Sprzedawca w Żabce domaga się 10% prowizji od wydanej reszty, gdy klient płaci wysokim nominałem za bułkę. Czy ma do tego prawo?

Codzienne Gorące tematy Zakupy dołącz do dyskusji (171) 05.07.2018
Sprzedawca w Żabce domaga się 10% prowizji od wydanej reszty, gdy klient płaci wysokim nominałem za bułkę. Czy ma do tego prawo?

Udostępnij

Tomasz Laba

Sprzedawca nie ma prawnego obowiązku wydania klientowi reszty. To jedynie kwestia powszechnie przyjętego zwyczaju. Zatem skoro nie musi, a może, to czy może uzależnić wydanie reszty od zainkasowania prowizji w wysokości 10% wydawanej kwoty? Nasz czytelnik zauważył taką praktykę w sklepie sieci Żabka na swoim osiedlu.

Pomimo tego, że płatności bezgotówkowe w naszym kraju są niezwykle popularne, spora część społeczeństwa jest przyzwyczajona do szelestu banknotów i dźwięku bilonu w portfelu. Ja sam gotówki nie widziałem od dawna, a dzięki takim rozwiązaniom jak SkyCash, czy od niedawna Apple Pay, portfel w zasadzie nie jest mi do niczego potrzebny. To jednak moje konsumenckie przyzwyczajenia i zdaję sobie sprawę z tego, że gotówka wciąż ma się w naszym kraju całkiem nieźle. Popularność kart płatniczych powoduje, że sprzedawca nie zawsze jest przygotowany na wydanie każdemu klientowi reszty z dowolnego nominału.

O tym, czy wydanie reszty to obowiązek sprzedawcy bardzo szczegółowo napisał Marek. Prawo, bardzo zresztą słusznie, nie przewiduje takiego obowiązku dla sprzedawcy. Trudno sobie nawet wyobrazić, że drobny sklepikarz miałby na zapleczu worek monet, aby móc każdemu klientowi wydawać resztę za drobne zakupy. Niestety pomimo skrajnej niepraktyczności takiego rozwiązania, bardzo często zdarza się, że klient za drobne zakupy chce płacić banknotem 100 zł lub wyższym. Skoro jest jasne, że sprzedawca nie ma obowiązku wydawać reszty to czy może ten fakt wykorzystać na swoją korzyść?

W żabce na moim osiedlu jest kartka przy ladzie mówiąca o naliczeniu 10% prowizji w przypadku, gdy klient przyjdzie po „jogurt czy bułkę ze stówą” cytowany jest tam artykuł 535 chyba. Jednak ja nic takiego nie znalazłam. Czy taka sytuacja jest w ogóle zgodna z prawem?

Takimi słowami zaczyna się wiadomość, jaką otrzymaliśmy od naszej czytelniczki. Sprzedawca w jej lokalnej Żabce wpadł na chytry plan, który pozwoli mu odpłacić pięknym za nadobne cwanym klientom. Czy takie działanie sprzedawcy jest legalne? Czy można uzależnić wydanie reszty od drobnych zakupów, za które klient płacił wysokim nominałem od pobrania prowizji?

Wydanie reszty nie jest obowiązkiem sprzedawcy

Podobnie jak w przypadku obowiązku wydania reszty, odpowiedź nie jest do końca jednoznacznie określona przepisami. Przywołany przez sprzedawcę artykuł 535 kodeksu cywilnego zdaje się kompletnie nie pasować do sytuacji.

Przez umowę sprzedaży sprzedawca zobowiązuje się przenieść na kupującego własność rzeczy i wydać mu rzecz, a kupujący zobowiązuje się rzecz odebrać i zapłacić sprzedawcy cenę.

Ten przepis jasno określa obowiązki stron umowy sprzedaży. Obowiązkiem sprzedawcy jest wydać kupującemu rzecz, a ten musi ją odebrać i zapłacić cenę. Zatem to kupujący musi zadbać o to, żeby mieć w ogóle możliwość spełnić swoją część zobowiązania. Wydawanie reszty jest co prawda ogólnie przyjętym zwyczajem – to jest po prostu wygodne rozwiązanie. Jak to jednak jest z tą prowizją? Czy sprzedawca w ogóle ma prawo do jej pobrania?

Odpowiedź nie jest taka oczywista. Pomijając całkowicie kwestię tego, że takie zachowanie jest dokładnym przeciwieństwem definicji słowa marketing, to wydaje się, że taka praktyka teoretycznie jest możliwa. Taka prowizja byłaby najzwyklejszym w świecie przychodem przedsiębiorcy. To oznacza, że taka czynność musiałaby być odpowiednio zewidencjonowana na kasie fiskalnej, aby móc odprowadzić należny podatek. To jednak jedna strona medalu. Z drugiej strony, takie żądanie jawi się jako oczywiste pogwałcenie zasad dobrych obyczajów kupieckich.

Wydanie reszty – prowizja dla sprzedawcy?

Praktyka rynkowa stosowana przez przedsiębiorców wobec konsumentów jest nieuczciwa, jeżeli jest sprzeczna z dobrymi obyczajami i w istotny sposób zniekształca lub może zniekształcić zachowanie rynkowe przeciętnego konsumenta przed zawarciem umowy dotyczącej produktu, w trakcie jej zawierania lub po jej zawarciu.

Tak głosi artykuł trzeci ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym. Nikt chyba podczas zakupów nie spodziewa się tego, że sprzedawca owszem, wyda klientowi resztę, ale pobierze sobie z tego tytułu prowizję. Wielokrotnie powtarzałem, że wydawanie reszty jest powszechnie przyjętym zwyczajem, który wynika z tego, że w obrocie gospodarczym posługujemy się takimi, a nie innymi nominałami banknotów i monet. Jeżeli sprzedawca z jakiegokolwiek powodu nie jest w stanie wydać klientowi reszty, powinien po prostu odmówić sprzedaży. Nie poniesie z tego tytułu żadnych konsekwencji, ponieważ to po stronie konsumenta leży obowiązek zapłaty ceny. Cała reszta to kultura i zwyczaj. Wydanie 2 zł reszty dla osoby płacącej banknotem 10 zł nigdy nie jest problemem. Wydanie 98 zł reszty za kupno dwóch bułek może być dość problematyczne, zwłaszcza chwilę po otwarciu sklepu.

Czy żądanie prowizji od wydania reszty może przynieść sprzedawcy jakieś problemy? Katalog sankcji za stosowanie nieuczciwych praktyk jest określony w art. 12 ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym. Należy do nich obowiązek zaprzestania praktyk, usunięcie skutków jej stosowania, złożenia odpowiedniego oświadczenia, naprawienie szkody czy zasądzenia odpowiedniej sumy pieniężnej na określony cel społeczny. Wydaje się, że w tym przypadku w zupełności wystarczające byłoby nakazanie takiemu przedsiębiorcy zaprzestania tej przedziwnej praktyki. Z pewnością jednak szybko sam z niej zrezygnuje, gdy okaże się, że szybko traci klientów.

Jako ciekawostkę można wskazać to, że za rozmienienie pieniędzy banki pobierają prowizję w wysokości do 1,5%, a i to w przypadku, gdy rozmienia się ilość banknotów powyżej określonego przez bank limitu. W innych sytuacjach ta usługa jest bezpłatna. Banki jednak są przystosowane do świadczenia takiej usługi.