Mówcie co chcecie, ale za autostrady i ekspresówki będę kochał Tuska do końca życia

Codzienne Gorące tematy Moto dołącz do dyskusji (174) 16.10.2017
Mówcie co chcecie, ale za autostrady i ekspresówki będę kochał Tuska do końca życia

Udostępnij

Marek Krześnicki

Autostrada – najlepszy wynalazek od czasów Mieszka I. 

Jeszcze do niedawna polscy kierowcy z ogromną zazdrością patrzyli na swoich zagranicznych kolegów, których samochody pławiły się w luksusie – to znaczy, jeździły do kościoła po szerokich, bezkolizyjnych szosach. Tymczasem my, Polacy, kilkanaście lat temu autostrady widzieliśmy w filmach i na zagranicznych wczasach.

Podróże po Polsce były natomiast wielogodzinnym, męczącym maratonem i nieustającą walką o przeżycie pomiędzy szaleńcami w BMW i kierowcami TIR-ów. Kto wyprzedzał kolumną ciężarówek na pofalowanej niczym loki greckich bogiń nawierzchni drodze krajowej nr 7 między Mławą a Płońskiem – ten zrozumie.

Autostrady w Polsce – najlepszy wynalazek od 966 roku

Na szczęście, pierwsza dekada XXI wieku przyniosła dwie rewolucje. Pierwszą było wejście do Unii Europejskiej i związana z tym rzeka pieniędzy, jaką wpompować można było w polską infrastrukturę. Drugą: dojście do władzy ludzi, którzy potrafili te pieniądze wykorzystać. Nie zamierzam tutaj jakoś specjalnie gloryfikować ekipy Donalda Tuska, ALE jedno trzeba przyznać: zmiana władzy w 2007 roku spowodowała, że asfalt zaczął lać się strumieniami, a kamieniołomy nie nadążały z wydobyciem kruszywa pod drogi szybkiego ruchu. W czym zresztą wydatnie pomogła organizacja Euro 2012 i związany z tym szał inwestycyjny, o czym pamięta każdy, kto obserwował wyścig z czasem przy dociąganiu autostrady A2 od Łodzi do Warszawy. I w ostatniej chwili to się udało.

Nagle okazało się, że w Polsce można budować dobre, szerokie, bezkolizyjne drogi szybkiego ruchu. Obecnie mapa autostrad i dróg ekspresowych wygląda tak:

Stan budowy drog.svg
Autor: Follow by white rabbit na licence CC BY-SA 3.0

Każdy kierowca, który dużo podróżuje po Polsce, powinien docenić przeskok z epoki dróg krajowych, których nawierzchnia pamięta późnego Gierka, na wypasione autostrady z MOP-ami (Miejscami Obsługi Podróżnych). Nie wspominając o tym, że obecnie siatka dróg szybkiego ruchu jest na tyle rozbudowana, że sporą część podróży krajowych można odbyć niemal wyłącznie wygodnymi, bezkolizyjnymi trasami.

W każdym razie ja zawsze czuję ulgę, czy udaje mi się zjechać z dróg lokalnych, wojewódzkich czy krajowych na trasę w standardzie „S” lub „A”. Trudno zresztą żeby było inaczej, polskie drogi krajowe potrafią wyglądać tak, jak widoczna poniżej DK25:

dk25

Autostrady nie są wolne od wad, ale i tak je kocham

Owszem, polskie autostrady nie są wolne od wad. Wciąż brak wygodnego, powszechnego mechanizmu poboru opłat. O ile oczywiście akceptujemy fakt dodatkowych opłat za drogi o wyższym standardzie – jeśli nie, możemy dopisać kolejną uciążliwość. Co więcej, choć autostrady w teorii powinny być bezpieczniejsze od „zwykłych” dróg, to jednak – przynajmniej sprawdzając wskaźnik śmiertelności na 1000 km dróg – wcale tak nie jest.

Nie da się ukryć, że państwo polskie ma jeszcze dużo do zrobienia w kwestii poprawy bezpieczeństwa na drogach szybkiego ruchu, to przynajmniej w części wina za wiele niebezpiecznych zachowań na drogach klasy „A” czy „S” zależy od kierowców. A ci mają wiele za uszami, o czym przekonać się może każdy, kto przejedzie się polskimi autostradami. Nadmierna prędkość, niedotrzymywanie odpowiedniej odległości od innych pojazdów, nieumiejętne wyprzedzanie – to codzienność.

Mimo to jazda autostradą, z włączonym tempomatem i gorącą kawą prosto z MOP-u pod ręką jest nieporównywalnie wygodniejsza i przyjemniejsza niż slalom-gigant na nierównym asfalcie . I za tę wygodę będę kochał Tuska do końca życia. Do czego zresztą wydatnie przyczynią się jego następcy, będący mentalnymi potomkami niesławnego ministra Polaczka – specjalisty od paraliżu budowy dróg.