Zespoły parlamentarne to dużo większy problem, niż przysłowiowa goła baba na sejmowym laptopie

Państwo dołącz do dyskusji (32) 21.03.2020
Zespoły parlamentarne to dużo większy problem, niż przysłowiowa goła baba na sejmowym laptopie

Rafał Chabasiński

W trakcie posiedzenia zespołu parlamentarnego ds. „Obrony Kierowców” miał miejsce drobny incydent. Podczas prezentacji materiałów na rzutniku pojawiła się tapeta laptopa użytego akurat przez posła Dobromira Sośnierza – z nagą kobietą w jednoznacznej pozie. To właściwie drobiazg w porównaniu z faktem, że zespoły parlamentarne jako takie w dużej mierze są tworem zupełnie bezużytecznym.

Zrzeszanie się w zespołach poselskich i senatorskich ma być rzekomo działalnością nierozerwalnie związaną ze sprawowaniem mandatu

Zdawać by się mogło, że zespoły parlamentarne powinny stanowić dość poważne organy zajmujące się równie poważnymi sprawami. W końcu, jakby nie patrzeć, tworzenie takowych stanowi właściwie nie tylko uprawnienie parlamentarzystów, ale także część składową wykonywania ich mandatów.

Co więcej, zgodnie z ustawą o wykonywaniu mandatu posła i senatora, zespoły parlamentarne oznaczają dla swoich członków pewne niekoniecznie oczywiste przywileje. Mowa chociażby o art. 6 ust. 2, zgodnie z którym immunitet poselski obejmuje także wystąpienia na posiedzeniach zespołów poselskich lub senackich. Te uznane są za „działalność związaną nieodłącznie ze sprawowaniem mandatu”.

Przepisy tak naprawdę nie przywiązują większej wagi do funkcjonowania zespołów parlamentarnych

Wydawać by się więc mogło, że zespoły parlamentarne to dość poważna sprawa. Pomimo tego, zarówno ustawa jak i chociażby regulamin Sejmu traktują je raczej po macoszemu. Całość regulacji sprowadza się właściwie do tego, że posłowie i senatorowie mogą tworzyć takie zespoły, mogą robić to wspólnie. Komisje sejmowe mogą także przekazać sprawę redakcyjnego opracowania przyjętych poprawek specjalnie do tego celu powołanemu zespołowi. I to tak naprawdę tyle.

W praktyce zespoły parlamentarne prezentują się dość imponująco jeśli idzie o ich ilość. Jest ich po prostu mnóstwo. Zajmują się sprawami z praktycznie każdej dziedziny, jaką możemy sobie wyobrazić. Mamy na przykład zespół ds. Afryki, łuszczycy, przywrócenia żeglowności Wiśle. Można wskazać zespoły przyjaciół poszczególnych polskich regionów. Są również takie dużo bardziej egzotyczne, jak zespół brydża sportowego, czy nordic walkingu. Bardzo wiele takich zespołów ma charakter mniej lub bardziej religijny.

Znaleźć można także te bardziej na czasie. Jest zespół „stop ideologii gender”, ds. „skutków działalności Komisji Weryfikacyjnej pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza i Jana Olszewskiego”. Przynajmniej jeśli wierzyć stronie internetowej Sejmu. Problem w tym, że informacje o zespołach poselskich nie są tam aktualizowane zbyt często. Co zresztą o tej formie parlamentarnej aktywności wiele mówi.

Niektóre zespoły parlamentarne to platforma służąca nobilitacji poglądów uważanych gdzie indziej za zwyczajnie szkodliwe

Na pewno jednak istnieją takie jak chociażby zespół ds. ochrony zwierząt, praw właścicieli zwierząt oraz rozwoju polskiego rolnictwa. Ten który tak chętnie wsłuchuje się w głos przestępców skazanych prawomocnymi wyrokami za znęcaniem się nad zwierzętami. Czy wreszcie zespół do spraw obrony kierowców. Przed czym należy kierowców bronić? Przede wszystkim przed zmianami w prawie zmierzającymi do ochrony pieszych przed potencjalnym rozjechaniem przez rozpędzony samochód. Mowa chociażby o ogólnopolskiej dyskusji o pierwszeństwie na pasach.

Warto zauważyć, że zespoły parlamentarne w pewnym sensie pozwalają grupom posłów na przedstawianie w ramach pracy Sejmu tych swoich poglądów, które wśród całej izby niespecjalnie mogą liczyć na zrozumienie. Można przy tym wskazać chociażby zapraszanie na posiedzenia takich zespołów parlamentarnych antyszczepionkowców. Oni także w ten sposób uzyskują platformę do głoszenia swoich tez, które przecież mogą być dla państwa po prostu szkodliwe. Epidemia koronawirusa dowodzi, że brak zaufania do służby zdrowia w społeczeństwie to nie jest coś, co chcielibyśmy mieć w Polsce na większą skalę.

To wszystko przy optymistycznym założeniu, że nie chodzi o założenie zespołu w sprawie egzotycznego kraju, do którego parlamentarzystom akurat chciałoby się pojechać. Zespoły parlamentarne często są też przecież zakładane i właściwie to tyle w kwestii ich aktywności.

Zespoły parlamentarne nie mogą być tylko sposobem na integrację posłów – musza być ujęte w szczegółowych ramach prawnych

Dlatego właśnie nie ma tak naprawdę potrzeby oburzania się na parlamentarną wpadkę z udziałem także posła Dobromira Sośnierza. Owszem, w trakcie oficjalnych prac Sejmu zgromadzeni mogli obejrzeć roznegliżowaną panią na tapecie użytego przez niego laptopa. Ktoś mógłby oczywiście stwierdzić, że taka erotyczna tapeta nie przystoi – a już na pewno nie w Sejmie czy miejscu pracy. Powadze izby niższej na pewno cały incydent się nie przysłużył.

Niemniej, nie jest to przecież pornografia w rozumieniu prawa karnego. Nic strasznego się nie stało.Osobną kwestią są właśnie zespoły parlamentarne same w sobie. Niby stanowią integralną część wykonywania mandatu posła, ale trudno powiedzieć by faktycznie jako instytucja przyczyniały się do czegoś pożytecznego dla państwa i obywateli. Mają zapewnione istotne miejsce w porządku prawnym, ale tak naprawdę niewiele z ich istnienia wynika.

Pytanie o to, jak naprawić zespoły parlamentarne nasuwa się samo. Najlepszym chyba rozwiązaniem byłoby uregulowanie ustawowe, bądź za pomocą regulaminów poszczególnych izb, które jasno ustalałoby ramy prawne tych instytucji. Mowa o tym, w jakich okolicznościach taki zespół można stworzyć, ale przede wszystkim także jaka powinna być jego minimalna aktywność. Warto przy tym zauważyć, że formy służące integracji samych posłów jednak powinny znajdować się poza ustawowym zakresem „działalności związanej nieodłącznie z wykonywaniem mandatu”.