Polacy wspólnie zaliczyli pięć lat studiów prawniczych. PiS, jak żadna inna władza, zapewnił nam intensywną edukację praktyczną

Prawo Społeczeństwo dołącz do dyskusji (116) 29.01.2021
Polacy wspólnie zaliczyli pięć lat studiów prawniczych. PiS, jak żadna inna władza, zapewnił nam intensywną edukację praktyczną

Maciej Bąk

Od 2015 roku wiedza Polaków o prawie wzrosła na nieznaną dotąd skalę. Jeszcze pięć lat temu wielu z nas nie wiedziało do czego służy Trybunał Konstytucyjny, po co nam niezależna prokuratura albo na czym polega prawo do zgromadzeń. To, co funduje nam rząd Prawa i Sprawiedliwości, to długie, zbiorowe korepetycje ze znajomości niemal każdej dziedziny prawa.

Wiedza Polaków o prawie

Oczywiście, do czasu wygranej Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych Polska w żadnym wypadku nie była krainą mlekiem i miodem płynącą. Była krajem wielkich nierówności społecznych, nierozliczonych afer i władzy podejmującej decyzje bez odpowiedniej komunikacji ze społeczeństwem. Ale jedno trzeba poprzednim rządom oddać – żaden z nich nie mieszał w prawie tak intensywnie jak rząd PiS. Od 2015 roku zaczął się trwający do dzisiaj rollercoaster. Na kolejkę wsiedli wszyscy Polacy i wspólnie zaczęli dowiadywać się o działaniu przepisów i instytucji, o których często do tej pory mieli raczej blade pojęcie.

Zaczęło się od trybunału

To była pierwsza instytucja, za którą tuż po przejęciu władzy wziął się PiS. Zagrywka sprytna, bo chodziło o urząd, który zawsze działał trochę z boku, jego decyzje rzadko budziły emocje, a prezesa Trybunału Konstytucyjnego kojarzyli tylko nieliczni. Ale to właśnie próba przejęcia TK pokazała w jakim kierunku pójdą reformy Prawa i Sprawiedliwości. Gdy pojawili się kandydaci do Trybunału Konstytucyjnego, którzy potem będą określani jako „dublerzy”, zaczęły się sejmowe awantury, niezliczone konferencje prasowe i pierwsze manifestacje. Sam prawny aspekt przejęcia instytucji był niesamowicie skomplikowany do wytłumaczenia, ale przy jego okazji wiele osób dowiedziało się dlaczego trybunał jest tak kluczową instytucją dla polskiego porządku prawnego. I choć dziś wielu traktuje go jako wydmuszkę i nazywa „trybunałem konstytucyjnym Julii Przyłębskiej”, to w świadomość Polaków wryła się już na dobre zasada: nasz system w dużej mierze bazuje właśnie na trybunale.

To na manifestacjach w obronie Trybunału Konstytucyjnego po raz pierwszy zaczęto krzyczeć „Konstytucja!”. I choć dziś to hasło kojarzy się nam głównie z przebrzmiałymi demonstracjami Komitetu Obrony Demokracji, to był to czas gdy wiele osób aktywnie studiowało nadrzędny akt prawny Rzeczpospolitej Polskiej. Przedmiot: „polskie prawo konstytucyjne” w przypadku narodowych polskich studiów prawniczych pojawił się zatem już na pierwszym roku. I wiedza z niego się przydaje do dzisiaj, bo chociażby przedsiębiorcy buntujący się dziś przeciw lockdownowi regularnie tłumaczą, że działają zgodnie z Konstytucją RP.

Następnie sądy i prokuratura

Ile osób zdawało sobie do 2015 roku sprawę, że w Polsce istnieje niezależna prokuratura? Zapewniam, że niewiele. Dopiero w momencie, gdy przejął ją polityk, w dodatku Zbigniew Ziobro, okazało się jak mimo wszystko dobrym rozwiązaniem była może i czasem ślamazarna, ale jednak wolna od wpływów władzy prokuratura. Bo dziś rezultaty właściwie wszystkich śledztw niewygodnych dla władzy możemy poznać już na ich samym początku. Nad politykami PiS rozpościera się szeroki parasol ochronny, czego przykładem jest brak śledztwa w sprawie wyborów za 70 milionów złotych. Konsekwencje poniósł w tej sprawie zatem nie Jacek Sasin, a… prokuratorka która chciała wszcząć to śledztwo. Przeniesiono ją karnie z Warszawy do Śremu.

