrobiło się cieplej i kierowcy postanowili przycisnąć mocniej pedał gazu, by rozruszać auta po zimie.

Co roku na wiosnę rozpoczyna się sezon na uliczne wyścigi. Ludzie żądni mocnych wrażeń, czasem podkręceni pewnymi używkami, chcą sprawdzić siebie, swoje maszyny i zyskać podziw, ścigając się z innymi. Problemu nie ma, gdy robią to na torze lub wyłączonych z ruchu odcinkach dróg, starych lotniskach, etc. Problemy pojawiają się, gdy za tor wybierają sobie ulice.

Ścigając się po ulicach, zyskują dodatkowy zastrzyk adrenaliny. Poza tym, na zakrętach i wzdłuż trasy mogą ustawić się inni uczestnicy zabawy lub po prostu widzowie, którzy zagrzewają „ścigantów”.

Uliczne wyścigi zyskały na popularności po serii filmów typu „Szybcy i wściekli”. Piękne dziewczyny i szybkie samochody albo na odwrót, jak to mawiał klasyk, robią swoje. Ego, adrenalina, testosteron, to główny motor napędowy ludzi biorących udział w tym procederze.

Nie przemawiają do nich śmiertelne wypadki kierowców, zniszczone maszyny, mandaty, a czasem i kary więzienia. Przykładem może być choćby szalejący niegdyś po stołecznych ulicach Frog. Śmigał on swoim Mercedesem, a potem BMW, po ulicach miast, nagrywając swoje eskapady i umieszczając wszystko w internecie. Myślał, że jest bezkarny, ale udało się go dopaść i postawić przed sądem.

Uliczne wyścigi to zmora większości miast na całym świecie. Zamiast wybierać tory, narażają swoje życie na ulicach. Swoje, ale też życie i zdrowie osób postronnych, czyli innych uczestników ruchu drogowego, w tym przechodniów, kierowców, pasażerów czekających na przystankach na autobus lub tramwaj.

W jednym z takich szalonych wyścigów w Berlinie brało udział dwóch młodych ludzi, mających 25 i 27 lat. Rok temu, gnali przez ulice stolicy Niemiec z prędkością 160 km/h. Niestety, jeden z nich uderzył w jadący prawidłowo samochód. Kierowca tego pojazdu nie przeżył obrażeń, których doznał podczas wypadku.

Prokurator wnioskował o wymierzenie im kary dożywotniego pozbawienia wolności. W uzasadnieniu podano między innymi opinię biegłego psychologa, który stwierdził, że ich ego było nad wyraz wybujałe. Twierdzili, że ich życiowym celem jest zwyciężanie, dzięki czemu ich mniemanie o sobie rośnie w siłę. Sąd Krajowy w Berlinie przychylił się do wniosku prokuratury i uznał ich za winnych, skazując na dożywotnie więzienie. Wyrok nie jest prawomocny.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Bardzo surowy wyrok ma być sygnałem do wszystkich łamiących przepisy i startujących w czymś takim jak choćby uliczne wyścigi, że nie będzie pobłażania. Nieodpowiedzialne zachowanie i nadmierna brawura będą karane z całą surowością. Podbudowywanie swojego ego nie może odbywać się kosztem komfortu, zdrowia i życia postronnych obywateli. Czy takie podejście niemieckiego sądu może wpłynąć na zmianę prawa w całej Unii Europejskiej? Czy chcielibyście takiej radykalizacji przepisów?