Jak Airbnb niemal zrujnowało mi urlop

Codzienne Gorące tematy dołącz do dyskusji (133) 08.05.2018
Jak Airbnb niemal zrujnowało mi urlop

Udostępnij

Joanna Buchwałd-Musińska

Ze stron typu Booking, Airbnb czy Trivago korzysta codziennie tysiące użytkowników. To serwisy pośredniczące w dobowym wynajmie apartamentów na całym świecie. Okazyjnie, wygodnie i komfortowo, ale czy bezpiecznie?

Jak korzystać z  Airbnb?

Sam proces wynajęcia apartamentu nie jest skomplikowany. Wystarczy założyć i zweryfikować konto na Airbnb. Do weryfikacji potrzebny jest skan dowodu osobistego oraz zdjęcie, które pracownik serwisu porówna ze zdjęciem z dokumentu tożsamości. Procedura przebiega szybko i bez komplikacji. Następnie możemy już w pełni korzystać z usług serwisu.

Wyszukujemy terminu, lokalizacji i lokalu o parametrach, które spełniają nasze oczekiwania, następnie piszemy do właściciela zapytanie o dostępność w danym terminie. Airbnb bazuje na kalendarzu rezerwacji, dzięki czemu użytkownik serwisu widzi apartamenty dostępne dokładnie w wyznaczonym przez siebie terminie lub w terminach ościennych. Następnie pozostaje nam zadecydować czy oczekujemy w pełni wyposażonego, luksusowego apartamentu, czy skromnego, taniego i wygodnego miejsca na nocleg. Spektrum dostępnych opcji jest tu naprawdę ogromne.

Moja przygoda z Airbnb

Na początek wyjaśnię w kilku słowach, że nie jestem przeciwniczką Airbnb. Korzystałam z tego serwisu wielokrotnie i nigdy nie spotkało mnie nic przykrego – zarówno ja, jak i wynajmujący wywiązywaliśmy się ze swoich zobowiązań i wszyscy byli szczęśliwi. Ale również nigdy nie miałam do czynienia z komplikacjami. Wydawało mi się, że w obliczu haseł: bezpieczeństwo, gwarancja, rygorystyczne zasady itd., jako użytkowniczka serwisu będę bezpieczna. Tu jednak nastąpiło zderzenie z rzeczywistością. Oto jak Airbnb niemal zrujnowało mi wakacje.

Rodzinna wycieczka do Barcelony miała być drobiazgowo zaplanowanym prezentem niespodzianką. Na podróż wyznaczyłam końcówkę kwietnia, a apartament postanowiłam wynająć ze sporym wyprzedzeniem już na przełomie stycznia i lutego. Szukałam lokalizacji, która będzie doskonale skomunikowana z całą Barceloną i z uwagi na mój sentyment do Gaudiego padło na apartament z widokiem na katedrę Sagrada Familia. Wysłałam zapytanie o dostępność i otrzymałam informację zwrotną, że mogę dokonać rezerwacji. Opłata niemała, ale gospodarz miły i – wydawało się – uczciwy.

Airbnb – co poszło nie tak?

W przeddzień wylotu otrzymałam telefon od Airbnb. Przemiła pani, mówiąca po angielsku, ze zbolałym głosem oznajmiła mi, że gospodarz odwołał moją rezerwację na 17 godzin przed planowanym zameldowaniem. Pani oświadczyła, że rozumie moją frustrację i rozgoryczenie całą sytuacją, ale postara się nam pomóc. Teraz najlepsza część.

Od Airbnb otrzymałam DO 300 zł zniżki na wynajem kolejnego apartamentu oraz zapewnienie, że pracownik obsługi klienta pomoże mi w szybkiej rezerwacji innego lokalu. Cały szkopuł tkwił w tym, że przez tydzień przeglądałam apartamenty na wakacje niespodziankę, drobiazgowo przeszukiwałam dostępne lokalizacje, wyposażenie i standard, a teraz miałam dosłownie kilka godzin na znalezienie czegoś, co mnie zadowoli. Najlepsze apartamenty były niedostępne, a te zaproponowane przez pracownicę Airbnb znajdowały się na drugim końcu miasta i daleko odbiegały od wyznaczonych przeze mnie standardów.

Niewiele myśląc weszłam na Booking i – tu niespodzianka – nie tylko znalazłam komfortowy apartament, ale ze względu na rezerwację „last minute” dostałam 30% zniżkę. Tym samym dla 3 osób wynajęłam 6-osobowy apartament, 4 minuty od Sagrada Familia, taniej niż pierwotnie. Co ciekawe, ten sam apartament widniał na Airbnb w cenie regularnej, bez zniżki. Duża wtopa.