Z kolei zamach na wolne sądy okazał się błyskawiczną lekcją z naczelnych zasad prawa. Lekcją trudną, bo w świadomości przeciętnego Polaka sądy od lat miały (niezasłużoną) opinię nieco szemranych instytucji. PiS to wykorzystał, przeprowadził ohydną akcję propagandową obrzydzającą sędziów społeczeństwu i zaczął wprowadzać zmiany, których – szczęśliwie – wciąż nie udało mu się „domknąć”. Lekcja z niezawisłości sędziowskiej to jednak lekcja trudna i skomplikowana. Budzące podziw swoją dojrzałością wyroki odbijają się głośnym echem, ale podobnie jest z wyrokami kontrowersyjnymi, niesprawiedliwymi albo po prostu złymi. Mimo wszystko sędziowie wykorzystali ostatnie pięć lat, by pokazać swoją ludzką twarz. I wielu Polaków zrozumiało, że niezawisłość sędziowska to warunek sine qua non prawdziwej demokracji.

A prawa obywatelskie?

Ostatnie pięć lat to też nieustanna dyskusja o prawach obywatelskich. PiS kładzie nacisk na wartości konserwatywne, jednocześnie nie przejmując się często prawami mniejszości czy prawami kobiet. Najbardziej aktualny temat to wprowadzenie niemal całkowitego zakazu aborcji. Ale pamiętamy też dobrze wieloletnią nagonkę, prowadzoną pod hasłem „wroga ideologia LGBT”. Rzecznik Praw Obywatelskich nigdy nie miał w Polsce tyle pracy co od 2015 roku. Społeczeństwo poznało nie tylko tę instytucję, ale też chronione przez nią prawa. To skutek wyjścia ze strefy komfortu, w jakiej głównie młodzi ludzie żyli w latach dwutysięcznych.

Osobny akapit trzeba poświęcić prawu do zgromadzeń. Dziś przed wybraniem się na demonstracje w obronie praw kobiet wiele osób zapisuje sobie numery interwencyjne. Sprawdza jak zachować się podczas próby zatrzymania przez policję. Państwo wykorzystuje bowiem pandemię koronawirusa do tego, by tłumić niewygodne dla niej protesty „bo naruszają reżim sanitarny”. Przed 2015 rokiem podobne starcia z policją działy się głównie przy okazji manifestacji związkowców albo kibicowskich zadym. Dziś jest to chleb powszedni każdej młodej osoby, której nie podoba się na przykład uprzedmiotowienie kobiet. Prawa o zgromadzeniach Polacy uczą się zatem bardzo skrupulatnie.

Pandemia, czyli przyspieszony kurs wszystkiego

Na wybuch pandemii koronawirusa polskie władze nie miały żadnego wpływu. Wpływ za to miały na wprowadzenie przy tej okazji totalnej demolki polskiego systemu prawnego. Zaczęło się od grzechu pierworodnego, czyli pomysłu na to by wszystkie obostrzenia wprowadzać za pomocą rozporządzeń. Przedsiębiorcy szybko zaczęli sprawdzać czy można zakazać lub ograniczyć wolność działalności gospodarczej w drodze rozporządzenia. Tak samo pojawiły się wątpliwości czy zakaz poruszania się może być regulowany przez ustawę o stanie epidemii. Dowiedzieliśmy się dzięki temu po co istnieją stany nadzwyczajne, w tym stan klęski żywiołowej. A co za tym idzie – dlaczego rząd uporczywie unika jego wprowadzenia (z obawy przed wypłacaniem w przyszłości odszkodowań).

Do tego dochodzą kolejne tarcze antykryzysowe, których zawiłości sprawiły, że przedsiębiorcy zaliczyli dziesiątki nieprzespanych nocy. Jak wnioskować o mikrodotację? Czy łapiemy się na tarczę PFR? Prowadzący działalność gospodarczą prawne aspekty lockdownu musieli przyswoić bardzo szybko, a i tak wciąż nie wszystko zostało przez rząd rozjaśnione.

Doskonale pamiętamy też prawne zamieszanie wywołane przez korespondencyjne wybory prezydenckie, które się nie odbyły. Nieoczekiwanie w środku pandemii ogłoszono w Polsce wykład obowiązkowy z przedmiotu „Prawo wyborcze”. A serwowane na nim casusy były tak abstrakcyjne, że nawet najbardziej szalony profesor nigdy by na nie nie wpadł.

Magistra mamy w kieszeni

Wymienione powyżej przykłady mógłbym jeszcze mnożyć i wystarczyłoby tego na pięć kolejnych tekstów. Wniosek jest jednak jeden: trafiło nam się życie w ciekawych, często bardzo trudnych czasach. Ale właśnie z takich lekcji często wynosimy najwięcej. Kiedy to całe prawne zamieszanie się skończy, Polacy będą mieli znacznie większą niż do tej pory świadomość swoich praw i obowiązków. Dzięki temu kolejna władza nie będzie już w stanie tak łatwo realizować swoich autorytarnych zapędów. Bo będzie miała po drugiej stronie cały naród, może i domorosłych, ale prawników.