Trudności

Mimo „happy endu”, czuję po przygodzie z Airbnb ogromny niesmak. Pani z obsługi klienta zadzwoniła do mnie po 17. Zaledwie kilka godzin potem czekała nas długa podróż na lotnisko i lot. Zostałam zmuszona do podjęcia szybkiej decyzji, a co ciekawsze, w tym czasie właściwie nawet nie planowałam być wtedy w domu. Mogło zdarzyć się tak, że nie odebrałabym telefonu i o anulowaniu dowiedziałabym się na miejscu.

Proces zwrotu gotówki, bo taką opcję wybrałam, nie trwał długo – dwa dni potem pieniądze były już na moim koncie. Gdybym jednak nie miała wystarczających środków na wynajem innego apartamentu, musiałabym na siłę wybrać jeden z apartamentów Airbnb, nawiasem mówiąc, albo horrendalnie drogich, albo usytuowanych daleko od centrum, albo po prostu brzydkich. To nijak nie wpisuje się z moją wizję wymarzonej Barcelony.

Konsekwencje gospodarza

Na co dzień jestem osobą opanowaną, ale tu autentycznie poniosły mnie nerwy. Powstałej sytuacji nawet nie miałam jak skomentować. Na profilu mojego gospodarza pojawił się automatycznie komentarz w moim imieniu: „The host canceled this reservation the day before arrival. This is an automated posting.” Ja, natomiast, nie miałam prawa umieścić żadnego komentarza, ponieważ w regulaminie widnieje zapis:

„Czy mogę zostawić recenzję gospodarzowi, jeśli anuluje moją rezerwację?

Tak, jeśli podróż zostanie anulowana w dniu zameldowania lub później. Jeśli wcześniej – pozostawienie recenzji nie będzie możliwe.

Jeżeli gospodarz anuluje pobyt przed dniem zameldowania, przy ofercie pojawi się automatyczna recenzja wskazująca, że pobyt został przez niego odwołany. Taka recenzja to element kary za anulowanie przez gospodarza i nie może zostać usunięta. Zawsze możesz przesłać komentarz swojemu gospodarzowi w wątku wiadomości Airbnb.”

No to srogo. Teraz hit: jakie konsekwencje poniesie gospodarz za to, że odwołał moją rezerwację na 17h przed przybyciem? Uwaga, mocna rzecz, zapłaci 50 lub 100 dolarów, chyba, że… anulowanie nastąpiło w wyniku tzw. wyjątkowych okoliczności. Mnie właśnie takie dotyczyło.

Co Airbnb rozumie przez wyjątkowe okoliczności? Np. śmierć osoby bliskiej, kataklizm itd. Zgoda. Problem w tym, że mój gospodarz nie zarządzał swoimi mieszkaniami, więc cokolwiek go dotknęło – nie powinno było mieć wpływu na mój wynajem. Jeśli to incydentalny przypadek, praktycznie nie ponosi konsekwencji, gdyby był to kolejny raz, utraciłby znaczek „superhosta”. Bolesne, dotkliwe i z pewnością zniechęci do podobnych praktyk w przyszłości. Airbnb robi to źle.

Abstrahując od tego, że gospodarz nie wysilił się na przeprosiny, wyjaśnienia – cokolwiek, czuję absmak. Kilka dni później usłyszałam od znajomej, że to, co mnie spotkało, to wcale nierzadka praktyka. Gospodarze anulują wcześniejsze rezerwacje, bo wynajmują apartamenty w najlepszych lokalizacjach gościom „z ulicy”, za znacznie większe pieniądze. Z uwagi na fakt, że każdy może powiedzieć, że zmarła mu babcia, nie kupuję tego. Gdyby nie fakt, że miałam sporo szczęścia, musiałabym jechać do Barcelony z całą rodziną w ciemno, a mój gospodarz straci status superhosta. Dno.

Airbnb jeszcze przez kilka dni nękało mnie telefonami i zakłócało urlop. Pomijam fakt, że mogłabym nie znać języka angielskiego i naprawdę nie wiem jak wówczas wyglądałby cały ten proces. Wiem, natomiast, że Airbnb nie jest w stanie w żaden sposób zapewnić mi bezpieczeństwa wynajmu nieruchomości na wakacjach i z tego serwisu z pewnością już nie skorzystam.